Reklama

"Bez sin tax nie będzie pieniędzy na zdrowie" - Janusz Cieszyński o polityce alkoholowej i papierosach

- Ograniczanie dostępności alkoholu w długim okresie prowadzi do spadku jego spożycia – zarówno przez cenę, promocję, jak i liczbę punktów sprzedaży – podkreśla poseł PiS Janusz Cieszyński w rozmowie z PolitykaZdrowotna.com. Były wiceminister zdrowia i ekspert ds. cyfryzacji systemu wskazuje, że trwała poprawa finansów ochrony zdrowia wymaga między innymi wprowadzenia tzw. sin tax, czyli opodatkowania alkoholu, papierosów i napojów słodzonych. I mówi nam, co by było, gdyby był ministrem zdrowia.

Kryzys cyfryzacji ochrony zdrowia i chaos w e-rejestracji

PolitykaZdrowotna.com: Był pan jednym z architektów cyfryzacji ochrony zdrowia – e-recepty, IKP czy e-skierowania. Jak z perspektywy czasu ocenia pan decyzje obecnego Ministerstwa Zdrowia dotyczące dalszego rozwoju tych narzędzi? Czy pana zdaniem wdrażanie e-rejestracji zmierza w dobrym kierunku?

Janusz Cieszyński: Obecna polityka Ministerstwa Zdrowia w zakresie cyfryzacji to de facto abdykacja. E-rejestracja po dwóch latach zmagań w praktyce nie działa, w kierownictwie Centrum e-Zdrowia trwa kadrowa karuzela, a już za kilka miesięcy wybuchnie gigantyczna afera związana z rozliczeniem wielomiliardowych projektów w KPO. Myślę, że pani Leszczyna nie była tym zainteresowana i zostawiła sprawy zabagnione, a obecna pani minister ma na głowie dużo poważniejsze sprawy związane z dziurą w finansach NFZ. Niestety, zapłacą za to pacjenci.

Reklama

Wyceny świadczeń medycznych i problem kominów płacowych w systemie zdrowia

P.Z.: Ministerstwo Zdrowia mierzy się dziś z narastającym konfliktem wokół wynagrodzeń lekarzy i innych zawodów medycznych. Samorządy szpitali alarmują o braku środków na realizację ustawowych podwyżek. Jakie systemowe remedium pan widzi?

J.C.: Kiedy skończą się podwyżki, zacznie się odpływ pracowników – najpierw do sektora prywatnego, a potem za granicę. Problemem nie są wynagrodzenia, a brak pomysłu na system, horrendalne wyceny, np. ablacji czy leczenia bólu i wydawanie setek tysięcy złotych miesięcznie na kontrakty wąskiej grupki specjalistów. Nikt mi nie powie, że problemem jest wzrost wynagrodzenia z 11 tys. na 12 tys. zł. Realnym wyzwaniem jest to, że taka waloryzacja sprawia, że pięciokrotnie wyższą podwyżkę dostaje automatycznie lekarz zarabiający 50 tys. zł miesięcznie. Jestem zwolennikiem szybkiego przepracowania wycen i zbilansowania systemu tak, aby z jednej strony zlikwidować kominy płacowe, a z drugiej – zasypać dziury spowodowane niedofinansowaniem, takie jak np. w położnictwie.

Reklama

Rola danych w ochronie zdrowia – fakty kontra ideologia

PolitykaZdrowotna.com: W czasie pana pracy jako wiceministra zdrowia podkreślał pan znaczenie danych w zarządzaniu systemem. Dlaczego dziś – mimo ogromnej ilości danych – państwo nadal nie potrafi ich skutecznie wykorzystywać?

J.C.: Myślę, że tacy politycy jak pani Leszczyna, którzy w swoich kalkulacjach nie kierowali się danymi, tylko ideologią, doprowadzili do kompletnej dewaluacji znaczenia danych i faktów w ochronie zdrowia. Lekką ręką wydano np. miliony złotych rocznie na możliwość wystawiania w prywatnych gabinetach recept na leki 65+ i 18-, pomimo że w resorcie były analizy jednoznacznie wskazujące na takie konsekwencje. Jak analityk danych ma poważnie podchodzić do swojej pracy w sytuacji, w której jego rekomendacje kierownictwo ma za nic? Dla mnie dane były ważne nie dlatego, że lubię tabelki w Excelu, tylko dlatego, że dawały fundamenty do podejmowania dobrych decyzji.

Reklama

Weto prezydenta i przyszłość regulacji cyfrowych – wolność słowa w internecie

P.Z.: Prezydent zawetował ustawę wdrażającą unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA). Skąd – pana zdaniem – to weto? Jakie konkretne poprawki powinno zaproponować Ministerstwo Cyfryzacji, aby nowa wersja ustawy nie spotkała się z ponownym wetem? Przypomnę, że wersja, która wyszła z Senatu, była bardzo kompromisowa i wychodziła naprzeciw postulatom prawej strony sceny politycznej, m.in. kontrowersje budziła rola prezesa UKE i to, że niektóre jego decyzje mogły podlegać rygorowi natychmiastowej wykonalności, jednak ten rygor został usunięty z ustawy w Senacie.

J.C.: To weto było dla mnie dość oczywiste. Pan prezydent jasno wskazywał w trakcie kampanii, że wolność słowa w internecie będzie wartością, której będzie bardzo mocno bronił. Szczególnie że ludzie, którzy chcą ją regulować, stali bezczynnie, kiedy trwała warta 2 miliony złotych nielegalna i finansowana z zagranicy kampania Rafała Trzaskowskiego. Tymczasem rząd zaproponował ustawę, w której procedurę sądową dodano na ostatniej prostej i bez odpowiedniego przemyślenia. W efekcie teoretycznie można odwołać się do sądu, ale w praktyce trzeba do tego zaangażować prawnika i ma się bardzo ograniczone możliwości wykazania swoich racji. To nie tak powinno wyglądać. Procedura sądowa jest niezbędna, ale musi być realnie dostępna dla obywatela.

Reklama

Gotowość Polski na sztuczną inteligencję w ochronie zdrowia – szansa czy zagrożenie?

P.Z.: Coraz więcej mówi się o AI w ochronie zdrowia. Czy Polska jest na to gotowa?

J.C.: Dużo słyszę o zagrożeniach, a dużo mniej o sukcesach wdrożeń. To zły znak. Przepisy powinny nadążać za technologią, a nie próbować ją wyprzedzać. Polska nie jest dziś instytucjonalnie gotowa – nie ma żadnej rządowej instytucji, która zajmowałaby się na serio AI w ochronie zdrowia. To stracona szansa. Jeśli mamy jeden z niższych budżetów na leczenie w Europie, powinniśmy szukać każdej możliwości wdrożenia innowacji.

Reklama

Profilaktyka zdrowotna a finansowanie systemu – dlaczego zwiększenie nakładów jest niezbędne

P.Z.: Bez radykalnego przesunięcia pieniędzy z leczenia na profilaktykę da się poprawić zdrowie Polaków?

J.C.: Nie można przesunąć środków z leczenia na zapobieganie, bo już dziś budżet na leczenie jest niedopięty. Wydatki na zdrowie w UE rosną i będą rosnąć dalej – przez nowe technologie i starzenie się społeczeństwa. Podstawowym wyzwaniem jest zwiększenie nakładów. Oczywiście udział profilaktyki powinien być większy, ale bez realnej cyfryzacji, systemu zachęt i rozliczania z celów nic się nie zmieni.

Reklama

Sin tax na alkohol i papierosy jako klucz do stabilizacji

PolitykaZdrowotna.com: Gdyby dziś był pan ministrem zdrowia – jakie decyzje uznałby pan za konieczne?

J.C.: Zacząłbym od dużego programu oszczędnościowego – Programu 10%. Trzeba zaoszczędzić co dziesiątą złotówkę w systemie. Potem ścieżki pacjenta – na wzór Krajowej Sieci Kardiologicznej i Onkologicznej – standardy, monitoring i realne bodźce finansowe. A trzeci krok to trwałe źródła finansowania: sin tax, czyli opodatkowanie papierosów, alkoholu, napojów słodzonych i hazardu. Bez tego nie będzie zgody społecznej na zwiększenie nakładów.

Reklama

Polityka alkoholowa i reklama – Janusz Cieszyński o koniecznych zmianach w regulacjach

P.Z.: Rząd pracuje nad nowym projektem ustawy alkoholowej. Pojawiły się też w pierwszym czytaniu w Sejmie projekty Lewicy i Polski 2050. Jak pan ocenia te nowelizacje? Co pan sądzi o reklamie alkoholu 0 proc. i jego popularyzacji oraz nurcie NoLo?

J.C.: Jestem przekonany, że ograniczanie dostępności do używek prowadzi w długim okresie do spadku ich spożycia. Chodzi zarówno o ceny, jak i promocję oraz liczbę punktów sprzedaży. Dlatego popieram zakaz reklamy alkoholu oraz produktów zachęcających do spożywania alkoholu. Uważam, że dobrze, iż w Sejmie pojawiają się inicjatywy dotyczące ograniczania nadużywania alkoholu, bo w tej sprawie – mimo wielu różnic politycznych – istnieje wspólne rozumienie skali problemu i jego konsekwencji zdrowotnych oraz społecznych. Promocja piwa 0% kojarzy mi się z pewną łódką, która pływała pod banderą znanego producenta wódki…

Reklama

Gdyby jednak w projektach ustawy o wychowaniu w trzeźwości Lewicy i Polski 2050 znalazło się to, o czym mówiły posłanki Joanna Wicha i Wioleta Tomczak w uzasadnieniach, wielu rozwiązaniom można by przyklasnąć, bo ich deklarowanym celem jest ograniczenie spożycia alkoholu. Problem polega na tym, że w samych projektach tych rozwiązań po prostu nie ma, a dodatkowo brakuje im rządowego zaplecza legislacyjnego, co niestety bardzo wyraźnie widać.

To są projekty pełne poważnych błędów. Zawierają rozwiązania, które w praktyce prowadzą choćby do zakazu sprzedaży piwa w małych sklepach. Nie wierzę, że autorzy naprawdę mieli taki zamiar – raczej nie dopilnowali jakości legislacyjnej. To jest szczególnie niepokojące, bo mówimy o regulacjach dotyczących branży wartej wiele miliardów złotych. Takie niedoróbki kompromitują te propozycje w obecnym kształcie.

Reklama

Brakuje w nich także elementarnej równowagi. Sprawiają wrażenie projektów uderzających przede wszystkim w branżę piwną, a jednocześnie pomijających inne segmenty rynku alkoholu. Owszem, piwo w Polsce korzysta z wielu preferencji, choćby w akcyzie liczonej na czysty alkohol, ale dziś rynek ten jest zdominowany przez zagraniczne koncerny i nie ma żadnego racjonalnego powodu, by utrzymywać historyczne przywileje. Tym bardziej niezrozumiałe jest to, że projekty pozostawiają na półkach tzw. małpki, czyli kategorię alkoholu, która realnie generuje poważne problemy zdrowotne i społeczne.

Mam w tym zakresie konkretne doświadczenie, bo jako członek rządu prowadziłem projekt wprowadzający opłatę od małych opakowań alkoholu. Wiem, że konfrontacja z tą branżą nie jest łatwa, ale jeżeli mówimy o realnej walce z alkoholizmem, z patologiami na SOR-ach i z konsekwencjami picia alkoholu, to pomijanie „małpek” jest logicznie niewytłumaczalne.

Reklama

Szczególnie niezrozumiała jest dla mnie propozycja sięgania po środki z NFZ w ramach walki z alkoholizmem. W sytuacji, gdy system ochrony zdrowia zmaga się z wielomiliardową luką finansową, wyjmowanie z niego kolejnych pieniędzy jest absurdem.

Podobnie wygląda kwestia zakazu sprzedaży alkoholu przez internet. Brzmi to poważnie, ale w praktyce sprowadza się do zmuszania ludzi do pójścia do fizycznego punktu sprzedaży, mimo że istnieje wiele skutecznych narzędzi zdalnej weryfikacji wieku, takich jak aplikacja mObywatel. To nie jest nowoczesna ani skuteczna regulacja. Nie przekonuje mnie również zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw, skoro po drugiej stronie ulicy można go kupić w sklepie. Jeżeli dostępność w żaden sposób się nie zmniejsza, to trudno mówić o realnym wpływie na ograniczenie spożycia. Wierzę, że intencje projektodawców są dobre, ale oba projekty wymagają bardzo gruntownego przepracowania w komisji. Trzeba usunąć błędy, absurdy i uzupełnić je o rozwiązania, które rzeczywiście ograniczają szkodliwe spożycie alkoholu. Dopiero wtedy mogą stać się punktem wyjścia do poważnej, merytorycznej rozmowy o polityce alkoholowej państwa.

P.Z.: Swój projekt ustawy o wychowaniu w trzeźwości zgłosiło też PSL-Trzecia Droga. Co pan sądzi o posunięciu PSL z perspektywy polityki alkoholowej, ale nie tylko…?

To jest projekt o marginalnym znaczeniu. Obawiam się, że chodzi wyłącznie o odwrócenie uwagi od dwóch pozostałych projektów, które zawierają realne rozwiązania. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, aby polscy winiarze przestali zmagać się ze zbędnymi regulacjami, ale to jest de facto temat poboczny wobec kluczowej debaty która odbędzie się wokół projektów posłanek Wichy i Tomczak.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/02/2026 09:18
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości