OZZL punktuje, że problem braku lekarzy istnieje już od 2010 roku i jak na razie nie został rozwiązany. Organizacja powtarza swoje postulaty, które mają uleczyć sytuację. Główne hasło to „jeden lekarz i jeden etat”.
Na środowej konferencji prasowej w Warszawie przewodnicząca Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) Grażyna Cebula-Kubat zaznaczyła, że związek postuluje pewne zmiany w ochronie zdrowia od 2010 r.
– Już wtedy wiedzieliśmy, że jest kryzys i że źle się dzieje. Nadal nie ma propozycji rozwiązania najważniejszego problemu, jakim jest wielka nierównowaga między ilością pieniędzy publicznych przeznaczanych na gwarantowane świadczenia zdrowotne a liczbą i zakresem tych świadczeń – oceniła.
Reklama
Jej zdaniem już w 2010 r. OZZL postulował wprowadzenie zasady „pieniądz idzie za pacjentem”, która oznacza, że pacjent wybiera miejsce leczenia, a Narodowy Fundusz Zdrowia płaci za leczenie tyle, na ile wycenił dane świadczenie. Drugim postulatem wysuwanym wówczas przez związek było nielimitowanie świadczeń przez NFZ.
– W tym roku mamy niestety podobną sytuację. NFZ od kwietnia limituje i zmniejszył jeszcze cenę wysokospecjalistycznych świadczeń diagnostycznych. Mówimy tutaj o rezonansie, tomografii, gastroskopii i kolonoskopii. Nigdy nie będzie naszej zgody, żeby NFZ stawiał takie ograniczenia – zastrzegła.
Reklama
Według niej czas oczekiwania na kolonoskopię wynosi obecnie 238 dni.
– Jak może lekarz rozpoznać raka jelita grubego bez wykonania tego badania? Nie da się – stwierdziła.
Dodała, że kolejnym postulatem związku była taka wycena świadczeń, aby pieniędzy wystarczyło na wszystko. Podkreśliła, że politycy muszą skonstruować koszyk realnie, a nie życzeniowo, aby wszystkie świadczenia były dostępne bez limitu dla każdego pacjenta.
– NFZ musi skonstruować taki system nadzoru i rejestracji świadczeń, aby nie było możliwości nadużyć ani ze strony pacjentów, ani ze strony świadczeniodawców – podkreśliła.
Reklama
Przewodniczący Regionu Mazowieckiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, lekarz psychiatra Joachim Budny, przedstawił obecne postulaty związku.
– Apelujemy do wszystkich opcji politycznych (...) o jasny, transparentny system i warunki, które zapewnią bezpieczeństwo pacjenta, godne wynagrodzenie dla lekarzy i zminimalizują patologię – powiedział.
Zaznaczył, że pierwszy postulat OZZL brzmi: „jeden lekarz i jeden etat”. Zdaniem Budnego różnego rodzaju patologie, kiedy lekarze „łapią po kilka dyżurów” lub „fikcyjne wykazanie lekarza w dwóch różnych miejscach pracy”, najczęściej wynikają z chęci utrzymania ciągłości pracy placówki.
– Powinno być nie więcej niż 208 godzin w miesiącu, bo to jest 160 godzin etatu plus dyżury. Lekarz musi być w pełni zdolny do leczenia i w pełni przytomny (...). Więc jeden lekarz, jeden etat – to powinna być podstawa i ten etat musi być na umowę o pracę – stwierdził.
Dodała, że trzeci postulat OZZL oznacza normy zatrudnienia „na pacjenta, nie na łóżko”.
– Lekarze leczą pacjentów, nie leczą łóżek. To rządzący powinni opracować, na podstawie aktualnych map potrzeb zdrowotnych czy map świadczeń zdrowotnych, jak to zgrać, żeby lekarze, którzy przychodzą do pracy, leczyli ludzi (...), a nie dbali o to, żeby liczba łóżek się zgadzała – mówił.
Reklama
Budny zaznaczył, że kolejnym postulatem są trzy średnie krajowe dla lekarza specjalisty na umowę o pracę na cały etat. Jego zdaniem większość lekarzy pracuje za znacznie mniejsze i z chęcią ograniczyliby się do pracy wyłącznie w publicznym systemie, gdyby otrzymali takie wynagrodzenie.
– Wtedy lekarze nie musieliby jeździć, dorabiać na kontraktach w różnych miejscach ponad swoje siły – ocenił.
– Leczymy pacjentów, a nie procedury, leczymy człowieka z choroby. My diagnozujemy, planujemy leczenie i monitorujemy przebieg leczenia. Nie powinniśmy myśleć, jaka procedura jest najlepiej rozliczana w NFZ, co często jest spotykane w szpitalach. Musimy myśleć o kwestiach ekonomicznych, do których w ogóle nie zostaliśmy wykształceni – zastrzegł.
Reklama
W czasie konferencji wiceprzewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Piotr Watoła odniósł się do propozycji minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, która zaproponowała kwotę do 240 zł brutto za godzinę jako maksymalne wynagrodzenie dla pracownika medycznego. Jego zdaniem 240 zł brutto za godzinę to „stawka marzenie dla wielu lekarzy”.
– Dla normalnego lekarza to jest podwyżka – ocenił.
Podkreślił, że „clou nie leży w kwocie, tylko w pomyśle na dalsze kształtowanie tej reformy”.
– Jeżeli to mają być nadal umowy kontraktowe, to ta stawka ma drugorzędne znaczenie. Prawda jest taka, że każdy z nas, gdyby taką propozycję dostał, pracując w pełnym wymiarze godzin z dyżurami w szpitalu czy w ZOZ-ie, w POZ-cie, to po prostu byłby zachwycony – zaznaczył.
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przedstawiła 8 lipca pakiet zmian, jakie mają zostać wdrożone w ochronie zdrowia. To m.in. limit płacowy dla pracowników tego sektora do 240 zł brutto za godzinę, zakaz zawierania umów przez szpitale z tzw. spółkami, obowiązek pracy medyków na co najmniej pół etatu w jednym miejscu czy stworzenie centralnej e-kolejki. Plany MZ to odpowiedź na ultimatum postawione przez premiera. Wskutek nieprawidłowości w ochronie zdrowia ujawnianych w ostatnim czasie Donald Tusk powiedział, że czeka na konkretne rekomendacje MZ i NFZ pod groźbą „decyzji personalnych”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze