Nadal oddziały szpitalne zawieszają swoją działalność z powodu braku lekarzy, którzy nagle odchodzą z pracy a na ich miejsce ciężko znaleźć nowe osoby. Być może za 10 lat problem deficytu kadr medycznych przestanie być tak odczuwalny, bo przybywają do nas ukraińscy medycy, a i uczelnie medyczne opuszcza coraz większa liczba absolwentów medycyny.
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 3 w Rybniku mierzy się z kolejnym kryzysem kadrowym. Większość bowiem lekarzy oddziału chirurgii ogólnej złożyło wypowiedzenia z pracy. Już w minionym roku z powodu odejść medyków przez kilka miesięcy nie pracowały pediatria i interna. Oddziały laryngologii dla dzieci i dorosłych nadal nie wznowiły przyjęć. Ze szpitala na cały kraj rozeszła się wieść, że także lekarze z SOR- u składają wypowiedzenia
O takich kryzysach kadrowych słychać dość często w ostatnich latach. Braki lekarzy czy pielęgniarek odbijają się czkawką pacjentom, których liczba może się zwiększyć w związku z przypływem uchodźców do Polski. Nasuwa się zatem pytanie o to, kiedy w Polsce będzie wystarczająca liczba lekarzy? A może już nie jest tak źle jak przedstawiają to czasem protestujący medycy? Polityka Zdrowotna postanowiła poszukać odpowiedzi na to pytanie.
Przybywa lekarzy z Ukrainy
Otóż w ostatnich dwóch latach, do Polski przybyło nieco medyków z Ukrainy, którym specustawa o kadrach medycznych przygotowana na czas pandemii COVID-19 umożliwiła łatwiejsze podejmowanie pracy w polskich szpitalach. Jeszcze zanim nostryfikują dyplomy. Z ostatnich danych, które otrzymała Polityka Zdrowotna z Ministerstwa Zdrowia wynika, że od początku 2021 r. Minister Zdrowia umożliwił pracę 800 osobom z obywatelstwem ukraińskim w Polsce na tzw. uproszczonych zasadach wydając decyzje dla:
Dodatkowo uchwalona w marcu, w związku w wojną w Ukrainie, specustawa o pomocy uchodźcom jeszcze bardziej uprościła zasady podejmowania pracy w polskich szpitalach medykom z Ukrainy. Otóż minister zdrowia może wydać zgodę na pracę dla cudzoziemca bez konsultacji tego z konsultantem w danej dziedzinie medycyny. Pierwsze osoby już składają wnioski do ministra zdrowia i jak widać, szpital w Rybniku, chce skorzystać z ich pracy.
Co więcej, od kilku lat rząd systematycznie zwiększa limity przyjęć na studia medyczne. Wzrosły one o jakieś 20 proc w ostatnich latach. W roku akademickim 2021/2022, limit przyjęć na kierunek lekarski zwiększył się o 346 miejsc w skali kraju. Na kierunku lekarskim przyznano w sumie 9029 miejsc. W przypadku studiów dziennych, prowadzonych w języku polskim dla obywateli polskich i obcokrajowców, limit wyniósł 5449 miejsc.
Zmiany za kilka lat
W samej stolicy działają już cztery uczelnie kształcące przyszłych medyków: Warszawski Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Uczelnia Łazarskiego, Uczelnia im Marii Curie-Skłodowskiej. Ostatnio Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki zapowiedział otwarcie kierunku lekarskiego na Mazowieckiej Uczelni Publicznej w Płocku w październiku 2023 r.
- To są wszystko działania w dobrym kierunku. Wprawdzie ukraińskich medyków nie przybyło tak dużo jak się spodziewał rząd, teraz są w ogóle nie są wypuszczani, ale kształcenie większej liczby studentów na polskich uczelniach może doprowadzić za parę lat do tego, że przestaniemy tak mocni odczuwać deficyt kadr medycznych, lekarzy. Choć jest to problem ogólnoświatowy. Na pewno jednak przyszłością medycyny są nowe technologie i nowe zawody medyczne - wskazuje prof. Jarosław Fedorowski, szef Polskiej Federacji Szpitali.
Jego zdaniem jednak, już dziś nie byłoby tak źle, gdyby wprowadzić do szpitali asystentów medycznych.
- Tu chodzi o zmianę organizacji oddziałów. Chirurdzy powinni zajmować operowaniem, a wszelkie inne czynności jak np. wypełnianie dokumentacji medycznej, powinien przejąć asystent. Dlatego strajk medyków jaki niedawno odbył się w Warszawie, głosił niesłuszne hasła domagając się zaprzestania wprowadzania nowych zawodów do szpitali - wskazuje prof. Fedorowski.
Wprowadzanie nowych zawodów już ma miejsce. Szpital Wolski w Warszawie zatrudnił na SOR asystentów medycznych i nagle okazało się, że praca dla lekarza to może być całkiem atrakcyjna. Nieoficjalnie wiadomo, że lekarze boją się konkurencji. Choć jak przyznaje prof. Fedorowski, zupełnie niepotrzebnie bo wprowadzanie asystentów jest sposobem na usprawnienie funkcjonowania oddziałów szpitalnych na całym świecie.
Mniej szpitali to mniej zapotrzebowania kadrowego
Interesująco mogą się przedstawiać zapotrzebowania kadrowe w obliczu reformy szpitali. Rząd skierował do konsultacji społecznych pod koniec 2021 r. projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa. Zgodnie z nią, pod lupę nowo powstałej Agencji Rozwoju Szpitali ma trafić ok. 580 szpitali publicznych, w tym klinicznych, powiatowych, instytutów itd. Te najbardziej zadłużone będą musiały, zgodnie z projektem, wdrażać plany naprawcze. Nie wiadomo też, czy przetrwają. W 2021 roku długi szpitali wyniosły już ponad 20 mld zł, w tym 3 mld zł to zobowiązania wymagalne. Z tym że według wstępnych danych na koniec 2020 roku, 80 proc. sumy zobowiązań wymagalnych szpitali publicznych generowane było przez zaledwie 14 proc. szpitali. Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia zapowiadali pod koniec ubiegłego roku, że być może ok. 50 szpitali będzie restrukturyzowanych. Nie wiadomo czy przetrwają. Wobec czego i kadry medycznej nie będzie tam potrzeba. Z tym, że jak dowiedziała się nieoficjalnie Polityka Zdrowotna, być może projekt upadnie, gdyż w obliczu wojny w Ukrainie, napływy uchodźców rząd nie ma przestrzeni aby zajmować się teraz tak poważną reformą.
- W obliczu jednak takiej reformy mogłaby się okazać, że kadr medycznych wcale aż tak dotkliwie nam nie brakuje. Zbędne są niektóre porodówki i oddziały położnicze, skoro odbywa się na nich jeden poród na dobę - wskazuje dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. ochrony zdrowia Uczelni Łazarskiego.
Co ciekawe, jakiś czas temu Fundacja im. Lesława Pagi, stworzyła na zlecenie Ministerstwa Zdrowia dokument - prognozę dostępu do lekarza na najbliższe dziesięciolecia. Eksperci w szacunkach przyjęli, że lekarze będą pracować do 70. roku życia. Zauważają że problem niedoboru medyków w najbliższej dekadzie zacznie znikać, a po 2038 r. sytuacja na rynku się odwróci.
Będzie wystarczająco lekarzy?
Z dokumentu wynika, że w 2019 r. w Polsce było 123,2 tys. lekarzy do 70. roku życia. Zakładając, że wyemigrowało 700 osób, a przyjechało 170, faktycznie pracuje ich 122,3 tys. Gdybyśmy chcieli, żeby było u nas tylu lekarzy, ile wynosi średnia unijna, czyli 3,6 lekarza na 1 tys. mieszkańców, powinno ich być ponad 138 tys. To oznacza, że luka wynosi 16 tys. par rąk do pracy.
Być może to się będzie zmieniać, gdy na rynek będą wychodzić coraz to liczniejsze roczniki absolwentów medycyny i w miarę sprawnie zrobią specjalizację. Fundacja jednak swe szacunki robiła w momencie gdy mówiło się o depopulacji Polski, o spadku liczby ludności. Teraz, w obliczu wojny w Ukrainie i przybywania do nas rzeszy uchodźców nie wiadomo jak będzie, nie wiadomo ilu z nich zostanie w kraju.
Polecamy także:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!