O tym, dlaczego bezpieczeństwo lekowe jest tylko jednym z elementów bezpieczeństwa zdrowotnego, jaką rolę odgrywają diagnostyka, ciągłość opieki i koordynacja leczenia oraz dlaczego sektor publiczny i prywatny powinny wspólnie budować system skoncentrowany na pacjencie, mówi Wojciech Łukasiewicz, Dyrektor Departamentu Operacyjnego i Członek Zarządu Medicover ds. Operacyjnych.
Polityka Zdrowotna: W tym roku podczas konferencji Innovation Day dyskutowano o bezpieczeństwie lekowym. Medicover nie jest producentem leków, skąd zatem Wasz głos przy tym stole?
Wojciech Łukasiewicz: Producenci leków odpowiadają za dostępność terapii. My stoimy na straży tego, by pacjent w ogóle do niej dotarł: żeby został prawidłowo zdiagnozowany, trafił do właściwego lekarza, rozpoczął efektywne leczenie, i co równie ważne, w tym leczeniu pozostał. To inna, uzupełniająca perspektywa, perspektywa operatora opieki, który widzi całą ścieżkę pacjenta: od diagnostyki, przez kontakt ze specjalistą, po rozpoczęcie i utrzymanie leczenia
PZ: Czyli bezpieczeństwo lekowe i bezpieczeństwo zdrowotne to nie to samo?
WŁ: Bezpieczeństwo lekowe jest jednym z ważnych elementów bezpieczeństwa zdrowotnego państwa, ale nie jedynym. Nawet najlepiej zabezpieczone dostawy leków nie zagwarantują obywatelom zdrowia, jeśli system nie zapewnia szybkiej diagnostyki, ciągłości opieki i koordynacji leczenia. Przerwanie ścieżki pacjenta, gdziekolwiek ono nastąpi, może być równie groźne jak brak samego leku. Pacjent z właściwą diagnozą postawioną za późno, pacjent, który wypadł z terapii, pacjent, który nie trafił do właściwego specjalisty. To są realne straty zdrowotne, których nie widać w statystykach dostępności farmaceutyków.
PZ: Mówi Pan o ciągłości opieki, ale przecież w Polsce to właśnie z nią mamy największy problem. Kolejki, absurdalnie odległe terminy wizyt, brak lekarzy specjalistów. Jak można to realnie poprawić?
WŁ: To prawda, że niedobór kadr jest dziś ograniczeniem strukturalnym. Liczba lekarzy w Polsce w przeliczeniu na mieszkańca należy do najniższych w Unii Europejskiej, a popyt na świadczenia rośnie szybciej niż ich podaż, głównie ze względu na starzenie się społeczeństwa i rosnącą skalę chorób przewlekłych. Ale to nie oznacza, że jesteśmy bezsilni. W Medicover skupiamy się na tym, co możemy zrobić już teraz, stawiamy na jak najlepsze wykorzystywanie dostępnych zasobów. Dzięki zmianom w organizacji pracy i optymalizacji czasu specjalistów udało nam się skrócić kolejki o około 15% rok do roku, przy średnim czasie oczekiwania na poziomie około 7 dni. Duże znaczenie ma też tzw. task shifting.
PZ: Na czym dokładnie polega ta metoda?
WŁ: Na redystrybucji zadań, czyli w tym przypadku na wykonywaniu przez pielęgniarki i położne takich świadczeń, gdzie nie jest wymagana interwencja specjalisty. To między innymi wystawianie skierowań na badania laboratoryjne i diagnostyczne, wystawianie i przedłużanie e-recept na leki stale przyjmowane przez pacjentów z chorobami przewlekłymi, prowadzenie telekonsultacji z pacjentami w ramach opieki poszpitalnej i kontrolnej, a także prowadzenie wizyt w sezonie infekcyjnym: badanie, ocena stanu, zlecenie leczenia w typowych, powtarzalnych przypadkach, np. infekcji górnych dróg oddechowych. Do tego typu świadczeń zaliczamy także monitorowanie parametrów życiowych pacjentów z chorobami przewlekłymi w systemie telemonitoringu. Ponadto niezwykle ważna jest edukacja zdrowotna, instruktaż dotyczący stylu życia, diety, aktywności fizycznej i stosowania się do zaleceń terapeutycznych. Dziś w Medicover już około 4% wszystkich świadczeń jest realizowanych właśnie w ten sposób. Docelowo 75% recept będzie przedłużanych zdalnie przez zespół pielęgniarski bez angażowania czasu lekarza. To nie jest obniżenie standardu, to właściwe przyporządkowanie kompetencji, pozwalające lekarzom skupić się na tym, co naprawdę wymaga ich udziału.
PZ: Wspomniał Pan o ciągłości leczenia. Jednym z paradoksów systemu jest zjawisko „no-show". Pacjent nie przychodzi na wizytę, ale jej nie odwołuje. Jak radzić sobie z tym problemem?
WŁ: Nieodwołana wizyta to zmarnowany cenny czas lekarza i niewykorzystana infrastruktura. Jednocześnie inny pacjent, który czeka, nie ma szansy z tego terminu skorzystać. To nie jest wyłącznie problem organizacyjny, to realne ograniczenie dostępności opieki. W Medicover podchodzimy do niego wielotorowo: stworzyliśmy system powiadomień z możliwością łatwego odwołania wizyt przez SMS lub aplikację, listy rezerwowe z automatycznym powiadamianiem pacjentów o zwolnionych terminach i zabezpieczenia przed botami blokującymi terminy. Ale najważniejszy element to zmiana podejścia samych pacjentów, dlatego stawiamy na edukację i pozytywną narrację: wcześnie odwołana wizyta to szansa na zdrowie, a może i życie dla kogoś, kto na nią czeka. Efekt? Spadek utraconych wizyt o około 10% rok do roku.
PZ: Sektor publiczny zaczyna czerpać z tych rozwiązań, choć zapewne przyjdzie nam na nie jeszcze poczekać. Czy sektor prywatny i publiczny rzeczywiście mogą współpracować, czy to wciąż myślenie życzeniowe?
WŁ: Często słyszę to pytanie i rozumiem, skąd się ono bierze. Przez lata oba sektory były traktowane jak konkurenci. Tymczasem pandemia COVID-19 bardzo wyraźnie pokazała, że odporność systemu ochrony zdrowia zależy od zdolności współdziałania wszystkich dostępnych zasobów w kraju, bez względu na to, czyją własnością są poszczególne placówki. Dziś ponad połowa Polaków korzysta jednocześnie z opieki publicznej i prywatnej, a znaczna część środków NFZ jest wydatkowana właśnie w sektorze prywatnym na diagnostykę, czy opiekę ambulatoryjną. Medicover od dłuższego czasu jest już częścią systemu. Pytanie nie brzmi „czy", ale „jak dobrze" ta współpraca jest organizowana.
PZ: Jakich dobrych praktyk sektor publiczny może uczyć się od sektora prywatnego?
WŁ: Sektor prywatny rozlicza się z realnych wyników zdrowotnych, nie z liczby wykonanych świadczeń. Medicover mierzy tzw. „M-ki" – medyczne wskaźniki jakościowe – śledząc, na ile faktycznie poprawia zdrowie pacjentów i czy personel wywiązuje się z wymagań klinicznych. W modelu Value-Based Healthcare płacimy za efekty, nie za procedury. Kolejna praktyka, czyli wspomniany już przeze mnie task shifting uwalnia czas lekarzy od zadań niewymagających wiedzy klinicznej – to jeden z najtańszych i najszybszych sposobów poprawy dostępności świadczeń. No i oczywiście cyfryzacja – Medicover od 15 lat inwestuje w telemedycynę, która nie tylko oszczędza czas pacjentów i ogranicza liczbę odwoływanych wizyt, ale służy także predykcji ryzyka zdrowotnego i eliminacji nawet do 30% powtarzanych badań diagnostycznych.
PZ: Skoro mowa o predykcji ryzyka zdrowotnego to proszę powiedzieć jaką rolę w bezpieczeństwie zdrowotnym odgrywa profilaktyka?
WŁ: Działania profilaktyczne to skuteczne zapobieganie problemom zdrowotnym, co przekłada się na niższą liczbę wizyt, krótsze kolejki do specjalistów i mniejsze obciążenie systemu. Bezpieczeństwo zdrowotne zaczyna się właśnie od profilaktyki i wczesnej diagnostyki. Starzejące się społeczeństwo zwiększa presję na system z każdym rokiem. Jeśli nie zainwestujemy w prewencję teraz, za kilka lat żaden poziom zabezpieczenia lekowego nie wystarczy, żeby zrekompensować skutki chorób, którym można było zapobiec.
PZ: A na czym Pana zdaniem będzie polegał system ochrony zdrowia przyszłości z perspektywy operatora takiego jak Medicover?
WŁ: Docelowy model będzie opierał się na czterech filarach: prewencji, technologii, lokalnej dostępności i integracji usług. Ochrona zdrowia przestanie być reakcją na chorobę, a stanie się procesem ciągłym, w którym pacjent pozostaje w stałej relacji z systemem, a działania są podejmowane zanim pojawi się problem. W Medicover inwestujemy w dane i technologię, które pozwalają identyfikować ryzyka zdrowotne i reagować proaktywnie. To jedyny sposób, żeby na stałe zwiększyć efektywność i odporność systemu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze