Proponowane przez resort zdrowia ograniczenie wieloetatowości lekarzy i likwidacja spółek lekarskich to kroki w dobrym kierunku, ale same w sobie nie wystarczą do uzdrowienia systemu – ocenia Anna Gołębicka, ekspertka zarządzania w ochronie zdrowia. Zaznacza jednak, że w polskiej debacie publicznej pękło niezwykle ważne tabu i wreszcie zaczęliśmy otwarcie rozmawiać o realnych problemach systemowych.
Jednym z kluczowych elementów reformy zapowiedzianej przez minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę jest walka z wieloetatowością. Zgodnie z nowymi założeniami, lekarz będzie musiał przepracować minimum pół etatu w jednej placówce, a podjęcie dodatkowego zatrudnienia będzie wymagało zgody dyrektora.
Anna Gołębicka popiera samą ideę, tłumacząc, że praca w jednym miejscu buduje odpowiedzialność za placówkę i gwarantuje ciągłość opieki nad pacjentem. Wskazuje jednak na barierę, jaką jest rzeczywistość polskiego szpitalnictwa:
- Powiedziałabym jednak, że w skuteczność takiego rozwiązania uwierzy przede wszystkim ktoś, kto nie zna realiów ochrony zdrowia. Środowisko medyczne jest niewielkie. Lekarze, ordynatorzy i dyrektorzy pozostają ze sobą w stałych relacjach. Nikt nie jest zainteresowany prowadzeniem personalnych wojen.
Ekspertka dodaje, że ordynatorzy – którzy rzadko są profesjonalnymi menedżerami – w obawie przed utratą cennego specjalisty będą masowo wydawać zgody na dodatkową pracę.
Podobnie sytuacja wygląda z planowaną likwidacją możliwości zawierania przez szpitale kontraktów ze spółkami lekarskimi. Gołębicka wyjaśnia, że takie spółki powstawały, by dać lekarzom przewagę negocjacyjną nad dyrekcją szpitala. Choć odebranie tej możliwości osłabi siłę nacisku grup lekarzy, to akurat to rozwiązanie ekspertka ocenia optymistycznie:
- Myślę, że akurat to rozwiązanie może uporządkować pewne relacje i ułatwić analizowanie zatrudnienia oraz wynagrodzeń.
W dyskusji o reformie jak bumerang wracają pojęcia obrazujące patologie, z jakimi mierzy się polska medycyna. Jednym z nich jest „walizkowanie” – zjawisko polegające na tym, że lekarze krążą między szpitalami, wykonując jedynie najlepiej wyceniane procedury, a w razie powikłań pacjent zostaje pod opieką personelu, który nie zawsze ma kompetencje do pilnej reoperacji.
- To pokazuje, że obecny system finansowania premiuje wykonywanie procedur, a nie odpowiedzialność za cały proces leczenia chorego. Tymczasem system powinien wynagradzać skutecznie wyleczonego pacjenta.
Kolejnymi problemami są „rodzynkowanie” (wybieranie przez placówki komercyjne wyłącznie opłacalnych świadczeń, przez co najtrudniejsi pacjenci trafiają do przepełnionych szpitali publicznych) oraz „overcoding” (sztuczne zawyżanie wyceny procedur). Zdaniem Gołębickiej oba te zjawiska dowodzą, że problem tkwi głęboko w zasadach finansowania całego systemu, a nie w samych pensjach lekarzy.
Ekspertka zwraca też uwagę, że proste operowanie statystykami dotyczącymi liczby lekarzy jest mylące. Choć zbliżamy się do średniej OECD, kadry są rozmieszczone skrajnie nierównomiernie. Kluczowe jest nie tylko to, ilu lekarzy mamy, ale jak zarządzamy ich czasem i czy nie marnujemy go na biurokrację.
W opinii Anny Gołębickiej przedstawiony projekt reformy pomija kilka fundamentalnych kwestii. Przede wszystkim brakuje w nim realnych narzędzi do walki z fikcyjnym rozliczaniem czasu pracy lekarzy oraz z tzw. „magicznymi wrotami”, czyli kierowaniem pacjentów z prywatnych gabinetów bezpośrednio na publiczne oddziały.
- Od dawna mówi się o elektronicznym monitorowaniu czasu pracy, które uniemożliwiłoby wpisywanie do grafików godzin, których fizycznie nie da się przepracować. (...) Takie sytuacje można ograniczać, ale potrzebne są narzędzia kontrolne, a nieliczne deklaracje.
Mimo krytycznych uwag, ekspertka dostrzega w obecnych działaniach ogromną wartość. Najważniejsze jest to, że „pękło pewne tabu” i przestaliśmy udawać, że system funkcjonuje bez zarzutu. Ostrzega jednak przed wdrażaniem wyłącznie doraźnych rozwiązań i posługuje się obrazową metaforą:
- W zarządzaniu jest takie porównanie, które bardzo lubię. Czasami trzeba naprawiać samolot w locie, żeby bezpiecznie wylądował. Ale to nie oznacza, że będzie się nadawał do kolejnego lotu. W pewnym momencie trzeba sprowadzić go do hangaru i gruntownie wyremontować, a być może nawet zbudować nowy.
Gołębicka podkreśla, że stoimy przed ogromnym wyzwaniem demograficznym. Starzejące się społeczeństwo będzie wymagało transformacji systemu w kierunku geriatrii, opieki długoterminowej i profilaktyki, podczas gdy obecne struktury wciąż są projektowane z myślą o leczeniu ostrych przypadków.
Aby taka reforma się udała, konieczne jest jednak odbudowanie dialogu ze środowiskiem medycznym, który w ostatnich miesiącach został mocno nadszarpnięty wzajemną nieufnością.
- Rolą państwa jest stworzenie przestrzeni, w której wszystkie strony będą rozmawiały o wspólnym celu, a nie wyłącznie o własnych interesach. Bez odbudowania dialogu trudno będzie przeprowadzić głęboką reformę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze