Reklama

Dr Gryglewicz: wykształcenie jednego lekarza kosztuje państwo około miliona złotych

Limity przyjęć na studia medyczne, rosnąca liczba absolwentów, brak lekarzy wybranych specjalności oraz wieloletnie próby reformy szpitalnictwa prowadzą do kluczowego pytania: czy państwo konsekwentnie realizuje własną strategię w ochronie zdrowia? O wyzwaniach kadrowych, systemowych i decyzjach Ministerstwa Zdrowia mówi dr Jerzy Gryglewicz, ekspert rynku ochrony zdrowia i wykładowca Uczelni Łazarskiego.

Mimo że liczba tegorocznych maturzystów wzrosła o jedną czwartą, Ministerstwo Zdrowia podniosło limity przyjęć na państwowe kierunki lekarskie zaledwie o 2 proc. Czy system marnuje potencjał wyjątkowo licznego rocznika? Zdaniem dr. Jerzego Gryglewicza decyzja ta wynika z realnych możliwości oraz długofalowej strategii, a nie z chęci blokowania kandydatów.

- System ochrony zdrowia kieruje się przede wszystkim własnymi potrzebami kadrowymi, a te są opisane w mapach potrzeb zdrowotnych. To dokument, w którym analizuje się liczbę lekarzy, ich wiek, specjalizacje oraz prognozowane zapotrzebowanie. Nie można więc powiedzieć, że ministerstwo ogranicza kształcenie lekarzy. Wręcz przeciwnie. Obecnie kształcimy ich rekordowo dużo. Tegoroczne limity oznaczają ponad 10 tys. miejsc na kierunkach lekarskim i lekarsko-dentystycznym, a nigdy wcześniej nie było ich aż tyle — podkreśla dr Jerzy Gryglewicz.

Reklama

Ekspert przypomina również, że w Polsce działa już 39 uczelni kształcących medyków (wobec 14 w przeszłości), a wykształcenie jednego lekarza to koszt rzędu miliona złotych ze środków publicznych. Osoby, które nie dostały się na studia w tym roku, mogą próbować ponownie.

- Z perspektywy całego systemu nie można budować wieloletniej polityki kadrowej pod wpływem jednorazowego skoku demograficznego — dodaje ekspert.

Gdzie naprawdę brakuje lekarzy?

Choć pacjenci odczuwają ogólny deficyt medyków, dr Gryglewicz wskazuje, że problem ma charakter strukturalny i dotyczy wyłącznie wybranych dziedzin. Jak mówi, są dziedziny, w których sytuacja jest bardzo trudna. Dotyczy to między innymi interny, chirurgii, pediatrii czy pulmonologii. W tych specjalizacjach ponad 30 proc. lekarzy osiągnęło już wiek emerytalny. To z kolei oznacza realne zagrożenie dla ciągłości udzielania świadczeń. Są jednak także specjalizacje, w których sytuacja wygląda znacznie lepiej. W kardiologii średni wiek lekarzy wynosi około 45 lat, specjalistów stale przybywa, a sama dziedzina cieszy się dużym zainteresowaniem młodych medyków.

Reklama

Głównym problemem polskiej ochrony zdrowia nie jest jednak wyłącznie liczba kadr, lecz wadliwa organizacja systemu i nadmierne obciążenie szpitali.

„Piramida świadczeń postawiona na głowie”

Polska przeznacza ponad połowę budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia na lecznictwo zamknięte. W dobrze zorganizowanych systemach zachodnich wskaźnik ten wynosi około 30 proc., a ciężar opieki spoczywa na lecznictwie ambulatoryjnym.

- Od wielu lat mówi się o odwróceniu piramidy świadczeń, czyli przenoszeniu leczenia ze szpitali do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej — zauważa dr Gryglewicz, wskazując na konieczność restrukturyzacji sieci szpitali.

Reklama

Zdaniem eksperta problemem jest m.in. rozproszenie właścicielskie placówek oraz utrzymywanie nierentownych oddziałów.

- Dobrym przykładem jest położnictwo. Są oddziały, na których poród odbywa się raz na trzy dni. A mimo to przez cały ten czas trzeba utrzymywać w gotowości ginekologów, anestezjologów, położne i pielęgniarki anestezjologiczne. Takie wykorzystanie zasobów po prostu nie jest efektywne — zaznacza.

Kolejki do specjalistów – zagrożenie dla pacjentów i budżetu

Długi czas oczekiwania na wizytę u specjalisty to jeden z najbardziej palących problemów polskiego lecznictwa, niosący za sobą konsekwencje medyczne i finansowe. Ekspert mówi, że sytuacja, w której kolejki przekraczające trzy miesiące są nie do zaakceptowania. Nie chodzi tylko o wydźwięk społeczny, ale przede wszystkim medyczny. Pacjent, który tak długo czeka na konsultację, może w tym czasie trafić do lekarza z dużo bardziej zaawansowaną chorobą. To oznacza gorsze rokowanie, ale również znacznie wyższe koszty dla państwa.

Reklama

Niespójność decyzji: przypadek warszawskiej transplantologii

O ile w kwestii limitów studenckich i map potrzeb zdrowotnych resort deklaruje kierowanie się analizami, o tyle decyzja o utworzeniu trzeciego ośrodka transplantacji serca w Warszawie wywołała spore kontrowersje i protest środowiska, w tym rezygnację konsultanta krajowego ds. kardiochirurgii.

- Problemem nie jest przecież liczba szpitali, tylko liczba dostępnych narządów. Co więcej, ta decyzja stoi w sprzeczności z kierunkiem reform, które samo Ministerstwo Zdrowia od lat zapowiada — wyjaśnia dr Gryglewicz.

Reklama

Ekspert przypomina, że Polska zobowiązała się w Krajowym Planie Odbudowy (KPO) do centralizacji wysoko specjalistycznych świadczeń.

- Jednym z podstawowych założeń reformy szpitalnictwa jest centralizacja wysoko specjalistycznych świadczeń. Chodzi o to, żeby najbardziej skomplikowane procedury wykonywała stosunkowo niewielka liczba ośrodków, ale za to bardzo często. Im większe doświadczenie zespołu i większa liczba wykonywanych procedur, tym lepsze wyniki leczenia. Dlatego tworzenie kolejnych ośrodków nie wpisuje się w filozofię centralizacji świadczeń — wyjaśnia.

Reklama

 

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości