Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył karę w wysokości 208 928,73 zł na Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. To efekt naruszenia praw pacjenckich Anity, której placówka odmówiła legalnej aborcji, mimo zagrożenia jej zdrowia i życia. Rzecznik Praw Pacjenta wcześniej potwierdził, że w traktowaniu pacjentki doszło do poważnych nieprawidłowości.
Blisko rok po publicznym opowiedzeniu swojej historii, Anita została poinformowana przez NFZ o nałożeniu kary finansowej na szpital. Fundusz wskazał dwie główne nieprawidłowości:
Naruszenie prawa pacjentki do informacji – Anita nie została w pełni poinformowana o wszystkich możliwych wariantach przebiegu choroby, rokowaniu oraz dostępnych metodach diagnostycznych i leczniczych. Brakowało też informacji o konsekwencjach ich zastosowania lub zaniechania oraz o tym, że wynik badania diagnostycznego nie przesądza o stopniu uszkodzenia płodu.
Naruszenie prawa do świadczeń zdrowotnych z należytą starannością – Fundusz stwierdził niewłaściwe przeprowadzenie konsylium lekarskiego oraz uzależnienie udzielenia świadczenia od przedstawienia pacjentce dokumentu, który już znajdował się w dyspozycji szpitala.
Podczas pobytu w szpitalu Anita złożyła podanie o aborcję (przez indukcję asystolii płodu). Miała już opinię psychiatryczną, która wskazywała na myśli rezygnacyjne pacjentki. Mimo tego, konsylium ginekologiczne i psychiatryczne w szpitalu nie przyjęło jej wniosku w sposób zgodny z prawem.
Jak relacjonuje Anita w artykule „Wyborczej”, kierownik oddziału ginekologiczno-położniczego, prof. Piotr Sieroszewski, odniósł się do jej podania surowym tonem: „Nie jestem mordercą”. Choć pacjentka została poinformowana o rzekomym „zakończeniu ciąży”, w rzeczywistości lekarze proponowali cesarskie cięcie, a nie aborcję, o którą wnioskowała.
Na początku marca Rzecznik Praw Pacjenta potwierdził, że prawa Anity zostały naruszone. W opinii RPP powołano się na stanowiska krajowych konsultantów w dziedzinie ginekologii, położnictwa, perinatologii, genetyki klinicznej oraz psychiatrii.
RPP stwierdził, że lekarze skupiali się głównie na stanie płodu, ignorując dobro pacjentki i ograniczając jej udział w decyzjach leczniczych. Pacjentka nie została poinformowana o stanie ciąży, złych rokowaniach ani o dostępnych opcjach przerwania ciąży jako interwencji medycznej.
Centralny Szpital Kliniczny w Łodzi ma czas do 16 marca 2025 r. na odwołanie się od decyzji NFZ. Jeśli kara zostanie utrzymana, szpital będzie musiał zwrócić środki, które Fundusz przeznaczy na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej, w tym tzw. nadwykonań.
- Czekałam prawie półtora roku, by ktokolwiek stwierdził, że nie tak powinno się traktować pacjentkę w tak trudnej sytuacji zdrowotnej! Mam nadzieję, że opinia Rzecznika Praw Pacjenta i kara NFZ uświadomi lekarzy, że ich postępowanie nie jest bezkarne. Kobieta w ciąży powinna mieć prawo decydować o sobie, a nie być traktowana jak podmiot, który musi urodzić letalnie chore dziecko.
Pacjentka podkreśla też znaczenie wsparcia organizacji pozarządowych: „To kobiety z tych organizacji utrzymują ze mną kontakt i wspierają mnie, za co jestem ogromnie wdzięczna.”
Legalna Aborcja:
- Sprawa Anity pokazuje systemową przemoc wobec kobiet w ciąży. Problem nie tkwi w braku przepisów, lecz w tym, że lekarze i szpitale ograniczają prawa pacjentek własnymi interpretacjami. Kara NFZ jest słuszna, ale samo karanie nie wystarczy – potrzebne są szkolenia dla lekarzy i zapewnienie bezpieczeństwa pacjentkom.
Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom:
- Historia Anity pokazuje, że w polskich szpitalach płód bywa stawiany wyżej niż prawa pacjentki. Zarówno opinia RPP, jak i kara NFZ jasno pokazują, że prawo pozwala na aborcję w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia, a dobro pacjentki musi być w centrum decyzji medycznych. Niestety, finansową karę i tak zapłacimy my – podatnicy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze