To choroba w Polsce zapominana – mówią ekspertki o anoreksji. I wytykają, że nie ma w Polsce systemowych rozwiązań, które pomagają w leczeniu. Opieką trzeba objąć nie tylko pacjentów, ale także całe rodziny, które często nie mają pojęcia, jak się zachować.
Wystarczy tylko przytoczyć opinię prof. Katarzyny Agaty Kucharskiej, kierownik Katedry Neuropsychologii i Neuronauki Klinicznej Instytutu Psychologii UKSW, która stwierdza wprost, że w polskich szpitalach po prostu brakuje oddziałów adresowanych do chorych za zaburzenia odżywiania. Już to pokazuje, w jakim stanie jest leczenie anoreksji w naszym kraju.
Tym właśnie w Sejmie zajął się Parlamentarny Zespół ds. Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży.
- To zaburzenie odżywiania, anoreksja, dotknęła moją rodzinę. Tych systemowych niedziałań uważam za tak poważne, jak powinny wyglądać – mówiła Maria Koźlakiewicz-Joanna, wiceprzewodnicząca zespołu, na którego posiedzeniu były też córki posłanki.
Reklama
Jeszcze kilka lat temu – choć to źle zabrzmi – anoreksja była modnym tematem. Dużo się o niej mówiło i pisało. Z czasem jednak „się znudził” i jak mówi Elżbieta Piętal z Fundacji Drzewo Życia, to dziś temat zapomniany. Tłumaczy także, że zaburzenia odżywiania to choroby psychiczne. Tak jak bulimia czy kompulsywne jedzenie. Związane jest to ze skrajnymi emocjami, nieradzeniem sobie z nimi. Obsesyjnym myśleniem o własnej sylwetce i wadze.
W Polsce chorzy leczą się publicznie, a także prywatnie. Co do tej pierwszej opcji, to hospitalizacja w szpitalu psychiatrycznym. Trudniej jest podjąć leczenie na innych oddziałach.
- Pacjent nie bardzo ma się do kogo zwrócić – punktuje Piętal.
I dodaje, że brakuje wykwalifikowanej kadry, jak choćby pedagogów szkolnych i właśnie odpowiednich lekarzy.
- Hospitalizacja w oddziałach psychiatrycznych. Kryteria przyjmowania na oddział są dwa. Powyżej 16 BMI nie przyjmujemy, bo nie ma zagrożenia życia, poniżej 13/14 BMI nie przyjmujemy, bo jest za duże zagrożenie życia – dodaje.
I wylicza, że pobyt w szpitalach wiąże się z zapinaniem w pasy, pobytem w izolatce. Brakuje w Polsce też psychoedukacji, profilaktyki i w ogóle problematyki zaburzeń odżywiania.
Dlatego bardziej rozbudowane jest leczenie operacyjne, ale wielu osób na to nie stać.
Zuzanna trzy lata chorowała na anoreksję i jest w procesie leczenia.
– Anoreksja to nie moda – mówi. – To choroba, która każdego dnia odbiera siły i nadzieję, zarówno chorej, jak i jej bliskim.
Gabriela mówi podobnie. Jest siostrą osoby chorej na anoreksję. Mówi, że trzeba patrzeć, jak siostra traci siły i to jest powodem lęku o nią.
– Każdy posiłek staje się źródłem trudu, a każda informacja o pogarszających się wynikach badań wywołuje strach o jej życie. Rodzina bardzo często nie wie, jak pomóc.
Reklama
Ewelina Gleń, dietetyk, przyznaje, że anoreksja jest zapomnianym tematem. A problemem jest też to, że rodzina nie wie, co zrobić, i często pielęgnuje chorobowe zachowania dziecka. Rodzice czują się bezradni.
- Bardzo często pacjenci mają monotonne posiłki i wybrane konkretne marki produktów, a otoczenie rodzinne musi mierzyć się z tym, że rodzina musi wyszukiwać te produkty. Ich brak może wywoływać duży lęk i łączy się z niezrozumieniem rodziny, która nie wie, jak w takich sytuacjach postępować. Osoby chore na zaburzenia odżywiania mają określone pory posiłków, co bardzo często koliduje z wizytą u lekarza i dochodzi do nieporozumień, bo opiekunowie mają trudności z umawianiem wizyt – wylicza.
Reklama
Problemem są jeszcze dziś restauracje czy uroczystości rodzinne. Rodzina nie wie, jak postępować w takiej sytuacji.
Prof. Katarzyna Agata Kucharska, kierownik Katedry Neuropsychologii i Neuronauki Klinicznej Instytutu Psychologii UKSW, przyznaje, że sytuacja leczenia zaburzeń odżywiania w Polsce nie jest dobra. Brakuje rozwiązań systemowych, a anoreksja jest bardzo złożoną chorobą. Występuje często z depresją, zaburzeniami neurorozwojowymi.
- Anoreksja pozwala w sposób inteligentny ukryć inne dolegliwości. Trudno diagnozować, kiedy nie wystarcza energii na funkcjonowanie emocjonalne. Organizm jest w stanie wegetacji.
Reklama
Ekspertka podkreśla, że leczenie jest wyścigiem z czasem. Kiedy pacjent/pacjentka skończy 18 lat i ma sama decydować o swoim losie, o leczeniu, to staje się to trudniejsze niż w przypadku niepełnoletniej nastolatki.
Jak mówiła posłanka Koźlakiewicz, celem zespołu jest wypracowanie rozwiązań, które będzie można przedstawić Komisji Zdrowia i wypracować rozwiązania związane z anoreksją.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze