Polska z kraju emigracji zmieniła się w kraj imigracji – wynika z najnowszego badania demografów z Uniwersytetu Łódzkiego, którzy przeanalizowali przemiany ludnościowe w pierwszym ćwierćwieczu XXI wieku. Choć napływ cudzoziemców rośnie, analiza oparta na raportach Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) ujawnia także dramatyczne trendy: brak zastępowalności pokoleń prowadzący do szybkiego spadku liczby ludności oraz postępujące starzenie się społeczeństwa.
Naukowcy z Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego UŁ przedstawili najważniejsze wnioski ze swoich prac, wykazując rosnące znaczenie obcokrajowców dla kształtowania się procesów ludnościowych nad Wisłą.
Jak zwrócił uwagę prof. Piotr Szukalski, na przestrzeni ostatnich 25 lat nastąpiła wyraźna zmiana statusu migracyjnego Polski – z kraju odpływu na kraj napływu. Potrzeby rynku pracy w połączeniu z rosnącym poziomem życia odpowiadają za to, że według oficjalnych danych, począwszy od 2015 r., corocznie liczba imigrantów przekracza liczbę emigrantów.
Wpływ migracji na polską rzeczywistość szczegółowo opisał dr Marcin Gońda:
- Polska w ostatnim ćwierćwieczu dokonała przemiany z kraju, który był typowo emigracyjnym, w kraj imigracji. Początek XXI wieku charakteryzował się odpływem Polaków poszukujących pracy za granicą, natomiast współcześnie głównym wyzwaniem stała się integracja cudzoziemców oraz dostosowanie rynku pracy i polityki społecznej do rosnącej liczby imigrantów, którzy będą chcieli zostać w Polsce na stałe. Migracje są aktualnie jednym z najważniejszych czynników wpływających na rozwój gospodarczy, sytuację demograficzną oraz funkcjonowanie społeczeństwa w Polsce - podkreślił dr Marcin Gońda.
Obecnie szacuje się, że w Polsce przebywa ponad 2 mln cudzoziemców, którzy w coraz większym stopniu odciskają swoje piętno na krajowych trendach ludnościowych. Choć dominują obywatele Ukrainy, struktura ta zaczyna się różnicować.
Dominującą rolę mają obywatele Ukrainy, którzy stanowią dwie trzecie wszystkich cudzoziemców, ale te dysproporcje zaczynają się zmieniać. Przyjeżdżają też imigranci z innych państw Europy Wschodniej, ale coraz częściej również z Azji Południowej, Nepalu, Bangladeszu, Indii, Azji Centralnej i Ameryki Południowej. To nowa rzeczywistość, do której musimy się przyzwyczaić - dodał demograf.
Mimo napływu migrantów, polska demografia mierzy się z głębokim kryzysem wewnętrznym. Prof. Szukalski wskazał na niski poziom dzietności, brak zastępowalności pokoleń oraz koncentrację ludności w metropoliach.
Choć opinia publiczna skupia się na spadku rocznej liczby urodzeń (w ubiegłym roku do rekordowo niskiego poziomu 238 tysięcy), to zdaniem eksperta prawdziwym zagrożeniem jest długotrwałe utrzymywanie się niskiej dzietności.
Z punktu widzenia długiego okresu ważniejszy niż liczba urodzeń jest właśnie poziom dzietności, a przede wszystkim współczynnik reprodukcji netto, mówiący o tym, ile przeciętna kobieta urodzi córek, które same dożyją do wieku, gdy staną się matkami. Można go interpretować jako miarę określającą, w jakim stopniu pokolenie dzieci zastępuje pokolenie rodziców. I z reguły w trakcie całego 25-letniego okresu był on na poziomie 0,6–0,7, co oznacza, że każde następne pokolenie jest o 30–40 procent mniejsze od pokolenia swoich rodziców - wyjaśnił prof. Szukalski.
Naukowiec ostrzega przed katastrofalnymi skutkami utrzymywania się tego trendu. Gdyby taki poziom trwał przez trzy pokolenia, wyjściowa liczba ludności zmniejszyłaby się do jednej trzeciej lub maksymalnie połowy. Scenariusz oparty na wskaźnikach z minionego roku (0,52) jest jeszcze mroczniejszy: po trzech pokoleniach liczba ludności kurczy się do zaledwie jednej ósmej stanu początkowego.
Analiza łódzkich naukowców potwierdza, że procesowi depopulacji kraju towarzyszy silna polaryzacja geograficzna. Ludność koncentruje się wokół największych ośrodków miejskich, podczas gdy mniejsze regiony pustoszeją.
Ci nowi mieszkańcy tzw. wielkiej piątki (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań oraz Trójmiasto), czyli pięciu spośród sześciu największych miast, to przede wszystkim ludzie młodzi. Mamy w naszym kraju takie powiaty, z których według oficjalnych danych ubyło po 30-40 procent młodych ludzi. Z drugiej strony w największych polskich miastach – Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu – ta liczba młodych jest o ponad 120 procent większa niż w przypadku braku migracji - podkreślił prof. Szukalski.
Ostatnim kluczowym wnioskiem z badania jest postępujące i gwałtowne starzenie się polskiego społeczeństwa. Zmiana ta doskonale widoczna jest w liczbach na przestrzeni ostatnich 25 lat:
Rok 2000: 6,4 mln seniorów (16,9% ogółu ludności)
Koniec 2025 r.: 10 mln seniorów (26,9% wszystkich mieszkańców kraju)
Dane te jednoznacznie pokazują, że już ponad co czwarty mieszkaniec Polski to osoba starsza, co stawia zupełnie nowe wyzwania przed systemem emerytalnym, ochroną zdrowia oraz całą strukturą społeczną kraju.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze