Ok. 1000 szpitali w Polsce ma certyfikat akredytacyjny świadczący o wyższej jakości leczenia. Nie jest wcale łatwo go zdobyć w związku z czym niektóre placówki walczą o niego latami, bo ma on przełożenie też na finanse szpitala. Dla pacjenta placówka z akredytacją nie daje jednak 100 proc. gwarancji bezpieczeństwa.
Trwają pracę nad projektem ustawy o jakości w ochronie zdrowia, która ma poprawić bezpieczeństwo pacjentów w szpitalach. Przez to m.in., że zobowiąże personel medyczny do raportowania zdarzeń niepożądanych, a Rzecznik Praw Pacjenta będzie przyznawał rekompensaty.
Tymczasem polityka akredytacyjna prowadzona przez Centrum Monitorowania Jakości (CMJ) w Ochronie Zdrowia - agendę Ministerstwa Zdrowia już dziś mobilizuje wiele szpitali do racjonalnego zarządzania informacjami o błędach medycznych. CMJ funkcjonuje 25 lat. Przez ten czas ok. 1000 szpitali uzyskało akredytację.
Z danych jednostki wynika, że niektóre szpitale latami walczą o zdobycie certyfikatu akredytacyjnego. Ok 50 placówek medycznych aż osiem razy startowało o uzyskanie certyfikatu akredytacyjnego. Ok 230 zdobyło go za drugim razem, a ok 130 za piątym. Za pierwszym podejściem certyfikat uzyskało ok 150 szpitali.
Warunki akredytacji
- Jeśli jakiś szpital osiem razy podchodził do akredytacji, oznacza to, że pracował na to ok 24 lat. Tyle czasu poprawiał kulturę bezpieczeństwa. Prym wśród certyfikowanych jednostek wiodą te największe, bo one odpowiadają za 50 proc. hospitalizacji – wskazał Michał Bedlicki wicedyrektor Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia podczas konferencji jaka pod koniec kwietnia odbyła się w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku.
CMJ nadając certyfikat sprawdza:
Standardy opieki nad pacjentem: ciągłość opieki, ocena stanu pacjenta, opieka od przyjęcia do wypisu Standardy obsługi pacjenta: prawa pacjenta, odżywianie, warunki, opinie Standardy efektów opieki: zakażenia, hospitalizacje, rehospitalizacje, przedłużone pobyty, skutki zabiegów follow-up, przebieg znieczuleń, zgony, zdarzenia niepożądane Jakość diagnostyki: obrazowa, laboratoryjna Zarządzanie środowiskiem opieki Poprawa jakości: identyfikacja danych, analiza, wnioskiOd 1997 r. certyfikat akredytacyjny ma Wojewódzki Szpital Dziecięcy w Olsztynie.
- Standardy opieki nie kłują. Nie są wyśrubowane. Akredytacja obliguje nas do tego, aby omawiać efektywność działalności poszczególnych oddziałów. Skupiamy się na stałych elementach monitorowaniu działalności medycznej, klinicznej, finansowej. Analizujemy z poszczególnymi kierownikami jakość opieki, hospitalizacje itd. A wysoka jakość leczenia przekłada się na lepsze wyniki finansowe szpitala - wskazuje Krystyna Piskosz-Ogórek, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego Dziecięcego w Olsztynie.
NFZ przyznając bowiem kontrakt szpitalowi w konkursie dodatkowe punkty daje za posiadanie właśnie certyfikatu CMJ.
Krystyna Piskosz-Ogórek Przez podkreśla, że przez okres utrzymywania statusu szpitala akredytowanego wiele zmian zostało wymuszonych. M.in.
aktywność całego personelu szpitala praca zespołowa standaryzacja opieki, procedur analiza działalności
Nowa kultura pracy
- Z punktu widzenia pracowników, stworzyliśmy kulturę stałego monitorowania wskaźników jakości, rozmów o efektach własnej działalności czy częstych konsyliów. Do nas się zgłaszają osoby, które chcą u nas pracować bo wiedzą, że jest tu bezpiecznie. Zaś z punktu widzenia pacjenta ważne jest to, że ma on poczucie przynależności do rodziny szpitalnej
Np. Nie ma dystansu pacjentów do siebie i do personelu bo budujemy kulturę współpracy o koleżeństwa. Pacjenci mają wpływ na żywienie, budowę placu zabaw czy strefy fitness - mówi Krystyna Piskosz-Ogórek
Brakuje rejestrów jakościowych
Warto zatem, aby pacjenci udając się na hospitalizację sprawdzali, czy placówka ma certyfikat akredytacyjny. Ale czy zawsze gwarantuje to 100 proc. bezpieczeństwo
- Nie ma takiej statystyki w sprawach, które prowadzę, świadczących o tym, że w szpitalach z certyfikatem nie dochodzi do błędów medycznych. Za to bezpiecznym szpitalem dla pacjenta jest ten, który ma zweryfikowaną jakość leczenia. Z tym, że rejestr zabiegów i wskazanie efektów ich leczenia jest prowadzony przez Ministerstwo Zdrowia na razie tylko w zakresie leczenia kardiologicznego - wskazuje Jolanta Budzowska, radca prawny i specjalista ds. procesów o błędy medyczne.
CMJ robiło też niedawno badania w szpitalach dotyczące oceny poziomu bezpieczeństwa. Uczestniczyło w nim 15 tys. medyków ze 100 szpitali. 70 proc personelu medycznego uznało, że pracują w bezpiecznym miejscu. Ale już tempo pracy, zdaniem 43 proc, ankietowanych, jest za szybkie. 44 proc. badanych uznało też, że w przypadku błędów medycznych, jakie wystąpiły nie ma negatywnych skutków takich zdarzeń, bo nie są raportowane. Albo są rzadko.
- Brak kultury no-blame powoduje, że zamiatamy niektóre rzeczy pod dywan, tracimy dużą ilość informacji, które mogłyby do czegoś posłużyć - podsumowuje wicedyrektor Michał Bedlicki Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia.
Długa jeszcze droga pacjenta do bezpieczeństwa w polskich szpitalach. Tymczasem WHO rzuca wyzwanie, aby do 2030 roku szpitale za sprawą polityki bezpieczeństwa wyeliminowały zupełnie błędy medyczne.
Polecamy także:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!