Reklama

Dr hab. n. med. Andrzej Silczuk: „Uzależnienia są ceną za chroniczny stres ratowników medycznych”

- Nie heroizm, lecz przewlekły stres kształtuje psychikę ratownika medycznego – mówił dr hab. n. med. Andrzej Silczuk z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego podczas X Ogólnopolskiej Konferencji Naukowo–Szkoleniowej pt. „Wsparcie psychologiczne w ratownictwie medycznym”. Psychiatra ostrzegał, że chroniczne pobudzenie i brak systemowego wsparcia sprzyjają uzależnieniom, a najlepszym „lekiem” po dyżurze nie są tabletki ani alkohol.

Chroniczny stres jako norma zawodowa

Ratownicy medyczni należą do grupy zawodowej funkcjonującej w stanie trwałej aktywacji układu stresu. Jak tłumaczy dr hab. n. med. Andrzej Silczuk, psychiatra z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, to nie pojedyncze kryzysy, lecz nieustanne napięcie decyzyjne sprawia, że organizm ratownika nigdy nie wraca do stanu równowagi.

Ratownik żyje w środowisku chronicznego pobudzenia. Ciało migdałowate i oś stresu są aktywne przez większość doby, nawet poza służbą. To nie jest już reakcja alarmowa, lecz trwały styl funkcjonowania – mówi psychiatra.

Reklama

Według badań, które przywołał prelegent, 40 proc.t pracowników medycyny ratunkowej spełnia kryteria zaburzeń używania substancji psychoaktywnych. To skala, którą można porównać z danymi dotyczącymi żołnierzy po misjach wojennych.

Wielu ratowników sięga po alkohol lub leki uspokajające nie po to, by „się upić”, lecz by zasnąć. To forma samoleczenia, ale w praktyce – droga do zależności – podkreśla prof. Silczuk.

Ratownik medyczny: cisza po dyżurze i brak miejsca na emocje

W zawodzie, który wymaga natychmiastowego działania i emocjonalnego dystansu, brakuje przestrzeni na odreagowanie. Po zakończeniu dyżuru często nie ma rozmowy o tym, co się wydarzyło – a stres i napięcie zostają w ciele.

Reklama

Ratownik po 24-godzinnym dyżurze nie ma dekompresji. Układ autonomiczny nadal jest w stanie alarmowym. Alkohol, benzodiazepiny czy tzw. „zetki” (leki nasenne) to sposób na wyłączenie organizmu, nie na jego regenerację – wyjaśnia psychiatra.

Badania międzynarodowe potwierdzają, że 16-40 proc. ratowników przyznaje się do używania alkoholu po pracy, a 10-15 proc. stosuje leki uspokajające. W ostatnich latach rośnie też odsetek osób sięgających po stymulanty – amfetaminę, mefedron lub kruszone leki na ADHD – by utrzymać czujność podczas kolejnych dyżurów.

Reklama

Banał wg AI: „Najlepszy lek na stres zawodowy? Regulacja układu autonomicznego”

Podczas wykładu dr hab. n. med. Andrzej Silczuk nawiązał do wygenerowanego przez sztuczną inteligencję eseju o stresie ratowników i remedium na niego. Tekst – poprawny językowo, logiczny i spójny – nazwał banalnym i płaskim.

Sztuczna inteligencja potrafi napisać o stresie w sposób uporządkowany, ale nie potrafi go przeżyć. Człowiek – w przeciwieństwie do maszyny – doświadcza chaosu emocji, a dopiero później próbuje nadać mu sens – powiedział psychiatra.

Przywołany przez prelegenta wygenerowany przez chata GPT tekst poradnikowy stał się symbolicznym kontrastem między mechanicznie opisanym stresem a rzeczywistym doświadczeniem człowieka, który codziennie styka się ze śmiercią, cierpieniem i poczuciem bezsilności.

Reklama

A oto co AI zalicza do skutecznych interwencji:

  • powolne, rytmiczne oddychanie (około sześciu oddechów na minutę z wydłużonym wydechem), które aktywuje nerw błędny i redukuje napięcie,

  • umiarkowaną aktywność fizyczną po dyżurze – 20–30 minut marszu lub jazdy na rowerze stacjonarnym,

  • terapię snu i higienę zasypiania – bez światła niebieskiego, z ustalonym rytmem dobowym,

  • rozmowy wspierające (peer support), czyli krótkie rozmowy między ratownikami po trudnych zdarzeniach,

  • praktyki uważności (mindfulness) – nawet 10 minut dziennie poprawia regulację emocji i zmniejsza objawy pourazowe.

    Reklama

Jak mają się te porady do rzeczywistości? Prof. Silczuk wyjaśnia.

Uzależnienie wśród ratowników medycznych - to nie etykieta, lecz spektrum

Psychiatra przypomniał, że współczesne klasyfikacje WHO i Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego traktują uzależnienia jako kontinuum, a nie zero-jedynkowy stan.

Nie ma prostej granicy: pijesz – nie pijesz. Mamy spektrum zaburzeń "używania substancji". W zawodach wysokiego ryzyka, jak ratownik medyczny, łagodne formy często pozostają niewidoczne, aż stają się poważnym problemem – tłumaczy prof. Silczuk.

Według niego, zjawisko to pogłębia kultura heroizmu i brak przyzwolenia na słabość.

Reklama

Ratownik ma być twardy, skuteczny, odporny. Ale ciało i psychika nie są z tytanu. W końcu dochodzi do przeciążenia układu stresu i prób samoregulacjiczęsto w niezdrowy sposób – zaznacza psychiatra.

Granica między odpornością a destrukcją

Z badań i danych przywołanych przez prof. Silczuka wynika, że wielu ratowników pracuje ponad 300 godzin miesięcznie. To oznacza chroniczne przeciążenie i brak czasu na regenerację.

Wysokie obciążenie dopaminowe powoduje, że człowiek zaczyna „gonić” za bodźcami – kolejnym dyżurem, rywalizacją, sportem ekstremalnym, a czasem substancjami. To ten sam mechanizm dopaminowy, tylko w innej formie – mówi prof. Silczuk.

Reklama

To zjawisko psychiatra nazywa „dostymulowaniem pracą” – próbą utrzymania pobudzenia na wysokim poziomie, by nie dopuścić do emocjonalnego spadku.

Jeśli jesteśmy w przewlekłym pobudzeniu pracą, bo praca potrafi dodać emocji, w pewnym momencie zaczynamy tych emocji również pragnąć. Zaczynamy szukać kolejnych bodźców – nowych dyżurów, dodatkowych aktywności, czasem ekstremalnych doświadczeń. To zjawisko, w którym organizm nie potrafi wejść w stan odpoczynku, tylko podtrzymuje dopaminowe napięcie – mówił prof. Andrzej Silczuk.

Reklama

Stres zawodowy: zamiast milczenia – rozmowa

Zdaniem prof. Silczuka, kluczem do profilaktyki jest normalizacja rozmowy o emocjach i korzystaniu z pomocy psychologicznej.

Wszystko, co służy unikaniu – czy to alkohol, czy praca, czy milczenie – utrwala cierpienie. Leczenie zaczyna się od uznania, że mam prawo do emocji – podsumował.

Uzależnienie wśród ratowników medycznych jako koszt systemowego przemilczenia - psychologiczna profilaktyka

Z wystąpienia prof. Andrzeja Silczuka wyłania się jasny wniosek: uzależnienia wśród ratowników medycznych to nie indywidualna słabość, lecz społeczny koszt chronicznego stresu i braku wsparcia. Psychiatra apeluje, by system zdrowia przestał oczekiwać heroizmu i zaczął inwestować w psychologiczną profilaktykę.

Reklama

Najlepszym lekiem po dyżurze nie jest farmakologia, tylko regulacja układu autonomicznego, sen i rozmowa. To jedyne interwencje, które realnie chronią mózg ratownika przed skutkami stresu – podkreślił ekspert z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/11/2025 16:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości