Tenisistki Iga Świątek, Maja Chwalińska, piłkarki Natalia Padilla-Bidas czy Ewa Pajor, a wcześniej biegaczka narciarska i mistrzyni olimpijska Justyna Kowalczyk – ich sukcesy pokazują siłę, wytrzymałość i determinację kobiet w sporcie. Za rekordami, medalami i wielkimi emocjami kibiców stoi jednak także niezwykle wymagająca praca organizmu. Cykl menstruacyjny, gospodarka hormonalna, energia potrzebna do treningów i przyszłe macierzyństwo to tematy, o których w sporcie kobiet mówi się coraz więcej. Dr n. med. Artur Drobniak, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, ginekolog, specjalista zajmujący się zaburzeniami hormonalnymi i płodnością, wyjaśnia, jak wieloletni trening wpływa na zdrowie sportsmenek, dlaczego miesiączki nie wolno bagatelizować i jak współczesna medycyna pomaga zawodniczkom dbać o organizm bez rezygnacji z ambicji sportowych.
Trwa mundial i drugi tydzień Wibledonu. I choć polskie singlistki - Iga Świątek i Maja Chwalińska - odpadły z turnieju, podobnie jak Magdalena Fręch i Magda Linette, to nas te wielkie sportowe wydarzenia zainspirowały do rozmowy z dr. n. med. Arturem Drobniakiem o kobietach w sporcie i ich zdrowiu.
Dr hab. n. med. Artur Drobniak: Na początek chciałbym zwrócić uwagę, że z punktu widzenia zawodowego sportowca w uprawianiu zawodowego sportu rzeczywiście często pojawiają się kwestie związane z cyklem miesiączkowym, które mogą przeszkadzać zawodniczkom. Sama miesiączka to okres, w którym mogą występować różnego rodzaju objawy: obniżenie wydolności fizycznej, pogorszenie samopoczucia czy trudności z nastawieniem mentalnym. Dlatego wiele sportsmenek korzysta z różnych metod leczenia, na przykład gestagenoterapii lub antykoncepcji hormonalnej, żeby blokować cykl i ograniczyć jego wpływ na funkcjonowanie. Starty są przecież zaplanowane z góry, natomiast miesiączka niekoniecznie. Patrząc z drugiej strony, jak sport zawodowy wpływa na organizm kobiety, trzeba wejść w szczegóły. Nasz układ rozrodczy - zarówno kobiecy, jak i męski - jest sterowany przez podwzgórze i przysadkę mózgową. To mózg odpowiednio kontroluje funkcjonowanie jajników u kobiet oraz jąder u mężczyzn.
Reklama
W przypadku kobiet bardzo intensywny, częsty i powtarzalny wysiłek fizyczny, często ze znaczącym ograniczeniem tkanki tłuszczowej w ciele powoduje, że organizm znajduje się w stanie permanentnego stresu i permanentnego niedoboru energii. Wydatek energetyczny jest każdego dnia bardzo duży oraz występuje przez zdecydowaną większość dni.
Jednocześnie sportowcy muszą odżywiać się bardzo precyzyjnie. Nie mogą nadmiernie przytyć, ale nie mogą też za bardzo schudnąć. Organizm zawodniczki przez dużą część kariery uczy się funkcjonować w warunkach wysokiego zapotrzebowania energetycznego.
Reklama
U wielu kobiet organizm zaczyna wtedy oszczędzać energię. Oszczędza ją na tym, co nie jest najważniejsze dla przeżycia pojedynczej osoby. Układ rozrodczy jest potrzebny do przetrwania gatunku, ale nie jest niezbędny do przeżycia jednostki. Dlatego organizm może wyłączyć w pierwszej kolejności funkcjonowanie osi rozrodu. Pojawia się wtedy tak zwany wtórny brak miesiączki, czyli zatrzymanie wydzielania hormonów jajnikowych i ustanie miesiączkowania. Nie pozostaje to oczywiście bez konsekwencji dla zdrowia. Brak estrogenów może prowadzić do depresji, zaburzeń psychicznych, drastycznego spadku libido, a nawet pojawienia się objawów zespołu menopauzalnego, choć u młodych kobiet zdarza się to stosunkowo rzadko. Znacznie częściej obserwujemy natomiast problemy z kośćmi - zmniejszenie gęstości mineralnej kości, rozwój osteoporozy i niekiedy wystąpienie złamań zmęczeniowych drobnych kości.
A.D.: W przypadku najlepszych, najbardziej profesjonalnych zawodniczek działa cały sztab: dietetyczny, żywieniowy i farmakologiczny. Jego zadaniem jest niedopuszczenie do powstawania niedoboru energii. U zawodniczek światowego poziomu ciężkie zaburzenia miesiączkowania występują stosunkowo rzadko. Jeśli już się pojawiają, zwykle są niewielkie. Specjaliści dbają o to, żeby naturalna gospodarka hormonalna organizmu funkcjonowała prawidłowo, ponieważ jej zatrzymanie będzie miało negatywny wpływ również na wyniki sportowe. Problem częściej dotyczy zawodniczek, które dopiero dochodzą do poziomu światowego sportu. Często nie mają jeszcze profesjonalnego wsparcia dietetyków czy lekarzy. Niedobór energii polega na tym, że organizm wykorzystuje energię dostarczaną z zewnątrz – w postaci pożywienia – w taki sposób, że ledwo wystarcza jej na podstawowe potrzeby fizjologiczne. Wyćwiczony organizm nie ma odłożonych zapasów. Kiedy wysiłek staje się ponadnormatywny, szczególnie podczas zawodów, zaczyna jej brakować.
Oczywiście każdy organizm - kobiecy i męski - ma mechanizmy adaptacyjne. Nie jest tak, że po jednych zawodach wszystko natychmiast się zmieni. Organizm przez pewien czas sobie radzi. Wydziela więcej hormonów nadnerczy, m.in. więcej kortyzolu, czyli słynnych hormonów stresu. Dzięki temu funkcjonuje dalej. Ale organizm może wytrzymać raz, drugi czy trzeci raz. W pewnym momencie zaczyna pojawiać się dług energetyczny i dług wydzielania hormonalnego.
Reklama
To szczególnie dotyczy młodych zawodniczek, które dopiero wchodzą na poziom profesjonalny albo osiągnęły już pewne wyniki i chcą trenować jeszcze więcej. Zwiększają objętość treningów w sposób niekontrolowany, a potem okazuje się, że wyniki zamiast się poprawiać, pogarszają się. Często słyszymy od sportowców: „Tak dobrze mi szło, więc jeszcze bardziej docisnęłam, a wyniki były gorsze”. To właśnie efekt przekroczenia bariery, po której organizm zaczyna funkcjonować w stanie długu energetycznego.
A.D.: Człowiek człowiekowi nierówny i chciałbym, żeby nikt nie traktował tego zero-jedynkowo. Niektóre kobiety mają 175 cm wzrostu, ważą 49 kg, regularnie miesiączkują i zachodzą w ciążę bez problemów. Takie osoby mówią: „Zawsze byłam szczupła, zawsze miałam niskie BMI, zawsze miałam mało tkanki tłuszczowej, a mój organizm funkcjonuje świetnie”. Z drugiej strony – mamy kobiety o podobnych parametrach, u których przy takiej masie ciała już dawno dochodzi do zatrzymania miesiączkowania. Ich podwzgórze zachowuje się podobnie jak u kobiety z anoreksją - organizm nie ma odpowiednich zapasów energetycznych i zaczyna się bronić przed ciążą. Ciąża jest przecież ogromnym wydatkiem energetycznym. To nie tylko wzrost dziecka, ale później także laktacja, opieka, często deprywacja snu i wszystkie procesy związane z wychowaniem. Jeżeli organizm nie ma zapasów energetycznych, na przykład w postaci tkanki tłuszczowej, może uznać, że nie jest gotowy na ciążę i zablokować miesiączkowanie.
W przypadku sportsmenek mechanizm jest trochę inny. One często mają prawidłowe BMI, a nawet bardzo dużą masę mięśniową, ale jednocześnie bardzo małą ilość tkanki tłuszczowej. Organizm może wtedy zachowywać się podobnie i również wyłączyć funkcję jajników oraz miesiączkowanie.
Reklama
Czy będzie to miało wpływ długoterminowy? Tutaj zawsze odpowiadam: „To zależy”. Jeżeli problem zostanie odpowiednio wcześnie rozpoznany, a kobieta otrzyma właściwą opiekę i hormonalne uzupełnienie braków, zwykle nie ma większych powodów do obaw. Po zakończeniu kariery albo po przerwie w sporcie miesiączka może wrócić samoistnie albo po niewielkiej pomocy lekarza. Natomiast kobiety, które przez wiele lat nie miesiączkują i nie otrzymują odpowiedniego leczenia hormonalnego, mogą mieć poważniejsze problemy z płodnością. Niestety, nie zawsze po zakończeniu tego intensywnego etapu życia wraca prawidłowa funkcja jajników oraz macicy, szczególnie endometrium, czyli błony śluzowej macicy, w której zarodek powinien się zagnieździć.
A.D.: Nie. Najważniejsza jest profesjonalna opieka specjalisty. Chodzi o to, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której młoda kobieta przez wiele lat pozostaje bez hormonów, których jej organizm potrzebuje. Zdecydowanie odradzam przerywanie kariery.
Reklama
A.D.: Jeżeli mówimy o naturalnym organizmie kobiety, która nie korzysta z niedozwolonych wspomagaczy, hormonów czy innych środków, to maskulinizacja nie nastąpi. Nawet jeżeli nadnercza kobiety produkują w stresie treningowo-startowym nieco więcej androgenów, nie będzie to poziom, który doprowadzi do trwałych zmian. Natomiast bardzo często wśród wybitnych sportsmenek mamy osoby, które od dziecka mają podwyższony poziom męskich androgenów. Mają naturalną „osobistą” tendencję do większej masy mięśniowej, większej siły, szybkości czy lepszej wydolności. To jest po prostu cecha konkretnego organizmu, która sprzyja osiąganiu lepszych wyników sportowych. Nie wygląda to tak, że drobna, szczupła dziewczyna zaczyna trenować i nagle uzyskuje sylwetkę Sereny Williams. Takie zmiany są efektem wielu lat treningu, odpowiedniego odżywiania, dozwolonych metod wspomagania sportowego i przede wszystkim predyspozycji genetycznych. Szczególnie w sportach opartych na szybkości, sile czy skoczności często widzimy zawodniczki z naturalnie wyższym poziomem testosteronu, które dzięki temu łatwiej radzą sobie z dużymi obciążeniami.
Tenis jest ciekawą dyscypliną, bo mamy tam bardzo szeroki przekrój zawodniczek. Są tenisistki bardzo umięśnione i silne, ale także zawodniczki o drobniejszej budowie.
Reklama
Jednak współczesny tenis kobiet opiera się przede wszystkim na szybkości i sile. Dziś na najwyższym poziomie nie ma wielu bardzo drobnych zawodniczek. Agnieszka Radwańska była jedną z ostatnich, które nadrabiały naturalnie skromniejszą budowę ciała wyjątkowym sprytem i techniką. Dobrym przykładem rozwoju fizycznego jest Maja Chwalińska. Jeżeli spojrzymy na jej zdjęcia sprzed około półtora roku i porównamy z obecnymi, widać dużą zmianę. Widać, że pracuje mocno nad poprawa fizycznych parametrów. Rozbudowała masę mięśniową, poprawiła przygotowanie fizyczne i przy jej świetnej technice przyniosło to efekty.
A.D.: Mity są właściwie po dwóch stronach. Pierwszy brzmi: „Czy miesiączka jest mi w ogóle potrzebna? Skoro uprawiam sport i nie planuję dzieci, to może mogę jej nie mieć?”.
Reklama
Drugi pojawia się ze strony rodziców: „Czy sport, który uprawia moja córka, nie jest dla niej zbyt dużym obciążeniem? Czy nie wpłynie negatywnie na jej przyszłe zdrowie i możliwość założenia rodziny?”. Mamy więc dwa skrajne podejścia. Jedni patrzą na zawodniczkę przede wszystkim jako sportowca, który ma poświęcić wszystko karierze. Inni widzą przede wszystkim jako potencjalną przyszłą matkę. Najważniejsze jest unikanie skrajności i obiektywne pokazanie drogi, która czeka młodą zawodniczkę.
Współczesna medycyna daje kobietom ogromne możliwości. Sportsmenki mogą zostać mamami po zakończeniu kariery albo podczas przerwy sportowej. Problem pojawia się głównie wtedy, kiedy przez wiele lat pozostają bez odpowiedniej opieki i dochodzi do wygaszenia miesiączki, a jest to zbagatelizowane i zostawione na później, bo przecież w sporcie pozornie „nie przeszkadza”.
Reklama
A.D.: Choroby tarczycy występują nawet u około 15 proc. kobiet. W związku z tym statystycznie również sportsmenki z takimi problemami trafiają do gabinetu. Najczęściej są to pacjentki, które można prowadzić stosunkowo prosto, ponieważ ich organizmy są przyzwyczajone do pewnych niewielkich zaburzeń i można je wyrównywać odpowiednią farmakoterapią i suplementacją. Jeżeli chodzi o zespół policystycznych jajników, często są to dziewczyny, które dobrze radzą sobie w sporcie.
Wynika to z tego, że mają wyższy poziom androgenów już w okresie dojrzewania. Rosną często wyższe, mają bardziej umięśnioną, czasami bardziej „męską” sylwetkę – oczywiście w sensie budowy ciała, a nie tożsamości. W młodym wieku te cechy mogą działać korzystnie w sporcie. Pomagają w budowaniu siły i sprawności. Później jednak, około 19., 20. czy 21. roku życia, część tych kobiet zaczyna mieć inne problemy: przybieranie na wadze, insulinooporność czy trudności metaboliczne.
To prawda, dlatego największym wyzwaniem jest znalezienie równowagi i niepopadanie w skrajności. Jeżeli leczeniem całkowicie zablokujemy wydzielane przez nie androgeny, pacjentka może stracić część naturalnych predyspozycji sportowych. Musimy więc zabezpieczyć zdrowie, ale jednocześnie nie odebrać jej tego, co jest jej naturalną przewagą.
A.D.: Sport kobiet przeszedł ogromną profesjonalizację. Sport mężczyzn był profesjonalny wcześniej, natomiast sport kobiet cały czas się rozwija. Widać to po rosnącej popularności kobiecych dyscyplin. Jeszcze w czasach sukcesów Adama Małysza skoki narciarskie kobiet praktycznie nie istniały w świadomości kibiców. Dziś traktujemy je jako pełnoprawną dyscyplinę, również na poziomie olimpijskim.
Podobnie wygląda sytuacja w sportach zespołowych. Piłka nożna kobiet rozwija się bardzo dynamicznie, a zawodniczki takie jak Ewa Pajor czy Natalia Padilla-Bidas pokazują poziom światowego sportu. Zmieniło się przede wszystkim podejście do całego otoczenia zawodniczki. Mamy profesjonalne sztaby treningowe, medyczne, dietetyczne i psychologiczne. Coraz lepiej rozumiemy specyfikę kobiecego organizmu, cyklu menstruacyjnego i znaczenie przygotowania mentalnego. W sporcie kobiet psychika ma ogromne znaczenie, być może nawet jeszcze większe niż w dyscyplinach męskich.
A.D.: Pierwsza rzecz: aktywność fizyczna jest dla kobiety dobra. Chcę, żeby to jasno wybrzmiało. Nawet jeśli ktoś nie jest zawodowym sportowcem, ruch poprawia jakość życia, tworzy pamięć mięśniową, poprawia wydolność i energię a docelowo ta „pamięć organizmu” pomaga lepiej przechodzić przez macierzyństwo i prawdopodobnie korzystniej wpływa na okres okołomenopauzalny. Dlatego warto zachęcać dziewczynki do aktywności od najmłodszych lat. Ważne jednak, żeby wybierały dyscypliny, które lubią i w których dobrze się czują.
Druga rzecz: zaburzeń miesiączkowania nie wolno ignorować. Jeżeli dziewczyna zaczyna miesiączkować, pierwsze dwa–trzy lata mogą być okresem, kiedy układ hormonalny dopiero się stabilizuje. Wtedy zaburzenia miesiączkowania mogą być okresem przejściowym. Natomiast jeśli po około trzech latach miesiączki nadal są bardzo nieregularne, bolesne albo obfite lub całkowicie zanikły wymaga to diagnostyki – niezależnie od tego, czy dziewczyna jest sportsmenką, czy nie.
Trzecia rzecz to świadomość dotycząca płodności. „Młodsza nie będę”. Nawet największe sukcesy sportowe czy zawodowe, jeśli kobieta chce zostać mamą, nie powinny oznaczać odkładania macierzyństwa bez końca. Można świadomie zaplanować przerwę w karierze albo zabezpieczyć płodność.
A.D.: Najbardziej znaną metodą jest pobranie i zamrożenie komórek jajowych. Jeżeli kobieta ma stałego partnera, można również zabezpieczyć zarodki – pobrać komórki jajowe, doprowadzić do zapłodnienia i zamrozić zarodki, które w przyszłości mogą zostać wykorzystane w procedurze in vitro. Trzeba pamiętać, że komórki jajowe kobiety w wieku 28 lat i 38 lat to biologicznie zupełnie inny materiał. Starsze komórki wiążą się z większym ryzykiem błędów genetycznych, większym ryzykiem niepowodzenia ciąży i problemów związanych z rozwojem zarodka. Jeżeli jednak kobieta zamrozi swoje komórki jajowe w wieku 28 lat, to nawet gdy wykorzysta je mając 38 czy 40 lat, korzysta z komórek swojej młodszej biologicznie wersji. To właśnie daje możliwość zachowania szans na szczęśliwe i bezpieczne macierzyństwo w późniejszym czasie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze