Reklama

Pensje lekarzy w Polsce. „Jeżeli jedna osoba zarabia 100 tys. zł, a reszta 5–10 tys., to jest to głęboko patologiczne” – Jakub Kosikowski, rzecznik NIL

Czy lekarze w Polsce rzeczywiście zarabiają po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy złotych miesięcznie? Debata o pensjach lekarzy, rozpalona propozycją Ministerstwa Zdrowia wprowadzenia limitu wynagrodzeń, szybko odsłoniła głębszy problem: strukturalne nierówności w systemie ochrony zdrowia. O tym, skąd biorą się „złote” specjalizacje, dlaczego limity płac nie są dobrym rozwiązaniem i jak destrukcyjnie na zespoły medyczne działają ogromne dysproporcje wynagrodzeń, mówi dla Wyborcza.pl Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej.

Pensje lekarzy w Polsce a pomysł limitu wynagrodzeń

Pod koniec listopada Ministerstwo Zdrowia, po burzliwej dyskusji i fali krytyki ze strony środowiska lekarskiego, wycofało się z pomysłu wprowadzenia limitu zarobków lekarzy na poziomie około 48 tysięcy złotych miesięcznie. Resort zadeklarował, że zamiast ograniczania pensji skupi się na zmianach w ustawie o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia.

W wywiadzie dla Wyborcza.pl na pytanie o to, czy takie kwoty są w Polsce wysokie, Jakub Kosikowski nie unikał jednoznacznej odpowiedzi.

Reklama

Dużo, nawet bardzo dużo. To są pieniądze, których zdecydowana większość Polaków nie zarabia – i zdecydowana większość lekarzy też nie – podkreślił rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.

Jednocześnie zaznaczył, że choć sam uznaje takie wynagrodzenie za wysokie, wprowadzenie sztywnego limitu płac nie byłoby dobrym rozwiązaniem z perspektywy całego systemu ochrony zdrowia.

Są specjalizacje i zabiegi, które w skali europejskiej czy światowej są po prostu wyceniane bardzo wysoko – wyjaśnił, wskazując, że ograniczenie wynagrodzeń mogłoby sprawić, iż część procedur zniknęłaby z Polski, a pacjenci byliby kierowani na leczenie za granicę.

Reklama

Zarobki lekarzy a rzeczywistość danych

W debacie publicznej często pojawia się obraz lekarzy zarabiających 50–100 tysięcy złotych miesięcznie. Jakub Kosikowski, odwołując się do danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, przedstawił inny obraz. 

Mediana kontraktu lekarza specjalisty we wrześniu 2024 roku wynosiła 24 600 zł brutto. Mediana wynagrodzenia na umowie o pracę, z dyżurami i wszystkimi pochodnymi, to 21,5 tys. zł – powiedział, podkreślając, że do poziomu 50 tysięcy większości lekarzy wciąż bardzo daleko.

Reklama

Zdaniem rzecznika Naczelnej Izby Lekarskiej skupienie się wyłącznie na najwyższych zarobkach stało się wygodną zasłoną dymną.

Wszyscy zaczęli się emocjonować pensjami na poziomie stu tysięcy, a dużo ważniejsze rozwiązania systemowe przeszły niemal bez dyskusji – ocenił.

„Złote” specjalizacje i patologie systemu

W rozmowie pojawił się wątek lekarzy, którzy dzięki swojej pozycji i deficytowym specjalizacjom mogą stawiać szpitale pod ścianą. Kosikowski nie zaprzeczał, że takie sytuacje budzą sprzeciw społeczny, ale zwracał uwagę na ich systemowe źródła.

Reklama

To nie jest tak, że lekarz przychodzi i sam sobie wystawia rachunek na 200 tysięcy złotych. Ktoś tę umowę podpisuje. Ktoś zarządzający szpitalem uznaje, że jest to dla niego opłacalne – tłumaczył.

Jako przykład przywołał głośną sprawę szpitala w Koninie, który ograniczył przyjęcia pacjentów onkologicznych z powodu problemów finansowych, jednocześnie płacąc kardiologowi 200 tysięcy złotych miesięcznie.

Dyrektorka szpitala powiedziała wprost, że jej się to opłaca, bo ten kardiolog robi procedury za 2 miliony złotych miesięcznie – relacjonował Kosikowski, pokazując mechanizm, w którym wysokie wyceny procedur napędzają ogromne wynagrodzenia w wąskiej grupie specjalizacji.

Reklama

Medycyna jako praca zespołowa i destrukcyjne dysproporcje

Najmocniejsze słowa w rozmowie dotyczyły wpływu takich różnic płacowych na funkcjonowanie zespołów medycznych. Jakub Kosikowski szeroko opisał, jak wygląda proces leczenia pacjenta i ile osób jest w niego zaangażowanych.

Medycyna jest grą zespołową. To jest praca wielu ludzi – podkreślał, wymieniając diagnostów, pielęgniarki, fizjoterapeutów, ratowników i lekarzy różnych specjalności.

W tym kontekście padło jedno z najbardziej dosadnych zdań rozmowy.

Jeżeli w takim zespole jedna osoba zarabia 100 tysięcy złotych, a reszta 5–10 tysięcy, to jest to głęboko patologiczne i destrukcyjnie działa na cały zespół – stwierdził rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, dodając, że tak dużych kominów płacowych nie da się racjonalnie obronić.

Reklama

Wycena procedur zamiast limitów płac

Zdaniem Kosikowskiego źródłem problemu nie są indywidualne decyzje lekarzy, lecz sposób finansowania ochrony zdrowia.

Problem leży w wycenach świadczeń, które windują jedne procedury, a drugie zaniżają – mówił, wskazując, że dyrektorzy szpitali i lekarze działają w ramach reguł narzuconych przez system.

Rozważając alternatywę dla płacenia „za procedurę”, rozmówca przyznał, że choć obecny model sprzyja patologiom ilościowym, całkowite odejście od bodźców wydajnościowych również niesie ryzyko. Jako przykład podał polską kardiologię, która dzięki odpowiedniemu finansowaniu osiągnęła europejski poziom skuteczności leczenia zawałów.

Reklama

To efekt właśnie tego, że pojawiły się tam pieniądze – zauważył.

Specjalizacje, wybory życiowe i przyszłość systemu

Duże różnice w zarobkach wpływają także na wybory młodych lekarzy. Kosikowski zwracał uwagę, że specjalizacja jest decyzją na całe życie, podejmowaną często dopiero w okolicach czterdziestki.

Jeżeli ktoś ma do wyboru trzy specjalizacje, a tylko jedna daje szansę na kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, to wiele osób wybierze właśnie ją – mówił, tłumacząc popularność takich dziedzin jak dermatologia, okulistyka czy radiologia.

W kontekście przyszłości systemu rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej podkreślał, że choć liczba lekarzy w Polsce rośnie, kluczowe będzie to, czy będą oni chcieli pracować w publicznej ochronie zdrowia.

Reklama

Warunek jest taki, żeby ci lekarze chcieli potem pracować w systemie publicznym, a nie wszyscy od razu odchodzili do sektora prywatnego – zaznaczył.

Pensje lekarzy jako objaw, nie przyczyna

Cała rozmowa prowadzi do jednego wniosku: debata o pensjach lekarzy w Polsce odsłania głębokie pęknięcia w systemie ochrony zdrowia. Limity wynagrodzeń mogą brzmieć atrakcyjnie politycznie, ale – jak wynika z argumentów Jakuba Kosikowskiego – nie rozwiązują problemu patologicznych wycen, nierówności między specjalizacjami i braku mechanizmów realnej kontroli jakości leczenia. W centrum tej dyskusji pozostaje pytanie nie tylko o to, ile zarabiają lekarze, lecz także o to, jak zbudować system, w którym medycyna rzeczywiście pozostaje grą zespołową, a nie wyścigiem po najlepiej wycenione procedury.

Reklama

Źródło: Wyborcza.pl/Kasia Bielecka/MH

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Wyborcza.pl Aktualizacja: 05/01/2026 17:34
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości