Baterie, monety, klucze, szpilki, a nawet spinki do włosów – to tylko niektóre z przedmiotów, jakie lekarze z Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego (UDSK) w Białymstoku regularnie usuwają z ciał małych pacjentów. Medycy alarmują i apelują do rodziców o znacznie większą czujność.
Problem nie jest nowy, jednak statystyki nie maleją. Co roku do białostockiego szpitala trafia kilkudziesięciu pacjentów, którzy połknęli przedmioty zagrażające ich zdrowiu, a nawet życiu. Jak przyznaje prof. Dariusz Lebensztejn, kierownik Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii, Hepatologii, Żywienia, Alergologii i Pulmonologii UDSK, zdarzają się sytuacje, w których te same dzieci trafiają na oddział wielokrotnie.
Lista rzeczy wyciąganych z dziecięcych przełyków i żołądków jest zaskakująco długa i różnorodna. Znajdują się na niej:
baterie (zarówno tzw. paluszki, jak i płaskie, okrągłe),
klucze, śrubki, klocki, szpilki i pinezki,
biżuteria, guziki, koraliki oraz elementy aparatów ortodontycznych,
plastikowe patyczki do lodów, a nawet... długa kredka.
– Są to przedmioty, które z różnych względów w ogóle nie powinny znaleźć się w zasięgu rąk dziecka. A jak rąk, to niestety i jamy ustnej – podkreśla prof. Lebensztejn.
Lekarze tłumaczą, że połykanie przedmiotów to naturalny mechanizm poznawania świata. Najbardziej narażone są najmłodsze pociechy – aż 95% pacjentów szpitala stanowią dzieci poniżej piątego roku życia. Co ciekawe, problem ten dotyczy w szczególności maluchów, które mają dobry apetyt. Skoro chętnie jedzą, równie chętnie próbują nowych, kolorowych rzeczy, które z wyglądu przypominają im cukierki.
Wielkim zagrożeniem są współczesne środki czystości. Kolorowe, żelowe kapsułki do zmywarek czy prania błyskawicznie rozpuszczają się w ustach, doprowadzając do groźnych poparzeń chemicznych i uszkodzeń błony śluzowej układu pokarmowego.
Lekarze podkreślają, że najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne dla zdrowia są przypadki połknięcia baterii oraz silnych magnesów (np. neodymowych). W historii szpitala zdarzył się pacjent, który połknął aż kilkanaście magnetycznych kuleczek. Medycy ostrzegają także przed niecertyfikowanymi, drobnymi zabawkami. Ryzyko czai się wszędzie – dr Katarzyna Kondej-Muszyńska wspomina sytuację, w której z zabawki w łóżeczku wypadła mała karta pamięci, którą natychmiast połknęło półroczne niemowlę.
Większość przypadków (około 80%) kończy się szczęśliwie – niewielkie i bezpieczne przedmioty, jak monety do 1,5 cm, opuszczają organizm drogą naturalną, zwłaszcza gdy przeszły już z żołądka do dalszych części przewodu pokarmowego. Czasami jednak niezbędna jest operacja.
Gastroenterolog dr Mirosława Uścinowicz radzi, jak postępować w kryzysowej sytuacji:
Reaguj natychmiast: Jeśli podejrzewasz, że dziecko coś połknęło, nie podawaj mu nic do picia ani do jedzenia. Niezwłocznie zgłoś się po pomoc medyczną.
Ustal szczegóły: Lekarze muszą wiedzieć, co i kiedy zostało połknięte. Na zdjęciu RTG widoczne są tylko elementy metalowe – plastik czy drewno nie zostaną zauważone.
Trzymaj chemię w oryginale: Środki chemiczne zawsze przechowuj w oryginalnych opakowaniach. W razie wypadku informacje o składzie umieszczone na etykiecie są kluczowe dla ratowania zdrowia dziecka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze