Resort zdrowia umieścił marihuanę medyczną na liście substancji, których lekarz nie przepisze podczas teleporady. Pozostanie im tylko osobista wizyta u specjalisty, by otrzymać receptę. To wbrew interesom pacjentów i ich rodzin – alarmują przeciwnicy takiego rozwiązania.
Marihuana medyczna według medialnych doniesień znajdzie się na liście substancji, które lekarz przepisze tylko po osobistym zbadaniu pacjenta. Resort przychylił się bowiem do zgłoszonych w toku konsultacji publicznych uwag samorządów lekarzy i farmaceutów w projekcie nowelizacji rozporządzenia w sprawie środków odurzających, substancji psychotropowych i prekursorów kategorii 1 znalazła się marihuana medyczna (oprócz morfiny, oksykodonu i fentanylu).
- Dobrze, że Ministerstwo Zdrowia walczy z nadużyciami w systemie e-recept, jednak nie można tracić z pola widzenia potrzeb pacjentów. Medyczna marihuana stosowana w przewlekłych silnych bólach, chorobach onkologicznych musi być dostępna dla pacjentów kontynuujących leczenie za pośrednictwem porad zdalnych. Pierwsza recepta powinna być wydawana tylko podczas wizyty osobistej w POZ lub u specjalisty, po dokładnym rozpoznaniu przez lekarza – uważa posłanka Lewicy Joanna Wicha.
Nowelizacja rozporządzenia mająca uszczelnić działalność receptomatów jeśli wejdzie w takiej formie w życie będzie nie lada problemem dla leczących się pacjentów. Niestety resort zdrowia pomimo przesłanych w ubiegłym tygodniu pytań przez politykazdrowotna.com nie odpowiedział na jakim etapie jest procedowany projekt rozporządzenia i czy marihuana medyczna została rzeczywiście dopisana do substancji psychotropowych, których dostępność będzie mocno ograniczona.
- Brak możliwości skorzystania z teleporady niejednokrotnie będzie równoznaczny z potrzebą odbycia dalekiej podroży, która dla pacjentów konopnych (pacjenci cierpiący z powodu bólu, którym konwencjonalne metody leczenia nie pomogły, dzieci z lekooporną padaczką, pacjenci onkologiczni, ze stwardnieniem rozsianym) będzie znacznym utrudnieniem – komentuje mgr. farm. Anita Jeglińska – Prezes Polskiego Towarzystwa Terapii Konopnych PACT.
- Mając pełną świadomość nadużyć związanych z działalnością tzw. receptomatów, czyli automatów wystawiających recepty bez odpowiedniego zbadania pacjenta, bazujących jedynie na przesłanej ankiecie, należy odróżnić tego typu działalność od teleporad, które nierzadko są jedyną możliwą formą konsultacji dla pacjentów z niepełnosprawnościami lub ciężko chorych – dodaje Anita Jeglińska.
Jej zdaniem problemem jest też słaba edukacja lekarzy w zakresie stosowania medycznej marihuany co nierzadko wiąże się z problemami z otrzymaniem recepty, a w konsekwencji koniecznością korzystania z poradni znacznie oddalonych od miejsca zamieszkania pacjenta.
Podobnego zdania jest dr Michał Graczyk – konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny paliatywnej województwa kujawsko-pomorskiego, adiunkt w Katedrze Opieki paliatywnej CM UMK.
- Wpisanie medycznej marihuany (albo bardziej prawidłowo preparatów bogatych w THC) obok opioidów na listę substancji, które lekarz będzie mógł przepisać tylko po osobistym zbadaniu pacjenta będzie wiązało się ze znacznymi utrudnieniami zarówno ze strony samych chorych jak i prowadzących terapię lekarzy - mówi lekarz.
- O ile zamysł jest słuszny i miał mu przyświecać nadrzędny cel w postaci redukcji nieprawidłowych preskrypcji, zahamowanie patologii w zakresie pozyskiwania substancji psychoaktywnych w celach niemedycznych to niejako w praktyce najbardziej odczują negatywne konsekwencje tych zmian właśnie najbardziej potrzebujący czyli pacjenci – argumentuje dr Graczyk.
Reklama
- Jestem m.in. specjalistą medycyny paliatywnej i wiem, że wypisanie leku na receptę typu Rpw to w naszym obszarze medycyny chleb powszedni, a stosowanie opioidów oraz coraz częściej kannabinoidów to codzienna praktyka. Jeśli mamy w hospicjum domowym pacjentów, którymi opiekujemy się całe tygodnie, a nierzadko miesiące to najlepiej znamy ich aktualne potrzeby i stan zdrowia. W razie konieczności zmiany prowadzonego leczenia, nierzadko w zmieniającej się sytuacji klinicznej jeśli chory przestaje połykać leki i trzeba działać szybko znacznie upośledza ten zapis nasze postępowanie i skuteczność leczenia objawowego – dodaje dr Michał Graczyk.
Podkreśla, że z dobrodziejstwa marihuany leczniczej korzystają zarówno chorzy onkologicznie i objęci opieką paliatywną jak i pacjenci z bólem przewlekłym, którzy mają stałą terapię. Nie potrzebują zatem badania osobistego, żeby przedłużyć podawane leki.
- Chociaż nowelizacja rozporządzenia miała dosyć konkretny cel rozdmuchany przez opinię publiczną, że opioidy, a w szczególności fentanyl, są narastającym problemem zdrowotnym i społecznym to ograniczenia wynikające z zapisu w projekcie rozporządzenia staną się swoistą barierą w optymalnym leczeniu bólu przewlekłego – mówi dr Graczyk.
Czy są rozwiązania mogące pogodzić interesy zwolenników jak i przeciwników zaostrzenia obecnego prawa dotyczącego w teleporad w kontekście dostępności do marihuany leczniczej, biorąc pod uwagę doświadczenia USA, Kanady czy Izraela, gdzie tego typu terapia jest od wielu lat z powodzeniem stosowana? Nic nie stoi na przeszkodzie, by była nim w Polsce certyfikacja lekarzy, która sprawdza się na zachodzie. Wprowadzenie rejestru medyków prowadzących konsultacje zdalne, umożliwiłoby kontrole jakości usług i wychwytywanie nadużyć. Można zarówno stworzyć i prowadzić osobny spis uprawnionych lekarzy jak i skorzystać z już istniejącego Centralnego Rejestru Lekarzy należącego do Naczelnej Izby Lekarskiej.
- Jeśli jednak, resort zdrowia znowelizuje rozporządzenie w sposób restrykcyjny i ograniczy dostępność marihuany leczniczej w teleporadach to część obecnych pacjentów wróci na czarny rynek powiększając szarą strefę obrotu. Tutaj jakości nikt nie kontroluje, bo liczy się przede wszystkim cena, a to tylko pogorszy sytuację pacjentów, którzy dodatkowo będą ryzykować konflikt z polskim prawem – argumentują przeciwnicy zaostrzenia przepisów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To tylko pokazuje, jak bardzo pacjenci są ignorowani w tej dyskusji… Wiadomo, że pierwsza wizyta powinna być stacjonarna, ale skoro ktoś już jest pod stałą opieką lekarską i regularnie stosuje terapię, to dlaczego nagle ma tracić dostęp do teleporad? Przecież to ogromne utrudnienie dla osób przewlekle chorych, onkologicznych czy z niepełnosprawnościami. Zamiast tego może lepiej skupić się na edukacji lekarzy i wprowadzeniu certyfikacji, jak w innych krajach? Dobrze, że są jeszcze miejsca, gdzie pacjentów traktuje się poważnie – np. placówki MedCan Clinics, tam można kontynuować leczenie online po pierwszej konsultacji stacjonarnej. Recepta już od 99 zł, bez zbędnej biurokracji i szukania lekarza, który „nie boi się” przepisywać medycznej marihuany.
To tylko pokazuje, jak bardzo pacjenci są ignorowani w tej dyskusji… Wiadomo, że pierwsza wizyta powinna być stacjonarna, ale skoro ktoś już jest pod stałą opieką lekarską i regularnie stosuje terapię, to dlaczego nagle ma tracić dostęp do teleporad? Przecież to ogromne utrudnienie dla osób przewlekle chorych, onkologicznych czy z niepełnosprawnościami. Zamiast tego może lepiej skupić się na edukacji lekarzy i wprowadzeniu certyfikacji, jak w innych krajach? Dobrze, że są jeszcze miejsca, gdzie pacjentów traktuje się poważnie – np. placówki MedCan Clinics, tam można kontynuować leczenie online po pierwszej konsultacji stacjonarnej. Recepta już od 99 zł, bez zbędnej biurokracji i szukania lekarza, który „nie boi się” przepisywać medycznej marihuany.