Określenie no fault, choć coraz częściej pojawia się w przestrzeni publicznej, nadal przez wielu jest niezrozumiałe i niesłusznie utożsamiane z bezkarnością lub brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności. „Nieumyślny błąd medyczny nie powinien podlegać odpowiedzialności karnej, ale rażące zaniedbanie – owszem. Tych pojęć nie należy mylić. Nam zależy na wyłączeniu z odpowiedzialności karnej nieumyślnych błędów i zdarzeń medycznych i jednocześnie na zapewnieniu pacjentom możliwości szybkiego otrzymania zadośćuczynienia, bez warunkowania tego wskazaniem winnego” – tłumaczy w rozmowie z Polityką Zdrowotną prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, Łukasz Jankowski.
Naczelna Izba Lekarska poinformowała kilka dni temu, że pracuje nad projektem ustawy wprowadzającej „prawdziwy system no fault”. Nie jest to działanie na wyrost, skoro Minister Zdrowia zapowiada no fault w ustawie o jakości w ochronie zdrowia?
Problem w tym, że minister zdrowia zapowiada no fault, tłumacząc jednocześnie w mediach, że nie będzie to system no fault, jakiego oczekuje wielu lekarzy. A więc o jakim systemie no fault mówi ministerstwo? Nie wiemy, jaki dokładnie kształt będzie miał ministerialny projekt, ale już zdawkowe zapowiedzi ministra zdrowia i podkreślanie, że to efekt kompromisu między resortem zdrowia i resortem sprawiedliwości, dają wystarczające podstawy, by uznać ustawę o jakości w tym kształcie, w części dotyczącej ewentualnego systemu no fault, za wadliwą. Nie ma sensu czekać na coś, co z założenia nie będzie nie tylko odpowiedzią na postulaty lekarzy, ale też jakkolwiek funkcjonalnym systemem zapewniającym bezpieczeństwo leczenia. Stąd decyzja samorządu lekarskiego o przygotowaniu naszego własnego projektu. Prace nad nim trwają, a jednocześnie szeroko tłumaczymy, na czym powinien polegać prawdziwy system no fault, czyli system oparty na bezpieczeństwie leczenia – zwiększaniu tego bezpieczeństwa zarówno dla lekarzy, jak i pacjentów.
Jak no fault wytłumaczyć w prosty sposób?
Samo sformułowanie no fault przywołuje złe skojarzenia – z bezkarnością. Dlatego tym tematem decydentom łatwo jest manipulować i stosowane tu skróty myślowe mogą wprowadzać opinię publiczną w błąd. Nie da się ukryć, że wokół naszego zawodu krąży mnóstwo krzywdzących stereotypów i to sprawia, że fałszywe narracje są medialnie chwytliwe. Staramy się więc na początek odchodzić od używania sformułowania no fault lub od razu je precyzyjnie tłumaczyć, podkreślając zasadniczy aspekt bezpieczeństwa leczenia – z perspektywy i lekarzy, i pacjentów. Zwracamy uwagę, że w tym systemie kluczowe nie jest koncentrowanie się na winie za nieumyślny błąd medyczny, lecz na pacjencie, który powinien jak najszybciej otrzymać zadośćuczynienie w przypadku niepożądanego zdarzenia medycznego. W kontekście bezpieczeństwa pacjentów niezwykle istotna jest też możliwość szybkiego zidentyfikowania błędu i eliminowania go w przyszłości. Określiliśmy trzy filary, na jakich opiera się prawdziwy system no fault: wyłączenie lekarzy z odpowiedzialności karnej (z zachowaniem tej odpowiedzialności wyłącznie w przypadku zgonu pacjenta lub rażącego błędu, którego ocena nie wymaga wiadomości specjalnych), przy niezmiennej odpowiedzialności cywilnej i zawodowej; wprowadzenie rejestru zdarzeń niepożądanych, umożliwiającego analizy skutkujące eliminowaniem błędów medycznych; wdrożenie funduszu kompensacyjnego, gwarantującego pacjentom lub ich rodzinom szybką wypłatę świadczenia, niezależnie od udowodnienia winy.
Decydenci wycofali się z zaostrzenia Kodeksu Karnego – czy to nie wystarczy? Skąd nagle oczekiwanie no fault?
W tym rzecz, że nie jest to pomysł, który pojawił się teraz, nagle. Pomysł nie pochodzi również ze środowiska lekarskiego – przecież Komisja Europejska już kilka lat temu zaleciła wprowadzenie tego systemu wszystkim krajom członkowskim EU. Z uwagi na wieloaspektowość zagadnienia najwidoczniej trudno było przebić się z nim do mediów i sprowokować merytoryczną dyskusję. Tym trudniej, że jak już wspomniałem, niesłusznie sprowadza się no fault do bezkarności, a tym samym czegoś społecznie nieakceptowalnego. Teraz mam poczucie, że gdy krok po kroku tłumaczymy wszystkie założenia no fault i pokazujemy korelacje między brakiem tego systemu w naszym kraju a zapaścią kadrową, m.in. w specjalizacjach zabiegowych – jesteśmy uważniej słuchani. Nagłaśnianie i forsowanie tego tematu to nasz priorytet. Obecne uwarunkowania prawne powodują, że lekarze zwyczajnie nie chcą pracować pod dodatkową presją. To obciąża psychicznie, źle wpływa na efekty pracy, burzy równowagę życiową. Bo jak tu np. skupić się na trudnej operacji lub podjąć decyzję o wdrożeniu skomplikowanej procedury, gdy czuje się na plecach oddech prokuratora i ma się świadomość, że gdy coś nieoczekiwanego się wydarzy, możemy być ciągani na przesłuchania i uwikłani w wieloletnie batalie sądowe. Powinniśmy pracować w warunkach pozwalających nam maksymalnie koncentrować się na leczeniu, pozwalających nam polegać na naszej wiedzy, doświadczeniu, etosie zawodu. Nie może być tak, że towarzyszy nam atmosfera strachu. Taka presja nikomu nie służy. Ani lekarzowi, ani pacjentowi. Statystyki brutalnie wskazują, że coraz mniej osób decyduje się na specjalizacje zabiegowe, określane w naszym środowisku jako pozwogenne. Średnia wieku chirurga to 59 lat. Z uwagi na zwiększone ryzyko zdarzeń niepożądanych w szpitalach, lekarze chętniej wybierają pracę w ambulatoriach. Niestety pracy szukają również za granicą, o czym świadczy liczba zaświadczeń wydanych dotychczas przez izby dla osób ubiegających się o pracę w innych krajach Unii Europejskiej. W połowie tego roku wydaliśmy prawie tyle samo zaświadczeń, co w całym roku 2021.
W Naczelnej Izbie Lekarskiej powstanie projekt ustawy i co dalej?
Przede wszystkim zależy nam na tym, by projektowi temu towarzyszyło poparcie społeczne. Sam projekt to jedynie część naszej pracy w kwestii no fault. Edukujemy, planujemy szerokie działania medialne, chcemy trafić z ideą, na której oparty będzie projekt, do naszych pacjentów. Wiem, że to żmudna praca, trudne zadanie, któremu musimy poświęcić mnóstwo czasu i energii. Ale jesteśmy zmotywowani. Głos środowiska mocno wybrzmi, trudno będzie go zignorować. W obliczu tak wielu problemów systemowych i dziur kadrowych czujemy się zobligowani jako samorząd do podsuwania decydentom właściwych rozwiązań. Nawet, gdy nie jesteśmy przez stronę rządową zapraszani do dialogu, mamy świadomość, że musimy się „narzucać” w imieniu naszych pacjentów.
Polecamy także:
Lekarze piszą swoją wersję no fault
Adam Niedzielski: no fault jest dla bezpieczeństwa pacjentów
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze