Reklama

Dr Dorota Sikora: „Koszt milczenia zaczyna być większy niż koszt zabrania głosu”. O dezinformacji medycznej i algorytmach, które nigdy nie śpią

W świadomości społecznej dezinformacja medyczna często rozumiana jest jako coś, co przychodzi z zewnątrz — od influencerów, anonimowych kont i internetowych uzdrowicieli. Gdyby rzeczywiście tak było, walka z nią zdawałaby się może prostsza. Tymczasem raport UMW i Mediaboard pokazuje obraz bardziej złożony: deepfake'i z twarzami profesorów polecających suplementy, których nigdy nie polecali, instytucje zdrowotne nieobecne tam, gdzie algorytm toczy prawdziwą walkę o uwagę pacjenta i twórcy wellness mieszający rzetelne fakty z nieuprawnionymi wnioskami, do których Lex Szarlatan nie dotrze. To nie jest problem złych lekarzy. To problem systemu, który nie stworzył im warunków do bycia tam, gdzie ich potrzeba i przestrzeni informacyjnej, którą ktoś inny chętnie zagospodarowuje. W drugiej części rozmowy z dr Dorotą Sikorą z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pytamy nie tyle o źródła dezinformacji, ile o luki, które sami jako system nieświadomie dla niej otwieramy.

O autorytecie bez pokrycia

PolitykaZdrowotna.com: W raporcie „Dezinformacja medyczna. Raport medialny 1.01.2025–14.05.2026" pojawia się wzmianka o 45 lekarzach oskarżanych o szerzenie postaw antyszczepionkowych podczas pandemii COVID-19, ale problem jest dużo szerszy i dotyczy wielu dziedzin medycyny. Mamy lekarzy kwestionujących skuteczność mammografii, twierdząc, że „roznosi raka". Mamy środowisko tzw. lekarzy wolnościowych, często już pozbawionych prawa wykonywania zawodu, budujących narracje antysystemowe z tytułami naukowymi w tle. Mamy onkologię, gdzie pacjenci rezygnują z chemioterapii na rzecz głodówek i detoksów, często po rozmowach z kimś, kto przedstawia się jako lekarz. Jak jako pacjent mam dziś wiedzieć, któremu lekarzowi wierzyć i czy izby lekarskie w ogóle są w stanie poradzić sobie z problemem dezinformacji wewnątrz własnego środowiska, skoro przez lata wyraźnie go nie dostrzegały??

Dr Dorota Sikora, dyrektor Biura Rankingów i Komunikacji Naukowej UMW: To jest dziś naprawdę trudne, bo biały fartuch i tytuł naukowy nie są gwarancją rzetelnej informacji. Coraz trudniej określić czy pochodzący od niego przekaz faktycznie należy do eksperta czy został wygenerowany przez AI na podstawie dostępnych w sieci materiałów. Próba walki z deepfakem jest walką z wiatrakami. Sfałszowane przekazy miesiącami nie znikają z sieci. Robią realną szkodę. I nawet jeśli wiemy, że pojedynczy lekarz nie zmienia wiedzy medycznej, bo nauka opiera się na konsensusie, wielu badaniach i rekomendacjach towarzystw naukowych, to straty są realne. Potrzebne są konkretne systemowe rozwiązania, które dadzą możliwość reagowania.

Reklama

PZ: Kiedy lekarz z tytułem naukowym publicznie kwestionuje konsensus naukowy, na przykład w kwestii szczepień, czy wyrządza większą szkodę niż anonimowy influencer?

DS: Tak, bo lekarz czy profesor ma ogromny kredyt zaufania. A pojedynczy, kontrowersyjny głos jest bardziej medialny, szybko przechwytują go środowiska antyszczepionkowe, influencerzy i algorytmy, podczas gdy naukowy konsensus po prostu nie generuje takich emocji.

O szczepionce na kłamstwo

PZ: Raport dokumentuje deepfake lekarzy, realistyczne nagrania, w których znane twarze medyczne polecają suplementy, których nigdy nie polecały. Dla młodego odbiorcy, który nie zna twarzy kardiologa z telewizji, ta manipulacja jest niewidoczna. Czy środowisko medyczne ma narzędzia, żeby się bronić i czy chce z nich korzystać?

Reklama

DS: Technologicznie raczej nie. Deepfake'i rozwijają się szybciej niż system ochrony zdrowia. Największym problemem jest to, że takie materiały bazują na zaufaniu do lekarzy i wykorzystują ich autorytet bez ich wiedzy. Mamy z tym do czynienia także we Wrocławiu, w fałszywych reklamach suplementów wykorzystywano wizerunki lekarzy z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Dla wielu odbiorców, szczególnie starszych, odróżnienie prawdziwego nagrania od fałszywego jest praktycznie niemożliwe.

Dlatego potrzebujemy jednocześnie narzędzi prawnych, technologicznych, ale też edukacji zdrowotnej i cyfrowej. Wiemy już z badań, że samo prostowanie fałszywych informacji, czyli debunking, nie wystarcza. Coraz więcej dowodów pokazuje, że bardzo skuteczne są również działania typu prebunking, czyli uprzedzanie ludzi, jak działają manipulacje, zanim się z nimi zetkną. To trochę jak szczepionka przeciw dezinformacji. Podanie małej dawki wiedzy o mechanizmach manipulacji, zanim pojawi się fałszywy przekaz. Badania pokazują, że takie interwencje zwiększają odporność na dezinformację i pomagają ludziom lepiej rozpoznawać manipulacje.

Reklama

Właśnie z takiego założenia wychodzimy na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, gdzie tworzymy Centrum Odkryć Medycznych, naszą systemową szczepionkę przeciw dezinformacji. Chcemy nie tylko obalać mity, ale przede wszystkim budować odporność społeczną na fałszywe informacje o zdrowiu. I to musi zaczynać się już w szkołach. Dlatego tak ważne jest przygotowanie nauczycieli do prowadzenia edukacji zdrowotnej i edukacji medialnej. Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu uruchomiliśmy studia podyplomowe przygotowujące do prowadzenia edukacji zdrowotnej, a także wydaliśmy podręcznik dla nauczycieli , który pomaga rozmawiać z młodymi ludźmi nie tylko o zdrowiu, ale również o tym, jak odróżniać wiedzę od dezinformacji.

Reklama

O nieobecnej instytucji

PZ: W najaktywniejszych profilach społecznościowych analizowanego okresu nie ma Ministerstwa Zdrowia, GIS-u ani żadnej uczelni medycznej. Są za to Bracia Rodzeń, Justyna Socha i Hubert Czerniak. Czy to kwestia regulaminów, procedur, braku budżetu a może czegoś głębszego: instytucje po prostu nie chcą grać na tych zasadach?

DS: Trochę wszystko naraz. Instytucje są ostrożne, działają w procedurach i nie publikują kilkunastu emocjonalnych treści dziennie. A algorytmy premiują właśnie emocje, prostotę i regularność. Ale nie sądzę, żeby odpowiedzią było „granie według zasad dezinformatorów”. Dobrą praktyką jest obecność tam, gdzie są odbiorcy, szybkie reagowanie i tłumaczenie złożonych tematów prostym językiem.

Reklama

PZ: Jest takie zdanie w raporcie: „milczenie ekspertów zawsze ktoś zagospodaruje". Ale eksperci medyczni nie milczą z lenistwa, milczą, bo boją się, że jeden nieudany post zniszczy wizerunek budowany przez lata. Czy ta kalkulacja jest racjonalna? I czy system akademicki przypadkiem nie nagradza właśnie tej ostrożności?

DS: To jest racjonalna obawa. W nauce jesteśmy uczeni ostrożności, niuansów i unikania uproszczeń, a media społecznościowe nagradzają prosty, zdecydowany przekaz. Mam jednak wrażenie, że koszt milczenia zaczyna być większy niż koszt zabrania głosu. Jeśli eksperci nie uczestniczą w rozmowie, przestrzeń informacyjna nie pozostaje pusta. Ktoś ją zagospodaruje i nie zawsze będą to osoby kierujące się wiedzą naukową.

Reklama

PZ: TikTok jako platforma wymaga regularności, lekkości i autentyczności. To trzy cechy, których instytucjonalna komunikacja medyczna jest strukturalnie pozbawiona, bo musi przechodzić przez rzeczników, akceptacje, procedury. Czy instytucja ochrony zdrowia jest w ogóle zdolna do komunikacji na TikToku, czy to zadanie wyłącznie dla konkretnych, odważnych lekarzy działających na własną rękę i czy system ich w tym wspiera czy raczej pozostawia samych sobie?

DS: Tak, ale nie będzie komunikować się tak samo jak influencer. I nie powinna. Instytucje mogą tworzyć dobre, krótkie i zrozumiałe treści, ale potrzebują do tego większej elastyczności i zaufania do swoich ekspertów. Z kolei lekarze działający indywidualnie potrzebują wsparcia, szkoleń, zaplecza komunikacyjnego i ochrony, także prawnej, przed hejtem. Dobra komunikacja zdrowotna to w mojej opinii partnerstwo - instytucje dają wiarygodność i wsparcie, a eksperci twarz, autentyczność i język, którym mówi się w mediach społecznościowych.

Reklama

O szarej strefie

PZ: Dziesiątki twórców wellness robią coś, czego instytucje medyczne nie robią: tłumaczą zdrowie językiem zrozumiałym, regularnie i w formacie, który dociera do dwudziestolatków, ale też przeciętnego pacjenta. Czy to nie jest w gruncie rzeczy dobra robota oddolna, którą powinniśmy docenić — czy raczej niepokojący symptom systemowej porażki, bo tę przestrzeń powinni zajmować lekarze i uczelnie medyczne? I jak odbiorca ma dziś odróżnić twórcę, który naprawdę pomaga, od kogoś, kto miesza rzetelne fakty z nieuprawnionymi wnioskami, skoro Lex Szarlatan dotrze do jawnych oszustów, ale nie do strefy szarej, gdzie dezinformacja zaczyna się od dobrej intencji?

Reklama

DS: Nie przeciwstawiałabym twórców wellness lekarzom i uczelniom medycznym, bo wielu ekspertów jest dziś obecnych w mediach społecznościowych i wykonuje ogromną pracę edukacyjną. Przykładem tego jest choćby realizowana na Uniwersytecie Medycznym kampania Zdrowiej wiedzieć, pod koniec roku uruchomimy stronę, która będzie obalać medyczne mity. Trzeba jednak pamiętać, że to jest bardzo kosztowne, nie tylko czasowo, ale też emocjonalnie. Widoczność w sieci oznacza hejt, ataki, próby podważania autorytetu i ogromną presję.

Faktem jest natomiast, że twórcy wellness często świetnie tłumaczą zdrowie. Prostym językiem, regularnie i w formatach, które docierają do ludzi, bo to wielokrotnie ich pełnoetatowa praca. I to jest wartość. Wiele z tych profili oferuje rzetelną wiedze. Problem zaczyna się wtedy, gdy obok sprawdzonych informacji pojawiają się nieuprawnione wnioski. Zresztą nasz raport pokazuje, że właśnie w obszarze suplementacji, „naturalnego leczenia” i prostych recept na zdrowie pojawia się bardzo dużo treści balansujących na granicy dezinformacji.

Reklama

I rzeczywiście „Lex Szarlatan” może pomóc w walce z najbardziej jawnymi oszustwami. Znacznie trudniejsza jest ta szara strefa, gdzie dezinformacja zaczyna się od dobrej intencji, uproszczenia albo nadmiernej pewności siebie. Dlatego obok regulacji potrzebujemy przede wszystkim edukacji zdrowotnej i kompetencji krytycznego myślenia.

 

O powracającej historii

PZ: Proszę opowiedzieć o jednej konkretnej narracji dezinformacyjnej, którą Pani śledziła od początku do końca, od pierwszego wpisu, przez szczyt zasięgu, aż do wygaśnięcia lub do dziś. Jak ona wyglądała, jak ewoluowała, kto ją niósł i czy w ogóle udało się ją skutecznie zdementować?

Reklama

DS: Dobrym przykładem jest historia szczepień HPV. Najpierw pojawiły się pytania o bezpieczeństwo, potem narracje o bezpłodności i ciężkich powikłaniach, a w końcu temat stał się częścią szerszego sporu o zaufanie do państwa i ekspertów. Wiemy, że takie narracje mają realne konsekwencje. W Japonii po nagłośnieniu niepotwierdzonych historii o rzekomych działaniach niepożądanych rząd zawiesił aktywne rekomendowanie szczepień HPV. Wyszczepialność spadła z ponad 70 procent do poniżej 1 procent. Epidemiolodzy szacują, że przełoży się to na tysiące dodatkowych zachorowań i zgonów z powodu raka szyjki macicy w tym kraju.

We Wrocławiu widzieliśmy bardzo podobny mechanizm. Kiedy prowadzono działania promujące szczepienia HPV i edukację zdrowotną, niemal natychmiast wróciły te same narracje, które znamy z pandemii, że coś się ukrywa, że dzieci są przedmiotem eksperymentu. To pokazuje, że dezinformacja nie tworzy nowych historii, ale recyklinguje stare lęki. Czy udało się ją pokonać? Nie do końca. Powstało wiele materiałów edukacyjnych i fact-checkingów, ale ta narracja wraca przy każdym kolejnym temacie dotyczącym szczepień.

PZ: Co z tą narracją zrobiło środowisko medyczne lub co powinno było zrobić, a czego nie zrobiło? Gdzie był punkt, w którym można było jeszcze przejąć inicjatywę, i dlaczego go przegapiono?

DS: Moim zdaniem środowisko medyczne zareagowało, ale nie z taką siłą, z jaką szedł dezinformacyjny nurt. Dużo energii poświęciliśmy na prostowanie konkretnych mitów, kiedy emocje były już rozpędzone. To jest właśnie różnica między debunkingiem i prebunkingiem. Debunking to gaszenie pożaru, a prebunking to budowanie odporności, zanim ktoś ten pożar wznieci.

 

Dr Dorota Sikora — popularyzatorka nauki, badaczka dezinformacji medycznej, dyrektor Biura Rankingów Akademickich i Komunikacji Naukowej Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Współautorka raportu „Dezinformacja medyczna. Raport medialny 1.01.2025–14.05.2026" (UMW / Mediaboard Polska). Od września 2025 roku członkini ogólnopolskiego zespołu doradczego ds. popularyzacji nauki przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Materiały K.Ł Aktualizacja: 23/07/2026 06:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości