Propozycje Ministerstwa Zdrowia dotyczące zmian w wynagrodzeniach medyków mogą zrewolucjonizować publiczną służbę zdrowia. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, miesięczne zarobki lekarza pracującego na jednym etacie mogą wynieść od 38 do 40 tysięcy złotych.
Jak wyjaśnił wiceszef Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) Jakub Szulc, wyliczenia te opierają się na założeniu maksymalnej stawki godzinowej na poziomie 240 zł. Przy wymiarze 160–165 godzin pracy w miesiącu daje to kwotę bliską 40 tys. zł brutto. Nowe regulacje mają również wprowadzić ograniczenie czasu pracy lekarzy do maksymalnie dwóch etatów.
– Narodowy Fundusz Zdrowia płaci szpitalom za wykonane świadczenia, ale to bezpośrednio dyrekcja placówki zawiera umowę z lekarzem i ustala ostateczne warunki – przypomniał Jakub Szulc na antenie Programu I Polskiego Radia.
Proponowane przez resort zdrowia limity idealnie wpisują się w nastroje społeczne. Z najnowszego sondażu instytutu IBRiS, przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczypospolitej” w dniach 10–11 lipca, wynika, że aż 77,4% badanych opowiada się za wprowadzeniem maksymalnego pułapu wynagrodzeń w publicznej służbie zdrowia (z czego 56,3% zaznaczyło odpowiedź „zdecydowanie tak”). Przeciwnego zdania jest jedynie 16,8% ankietowanych, a niespełna 4% nie ma wyrobionej opinii.
Co ciekawe, pomysł ten łączy Polaków ponad podziałami politycznymi oraz geograficznymi:
Wyborcy koalicji rządzącej popierają ograniczenia w 82,7%.
Wyborcy opozycji popierają je w 73,2%.
Mieszkańcy wsi i mniejszych miast (do 50 tys. mieszkańców) wykazują najwyższe poparcie dla zmian – odpowiednio 85% i 79%.
Najbardziej podzielone są metropolie (powyżej 250 tys. mieszkańców). Choć nadal większość (68%) popiera limity, to aż 19% mieszkańców wielkich miast zdecydowanie się im sprzeciwia.
Dyskusja o zarobkach lekarzy przybrała na sile po czerwcowych doniesieniach portalu Goniec.pl (w tekście źródłowym wkradła się literówka „Zero.pl”) dotyczących Warszawskiego Szpitala Południowego.
Ujawniono wówczas, że lekarz bez specjalizacji, a zarazem radny Koalicji Obywatelskiej w dzielnicy Ursus, pełnił tam funkcję koordynatora SOR-u. Łącząc pracę w kilku placówkach, medyk zarobił w 2025 roku astronomiczne 1,6 miliona złotych. Dodatkowo na jego oddziale miało dochodzić do przyjmowania polityków KO poza kolejnością i wykonywania im ekspresowych badań.
W związku z tymi doniesieniami w placówce trwa obecnie szczegółowa kontrola NFZ.
Wiceszef NFZ Jakub Szulc poinformował, że kontrola w Szpitalu Południowym powinna zakończyć się w okolicach połowy sierpnia 2026 roku. Zastrzegł jednak, że tempo prac zależy od dostępu do dokumentacji.
– Nie jesteśmy jedyną instytucją badającą tę sprawę i musimy zachować odpowiednią kolejność. Służby takie jak prokuratura korzystają z dokumentów w pierwszej kolejności, przed NFZ – wyjaśnił Szulc.
Przypadek Warszawy to tylko wierzchołek góry lodowej. Narodowy Fundusz Zdrowia przeprowadza blisko tysiąc postępowań kontrolnych rocznie. W 2025 roku podjęto 798 formalnych kontroli, a wraz z czynnościami sprawdzającymi było to ponad 2200 interwencji. W bieżącym roku urzędnicy przeprowadzili już 480 takich działań.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze