„Żabka to największy dystrybutor uzależnień w Polsce, dziesięć minut od każdego domu” – mówi psycholog i strateg biznesowy Jerzy Lipiński w Wyborcza.pl. Sieć sklepów, reklamująca się hasłem „blisko i wygodnie”, stosuje mechanizmy psychologiczne znane z gier i hazardu, aby przyciągać klientów. W efekcie wpływa nie tylko na nawyki zakupowe dorosłych, ale także na zdrowie i wybory najmłodszych.
Zdaniem Jerzego Lipińskiego, psychologa i stratega biznesowego, który wypowiedział się dla Wyborcza.pl, Żabka stała się nowym „trzepakiem” dla dzieci i młodzieży.
Wabi kolorowym logo, niezdrowym jedzeniem, a także programami lojalnościowymi opartymi na mechanizmach znanych z gier i hazardu – podkreśla ekspert.
Zamiast wspierać zdrowe wybory, sieć wzmacnia zachowania kompulsywne, oparte na dopaminowych „strzałach” wynikających z konsumpcji alkoholu, nikotyny, słodyczy czy fast foodów.
Oferta sklepu bazuje na prostych mechanizmach biologicznych. Dopamina odpowiada za powtarzanie przyjemnych zachowań. Alkohol, słodycze, napoje energetyczne czy tłuste przekąski dostarczają szybkiej nagrody, która wzmacnia nawyk częstych zakupów. Lipiński wskazuje:
Klient ma wracać jak najczęściej, a Żabka buduje cały system, aby ten nawyk utrwalić.
Żabka przenosi do handlu mechanizmy znane z gier, podkreśla ekspert. W sklepach pojawiają się pylony pokazujące wyniki sprzedaży Coca-Coli w różnych województwach, wywołując rywalizację między klientami.
To nie tylko handel. To gamifikacja – tłumaczy Lipiński. Do tego dochodzą promocje łączące alkohol i hazard, jak akcja „kup piwo i odbierz zdrapkę”.
Psycholog określa to jako „podręcznikowe combo” dwóch uzależnień. Mechanizm zdrapek działa bowiem na zasadzie zmiennego wzmocnienia – nagroda pojawia się niespodziewanie, co sprawia, że konsument chce powtarzać zachowanie.
Żabka wprowadziła rozwiązania przypominające usługi cyfrowe. „Kawonament” to pakiet siedmiu kaw do wykorzystania w 15 dni. Z kolei abonament na piwo oferuje miesięczną subskrypcję alkoholu.
To nie tylko promocja, to budowanie nawyków konsumpcji – zauważa Lipiński. Model subskrypcyjny „spłaszcza ból płacenia” i prowadzi do częstszych wizyt w sklepie.
Aplikacja Żabki i program „żappsy” opierają się na mechanizmach opisanych przez Daniela Kahnemana i Amosa Tversky’ego. Ludzie mocniej odczuwają stratę niż zysk, dlatego presja niewykorzystania punktów lojalnościowych sprawia, że kupujemy produkty, których nie potrzebujemy.
Żabka wie, jak wzmacniać w ludziach pewne zachowania, aby weszły w nawyk – mówi Lipiński.
Reklama
Wszystkie te działania mają konsekwencje dla zdrowia publicznego. Sieć nie promuje warzyw czy zdrowych posiłków, lecz produkty wysoko przetworzone, alkohol i nikotynę. Lipiński nazywa to „społeczną inżynierią niskiej jakości życia”, w której ludzie dostają „proste strzały dopaminy” zamiast budowania trwałych nawyków prozdrowotnych.
Ekspert podkreśla, że odpowiedzią nie są zakazy, które mogą wywołać efekt bumerangu i zwiększyć atrakcyjność zakazanego produktu. Rozwiązaniem jest edukacja konsumencka, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży.
Kluczem do zdrowego społeczeństwa jest uczenie się dokonywania lepszych wyborów. Nie po to, by zmieniać Żabkę, ale po to, by edukować ludzi – podsumowuje ekspert.
Źródło: Wyborcza.pl/MH
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Czytając kolejny „artykuł” Pana Lipińskiego, mam wrażenie, że nie chodzi tu ani o fakty, ani o rzetelną analizę, tylko o uprawianie prywatnej krucjaty pod hasłem „Żabka winna wszystkiemu”. 1. Obsesja na jednym podmiocie Dlaczego autor – rzekomo zatroskany losem konsumenta – od miesięcy widzi problem wyłącznie w jednej sieci? Czy pozostałe sieci handlowe, markety, sklepy monopolowe i dyskonty działają w jakiejś innej rzeczywistości? Nie – wszystkie stosują dokładnie te same praktyki sprzedażowe, różnią się tylko skalą i estetyką. A jednak to Żabka jest tu ustawicznie chłopcem do bicia. 2. Metody sprzedażowe = standard rynkowy Cross-selling, promocje, ekspozycja produktów wysokomarżowych przy kasie – to elementarz handlu detalicznego, który stosują absolutnie wszystkie sieci na świecie. Czy krytykować można? Oczywiście. Ale wyłącznie jedną firmę? To już nie analiza, a obsesja podszyta uprzedzeniem. 3. Publicystyka zamiast faktów Po raz kolejny nie ma danych, nie ma liczb, nie ma badań. Jest za to narracja zbudowana na emocjach i powtarzanych do znudzenia frazach o „zagrożeniu zdrowia publicznego” i „fabryce uzależnień”. Gdyby ktoś faktycznie chciał rzetelnie dyskutować, zestawiłby różne sieci, ich modele sprzedaży, strukturę asortymentu, udział produktów wysokoprzetworzonych czy alkoholowych. A tu? Zero. 4. Cel: zasięg, nie debata Artykuł brzmi jak napisany pod klikalność – z mocnymi nagłówkami, moralnym oburzeniem i jednostronną narracją. To nie jest wkład w debatę publiczną, tylko autopromocja autora, który najwyraźniej znalazł sobie prosty sposób na budowanie zasięgów: walić w Żabkę, bo głośno odbije się w sieci. 5. Hipokryzja w pełnej krasie Jeśli rzeczywiście chodzi o dobro konsumenta – czemu nie ma choć słowa o dyskontach, które sprzedają tony słodyczy i alkoholu w cenach zbijających zdrowe produkty? Czemu brak analizy stacji benzynowych, w których półki uginają się od energetyków i fast foodów? Dlaczego nikt nie pisze o aplikacjach dowozowych, które wpychają promocje na burgery i pizze na każdej stronie? Podsumowując: To nie jest artykuł o handlu, zdrowiu czy konsumpcji. To kolejny odcinek serialu „Lipinski kontra Żabka”. Problem w tym, że serial ten jest powtarzalny, jednostronny i coraz mniej wiarygodny. Jeśli chcemy prowadzić poważną dyskusję o rynku detalicznym i zdrowiu publicznym – rozmawiajmy o całości zjawiska, a nie o jednym, wybranym sklepie. Inaczej to nie analiza, a prywatna vendetta ubrana w szaty troski o społeczeństwo.
Może dlatego?
Dlaczego jest na to przyzwolenie?!!
Czytając kolejny „artykuł” Pana Lipińskiego, mam wrażenie, że nie chodzi tu ani o fakty, ani o rzetelną analizę, tylko o uprawianie prywatnej krucjaty pod hasłem „Żabka winna wszystkiemu”. 1. Obsesja na jednym podmiocie Dlaczego autor – rzekomo zatroskany losem konsumenta – od miesięcy widzi problem wyłącznie w jednej sieci? Czy pozostałe sieci handlowe, markety, sklepy monopolowe i dyskonty działają w jakiejś innej rzeczywistości? Nie – wszystkie stosują dokładnie te same praktyki sprzedażowe, różnią się tylko skalą i estetyką. A jednak to Żabka jest tu ustawicznie chłopcem do bicia. 2. Metody sprzedażowe = standard rynkowy Cross-selling, promocje, ekspozycja produktów wysokomarżowych przy kasie – to elementarz handlu detalicznego, który stosują absolutnie wszystkie sieci na świecie. Czy krytykować można? Oczywiście. Ale wyłącznie jedną firmę? To już nie analiza, a obsesja podszyta uprzedzeniem. 3. Publicystyka zamiast faktów Po raz kolejny nie ma danych, nie ma liczb, nie ma badań. Jest za to narracja zbudowana na emocjach i powtarzanych do znudzenia frazach o „zagrożeniu zdrowia publicznego” i „fabryce uzależnień”. Gdyby ktoś faktycznie chciał rzetelnie dyskutować, zestawiłby różne sieci, ich modele sprzedaży, strukturę asortymentu, udział produktów wysokoprzetworzonych czy alkoholowych. A tu? Zero. 4. Cel: zasięg, nie debata Artykuł brzmi jak napisany pod klikalność – z mocnymi nagłówkami, moralnym oburzeniem i jednostronną narracją. To nie jest wkład w debatę publiczną, tylko autopromocja autora, który najwyraźniej znalazł sobie prosty sposób na budowanie zasięgów: walić w Żabkę, bo głośno odbije się w sieci. 5. Hipokryzja w pełnej krasie Jeśli rzeczywiście chodzi o dobro konsumenta – czemu nie ma choć słowa o dyskontach, które sprzedają tony słodyczy i alkoholu w cenach zbijających zdrowe produkty? Czemu brak analizy stacji benzynowych, w których półki uginają się od energetyków i fast foodów? Dlaczego nikt nie pisze o aplikacjach dowozowych, które wpychają promocje na burgery i pizze na każdej stronie? Podsumowując: To nie jest artykuł o handlu, zdrowiu czy konsumpcji. To kolejny odcinek serialu „Lipinski kontra Żabka”. Problem w tym, że serial ten jest powtarzalny, jednostronny i coraz mniej wiarygodny. Jeśli chcemy prowadzić poważną dyskusję o rynku detalicznym i zdrowiu publicznym – rozmawiajmy o całości zjawiska, a nie o jednym, wybranym sklepie. Inaczej to nie analiza, a prywatna vendetta ubrana w szaty troski o społeczeństwo.
Może dlatego?
Dlaczego jest na to przyzwolenie?!!