Dry January może być impulsem do refleksji nad własnym piciem, ale sam w sobie nie rozwiąże problemu alkoholu w Polsce – zgodnie oceniali uczestnicy debaty zorganizowanej przez Politykazdrowotna.com. O zdrowotnych, społecznych i prawnych skutkach spożywania alkoholu, ograniczeniach jego dostępności, „małpkach”, reklamie alkoholu oraz procedowanych zmianach legislacyjnych dyskutowali eksperci zdrowia publicznego: psycholożka uzależnień, farmaceuta, prawniczka oraz parlamentarzystki. Wnioski były spójne: bez długofalowej, kompleksowej strategii państwa nawet najbardziej rozpoznawalne inicjatywy społeczne pozostaną działaniami punktowymi.
W dyskusji udział wzięli:
• Anna Dela, ekspertka zdrowia publicznego, prezeska Instytutu Człowieka Świadomego, była związana z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego PZH - PIB;
• Katarzyna Łukowska, psycholożka, ekspertka do spraw profilaktyki uzależnień;
• dr Dawid Panek, farmaceuta z Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum;
• mec. Paulina Kumkowska, radca prawny, senior associate w Kancelarii Rymarz Zdort Maruta;
• Joanna Wicha, posłanka na Sejm RP (Lewica), pielęgniarka i działaczka związkowa;
• Wioleta Tomczak, posłanka na Sejm RP (Polska 2050), specjalistka zdrowia publicznego.
Debatę „Dry January. Dokąd zmierza polityka alkoholowa w naszym kraju?” poprowadziła Małgorzata Hnat, redaktor naczelna Politykazdrowotna.com.
Wprowadzając do dyskusji, Małgorzata Hnat przypomniała, że Dry January to inicjatywa zapoczątkowana w 2013 roku w Wielkiej Brytanii, której celem było zwrócenie uwagi na skalę nadużywania alkoholu oraz stworzenie przestrzeni do refleksji nad własnymi nawykami.
– Wiele badań pokazuje, że nawet taki miesięczny eksperyment może mieć długofalowe, pozytywne skutki dla naszego zdrowia, przywołując m.in. badania University of Sussex oraz Royal Free Hospital w Londynie - podkreślała.
Reklama
Psycholożka Katarzyna Łukowska zwracała jednak uwagę, że efekty Dry January są zróżnicowane i zależne od wzorca picia.
– Rzeczywiście, takie miesiące przynoszą korzyści, ale oczywiście nie w grupie osób uzależnionych, lecz w grupie osób pijących umiarkowanie – mówiła. Już miesiąc abstynencji pozwala na odbudowę wątroby, która ma dużą umiejętność regeneracji, tylko trzeba jej na to pozwolić – podkreślała Katarzyna Łukowska.
Jednocześnie Łukowska przestrzegała przed traktowaniem Dry January jako dowodu braku problemu.
– Może się okazać, że ktoś przez cały miesiąc nie pije alkoholu, ale ma trudności z zasypianiem, jest rozdrażniony. To jest sygnał ostrzegawczy, że mogła się rozwinąć zależność i warto się temu przyjrzeć – podkreślała.
Zwracała też uwagę na ryzyko „udowadniania sobie i innym, że nie ma problemu”, co bywa mechanizmem obronnym osób uzależnionych.
W dyskusję włączyły się posłanka Lewicy Joanna Wicha, zaznaczając, że „mózg się nie regeneruje”, co – jej zdaniem – powinno wybrzmiewać mocniej w debacie publicznej. Łukowska odpowiadała, że choć mózg „nie regeneruje się tak szybko”, to odstawienie alkoholu pozwala układowi nagrody stopniowo odzyskiwać równowagę, choć początkowo może się to wiązać z dużym dyskomfortem.
Posłanka Wioleta Tomczak (Polska 2050) podkreślała, że zmiana struktury spożycia alkoholu w naszym kraju nie oznacza zmniejszenia szkód.
– Przypomnę, że ponad 90 proc. osób w kryzysie bezdomności ma w swojej historii poważny epizod alkoholowy – mówiła.
Anna Dela zwracała także uwagę na dane dotyczące systemu ochrony zdrowia.
– Na oddziałach psychiatrycznych główną przyczyną hospitalizacji jest w tej chwili alkohol – mówiła, przywołując wypowiedzi byłego ministra zdrowia Marka Balickiego.
Jednym z najmocniejszych wątków debaty była kwestia małych formatów alkoholu. Anna Dela określała je wprost jako
– zło z punktu widzenia zdrowotnego. To są atrakcyjne trunki, pielęgnujące wchodzenie w alkoholizm, wstęp do uzależnienia – mówiła.
Podkreśliła, że jeśli państwo chce realnie przeciwdziałać problemowi, musi regulować właśnie te produkty. Wskazywała również na marketingowy charakter smakowych „małpek”.
– Kaktusowy, piwonia – to jest przecież wymyślane po coś. Żeby nie było czuć alkoholu, żeby był przyjemny w smaku – mówiła, opisując swoją wizytę w jednej z popularnych sieci handlowych.
Reklama
Z kolei posłanka Joanna Wicha oraz posłanka Wioleta Tomczak przyznały, że posłowie dostrzegają problem tzw. „małpek”. Jak zaznaczyły, na razie nie znalazł on odzwierciedlenia w zapisach projektów ustawy o wychowaniu w trzeźwości Lewicy i Polski 2050 ze względu na obawy związane z długotrwałym procesem notyfikacyjnym w Unii Europejskiej. Zapewniły jednak, że wspólnie podejmą działania w tej sprawie, ponieważ jest to problem o ogromnej skali.
Natomiast Anna Dela podsunęła ewentualne rozwiązania do wykorzystania w projektach nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości:
Posłanka Wicha poszła w żywej dyskusji o krok dalej i przyznała, że ona nawet zakazałaby pojemności poniżej 500 ml.
Farmaceuta Dawid Panek podkreślał znaczenie ograniczeń porannej sprzedaży alkoholu.
– To predysponuje do kupna alkoholu przy okazji, pod wpływem chwili – mówił, opisując mechanizm impulsu zakupowego.
Jak zauważał, wystarczy widok alkoholu przy kasie, by złamać nawet świeżo podjęte postanowienia abstynenckie.
W ocenie Dawida Panka "małpki" sprzyjają piciu w sposób trudny do wychwycenia i w praktyce utrudniają wczesną identyfikację problemu alkoholowego.
Jeśli chodzi o kwestie legislacyjne, uważam, że dziś jednym z priorytetów powinien być zakaz sprzedaży tzw. ‘małpek’, czyli wysokoprocentowego alkoholu w małych opakowaniach. To najprostsza droga do rozwoju alkoholizmu, sprzyjająca utajonemu piciu, które bardzo trudno zidentyfikować - wyjaśniał.
Joanna Wicha zaznaczała, że nie chodzi o „prohibicję”, lecz o ograniczenie dostępności. Szczególnie mocno krytykowała sprzedaż alkoholu na stacjach benzynowych.
– Jeżeli w danej miejscowości w promieniu kilku kilometrów nie ma innego punktu sprzedaży, to osoba uzależniona przyjedzie po alkohol nawet na czworakach – mówiła.
Reklama
Posłanka przywołała doświadczenia pracowników stacji benzynowych, z którymi miała okazję rozmawiać.
Wioleta Tomczak wskazywała natomiast na potrzebę waloryzacji opłat koncesyjnych, które „nie były podnoszone od 2003 roku”. Jej zdaniem ograniczenie liczby punktów sprzedaży i drastyczny wzrost kosztów uzyskania zezwoleń mogą realnie wpłynąć na dostępność alkoholu, czyniąc go towarem mniej opłacalnym dla handlowców. Jak argumentowała posłanka:
– Przedsiębiorcy, którzy wahają się, czy wejść w ten mało etyczny biznes, czy nie wejść i zapłacić już w pierwszym roku 100% więcej niż ci, którzy do tej pory wchodzili (...), będą mieli duży orzech do zgryzienia, czy im się to faktycznie opłaca.
Reklama
Z perspektywy prawnej głos w dyskusji zabrała Paulina Kumkowska, radca prawny, która przypomniała, że prawo unijne stanowi istotny bezpiecznik chroniący przed regulacjami „arbitralnymi, nieproporcjonalnymi i niecelowymi”. Jak podkreślała, o ile same cele ustaw alkoholowych – takie jak ograniczenie przemocy domowej czy poprawa bezpieczeństwa na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych (SOR) – nie budzą kontrowersji i jednoczą wszystkich interesariuszy, o tyle zaproponowane metody ich osiągnięcia muszą przejść rygorystyczny test zgodności z prawem wspólnotowym.
Mecenas Kumkowska zwróciła uwagę na konieczność rzetelnego uzasadnienia projektowanych zmian, co w przypadku ograniczeń handlowych wymaga przejścia procedury notyfikacji TRIS. Wskazała przy tym na kluczowy dylemat:
– Ramy prawne Unii Europejskiej chronią nas przed wprowadzaniem takich arbitralnych zakazów, regulacji, które mogłyby być niecelowe, nieadekwatne, nieproporcjonalne. Każdorazowo wprowadzenie nowych regulacji prawnych wymaga wykazania, udowodnienia tego, że te regulacje są właśnie celowe, proporcjonalne, adekwatne i nie naruszają praw wynikających i z naszego krajowego porządku, ale też z porządku Unii Europejskiej. [...] Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości wymaga, żeby każdorazowo takie zmiany były poparte statystykami, analizami i rzetelnymi danymi.
Ekspertka przywołała w tym kontekście świeży wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z czerwca 2025 roku dotyczący rynku aptecznego, który pokazał, że generalne zakazy reklamy, wprowadzone bez należytego uwzględnienia zasady proporcjonalności, mogą zostać uznane za sprzeczne z prawem unijnym. Przenosząc to na grunt debaty alkoholowej, Kumkowska sformułowała fundamentalne pytanie o skuteczność planowanych restrykcji wobec napojów bezalkoholowych (0%):
– Pytanie, czy te narzędzia, które są zaprojektowane i zaproponowane w projektach, w tym na przykład zakaz reklamy napojów bezalkoholowych, odnoszą się bezpośrednio do tych celów? Czy one je adresują? Czy nie jest tu naruszana ta zasada proporcjonalności, że mamy cel w postaci redukcji spożycia napojów alkoholowych i zwiększenia bezpieczeństwa na SOR-ach, a w rzeczywistych regulacjach [uderzamy w produkty bezalkoholowe]?.
Jednocześnie mecenas zaznaczała, że prawo UE nie wyklucza regulowania dostępności alkoholu, np. w kwestii smaków czy formatów (tzw. małpek), o ile państwo potrafi wykazać merytoryczny związek tych działań z ochroną zdrowia publicznego. Podkreśliła jednak, że jako prawnik musi stać na straży precyzji przepisów i definicji, aby uniknąć ryzyka powstawania martwego prawa lub nieuzasadnionych postępowań karnych. Jej zdaniem kluczem do sukcesu nowej polityki alkoholowej powinna być substytucja, czyli wspieranie trendu NoLo, zamiast polegania wyłącznie na zakazach i abstynencji.
Podczas debaty eksperci zgodnie podkreślali, że choć inicjatywy takie jak Dry January są cenne dla budowania indywidualnej świadomości, polskie państwo potrzebuje przejścia od doraźnych akcji do długofalowej polityki zdrowotnej. Anna Dela, prezeska Instytutu Człowieka Świadomego, sformułowała kluczowy postulat:
– Ja bym postulowała, żebyśmy nie mieli Dry January, tylko Dry Strategy.
Ekspertka zwróciła uwagę na legislacyjny marazm, wskazując, że od niemal dwóch dekad w Polsce nie przeprowadzono realnej, kompleksowej reformy polityki alkoholowej, a wprowadzane zmiany miały często charakter jedynie kosmetyczny.
Współczesne wyzwania, takie jak „wysoko funkcjonujący alkoholizm” czy poranna sprzedaż „małpek”, wymagają fundamentów, których stara ustawa z 1982 roku nie jest w stanie udźwignąć. Posłanki biorące udział w dyskusji przyznały, że środowiska eksperckie rekomendują napisanie prawa od nowa. Wioleta Tomczak relacjonowała:
– Kontaktowałam się z ekspertami zdrowotnymi celem właśnie posłuchania ich rekomendacji, to naprawdę większość z nich mi mówiła: »Wiola, odpuść ten projekt i napisz nowy. Ta ustawa powinna być dawno zakopana, do kosza«.
Mimo świadomości wad obecnego systemu, parlamentarzystki stawiają na strategię małych kroków, motywowaną pragmatyzmem politycznym i uciekającym czasem kadencji. Wioleta Tomczak wyjaśniła kulisy prac nad poselskimi projektami, które mają być bodźcem dla rządu:
– Wolę wdrożyć cokolwiek i żeby prezydent, co najważniejsze, to podpisał, niż nie zrobić niczego.
Realizacja spójnej „Dry Strategy” napotyka jednak na silny opór i konflikty interesów wewnątrz samej koalicji rządzącej. Joanna Wicha (Lewica) otwarcie wskazała na pojawienie się konkurencyjnego projektu PSL, który jej zdaniem ma na celu ochronę interesów winiarzy i stacji benzynowych.
W debacie portalu Politykazdrowotna.com istotne miejsce zajął rosnący trend NoLo (no and low alcohol), czyli napojów bezalkoholowych i niskoprocentowych, które stają się coraz popularniejszą alternatywą dla tradycyjnych trunków.
Dyskusję w tym obszarze rozpoczęła moderująca debatę Małgorzata Hnat z PolitykaZdrowotna.com. Prowadząca przyznała, że statystyki dotyczące spożycia alkoholu w Polsce wciąż budzą niepokój, ale jednocześnie podkreśliła, że nie możemy ignorować dynamicznej zmiany kulturowej, której jesteśmy świadkami.
Z najnowszych danych rynkowych (raport NielsenIQ, luty 2025) wynika, że rynek klasycznych piw alkoholowych kurczy się w tempie blisko 2% rocznie, a najsilniejsze spadki – o niemal 4% – odnotowuje segment piw mocnych. Jednocześnie jesteśmy świadkami prawdziwego rozkwitu trendu NoLo (No and Low Alcohol). Sprzedaż piw bezalkoholowych (0,0%) wzrosła w ubiegłym roku o ponad 17%, a ich udział w całym rynku piwa przekroczył już 7,5% - mówiła Małgorzata Hnat.
Redaktor naczelna PolitykaZdrowotna.com powołała się też na najnowsze badania prof. Dominiki Maison (2024 i 2025 rok). Wskazują one, że aż 66% Polaków uznaje piwo bezalkoholowe za skuteczne narzędzie ograniczania picia, a 89% osób sięgających po 'zerówkę' deklaruje, że po jej spożyciu traci ochotę na alkohol wysokoprocentowy.
Co więcej, raporty Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom KCPU (2025) wskazują na historyczne spadki zakupu piwa przez młodzież szkolną.
Te dane, jak podkreśliła Małgorzata Hnat, sugerują, że Polacy znaleźli własny sposób na ograniczenie szkód – zamianę alkoholu na bezpieczne alternatywy. I świadczy to o rosnącej sile trendu NoLo.
Z kolei psycholożka Katarzyna Łukowska podkreślała, że strategie ograniczania picia funkcjonują w Polsce od lat, m.in. w ramach opracowanego przez PARPA w 2016 roku Programu Ograniczania Picia (POP). Jak wyjaśniała:
– Mechanizmy są te same: zamiana napojów wysokoprocentowych na niskoprocentowe, przeplatanie alkoholu napojami bezalkoholowymi. Chodzi o to, żeby w ten sposób wypijać mniej substancji psychoaktywnej. Ruch NoLo posługuje się dokładnie tymi samymi mechanizmami.
Ekspertka dostrzegła w tym trendzie szansę na oddzielenie rytuału od samego spożycia, co sprzyja normalizacji niepicia na imprezach, zaznaczyła jednak ryzyko tzw. greenwashingu zdrowotnego, czyli marketingowego przedstawiania produktów „low alcohol” jako rzekomo korzystnych dla organizmu.
Na te argumenty stanowczo oponowała Joanna Wicha, wskazując, że:
– Nie ma żadnej ilości alkoholu, która jest zdrowsza. [...] Jeżeli będzie reklama napojów 0%, krtóre inimitują alkoholowe produkty w mediach i przestrzeni publicznej, to te wszystkie marki, w tym również te, które mają w swoim portfolio alkohole mocne, będą mogły pod przykrywką napojów 0% reklamować swoje brandy, Może to doprowadzić do zmiany na gorsze trendów spożycia alkoholu, które są wypracowywane od lat.
Posłanka argumentowała, że dopuszczanie takich reklam to w rzeczywistości „alibi marketing”, który omija ustawowe zakazy i utrwala nawyk sięgania po produkty kojarzone z alkoholem.
W podobnym tonie wypowiedziała się Wioleta Tomczak, przytaczając przykład z festiwali muzycznych w Gdyni, gdzie hostesy rozdają puszki piwa 0% o wyglądzie niemal identycznym jak wersje alkoholowe:
– Zezwalamy na to, żeby w przestrzeni publicznej pojawiały się sygnały: »To jest naturalne, pijcie tak naprawdę, spędzajcie miło czas«. Chcemy, by takie reklamy nie były dozwolone, by nie kusiły osób wychodzących z nałogu, dla których puszka wyglądająca identycznie jak ta z procentami, jest silnym wyzwalaczem - mówiła posłanka.
Z kolei Anna Dela zwróciła uwagę, że marketing małoformatowych produktów, tzw. "małpek" i ich wariantów smakowych jest w dużej mierze skierowany do kobiet, co sprzyja maskowaniu problemu alkoholowego i budowaniu złudnego poczucia bezpieczeństwa, szczególnie niebezpiecznego w przypadku kobiet w ciąży. Choć Katarzyna Łukowska zgadzała się z potrzebą ochrony grup wrażliwych, podkreślała, że w polityce zdrowia publicznego strategia NoLo jest często
– bardziej realna niż strategia »nie pij w ogóle«, stanowiąc formę urealnienia działań w obszarze redukcji szkód.
Dawid Panek podkreślał z kolei, że skuteczna walka z problemem alkoholu w społeczeństwie musi opierać się nie tylko na regulacjach prawnych, ale przede wszystkim na zmianie świadomości i postaw obywateli. Według niego, kluczowe jest skierowanie działań przede wszystkim do młodych ludzi, którzy coraz częściej wykazują zainteresowanie trendem NoLo - stylem życia ograniczającym lub eliminującym spożycie alkoholu.
Będę konsekwentnie powtarzał, że moim zdaniem najważniejsza jest zmiana świadomości i zmiana myślenia przede wszystkim naszych obywateli, zaczynając tutaj od ludzi młodych. Mam na myśli przede wszystkim trend NoLo, który jeszcze raczkuje. Myślę, że powoli może zaczyna nawet rozwijać swoje żagle. Myślę, że ważne jest to, żebyśmy zaczęli gdzieś intensywnie dmuchać w te żagle i napędzać ten trend - mówił ekspert.
Podkreślał również, że zmiany oparte na świadomym wyborze mają większą trwałość i efektywność niż nakazy i zakazy narzucane z góry.
Ponieważ wydaje mi się, że każda decyzja, która została podjęta z własnego wyboru, zawsze będzie przed działaniem, które jest spowodowane zakazem i zawsze będzie trwalsza, zawsze będzie lepsza, bardziej konsekwentna.
Dlatego dla niego podstawą jest edukacja oraz wspieranie oddolnych inicjatyw społecznych, które od kilku lat coraz intensywniej propagują odpowiedzialne podejście do alkoholu.
Dlatego dla mnie najważniejsze są tutaj edukacja i wspieranie tych inicjatyw oddolnych, które w społeczeństwie się rodzą i widzimy przez ostatnie miesiące, przez ostatnie lata, że są to inicjatywy dobre.
Uczestnicy debaty zgodzili się, że Dry January może być wartościowym impulsem, ale nie zastąpi systemowych działań.
– Jeżeli w styczniu uda nam się coś ograniczyć, to zwiększamy szansę wytrwania w dłuższej perspektywie – mówiła Wioleta Tomczak, podkreślając znaczenie postanowień noworocznych jako punktu startowego.
Jak podsumowała Małgorzata Hnat, różnice zdań w trakcie debaty nie przesłoniły wspólnych wniosków. Bez konsekwentnej, długofalowej polityki alkoholowej państwa koszty zdrowotne, społeczne i ekonomiczne związane z alkoholem pozostaną jednym z największych wyzwań zdrowia publicznego w Polsce.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo mądry artykuł i bardzo ważne społecznie treści. Dla mnie szczególnie w kontekście promowania piwa 0% i tego jakim on jest wyzwalaczem alkoholowych zachowań dla osób uzależnionych
A dlaczego małpki nie mają kaucji? Jakoś nie widać na mieście rozrzuconych butelek 1,5l po wodzie niegazowanej na którą jest kaucja za to małe buteleczki są wszędzie.
Bardzo mądry artykuł i bardzo ważne społecznie treści. Dla mnie szczególnie w kontekście promowania piwa 0% i tego jakim on jest wyzwalaczem alkoholowych zachowań dla osób uzależnionych
A dlaczego małpki nie mają kaucji? Jakoś nie widać na mieście rozrzuconych butelek 1,5l po wodzie niegazowanej na którą jest kaucja za to małe buteleczki są wszędzie.