Polityka Zdrowotna odwiedziła jedną z nowojorskich aptek obsługujących zamieszkałych tam Polaków. mgr Marek Wójcicki, od 33 lat - jak mówi - pomaga leczyć zdrowie i duszę Polonii na nowojorskim Brooklynie.
Panie Marku, w Nowym Jorku jest Pan dla wielu Polaków tam mieszkających, osobą pierwszego kontaktu gdy coś się dzieje z ich zdrowiem. "Coś boli idziemy do Pana Marka..."
Prowadzę aptekę 33 lata. Przyjechałem do Nowego Jorku w 1989 roku. Od tylu lat spotykam się z życzliwością Polaków. Może dzięki temu, że moją nadrzędną zasadą jest uczciwość wobec tych ludzi, którzy do mnie przychodzą.
Wiele osób, które mieszkają w Nowym Joru, gdy coś się dzieje idzie do apteki.
Jeśli są to proste rzeczy, mogę pomóc. Te bardziej skomplikowane przypadki, które wymagają badań lekarza, oczywiście muszą zostać odesłane do specjalisty. Farmaceuta nie jest od wydawania leków. Wiele osób nie docenia tego zawodu. A jednak jest bardzo ważny. Przed wydaniem leku często konsultujemy się z lekarzem jeśli nie jesteśmy czegoś pewni. Rozmawiamy z klientami. Pacjent jest najważniejszy. Nie pieniądze i ilość sprzedanych leków.
Jakie problemy zdrowotne obserwuje Pan najczęściej wśród mieszkającej tu Polonii?
Przede wszystkim depresje. Ludzie tęsknią za domem, szukają pomocy na stres. Warto też zwrócić uwagę na to, że Polacy tu przyjeżdżali w różnych okresach. Kiedyś, w latach 80-tych, 90-tych przyjeżdżali bez znajomości języka angielskiego. Te osoby miały na początku bardzo ciężko. Później było im trochę łatwiej się odnaleźć bo wielu Polaków zamieszkało w dzielnicy Greenpoint. Wtedy nieznajomość języka angielskiego nie była aż tak dokuczliwa.
Wielu moich pierwszych klientów to osoby niemówiące po angielsku, lub mówiące w takim stopniu, że trudno byłoby im wytłumaczyć w aptece w Stanach Zjednoczonych, czego dokładnie potrzebują. Poza tym, zawsze starałem się i staram wysłuchać ludzi. Jestem na miejscu zawsze. Dobre słowo, życzliwość. Ludzie tego potrzebują czasami bardziej niż leków. Pomagam leczyć zdrowie i dusze Polonii.
Jakie leki najczęściej Pan sprzedaje?
Na stresy, przeziębienia. Często rozmawiam z klientami jak sobie pomóc bez leków. Namawiam ich, żeby zastanowili się co powoduje ich chorobę i zaczęli to zmieniać. Każdy rozsądny człowiek, zanim zacznie stosować leki powinien zastanowić się nad przyczyną problemów i skonsultować ze specjalistą. Np. skąd wynika moja otyłość, która powoduje dalej szereg komplikacji zdrowotnych? Może coś robię źle, może popełniam błędy żywieniowe.
Teraz mamy dodatkowo taką sytuację, że przychodzi wiele osób z receptą na leki, ale nie wie jak je stosować bo lekarz miał za mało czasu na wizycie, żeby z nimi porozmawiać i na spokojnie wytłumaczyć. Tu w USA niestety rządzą pieniądze. Czas kosztuje.
Np. miałem ostatnio osobę, której lekarz zalecił stosowanie rajstop antyżylakowych, ale nie wytłumaczył dlaczego, jak je powinna stosować itd. Taka osoba przychodzi do nas i my jej tłumaczymy jak wygląda żylak, jaką stosować profilaktykę, jak najczęściej unosić nogi do góry i jak stosować te rajstopy.
Jaka jest Polonia, która przyjechała do NY w latach 90-tych i przyjeżdża teraz?
To są ludzie, którzy w szkole mieli już język angielski zamiast rosyjskiego. Dobrze się poruszają, mają łatwość porozumiewania się, nie maja tak dużego stresu. Poza tym teraz Polacy po prostu częściej wyjeżdżają za granicę. Nie stresuje ich to tak bardzo jak to starsze pokolenie, opuszczali Żelazną Kurtynę i od razu wprowadzali się do Nowego Jorku, miasta o bardzo intensywnym tempie życia.
Nadużywanie antydepresantów jest problemem?
Ogromnym, nadużywanie antydepresantów i środków przeciwbólowych jest na porządku dziennym. Wielu młodych Amerykanów zażywa amfetaminę. W Nowym Jorku zaszły ogromne zmiany w ciągu ostatnich lat. Ja mówiąc szczerze, przestaję poznawać to miasto. Kiedyś ludzie byli bardziej uśmiechnięci, życzliwi. I to mimo intensywność życia w dużym mieście. W tej chwili jest zawiść. Ludzie mają rosnące oczekiwanie, wprost roszczeniowość. Postawa „mi się należy” jest na porządku dziennym. Większość ludzi niezamożnych dostaje leki za darmo. To mi przypomina czasy PRL, w których się urodziłem. Ludzie mieli apteczki pełne leków, ale z nich nie korzystali. To same się teraz tu dzieje. Większość ludzi jest w systemie MediAid, co oznacza że ma leki za darmo do pewnego limitu. Albo mają np. dopłatę do leków, 6 dolarów podczas gdy lek wart 6 tys. dolarów. Ludzie nie mają świadomości, ale przecież to wszystko idzie też z ich podatków. Są zdziwieni gdy im pokazuję jakie są ceny leków, które dostają praktycznie za darmo.
W latach 90-tych mało ludzi miało ubezpieczenie. Więc nie mogli po prostu nadużywać leków. Ale mieli szacunek do lekarstw i do naszej pracy.
Czy zmiany w sposobie życia są takie same w Nowym Yorku i w całych Stanach?
Wróciłem niedawno z Florydy gdzie jednak tempo życia jest inne. Naprawdę można tam odetchnąć. NY przoduje w stresie i wysokim tempie życia, które przekłada się na zdrowie jego mieszkańców.
Ilu klientów obsługuje Pana apteka?
W ciągu godziny około 20-30 osób. Pracujemy 6 dni w tygodniu. W niedzielę zamykamy. Gdybyśmy mieli otwarte, to mielibyśmy bardzo duży ruch. Ale chcemy odpocząć i zachęcamy ludzi do odpoczynku. Pójścia do kościoła, spędzenia czasu z rodziną.
Dziękuję za rozmowę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze