Rada Ministrów oficjalnie przyjęła propozycję dotyczącą wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz stawki godzinowej, które mają obowiązywać w 2027 roku. Gabinet Donalda Tuska postawił na ostrożny wzrost, co oznacza, że propozycja jest niższa zarówno od oczekiwań związkowców, jak i wcześniejszych rekomendacji resortu pracy. Gra o ostateczny kształt wypłat właśnie się rozpoczęła.
Zgodnie z decyzją rządu, oficjalna propozycja zakłada, że w 2027 roku minimalne wynagrodzenie za pracę wzrośnie do kwoty 4950 zł brutto. Zmieni się również minimalna stawka godzinowa dla osób na umowach cywilnoprawnych – ma ona wynieść 32,30 zł.
Jak te liczby wypadają w zestawieniu z obecnymi zarobkami?
Miesięczna pensja wzrośnie o 144 zł (skok o 3% w stosunku do poziomu z 2026 roku).
Stawka godzinowa pójdzie w górę o 0,90 zł.
Kancelaria Premiera szacuje, że ta zmiana wpłynie bezpośrednio na portfele około 1,58 miliona Polaków, którzy obecnie otrzymują najniższe uposażenie.
Co ciekawe, przyjęta przez Radę Ministrów propozycja jest skromniejsza niż to, co jeszcze tydzień temu rekomendowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Resort kierowany przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk chciał zapisać w ustawie kwotę 4986 zł brutto (oraz 32,60 zł za godzinę), co oznaczałoby podwyżkę o 180 zł.
Ministerstwo Pracy miało w ręku mocny argument: kwota 4986 zł idealnie odpowiadałaby pułapowi 50% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia na 2027 rok, które według szacunków ma sięgnąć imponujących 9971 zł. Rząd zdecydował się jednak na nieco bardziej zachowawczy wariant, prawdopodobnie biorąc pod uwagę koszty po stronie przedsiębiorców.
Rządowa propozycja to dopiero początek drogi i niemal pewne jest, że wywoła ona burzliwą dyskusję. Na stole leżą bowiem skrajnie różne oczekiwania partnerów społecznych:
Związki zawodowe (Solidarność, OPZZ, FZZ): Żądają znacznie mocniejszego uderzenia. Ich wspólne stanowisko to twarde 5200 zł brutto minimum. Związkowcy argumentują, że w obliczu wciąż wysokich kosztów utrzymania pracownicy potrzebują realnej tarczy, która zabezpieczy ich standard życia.
Pracodawcy: Stoją na przeciwnym biegunie. Apelują o to, by przy wyliczaniu wzrostu płacy minimalnej trzymać się wyłącznie sztywnego wskaźnika wynikającego z obecnych przepisów ustawowych, bez dodatkowych, politycznych „bonusów”, które mogłyby nadmiernie obciążyć firmy.
Projekt rządu trafia teraz pod obrady Rady Dialogu Społecznego (RDS), gdzie zasiadają przedstawiciele rządu, związków zawodowych i organizacji pracodawców. Zasady gry są jasne: RDS ma dokładnie 30 dni na wypracowanie wspólnego kompromisu.
Jeśli trójstronne negocjacje zakończą się sukcesem, wynegocjowana kwota zostanie ogłoszona do 15 września w Monitorze Polskim. Co jednak w sytuacji, gdy strony nie dojdą do porozumienia? Historia uczy, że to bardzo prawdopodobny scenariusz. Wówczas ostateczne słowo i tak będzie należeć do rządu, który ustali stawki samodzielnie w drodze rozporządzenia (również do 15 września). Jedno jest pewne: kwoty nie będą mogły być niższe od tych, które rząd zaproponował we wtorek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze