Reklama

Innovation Day 2025: Jak ESG może realnie zmieniać system ochrony zdrowia? "ESG to nie moda. To przyszłość"

W jakim kierunku powinien rozwijać się system ochrony zdrowia, by był bardziej przyjazny pacjentom i personelowi? Odpowiedzi szukali uczestnicy 6. edycji Innovation Day, skupiając się na roli strategii ESG w medycynie. Eksperci podkreślali, że zrównoważony rozwój to nie tylko ekologia, ale także większa satysfakcja medyków i lepsza jakość opieki.

ESG – więcej niż moda. Czas na realne zmiany w systemie ochrony zdrowia

„Innovation Day” to cykl eksperckich debat organizowanych przez portal politykazdrowotna.com. Tematem przewodnim tegorocznej, szóstej już edycji był zrównoważony rozwój (ESG) i jego wpływ na zarządzanie w ochronie zdrowia. Spotkanie poprowadziła Anna Gołębicka – ekonomistka, strateg komunikacji i zarządzania, doradczyni instytucji publicznych i marek, związana z mediami, branżą medyczną oraz edukacją, autorka książek i publikacji, wykładowczyni Akademii Leona Koźmińskiego i KSAP, ekspertka Centrum im. Adama Smitha.

W panelu zatytułowanym „Generatory poprawy efektywności w ochronie zdrowia” poruszono m.in. rolę pracodawcy w budowaniu przyjaznych warunków pracy i dostosowywaniu ich do realnych potrzeb personelu medycznego. Eksperci dyskutowali o tym, jak strategia ESG wpływa na satysfakcję zawodową pracowników ochrony zdrowia, a także podkreślili, że ESG to nie tylko technologie i nowoczesne zarządzanie, ale także wspólna odpowiedzialność społeczna – zwłaszcza w obszarze profilaktyki.

Reklama

Podczas dyskusji pojawiły się też przykłady dobrych praktyk: tworzenie zrównoważonych miejsc pracy, dbałość o zdrowie psychiczne kadry, lepsza komunikacja z pacjentami oraz działania promujące zdrowy styl życia jako część wspólnej misji systemu ochrony zdrowia.

Dr Piotr Kania i nowa era w urologii. Co daje robotyka?

Dr Piotr Kania to jeden z prekursorów operacji robotycznych w Polsce. Jak podkreśla, zanim pojawiły się roboty, przez lata wykonywał zabiegi laparoskopowo. To doświadczenie stało się solidnym fundamentem pod rozwój nowoczesnej chirurgii.

Moje początki sięgają z czasów jeszcze przed robotyką, bo jak bym wspomniał podłożem do rozpoczęcia operacji robotycznych, to są operacje minimalnie inwazyjne. Ja je realizowałem laparoskopowo.

Reklama

Jakie są korzyści dla pacjenta?

Dzięki operacjom robotycznym pacjenci szybciej wracają do zdrowia. Różnice widać gołym okiem.

Zwłaszcza w urologii onkologicznej jest to zmiana naprawdę widoczna głęboko. (...) Dość łatwo można zobaczyć efekt, jaki jest u pacjenta.

Czy taki robot operuje sam?

To nadal człowiek jest odpowiedzialny za zabieg – robot jedynie wspiera pracę zespołu. Kluczowa jest współpraca całego personelu.

Robotyka to nie tylko operator. Jest to gra zespołowa, trochę jak w piłce nożnej – każdy musi wiedzieć, co robi.

Niestety, niektórzy pacjenci nadal boją się, że zostaną „operowani przez maszynę”.

Reklama

Prosta informacja, która zdarza się ciągle u pacjentów, że ja nie pozwolę, żeby to operował mnie robot. Trzeba dość długo tłumaczyć.

Zabiegi robotyczne są mniej męczące fizycznie, co może wydłużyć zawodową aktywność chirurgów. Jednak nie oznacza to mniejszego stresu.

To są operacje wielogodzinne w wymuszonych pozycjach, które dość porządnie obciążają organizm. Obciążenie psychiczne się nie zmienia. Myślę, że nawet może rosnąć.

Ale jednocześnie daje to większe możliwości i satysfakcję.

Ta technologia daje możliwość pomagania ludziom w trudniejszych przypadkach.

Reklama

Dr Andrzej Cacko: „Nie mogę sobie wyobrazić pracy bez tego”

Zdalny monitoring pacjentów z niewydolnością serca z kardiowerterem-defibrylatorem działa w Polsce z sukcesem od 2023 roku. Już ponad 720 pacjentów jest objętych opieką bez wychodzenia z domu.

Czym jest kardiowerter-defibrylator?

To jest taki w fajny sposób rozbudowany stymulator serca. […] Kardiowerter-defibrylator ma jeszcze taką funkcję jak taki przenośny, dosłownie przenośny defibrylator, jeżeli pacjent próbowałby umrzeć, to to urządzenie przerywa mu częstotliwość, przerywa groźną rytm i stara się go uratować.

Nowa usługa w ramach NFZ działa już w Warszawie

Dr hab. n. med. Andrzej Cacko z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wyjaśnia, że od 2023 roku jego zespół prowadzi z sukcesem, zdalny monitoring pacjentów:

Reklama

Z sukcesem od 2023 roku prowadzimy to. Mamy w tej chwili 720 pacjentów monitorowanych zdalnie, dokładnie 722 od dziś pacjentów monitorowanych zdalnie, którzy zyskują na tym zdecydowanie.

Jakie są korzyści dla pacjenta i lekarza?

Pacjent nie musi do mnie przyjechać, żebym ja mógł mu pomóc. […] Nie musi być co pół roku na wizycie, nawet jak tej wizyty nie potrzebuje, nie stać w kolejce i nie robić kolejki dla innych.

Zdalny monitoring zmienił też codzienną pracę lekarzy.

To całkowicie zmieniło sposób, w jakim my pracujemy. […] To jest również taka opieka, która wiąże się z ruchomym czasem pracy, z możliwością pracy zdalnej, pracy z domu.

Reklama

To nowe wyzwania, ale też komfort pracy

Pojawiły się także nowe obowiązki wynikające z przepisów.

Rozporządzenie mówi wyraźnie, jakie my mamy czasy reakcji, jeżeli zaobserwujemy, że coś się dzieje złego z pacjentem.

Jednak z czasem zespół oswoił się z nową technologią.

To daje mu komfort pracy i z biegiem czasu on coraz mniej wyobraża sobie pracy bez tego. Szczerze, ja nie mogę sobie wyobrazić w tej chwili pracy, że nagle tracę taką możliwość.

To także przełom w ciągłości leczenia

Zdalny monitoring pozwala na szybsze wprowadzanie zmian w leczeniu i ocenę efektów niemal na bieżąco.

Reklama

Pacjent dzisiaj ma nowe leki, on za tydzień już ma zmiany w tym sposobie swojego życia, to to jest przełom. Tego nie można inaczej nazwać.

Zdalna opieka zmienia model pracy z pacjentem – lekarz może towarzyszyć choremu w całym procesie leczenia, a nie tylko podczas jednej wizyty.

Wiem, że jednak mogę temu człowiekowi jakoś realnie pomóc.

Dr Krzysztof Herman: „Chcemy zadbać o pracowników, ale bez utraty jakości usług”

Dr Krzysztof Herman z Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie przyznał, że instytucja, którą kieruje, rozważa wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy – jednak wyłącznie dla pracowników administracyjnych, a nie lekarzy. Jak zaznaczył, nie chodzi tu o skrócenie godzin działania Izby, ale o nową organizację pracy wewnętrznej:

Reklama

To nie będzie polegało na tym, że Izba będzie otwarta od poniedziałku do czwartku, bo zaraz byśmy tutaj mieli skargi naszych członków (...). Ta ciągłość musi być.

Wyjaśnił, że Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie jest największą w Polsce, zrzeszającą ponad 37 tysięcy członków – więcej niż liczba mieszkańców niektórych miast:

Władze Zakopanego mają mniej mieszkańców niż nasza Izba ma członków w tej chwili.

Herman podkreślił, że zmiany są podyktowane dbałością o pracowników i konkurencyjnością na rynku pracy:

Reklama

My też jako Izba musimy o pracownikach dbać, ponieważ on tu ma multum innych firm, do których może nam uciec, a jednak nam na jakości zależy.

Odnosząc się do sytuacji szpitalnej, zauważył, że tam podobny model byłby znacznie trudniejszy do wdrożenia ze względu na charakter pracy z pacjentem. Dodał, że wielu lekarzy już dziś pracuje niejako w czterodniowym trybie, ale nie w tym sensie, o który chodzi w nowoczesnym podejściu do organizacji pracy:

Lekarze bardzo często pracują w takim czterodniowym tygodniu pracy, tylko polega to raczej na tym, że pracują w poniedziałek, wtorek, środę, czwartek. W czwartek biorą dyżur (...) i piątek mają wolny. Nie o taki czterodniowy tydzień pracy nam chodzi.

Reklama

Wskazał też na problem braku ciągłości opieki nad pacjentem:

Często lekarza nie ma odpowiednio do piątku (...). Może być tak, że w trakcie jednego tygodniowego pobytu pacjent ma kilku lekarzy prowadzących. (...) Dobrze, żeby to się zazębiało, żeby ci lekarze mieli takie punkty styczne i żeby ta ciągłość opieki była zachowana.

Dr Aleksandra Ossowska: „Menadżerowie nadal boją się rozmawiać o psychice pracownika”

Dr Aleksandra Ossowska z centrum badawczo-rozwojowego MSD Polska, od 25 lat pracuje w dziale personalnym. Przez ten czas obserwowała ogromną zmianę w podejściu do zdrowia psychicznego pracowników. Dziś coraz więcej firm dostrzega ten temat, ale wciąż wiele obszarów wymaga odwagi i edukacji.

Zauważam sporą zmianę, jeśli chodzi o odporność psychiczną i to, jak łączymy życie zawodowe z prywatnym. Jeszcze kilkanaście lat temu temat zdrowia psychicznego był tematem tabu - powiedziała Aleksandra Ossowska.

Pracodawca nie musi być terapeutą, ale nie może być obojętny

Ossowska powiedziała, że kiedyś, jak pracownik był smutny czy mniej efektywny, sięgało się po kontrolę, procedury, plan naprawczy. Dziś wiadomo, że to nie wystarczy. Pracodawcy muszą nauczyć się reagować empatycznie, a menadżerowie – rozmawiać.

Nie chodzi o to, żeby pracodawca był psychoterapeutą, ale żeby umiał zareagować i przygotował menadżerów do takich rozmów. Pytanie: Ola, jak się czujesz? może zrobić więcej niż kontrola zadań.

„15 lat temu temat psychoterapii był niewygodny”

W przeszłości próby rozmów o wprowadzeniu wsparcia psychicznego spotykały się z niechęcią i obawami.

Jak proponowaliśmy większą dostępność psychoterapeutów, słyszałam: Nie ruszajmy tego tematu. To nie była zła wola, po prostu brakowało kompetencji.

Lęk, unikanie, bezradność – tak często reagują menadżerowie

Zdarzają się sytuacje, w których pracownik płacze na spotkaniu, a jego przełożony nie wie, co zrobić. Reakcje bywają skrajne – od milczenia po panikę.

Jak kobieta płacze, to panowie menadżerowie tracą grunt pod nogami. Nie wiedzą, czy przerwać spotkanie, czy może więcej już do tematu nie wracać.

Potrzebujemy odwagi, by zapytać: „A byłaś u psychiatry?”

Choć temat zdrowia psychicznego zyskuje na znaczeniu, nadal wielu menadżerów nie ma odwagi zadawać prostych, ale ważnych pytań. Dlaczego?

Dalej większość menadżerów nie ma odwagi zapytać wprost: Korzystasz z psychoterapii? A przecież gdyby ktoś powiedział, że boli go brzuch, to od razu padłoby pytanie: Byłeś u lekarza?

Aleksandra Ossowska dodała, że "nie jest fanką jednorazowych akcji – typu: dzień kobiet? To badajmy piersi. Listopad? To jądra.

Takie działania są jednorazowe i niczego nie zmieniają - uważa.

Mężczyźni też mają swoją „menopauzę”

Ossowska zauważa, że w rozmowach o zdrowiu kobiety i mężczyźni funkcjonują zupełnie inaczej. Panowie często czują się samotni w problemach zdrowotnych i emocjonalnych.

Po rozmowach o menopauzie podeszło do mnie kilku kolegów i powiedziało: Wy to macie swoich lekarzy i możecie pogadać. A my? I to nie jest śmieszne, to jest prawdziwe.

MSD specjalizuje się w onkologii, ale równie mocno akcentuje znaczenie psychiki i uzależnień. Wiedzą, że to są czynniki, które wpływają na efektywność i dobrostan pracownika – a tym samym na sukces organizacji.

Zapraszamy też onkologów, którzy mówią o zdrowiu psychicznym. Ono ma ogromny wpływ na skuteczność leczenia. A temat uzależnień? To kolejna rzecz, o której mówi się wciąż za mało.

Dr Dawid Panek: Czy picie „małych ilości” alkoholu w pracy to wciąż temat tabu? 

Kolejny panelista, dr Dawid Panek ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, poruszył temat, który – jak sam przyznał – wciąż jest ogromnym tabu.

„Chciałem poruszyć temat, o którym wciąż za mało się mówi”

Dawid Panek poprosił, by zadać mu pytanie trudne, wręcz niewygodne. I takie padło: Czy temat niskiego, ale regularnego spożycia alkoholu w pracy wciąż jest tabu, mimo że realnie wpływa na efektywność i bezpieczeństwo?

Chciałem poruszyć ten temat, bo mam takie poczucie, że wciąż za mało się o tym mówi. Nie o samym alkoholu, bo o nim powiedziano już chyba wszystko. Ale o sposobie spożywania – rano, w pracy, w małych, podprogowych ilościach.

Problem, który łatwo ukryć

Panek zauważył, że mikrodawki alkoholu – np. tzw. „małpki” – są bardzo trudne do wykrycia. Osoba, która sięga po nie regularnie, potrafi skutecznie zamaskować ich obecność w organizmie.

Taki pracownik ma dużo możliwości, by zamaskować picie. Wystarczy guma do żucia. A objawy? Niewielkie problemy z koncentracją, refleksem. Czasem wygląda to po prostu jak zwykłe zmęczenie.

Dlaczego pracownicy piją?

Jak tłumaczył ekspert, za sięganiem po alkohol często stoi stres. W pracy – szczególnie pod presją – ludzie próbują w ten sposób „uspokoić nerwy”.

Co może zrobić pracodawca?

Dawid Panek zaznaczył, że nie chodzi o natychmiastowe karanie, lecz o podejście systemowe i ludzkie.

Najważniejsze to edukacja. Webinary, rozmowy, kampanie – to powinno być w każdej firmie. Kolejny krok to jasne zasady – niekoniecznie zero tolerancji, ale też nie milczenie. No i pomoc – jeśli ktoś się przyzna, dajmy mu wsparcie, a nie zwolnienie.

Według niego, warto również rozważyć działania legislacyjne. Przytoczył dane z badania CBOS:

Każdego dnia sprzedaje się w Polsce około 3 miliony „małpek”, z czego milion – do godziny 12. To pokazuje skalę. A przecież to ten typ alkoholu najłatwiej ukryć. Może warto rozmawiać o jakichś ograniczeniach sprzedaży – nawet jeśli oznacza to dyskusję o ograniczaniu praw konsumenckich.

Zwolnić czy pomóc?

W rozmowie pojawiło się pytanie – co zrobić z pracownikiem, który pije w pracy?

Zwolnić? Pokazać innym, że się nie toleruje picia? Ja myślę, że to nie jest dobre rozwiązanie. Lepiej rozmawiać, próbować pomóc. Bo najważniejsze jest to, żeby w człowieku zobaczyć człowieka.

Dawid Panek: „Ważne jest, żeby w człowieku zauważyć drugiego człowieka”

Podsumowując swój głos w dyskusji, ekspert zaznaczył:

Identyfikacja problemu to jedno. Ale najlepsze, co może się wydarzyć, to gdy człowiek sam przyzna, że ma problem. Wtedy można mu pomóc. I właśnie tu chodzi o rozmowę, o szczery dialog. O to, żeby zobaczyć w człowieku drugiego człowieka.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/06/2025 15:22
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości