Reklama

Okrągły stół dla ochrony zdrowia w Sejmie: diagnoza zgodna, recepty różne, Koalicja Obywatelska nieobecna

Trzy godziny, dwudziestu kilku mówców, jedna diagnoza: polska ochrona zdrowia choruje od dekad, a afera w Szpitalu Południowym tylko obnażyła to, co środowisko medyczne powtarza od lat. W sejmowej sali przy okrągłym stole — symbolicznie, bo stół nie był okrągły — zasiedli politycy z niemal wszystkich ugrupowań, lekarze, samorządy zawodowe, eksperci i pacjenci. Przez całe spotkanie mówili o tym samym, że system ochrony zdrowia wymaga radykalnej operacji, a nie kolejnego malowania ścian. W jednej kwestii dyskutanci różnili się zasadniczo — kto ma być chirurgiem.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: „szukamy rozwiązań, nie diagnoz”

Spotkanie odbyło się z inicjatywy Polski 2025, a przewodniczyły mu minister ds. funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz posłanka, wiceprzewodnicząca Komisji Zdrowia Wioletta Tomczak. Formuła była przemyślana: nie konferencja prasowa, nie debata polityczna, lecz próba zebrania przy jednym stole ludzi o różnych poglądach i skłonienia ich do rozmowy o wyjściu z kryzysu.

— Nie ma nic ważniejszego niż poczucie bezpieczeństwa, że jeżeli ktoś zachoruje, to zostanie dobrze, godnie i najlepiej jak to tylko się da, leczony. […] System ochrony zdrowia w Polsce choruje. Choruje nie od wczoraj, nie od zeszłego roku, tylko problem narasta od bardzo wielu lat. Ta choroba toczy się ponad podziałami politycznymi. — powiedziała Pełczyńska-Nałęcz na otwarcie.  

Reklama

Kluczowe zastrzeżenie padło od razu: spotkanie ma służyć szukaniu rozwiązań, nie kolejnemu wyliczaniu problemów. Minister zaznaczyła, że sama diagnoza podniesiona niekonkluzywnie pozostawia nas w przekonaniu, że jest źle, ale nie wyznacza nam drogi do przodu. Wnioski i rekomendacje mają trafić do rozmów koalicyjnych, a od września zaplanowano prace w grupach roboczych nad konkretnymi propozycjami legislacyjnymi.

Moderująca spotkanie posłanka WiolettaTomczak dodała, że traktuje całe przedsięwzięcie jako profilaktykę:

Reklama

Lepiej zapobiegać niż leczyć, a nasze spotkanie jest swego rodzaju profilaktyką przed wdrożeniem zmian, tak by były jak najbardziej efektywne i akceptowalne politycznie i społecznie.

Transparentność przed rewolucją

Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski przedstawił obecny kurs Ministerstwa Zdrowia kierowanego przez Jolantę Sobierańską-Grendę i był w tym uczciwie ostrożny. Nie zapowiadał rewolucji, lecz opisywał porządkowanie: zbieranie danych o wynagrodzeniach i czasie pracy personelu medycznego, jawność konkursów na świadczenia, benchmarki dla szpitali różnych poziomów referencyjnych, wzmocnienie aparatu kontrolnego NFZ i przygotowanie map potrzeb zdrowotnych pod nową perspektywę unijną.

Reklama

— Celem jest zapewnienie przejrzystości wydatkowania środków publicznych i uzyskanie rzetelnych danych o wynagrodzeniach i czasie pracy, bo nie możemy podejmować decyzji bez wiedzy o tym, jak wygląda rzeczywistość — tłumaczył Maciejewski.

Wiceminister wskazał na kluczową zmianę systemową: przesunięcie opieki poza szpital, podkreślając również wyzwanie demograficzne.

 — Nasze społeczeństwo starzeje się wyjątkowo szybko w stosunku do innych krajów europejskich. System szpitalnictwa polskiego był dostosowany do warunków komunikacyjnych z lat 60. i do zadań zaplecza medycznego dla układu warszawskiego. Mamy zupełnie inne wyzwania. […] Opieka medyczna powinna być jak najbliżej każdego z nas. Temu służą katalogi świadczeń elastycznych, tryby jednodniowe, finansowanie równoważne hospitalizacji — przekonywał, zapowiadając miliard złotych z funduszu medycznego na wsparcie tej transformacji.

Reklama

Prof. Piotr Czauderna, doradca Prezydenta RP i przewodniczący Prezydenckiej Rady Zdrowia, był uprzejmy, ale nieustępliwy w jednej kwestii.

— Bardzo ważna perspektywa, której mi cały czas brakuje, to jest to, jak na zmianach, które są proponowane, zyskają pacjenci. Jakoś trudno jest mi to powiązać, bo te zmiany mają charakter głównie porządkujący — powiedział profesor.

Jego obawa dotyczyła również możliwych, odwrotnych do zamierzonych, skutków opóźnienia o rok płatności za nadwykonania i ograniczenia łączenia etatów. Zwrócił również uwagę na błąd metodoligiczny w podejmowanych decyzjach.

Reklama

 — Jeżeli NFZ będzie płacił za nadwykonania dopiero po roku od ich realizacji, dyrektorzy szpitali raczej je wstrzymają. Limity mają historyczny charakter i zupełnie nie odzwierciedlają dzisiejszych potrzeb. A jeśli zostanie zablokowane zatrudnianie lekarzy w innych placówkach, grozi niekontrolowane zamykanie oddziałów, zwłaszcza w szpitalach powiatowych. […] Jeżeli mówimy o ustawie, która ma pozwolić na uzyskanie danych dotyczących zarobków lekarzy, a już zanim te dane zostały zebrane wyznaczamy progi płacowe, to kolejność jest nieprawidłowa.  — ostrzegał.

Mimo zastrzeżeń profesor zaznaczył, że Kancelaria Prezydenta pozostaje otwarta na konstruktywną współpracę. Podkreślił, że jego zdaniem jesteśmy w momencie dziejowym, który pozwoliłby na wprowadzenie głębszych zmian, a społeczeństwo byłoby w stanie zaakceptować nawet te idące dalej. Warto taki moment dobrze wykorzystać, bo może się długo nie powtórzyć.

Reklama

Pożar w służbie zdrowia, mit o sorach i 2% na profilaktykę

Senator Stanisław Karczewski, praktykujący kardiolog i polityk z wieloletnim stażem w parlamentarnych komisjach zdrowia, nie przebierał w słowach. Jako priorytet wskazał profilaktykę i tu padła liczba, która powinna być tytułem osobnego raportu:

— Wydajemy zaledwie 2% środków na profilaktykę, w momencie w którym państwa europejskie wydają 5%. Ja jak mówię, przyjmuję codziennie pacjentów, z przerażeniem widzę dzieci przychodzące z nadwagą, mające cukrzycę, mające już nadciśnienie. Nawet jeśli będziemy 15% przeznaczać na system zdrowia, nie damy rady leczyć, jeśli profilaktyka nie będzie działać.

Reklama

Karczewski zakwestionował też powszechny mit o SOR-ach jako wąskim gardle systemu. Według jego opinii SORy funkcjonują dobrze. Natomiast źle funkcjonuje Podstawowa Opieka Zdrowotna, bo tam nie można skonsultować pacjenta kardiologicznie, diabetologicznie, neurologicznie na miejscu.

Dwa postulaty polityczne wyartykułował wprost: ujednolicenie organów założycielskich szpitali oraz wyraźne oddzielenie publicznej od prywatnej służby zdrowia. W tym miejscu głos zabrał również poseł Czesław Hoc, który doprecyzował, że plan finansowy NFZ na 2027 rok zawiera dziurę budżetową szacowaną przez ekspertów na 20 miliardów złotych, nie ma podpisu ministra finansów, a ambulatoryjna opieka specjalistyczna, zamiast być wzmacniana, ma być w przyszłym roku finansowana na obniżonym poziomie. Pojawiło się pytanie o to jak prowadzić profilaktykę, jeśli ograniczane są podstawowe badania, takie jak gastroskopia, kolonoskopia czy badania obrazowe.

Reklama

Dom w ruinie i zegar, którego nie wolno rozkręcić

Prof. Urszula Demkow z Instytutu Strategie 2050 zamiast kolejnego przemówienia przyniosła dwa zdjęcia: dom popadający w ruinę i skomplikowany mechanizm zegarka.

— System ochrony zdrowia wygląda tak — wskazała na dom. — Jeżeli chcemy go zmieniać, to nie wystarczy pomalować ściany. Trzeba prowadzić remont systematycznie i całościowo. System ochrony zdrowia wygląda też tak — i pokazała zegar. — Wszelkie manipulacje tym trudnym, złożonym systemem muszą być bardzo ostrożne. Wymiana jednej śrubki może nam wszystko zburzyć.

Reklama

Profesor skorygowała też liczbę, którą podał Karczewski. Wskazała, że nakłady NFZ na profilaktykę to nie 2%, lecz poniżej 1%  i w przeważającej mierze idą na szczepienia. To poniżej 2 miliardów z budżetu 220 miliardów. Priorytetem programu Polski 2050 jest koordynacja ścieżki pacjenta.

 — Pacjent w naszym systemie jest dramatycznie zagubiony. Opieka medyczna jest pofragmentowana i pacjent błądzi po tym systemie, nie mając żadnego światła, żadnej ścieżki, którą by go ktoś poprowadził. […] Ja jestem lekarzem. Ja się nie zastanawiam, czy mój pacjent głosuje na PiS, czy na Konfederację, czy na Polskę 2050. To jest po prostu chory człowiek. I wokół tego chorego człowieka powinniśmy się skoncentrować.

Reklama

Dość opowiadania. Co konkretnie akceptują izby?

Poseł Norbert Pietrykowski z Klubu Parlamentarnego Centrum wyartykułował to, co wisiało w powietrzu przez pierwsze godziny spotkania:

— Skończmy z opowiadaniami, że wszyscy wszystko wiemy. Jestem ciekaw, na co realnie zgadzają się środowiska medyczne? Które zmiany akceptuje Naczelna Izba Lekarska, Naczelna Izba Pielęgniarek, Naczelna Izba Opieki Ambulatoryjnej i Związek Farmaceutów? Bo możemy wprowadzać zmiany, ale czy są one akceptowane przez tych, których dotyczą?

Pytanie o zgody izb na reformę ministerstwa wróciło zresztą w drugiej części spotkania — i, jak się okazało, odpowiedzi na nie były bardziej złożone, niż poseł mógł się spodziewać.

Poseł Jarosław Sachajko z Koła Parlamentarnego Demokracja Bezpośrednia zwrócił uwagę na nieobecność Koalicji Obywatelskiej, „która tak naprawdę o wszystkim decyduje”. Skrytykował zawyżone statystyki OECD dotyczące liczby lekarzy oraz emigrację kadr: 20 tys. lekarzy i 40 tys. pielęgniarek wyjechało za granicę. Podał konkretne stawki z ustawy o minimalnym wynagrodzeniu: 78 zł/h dla lekarza, ok. 68 zł/h dla pielęgniarki. Wskazał na niedofinansowanie systemu (niecałe 6% PKB wobec blisko 11% w Niemczech) i postulował przekazanie tworzenia map potrzeb szpitalnych wojewodom zamiast samorządom.

Głos partii Razem zabrał Jerzy Przystajko, farmaceuta z wykształcenia i współautor programu zdrowotnego ugrupowania. Zaczął od pytania, które zabrzmiało jak wyzwanie rzucone całej sali:

— Trzeba sobie zadać pytanie, jaki jest cel funkcjonowania systemu ochrony zdrowia w Polsce. To, co się dzieje teraz, to prosta konsekwencja tego, jak ten system został skonstruowany ponad 30 lat temu — po to, żeby w Polsce były niskie koszty pracy, a to nie jest cel dotyczący ochrony zdrowia obywateli.

Postulował mierzalne cele reformy (długość życia w zdrowiu, realną dostępność świadczeń), stabilne finansowanie szpitali w ustawie budżetowej, siatkę płac dla wszystkich zawodów medycznych, zatrzymanie prywatyzacji szpitali przez zagraniczne fundusze oraz centralizację ich własności na poziomie wojewodów. Opowiedział się też za twardym rozdziałem praktyki prywatnej i publicznej, jak w Niemczech czy Francji.

Pacjenci opłacalni, nieopłacalni, realni wykonawcy  i 14 miliardów braku

Ważną częścią dzisiejszych rozmów było oddanie głosu instytucjom i ugrupowaniom zawodowym. Wiceprezes NFZ Miłosz Anczakowski rozpoczął od przypomnienia, że Fundusz jest jedynie agencją wykonawczą, realizującą zadania wyznaczone przez ustawodawcę i tylko w takim zakresie, na jaki pozwalają środki. A tych brakuje ok. 14 mld zł do zbilansowania tegorocznego planu finansowego. Wskazał na dramatyczne niedobory kadrowe w kontroli (115 dyplomowanych kontrolerów na kilkadziesiąt tysięcy umów) i zaapelował o liberalizację przepisów ograniczających łączenie pracy w NFZ z praktyką prywatną. Przedstawił też konkretne działanie oszczędnościowe. NFZ wytypował listę 2000 lekarzy POZ przepisujących leki drogie zamiast dostępnych tańszych odpowiedników generycznych o tej samej substancji czynnej, i wysyła do nich pisma z sugestią zmiany.

Dr Andrzej Kot członek prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej argumentował, że źródłem „kominów płacowych” są zaniżone i nierówne wyceny procedur medycznych, nie chciwość lekarzy a odpowiedzialność za wysokie kontrakty ponoszą dyrektorzy szpitali, którzy je podpisują.

— Uważamy, że głównym postulatem powinny być adekwatne wyceny procedur medycznych. Nie możemy dzielić pacjentów na opłacalnych i nieopłacalnych dla systemu — mówił, wskazując, że to właśnie z zaniżonych i nierównomiernych wycen procedur biorą się „kominy płacowe", a nie z chciwości lekarzy jako grupy. […] Owszem, były sytuacje patologiczne, które trafiły do prokuratury, ale w tej chwili całe odium zostało zrzucone na lekarzy, z których większość pracuje uczciwie, często kosztem własnego czasu.

Naczelna Rada Lekarska proponuje trzy średnie krajowe wynagrodzenia dla lekarzy na etacie oraz maksymalny czas pracy na poziomie 78 godzin tygodniowo, zgodny z Kodeksem pracy i zasadami minimalnego 11-godzinnego odpoczynku między dyżurami.

„Blokujecie nas, a my możemy odciążyć system”

Prezes NIPiP Mariola Łodzińska zauważyła, że mimo najliczniejszej reprezentacji w systemie, pielęgniarki wciąż nie odbyły spotkania z minister Sobierańską-Grendą. Wskazała na niewykorzystany potencjał zaawansowanej praktyki pielęgniarskiej. Kompetencje do ordynowania leków i wypisywania recept kontynuacyjnych są blokowane, głównie przez prywatnych właścicieli placówek POZ oraz opór środowiska lekarskiego (co dr Kot pośrednio przyznał).

Wiceprezes izby Andrzej Tytuła dodał apel o jak najszybsze przyjęcie i podpisanie przez prezydenta ustawy o zawodach pielęgniarek i położnych, która ugruntuje zaawansowaną praktykę pielęgniarską:

– System kształcenia pielęgniarek w Polsce jest dziś wyłącznie na poziomie wyższym — nie ma już powrotu do uzupełniania braków kadrowych na poziomie średnim, i o tym też musimy pamiętać.

Najbardziej emocjonalne wystąpienie dnia należało do prezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej dr. Marka Tomkowa, który przez kilkanaście minut wyliczał konkretne, policzalne straty systemu.

„Reprezentuję grupę 40 tysięcy ludzi, którzy nadzorują rynek wart 70 miliardów złotych” zaczął, przypominając, że wszystkie apteki w Polsce są prywatnymi przedsiębiorstwami, które przez 30 lat dyżurowały praktycznie za darmo. Punktował: 700 ton leków rocznie trafia do utylizacji tylko z 3 tysięcy z 12 tysięcy polskich aptek — w dużej części leków wciąż ważnych, bo pacjenci dostają roczne recepty przy 120-dniowym okresie wydawania, co przy kilku lekach oznacza nawet 100 opakowań na zapas. Brak recepty kontynuowanej i przegląd programu 65+ to, jego zdaniem, jedne z prostszych do naprawienia źródeł strat.

„Dzisiaj wszystkie partie będą mówiły o tym, w jaki sposób dokładać pieniądze. My mówimy o tym, żeby nie marnować tych, które już są” podsumował, apelując o wprowadzenie przeglądów lekowych (standard w innych krajach, w Polsce nieobecny od 30 lat mimo licznych zapowiedzi) oraz o dopuszczenie farmaceutów klinicznych na oddziały szpitalne.

Jeden dolar inwestycji daje sześć dolarów oszczędności

Prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów dr Agnieszka Stępień reprezentowała trzecią co do wielkości grupę zawodów medycznych w Polsce: 85 tysięcy osób. Jej przekaz był najbardziej „ekonomiczny" spośród wszystkich samorządów: fizjoterapia to nie koszt, tylko inwestycja z policzalnym zwrotem.

— Badania z Australii pokazują, że przy jednym dolarze zainwestowanym w bezpośredni dostęp do fizjoterapeuty zyskujemy 6 dolarów oszczędności dla całego systemu leczenia. W przypadku zmian zwyrodnieniowych stawów to czterokrotny zwrot.

Mówiła, przywołując też dane, że bezpośredni dostęp do fizjoterapeuty (bez skierowania od lekarza POZ, ortopedy czy neurologa) redukuje liczbę przepisywanych leków o 43% i znacząco zmniejsza liczbę zlecanych badań diagnostycznych. Postulat samorządu to ustawowo zapisany bezpośredni dostęp do fizjoterapeuty, rozwiązanie funkcjonujące w Australii i USA od ponad 50 lat, a w krajach europejskich od ponad 20 oraz prawo do wystawiania krótkich recept na leki do fizykoterapii i krótkich zwolnień lekarskich.

Podobny głos wybrzmiał ze strony prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych dr n. med. Monika Pintal-Ślimak, która przedstawiła postula— jak podkreśliła — zgłaszany przez środowisko od lat bez rezultatu: wprowadzenie do systemu prawnego laboratoryjnej porady diagnostycznej.

Oddajmy głos ekspertom i pacjentom

Po głosach polityków, NFZ i samorządów zawodowych organizatorzy oddali głos ekspertom śledzącym system ochrony zdrowia od lat oraz przedstawicielom organizacji pacjenckich, z zastrzeżeniem, że to właśnie ci ostatni mają najmniej powodów, by patrzeć na system przez pryzmat partykularnych interesów.

Prof. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, zaznaczyła, że największym problemem jest niekontynuowanie rozpoczętych procesów, czego przykładem jest niezrealizowanie większości zadań ze strategii „Zdrowa Przyszłość”. Jej zdaniem system wymaga gruntownej przebudowy, a nie doraźnych korekt, ponieważ obecnie „próbujemy delikatnie korygować technologicznie nieaktualny silnik zamiast go wymienić”. Postulowała ona również, aby zdrowie przestało być domeną wyłącznie jednego resortu i stało się fundamentem polityk podatkowych, mieszkaniowych czy transportowych.

Kolejny głos w dyskusji należał do dr Marii Libury, która zwróciła uwagę na strukturalną niewydolność obecnego modelu, przypominając o tzw. zawodności rynku w obszarze zdrowia. Ekspertka wskazała na brak odpowiedzialności za los konkretnego chorego w obecnym systemie, zauważając z goryczą:

–„Dziś nikt nie odpowiada za to, że pacjent czekał pół roku na wynik badania obrazowego, a nowotwór zdążył dać przerzuty”.

Według niej konieczna jest zmiana ładu instytucjonalnego i przejście na opiekę koordynowaną, jednak na przeszkodzie stoi głównie brak woli politycznej, by usprawnić system publiczny,.

W kwestii finansowania Wojciech Wiśniewski z Federacji Pracodawców Polskich uznał za absolutny priorytet przywrócenie stabilności NFZ, co w krótkim terminie wymaga dotacji budżetowych. Zaapelował on do polityków o stworzenie konkretnych planów zamiast rzucania haseł i uwzględnienie realiów kalendarza wyborczego, sugerując, że najbardziej odważne zmiany będą możliwe w latach 2027–2028. Zauważył przy tym, że mimo pozornych sporów, w wielu kluczowych kwestiach, takich jak relacja rynku prywatnego z publicznym, różnice między opcjami politycznymi nie są tak duże, jak mogłoby się wydawać.

Z perspektywy pacjenta głos zabrała Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej, która kategorycznie domagała się uznania jakości opieki za podstawowe i egzekwowalne prawo. Podkreśliła, że chorzy potrzebują dostępu do wiarygodnych danych o placówkach, aby nie musieli wybierać miejsca leczenia na podstawie opinii z mediów społecznościowych. Korycińska wezwała do stworzenia wieloletniej, ponadpartyjnej strategii wyjścia z kryzysu, podsumowując debatę mocnym stwierdzeniem: „Mamy dosyć kłótni polityków, z których nic nie wynika. Wina nie leczy. Oczekujemy rozwiązania problemu, a nie przedstawienia winnych”.

POSTAWIONA DIAGNOZA, A KIEDY RECEPTA?

Spotkanie, zaplanowane na trzy godziny, przeciągnęło się o kolejne pół godziny. Dyskusja objęła jeszcze m.in. zdrowie mężczyzn (poruszone przez posła Marcina Józefiaka), sposób ustalania siatki płac w oparciu o próg ubóstwa oraz apel prof. Gałązki-Sobotki o sięganie po już sprawdzone w Polsce dobre praktyki i technologie telemedyczne, zanim zacznie się projektować kolejne zmiany od zera. Na koniec głos zabrał ponownie poseł Jarosław Sachajko, przypominając, że politykom zostało niecałe półtora roku do końca kadencji — i że tym razem potrzebne są odważne decyzje, a nie kolejna zapowiedź dziesięcioletniej reformy.

Prowadzące zapowiedziały, że wszystkie propozycje zostaną spisane i przekazane Ministerstwu Zdrowia oraz uczestnikom rozmów koalicyjnych. Do końca lipca uczestnicy mogą przesyłać dodatkowe, bardziej rozwinięte propozycje na adres klubu parlamentarnego Polska 2050. Czy okrągły stół, przy którym zabrakło rządzącej koalicji, realnie przełoży się na zmiany legislacyjne, pokaże jesień. Jedno jest pewne: diagnozę tego dnia postawiono właściwie jednogłośnie. Na receptę trzeba będzie poczekać dłużej.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Materiały K.Ł Aktualizacja: 14/07/2026 19:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości