Reklama

Kto może wykonywać zabiegi z zakresu medycyny estetycznej

04/07/2022 08:30

Rząd na razie nie będzie ograniczał dostępu do wykonywania zabiegów medycyny estetycznej kosmetologom i kosmetolożkom. Rządzący obawiają się, że gdyby tylko lekarze mogli wykonywać te zabiegi, większość z nich przeniosłaby się do prywatnych gabinetów, aby zarabiać na poprawianiu urody.

Nieoficjalne szacunki wskazują, że rynek medycyny estetycznej w Polsce jest wart już ok. 4-5 mld zł. Takie dane podawali posłowie podczas czerwcowej Komisji Zdrowia, poświęconej wyrobom medycznym i medycynie estetycznej. Nic więc dziwnego, że udział w tym rynku chcą mieć lekarze, kosmetolodzy i kosmetyczki. Zwłaszcza, że klienci-pacjenci, obserwując modę na niwelowanie zmarszczek, powiększanie ust czy poprawianie owalu twarzy, coraz chętniej korzystają z zabiegów. Na każdym rogu pojawiają się kliniki urody, gabinety medycyny estetycznej czy kliniki paznokcia. 

Ginekolodzy odchodzą ze szpitali

Reklama

Lekarze również coraz chętniej wykonują usługi na tym rynku. Poprawianiem urody zajmują się dermatolodzy, ale także stomatolodzy czy ginekolodzy. Ci ostatni wręcz porzucają swoją specjalizację na rzecz medycyny estetycznej. Mają jednak konkurencję w postaci kosmetyczek i kosmetologów. Ponieważ w Polsce nie są prawnie uregulowane zasady podawania podskórnie kwasu hialuronowego, nici liftingujących czy botoksu, to obie grupy zawodowe ostro ze sobą rywalizują. Z punktu widzenia pacjenta, na korzyść kosmetologów i kosmetyczek przemawia fakt, że zabiegi w ich gabinecie są tańsze niż u lekarzy. Zaś ci drudzy podnoszą, że w razie powikłań po zabiegu, są w stanie je leczyć i przepisać receptę. Czego kosmetolodzy i kosmetyczki nie zrobią. 

Spór pomiędzy poszczególnymi grupami zawodowymi zaostrzył się przy okazji uchwalania ustawy o wyrobach medycznych, która wdrożyła do polskiego porządku prawnego zasady bezpieczeństwa związane z obrotem wyrobami medycznymi. Są nimi m.in. botoks czy kwas hialuronowy. Lekarze lobbowali wcześniej, aby przy okazji prac nad ustawą, Ministerstwo Zdrowia wprowadziło do niej zapis, zgodnie z którym podanie podskórnie botoksu drogą iniekcji jest przerwaniem powłok ciała, czyli de facto świadczeniem zdrowotnym. A takie powinien mieć prawo realizować tylko lekarz. Rząd i Parlament nie zdecydowali się na ten krok i nadal nie ma przeszkód prawnych, aby kosmetolodzy i kosmetyczki zajmowali się poprawianiem urody. 

Reklama

Brakuje specjalizacji z medycyny estetycznej

Wieści, jakie płyną od przedstawicieli partii rządzącej, nie pozwalają przewidzieć, czy w najbliższym czasie stanie się inaczej.

- Lekarze chcieliby zamknąć rynek medycyny estetycznej przed kosmetologami i kosmetyczkami. Sami z kolei chętnie na niego uciekają. Państwo polskie płaci za drogie studia lekarskie, kształci ginekologów, dermatologów, a oni później, zamiast zajmować się leczeniem obywateli, chcą uciekać w prywatny sektor, gdzie przychodzi klient i zostawia duże pieniądze za usługę. Gdzie jest etos zawodu lekarskiego? - zastanawia się poseł Tadeusz Chrzan z PiS, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia. 

Reklama

W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele opozycji.

- Lekarze straszą powikłaniami w gabinetach kosmetycznych, a sami także popełniają błędy. Były takie medialne reportaże dotyczące na przykład aquafillingu. To lekarze dokonywali tych zabiegów, które dla ich pacjentek kończyły się dramatycznie - mówił podczas czerwcowej Komisji Zdrowia Wojciech Maksymowicz, poseł Polska 2050 i lekarz. Zaznaczył, że niektórzy absolwenci studiów medycznych jeszcze nie zdążą rozpocząć stażu, a już zakładają gabinet medycyny estetycznej, tylko dlatego, że są lekarzami.  - Przecież oni wiedzą o niej mniej niż kosmetyczka czy kosmetolożka, tylko rynek tak działa. Chcą szybko zarobić - bulwersował się poseł Maksymowicz. 

Reklama

W Polsce nie ma bowiem specjalizacji z zakresu medycyny estetycznej. Nikt nie zbiera informacji o tym, ilu lekarzy się nią zajmuje. Są tylko roczne studia podyplomowe przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, na których można skończyć szkolenie z tego zakresu. 

Nie zbierają informacji o powikłaniach 

Ministerstwo Zdrowia nie ma informacji o faktycznych powikłaniach, bo ich nie zbiera. Kosmetolog to nie jest zawód medyczny.

- Nie mamy informacji ze szpitali o powikłaniach w poszczególnych ośrodkach, w szczególności ośrodkach niemedycznych, tak więc nie możemy powiedzieć, jakie są statystyki, opierając się na działaniach kosmetologów lub lekarzy w tym zakresie - wskazywał podczas Komisji Maciej Miłkowski, wiceminister zdrowia.

Reklama

Learze podczas sejmowej Komisji byli oburzeni postawą posłów i ich podejściem do tematu.

- Wykonywanie wszelkiego rodzaju zabiegów z zakresu dermatologii i medycyny estetycznej, a zwłaszcza stosowanie wypełniaczy, toksyny botulinowej, osocza bogatopłytkowego, nici liftingujących, krioterapii, elektroterapii, to wszystko są świadczenia medyczne. One nie są w żadnym wypadku świadczeniami kosmetycznymi. Nie mogą być kwalifikowane jako zabiegi kosmetyczne, ponieważ te preparaty to są albo leki, albo wyroby medyczne, a preparaty z użyciem osocza bogatopłytkowego dodatkowo regulują przecież przepisy o publicznej służbie krwi - wskazywała Barbara Zegarska, Kierownik Katedry Kosmetologii i Dermatologii Estetycznej Collegium Medicum w Bydgoszczy – Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. 

Reklama

Lekarze, zwłaszcza dermatolodzy, upierają się, że np. wykonywanie zabiegów przy pomocy elektrokoagulacji, laseroterapii, wycinanie różnego rodzaju zmian bez dokładnej diagnostyki, wiąże się z tym, że może dochodzić do usuwania zmian, które potem okazują się czerniakami. Osoba, która nie jest lekarzem, nie może wydawać rozpoznania, ponieważ nie ma wiedzy klinicznej, terapeutycznej, dermatoskopowej, histopatologicznej. 

Potrzebne kursy dla pielęgniarek

Na Komisję Zdrowia nie zaproszono kosmetologów. Posłowie opozycji i partii rządzącej podkreślali jednak, że kosmetolog po to uczy się tyle lat na studiach, żeby mógł m.in. zajmować się poprawianiem urody, i nie można mu tego ograniczać. Posłowie nie widzą potrzeby, żeby dziś zabiegami związanymi z podaniem fibryny, osocza czy wygładzaniem zmarszczek, mieli zajmować się tylko lekarze.

Reklama

Coraz częściej jednak gabinety medycyny estetycznej chwalą się, że mają zatrudnione pielęgniarki, które są przygotowane do wykonywania iniekcji czyli np. wstrzykiwania botoksu.

-Aby pielęgniarki mogły wykonywać zabiegi w gabinetach medycyny estetycznej należy tą kwestię uregulować prawnie i dać taką możliwość. W naszej ocenie przygotowanie do pracy w gabinetach medycyny estetycznej,  powinno odbywać w oparciu o kształcenie podyplomowe w ramach np. opracowanego kursu specjalistycznego a może kwalifikacyjnego, podczas którego pielęgniarka mogłaby zdobyć wiedzę teoretyczną i praktyczną jak wykonywać bezpiecznie te zabiegi. Trudno się dziwić, że coraz więcej medyków przechodzi do gabinetów medycyny estetycznej. Praca z ciężko chorymi osobami i czasami dramatami ludzkimi z jakimi muszą się mierzyć nasze koleżanki i koledzy dodatkowo okupiona przeciążeniem  z powodu braków kadr, powoduje syndrom wypalenia zawodowego. Natomiast praca w takim gabinecie ma zupełnie inny wymiar bo daje się ludziom szczęście- wskazuje Mariola Łodzińska, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Reklama

Skoro jest tylu chętnych do wykonywania zabiegów, to należy się spodziewać, że w najbliższym czasie wartość tego rynku będzie rosła, bo i reklama będzie aktywnie zachęcać klientów do poprawiania urody.

Polecamy także:

Medycyna estetyczna: potrzebne regulacje prawne

Grzechy lekarzy przy poprawianiu urody

 

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Asadowska 2022-08-20 10:59:17

    Osoba, która pisała ten artykuł robiła to chyba na kolanie. Podskórne podawanie botoksu? Przy botoksu nie chodzi o przerywanie tkanek tylko o to, że jest to lek na receptę! Recepty są albo nielegalnie zdobywane albo podawane są jakieś koreańskie niezarejestrowane substacje kupione w internecie, w których niewiadomo co jest! I to podanie jest domięśniowe, a nie podskórne Panie redaktorze. Idąc tym samym tokiem myślenia, kosmetyczka, hydraulik, agent ubezpieczeniowy może podać Panu/Pani sterydy domięśniowo, adrenalinę? Drogi podania są dokładnie te same, kategoria leku wydawanego na receptę też. Jak się o czymś pisze artykuł to wypadałoby chociaż na podstawowym poziomie temat zgłębić, a nie bezmyślnie powielać zasłyszane głupoty. Może szkodliwość społeczna byłaby nieco mniejsza.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości