Reklama

240 zł za godzinę. „Najlepsi specjaliści przejdą do sektora prywatnego”

Resort zdrowia chce, by za godzinę pracy lekarze w publicznym sektorze zarabiali maksymalnie 240 zł brutto. Sektor prywatny nie będzie musiał stosować takich ograniczeń, więc najlepsi specjaliści mogą się tam przenieść – mówi ekspertka zarządzania w ochronie zdrowia Anna Gołębicka.

Zapowiedziana przez minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę reforma publicznej ochrony zdrowia wywołuje skrajne emocje. Flagowy projekt resortu, jakim ma być centralna e-kolejka, ma raz na zawsze rozwiązać problem wielomiesięcznych zatorów w rejestracjach. Czy jednak cyfrowy algorytm udźwignie specyfikę polskiej medycyny i realnie ulży pacjentom?

Cyfryzacja to proces, nie jednorazowy akt

Cyfrowe innowacje w sektorze publicznym niemal od zawsze budzą silny opór i lęk przed nieznanym. Jak jednak zauważa Anna Gołębicka, ekspertka zarządzania w ochronie zdrowia, taki mechanizm obronny towarzyszy każdej większej rewolucji technologicznej.

Reklama
Cyfrowe rozwiązania niemal zawsze budzą obawy. Wyciągają nas ze strefy komfortu i każą zmieniać przyzwyczajenia. Widzieliśmy to przy e-recepcie czy e-zwolnieniu. Początkowo dominował sceptycyzm, a później okazało się, że rozwiązania realnie ułatwiają codzienne funkcjonowanie milionom Polaków. Podobnie było z mObywatelem – wskazuje ekspertka.

Zdaniem Gołębickiej kluczem do sukcesu centralnej e-rejestracji oraz e-kolejki jest sam sposób ich zaprojektowania i wdrożenia. Systemy te nie mogą być zamkniętymi, sztywnymi konstrukcjami. Muszą uczyć się razem z użytkownikiem, analizować popełniane błędy, zbierać informacje zwrotne i podlegać stałej optymalizacji.

Zmiany te muszą iść w parze z unowocześnieniem dokumentacji medycznej. Chodzi o to, by pacjent przestał wreszcie krążyć między placówkami z segregatorami pełnymi papierowych wydruków i wyników badań. Nowoczesny system powinien gwarantować, że za zgodą chorego lekarz otrzyma natychmiastowy wgląd do pełnej historii leczenia w sieci. Co istotne, nie jest to wyłącznie lokalna innowacja – cała Europa zmierza obecnie w kierunku zunifikowanej, cyfrowej wymiany danych medycznych.

Reklama

Pułapka wykluczenia cyfrowego

Wprowadzenie centralnego systemu rejestracji rodzi jednak uzasadnione pytania o los pacjentów, którzy nie korzystają z komputera czy smartfona. Ekspertka wprost wskazuje, że przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu to absolutny warunek powodzenia całej reformy. Cyfryzacja nie może oznaczać pozostawienia bezbronnej części społeczeństwa bez opieki.

Jeżeli pojawia się centralna e-rejestracja, musi pozostać możliwość zapisania się telefonicznie, w okienku czy z pomocą konsultanta. Potrzebne są infolinie, punkty wsparcia i okres przejściowy – podkreśla Anna Gołębicka.

Zjawisko to nie jest unikalne dla Polski. Nawet w Niemczech toczy się obecnie bezprecedensowa debata i procesy sądowe dotyczące prawnego usankcjonowania tzw. „prawa do życia analogowego”. Statystyki OECD jasno dowodzą, że wykluczenie cyfrowe nie wynika jedynie z wieku – wpływa na nie także wykształcenie, kompetencje technologiczne, poziom dochodów czy miejsce zamieszkania. Nowe narzędzia muszą więc być projektowane z myślą o każdym obywatelu.

Reklama

Przejrzystość kontra elastyczność

Dobrze przygotowana e-rejestracja ma szansę rozwiązać fundamentalny problem współczesnego pacjenta: całkowity brak informacji. Dziś zagubiony chory z papierowym skierowaniem dzwoni po omacku od przychodni do przychodni, często odbijając się od zajętych linii telefonicznych. Ostatecznie zapisuje się tam, gdzie uda mu się połączyć, zupełnie nie wiedząc, że w sąsiedniej placówce termin wizyty mógłby być znacznie krótszy. Centralna baza terminów dostępna w czasie rzeczywistym ułatwi optymalny wybór.

O wiele większe obawy rodzi jednak sama e-kolejka. Choć teoretycznie ma ona na celu ukrócenie procederu rejestrowania pacjentów „po znajomości” i poza kolejnością, diabeł tkwi w szczegółach. System musi zachować kliniczną elastyczność.

Reklama
Stan chorego może gwałtownie się pogorszyć i lekarz powinien mieć możliwość wcześniejszego przyjęcia takiego pacjenta. Algorytm nie może tego uniemożliwiać. Dlatego wszystko zależy od konstrukcji systemu. Jeżeli będzie oparty na kryteriach klinicznych, zwiększy przejrzystość i sprawiedliwość. Jeżeli zostanie źle zaprojektowany, stanie się kolejnym źródłem chaosu – ostrzega Gołębicka.

Kontrowersyjny limit 240 zł i widmo odpływu kadr

Równie gorącą dyskusję wywołuje druga propozycja Ministerstwa Zdrowia – administracyjne ograniczenie stawek godzinowych dla lekarzy pracujących w publicznym systemie do poziomu 240 zł za godzinę. Gołębicka nie kryje sceptycyzmu, zaznaczając, że na tym etapie propozycja rodzi więcej pytań niż konkretnych odpowiedzi. Sam limit jest bowiem suchą liczbą, a wciąż nie znamy precyzyjnych zasad jego stosowania.

Trudno uznać za sprawiedliwe zrównanie unikalnej, wysokospecjalistycznej pracy wybitnego neurochirurga wykonującego skomplikowane operacje z rutynowym dyżurem w małym szpitalu – tymczasem rządowa propozycja zakłada jednolity limit dla wszystkich. Nie wyjaśniono również, jak ograniczenie miałoby funkcjonować w gąszczu różnorodnych form zatrudnienia (etaty a kontrakty b2b), które generują zupełnie inne obciążenia podatkowo-składkowe.

Reklama

Największym zagrożeniem jest jednak reakcja rynku. Ponieważ sektor prywatny nie będzie związany tymi ograniczeniami, najlepsi specjaliści mogą po prostu zrezygnować z pracy w publicznej ochronie zdrowia.

Leczenie objawów zamiast przyczyn choroby

Wprowadzenie limitów płacowych bez głębszej refleksji nad strukturą szpitali może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Zdaniem ekspertki, zanim zacznie się odgórnie regulować stawki personelu, należy zdefiniować pożądany kształt sieci szpitali. Od lat borykamy się w Polsce z nadmiarem łóżek ostrych przy jednoczesnym dramatycznym deficycie miejsc i świadczeń w zakresie opieki długoterminowej.

Reklama

Blokada wynagrodzeń uderzy najsilniej w małe szpitale powiatowe, które i tak mają ogromne trudności z pozyskaniem kadry. W rezultacie publiczne placówki będą słabły, a sektor prywatny zyska potężną przewagę konkurencyjną.

Obecna dyskusja o limicie 240 zł zdaje się skutecznie odwracać uwagę od rzeczywistych przyczyn kryzysu.

Rozmawiamy przede wszystkim o skutkach, a nie o przyczynach. Źródłem problemów są między innymi wadliwe wyceny świadczeń, utrzymywanie pełnoprofilowych szpitali niemal wszędzie oraz brak spójnej organizacji całego systemu. W medycynie dobry lekarz nie leczy wyłącznie objawów. Szuka przyczyny choroby. Mam wrażenie, że w ochronie zdrowia robimy odwrotnie – punktuje ekspertka.

Ignorowany problem wielochorobowości

Najlepszym przykładem systemowej krótkowzroczności jest marginalizowanie problemu pacjentów z wielochorobowością. Starszy pacjent trafiający do szpitala z kilkoma schorzeniami jest dziś leczony i rozliczany tylko pod kątem jednej, wybranej choroby. Po wypisie ze szpitala taki człowiek szybko wraca na inny oddział z kolejną dolegliwością, co generuje powtórne koszty badań, diagnostyki i hospitalizacji.

Reklama

Patrzenie wyłącznie na jednostkowy koszt pobytu w szpitalu, bez uwzględnienia kosztów społecznych i ekonomicznych całego procesu, to błąd. Paradoksalnie, oszczędnościowe rozwiązania proponowane przez urzędników często sprawiają, że system staje się jeszcze droższy. Podsumowując tę kwestię, Anna Gołębicka stawia twardą diagnozę:

Najdroższym świadczeniem medycznym jest to, które trzeba wykonać drugi raz dlatego, że za pierwszym razem system nie pozwolił leczyć pacjenta kompleksowo.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości