Reklama

Marcin Wiśniewski, prezes ZAPPA: „Farmacja to nie biznes, to opieka zdrowotna”

Marcin Wiśniewski, prezes Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek, w rozmowie dla politykazdrowotna.com mówi o przyszłości i deficytach rynku aptecznego, zagrożeniach związanych z komercjalizacją, braku farmaceutów oraz reformie AdA 2.0, a także szansach na porozumienie środowiska farmaceutów po trzecim już spotkaniu Parlamentarnego Zespołu ds. Regulacji Rynku Aptecznego i Produktów Leczniczych.

Czy możliwy jest kompromis Parlamentarnego Zespołu ds. Regulacji Rynku Aptecznego i Produktów Leczniczych

Istnieje według pana szansa na porozumienie w sprawie AdA 2.0?

Zacznijmy od tego, że nie mamy konfliktu w środowisku farmaceutów, tylko pomiędzy tym środowiskiem a kilkoma zagranicznymi korporacjami, które w celach biznesowych, chcą przejmować apteki i obrót lekami w Polsce. I w tak prawidłowo nakreślonym konflikcie porozumienia nie będzie, bo być nie może.

Czy to oznacza, że kompromis jest całkowicie wykluczony? Czy są jakiekolwiek elementy wspólne, na których można budować rozwiązania systemowe, choćby w ograniczonym zakresie?

O ile nigdy nie zgodzimy się na deprofesjonalizację aptek, oddanie naszych zawodowych czynności i decyzji skierowanych na opiekę zdrowotną pod kontrolę i reżim biznesowy, bo w ewidentny sposób szkodziłoby to pacjentom, systemowi ochrony zdrowia i pozostawało w sprzeczności z naszym kodeksem etyki, o tyle możemy zostać do tego zmuszeni, jeśli tak zadecydują politycy.

Reklama

Zespół jest po to, żeby określić, jaką funkcję mają pełnić apteki – czy być elementem systemu ochrony zdrowia skupionym na pacjencie, realizującym ważny cel społeczny, opartym na profesjonalistach, czy sklepami komercyjnie sprzedającymi leki, skupionymi na zysku. Po określeniu celu należy zaprojektować zbiór regulacji, które mają nas do tego celu doprowadzić. I wprowadzić je ustawą.

Apteka: placówka ochrony zdrowia czy komercyjny punkt sprzedaży?

Pana zdaniem obecne prace zespołu parlamentarnego rzeczywiście zmierzają w kierunku wzmocnienia apteki jako placówki ochrony zdrowia czy raczej próbują znaleźć kompromis z logiką rynku?

Stanowisko środowiska farmaceutów jest jedno i od lat stałe: zdrowie pozostaje jedną z najważniejszych wartości w życiu człowieka i podlega szczególnej ochronie. Celem jej zapewnienia państwa tworzą systemy i kształcą kadry. Wykształcono nas, jak i wszystkie inne medyczne zawody zaufania publicznego – lekarzy, pielęgniarki, diagnostów, rehabilitantów, ratowników medycznych, w jednym celu – mamy wspólnie zadbać o zdrowie i bezpieczeństwo pacjenta w oparciu o wiedzę medyczną, własne doświadczenie, w zgodzie z etyką naszych zawodów. Ponosimy za swoje decyzje osobistą i niezbywalną odpowiedzialność i cywilną, i zawodową. Mamy wyższe kierunkowe wykształcenie, składaliśmy ślubowanie, nieustannie się szkolimy, podnosimy kwalifikacje, rozszerzamy i doskonalimy zakres usług świadczonych pacjentom. W interesie pacjentów, systemu ochrony zdrowia i państwa polskiego jest wzmacniać nas i nasz udział w systemie. Przemawia za tym również prawo europejskie i polskie. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego wskazuje wprost, że ochrona zdrowia musi być podstawowym celem wszystkich regulacji dotyczących produktów leczniczych, w tym ich obrotu i stosowania. Prawo farmaceutyczne również definiuje aptekę jako placówkę opieki zdrowotnej, w której farmaceuci świadczą swoje zawodowe usługi. Prowadzenie apteki z racji szczególnego charakteru podlega w całej Europie szczególnym regulacjom. Były one kilkukrotnie przedmiotem oceny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który za każdym razem wskazywał, że regulacje muszą gwarantować farmaceucie pełną zawodową niezależność, której najlepszą formą jest własność apteki. Tożsamą opinię ma Komisja Europejska. W krajach Unii Europejskiej dominuje zasada, że właścicielem apteki może być wyłącznie farmaceuta. I tu dygresja: posiadanie wykształcenia jest wymogiem prowadzenia apteki. Tak jak prawo jazdy jest wymogiem prowadzenia auta, a dyplom inżynierski – projektowania konstrukcji. Natomiast manipulacją lobby korporacyjnego jest nazywanie tej regulacji ograniczeniem wolności.

Reklama

Wracając do regulacji – apteki realizują cel społeczny, sprzeczny z celem biznesowym. Dlatego regulacje UE służą wyciągnięciu aptek poza nawias standardowej działalności gospodarczej. Typową regulacją w UE jest swoisty zakaz tworzenia sieci aptecznych. 90 proc. aptek w UE działa w oparciu o niespotykane w innych sektorach limity koncentracji. Standardem jest, że jeden podmiot może mieć 1-4 apteki. Taka regulacja gwarantuje, że aptekami nie zainteresuje się biznes, że kierunkiem rozwoju nie będzie ilość, tylko jakość, nie ekspansja, tylko rozwój w kierunku podniesienia jakości, standardów, zwiększenia asortymentu usług i dostępności do nich. A w systemie ochrony zdrowia właśnie jakość i dostępność są kluczowe. Z drugiej strony – rozproszenie rynku daje gwarancję, że nie powstaną przewagi rynkowe, a dzięki temu, że leki nie będą kierowane do największych klientów hurtowni, tylko do wszystkich. Dzięki temu dostęp do leków, w szczególności deficytowych, będą miały wszystkie apteki i ich pacjenci, a nie jedynie największe sieci.

Podsumowując, regulacje będące standardem w krajach UE służą profesjonalizacji aptek i sprzęgają je z systemem ochrony zdrowia, co służy pacjentom. I nawet kraje z topu państw o najbardziej liberalnych gospodarkach świata, jak Luksemburg, Dania, Estonia czy Finlandia w ten sam, bardzo restrykcyjny sposób regulują rynek apteczny. Wbrew opiniom głoszonym przez lobby korporacji, nawet liberalna Irlandia ma regulacje odcinające możliwość wpływu biznesu na farmaceutów.

Reklama

Dlaczego „albo albo”? Ostatecznie przez Aptekę dla Aptekarza farmaceuci zostali zmuszeni do tego, aby stać się przedsiębiorcami (bo tylko oni mogą otwierać apteki).

Nie. Aptekarze zawsze pracowali i prowadzili apteki, bo to nasz naturalny „warsztat pracy”. Wtórne na tym rynku są korporacje. A konflikt między nimi i ich celami a nami, systemem ochrony zdrowia i interesem zdrowotnym pacjenta, dotyczy wartości.

Immanentną, konstytutywną cechą korporacji jest dążenie do zysku. Badania naukowe, w tym nagradzane nagrodami Nobla w dziedzinie ekonomii wskazują, że korporacje w poszukiwaniu zysku manipulują, oszukują, wykorzystują naturalne ludzkie słabości, sprzedają więcej, niż konsument potrzebuje. Dla zysku działają ze szkodą dla konsumenta i jest to powszechne i typowe. O ile w sektorze handlu towarami ekskluzywnymi, ubezpieczeniami czy samochodami ich działania prowadzą do zubożenia konsumentów, o tyle w obrocie lekami – towarem zabezpieczającym podstawowe potrzeby człowieka, a z drugiej strony niebezpiecznym – takie działania mogą wprost szkodzić zdrowiu. W obu przypadkach państwa są zmuszone wprowadzać regulacje w ochronie konsumentów, ale w przypadku zdrowia lepiej jest to zrobić przed szkodą, profilaktycznie, a nie dopiero po jej wystąpieniu. I dokładnie to samo stwierdził TSUE w wyroku dotyczącym aptek i ich własności. I tego właśnie dotyczyła ustawa tzn. AdA. I dlatego w krajach UE zakazuje się tworzenia sieci aptecznych.

Reklama

Nierówny rynek, deficyt farmaceutów i nieskuteczna inspekcja

Jakie luki wskazałby pan na rynku aptecznym, czego mu brakuje najbardziej?

Problemów mamy wiele. Po pierwsze, mamy sieci i w efekcie nierówny rynek. Miasta są lepiej zaopatrzone, wsie gorzej. Do 2017 r., wobec braku regulacji apteki otwierano w miejscach najatrakcyjniejszych handlowo, a nie bliżej pacjentów, gdzie są one potrzebne. W efekcie mamy nadmierne zagęszczenie aptek w miastach i deficyt w terenach wiejskich. Liczba aptek jest limitowana względami ekonomicznymi – nie wszędzie aptekę opłaca się prowadzić, ale mamy też inny faktor, o którym się nie mówi. W stosunku do dużej liczby aptek, bo mamy ich powyżej średniej europejskiej, mamy mało farmaceutów. Średnio na aptekę przypada 2,3 farmaceuty, co wobec faktu, że apteki pracują w systemie dwuzmianowym, też w soboty, że zawód jest sfeminizowany, że są urlopy, zwolnienia itd. oznacza, że nie ma obecnie możliwości otwierania nowych aptek bez osłabiania istniejących. Problemem systemowym jest też to, że mamy dużo małych aptek zamiast mniejszej liczby dużych, zatrudniających więcej farmaceutów, mającej większe zapasy, zdolnych do dyżurowania itd.

Kolejnym jest inspekcja działająca w systemie gwarantującym brak skuteczności i odpowiedzialności, czyli niespionizowana. Od lat mówi się o konieczności pionizacji, i tylko mówi. Rynek strategiczny, regulowany, wart 60 mld zł, na którym w 2017 r. 10 proc. podmiotów działało z naruszeniem prawa, a dziś już pewnie 20 proc., wymaga nadzoru. Dziś kilka aptek w Polsce działa bez ważnego zezwolenia po wyrokach sądu, prawdopodobnie popełniając przestępstwo. Szef inspekcji publicznie przyznaje, że apteki powinny zostać natychmiast unieruchomione, a mimo to minął rok i apteki działają. Mamy też poważny problem słupowania, czyli omijania prawa przez korporacje i współpracujących farmaceutów. Jego efektem jest pozaprawny rozwój sieci i wykańczanie kolejnych aptekarzy. Mamy już na ten temat wyroki, nawet NSA, a proceder kwitnie. To również wymaga uderzenia w stół, tylko nikt nie uderza. Problemów jest masa, powyższe, to jedynie namiastka.

Reklama

Przecież apteki indywidualne też nie są idealne – słyszy się o braku farmaceutów na zmianach, co jest de facto nielegalne. Z raportu Indicator wynika, że w 12 na 50 badanych aptek nie było farmaceutów i każda z nich to apteka indywidualna.

Nie znam tego raportu. Podczas spotkania zespołu aptecznego słyszałem te dane, ale po pierwsze, nie było mowy, że to apteki indywidualne, a po drugie, apteki indywidualne w dużej mierze nie należą do farmaceutów, poza tym reprezentacja korporacji podaje dużo nieprawdziwych albo zmanipulowanych danych, więc trudno wyłowić z nich jakąś prawdę. Ale nawet jeśli to dane prawdziwe, to właśnie dowodziłyby tego, o czym mówiłem w odpowiedzi na poprzednie pytanie – gdzie jest inspekcja, gdzie kontrola, gdzie konsekwencje?

Niezależność farmaceuty i przyszłość zawodu

Według pana farmaceuta ma dziś perspektywę na niezależność? Jeśli tak, to jaką?

Ma perspektywę na niezależność, jeśli pracuje we własnej aptece. Mówią o tym wyroki TSUE, opinia Komisji Europejskiej do polskiego rządu, a gwarantują to regulacje w krajach UE, a intencjonalnie również w Polsce, od 2017 r. Niestety, w praktyce w Polsce tej perspektywy nie ma w sieciach handlowych, gdzie farmaceuta musi realizować plany sprzedażowe, jest rozliczany z obrotu, wartości paragonu, a czasem nawet nagrywany, bo w okienku zainstalowano mikrofon i kamerę na potrzeby skuteczniejszej kontroli. I to nie są puste słowa – całkiem niedawno była afera nt. nagrywania pacjentów i farmaceutów w jednej z większych sieci. Dziwnie ucichła. Farmaceuta powinien być tak samo niezależny w aptece jak lekarz w gabinecie. Jego kontakt z pacjentem i decyzje terapeutyczne powinny wynikać jedynie z wiedzy i obowiązku troski o zdrowie pacjenta i nie mogą być sterowane żadnymi innymi względami. W krajach UE się o to walczy, a w Polsce z tym walczą korporacje.

Reklama

Podobno spada liczba chętnych na studia farmaceutyczne?

Tak, zainteresowania farmacją maleje, ale maleje też zainteresowanie studentów pracą w aptekach. I trudno się dziwić, bo zawód aptekarza w ostatnich latach traci elitarność. Młody, kreatywny i ambitny człowiek nie wybiera wymagających studiów farmaceutycznych, żeby po ich ukończeniu trafić do sieci jako ekspedient kontrolowany przez handlowca i realizujący jego plany sprzedażowe. I to z pensją pracownika stacji benzynowej. I tu znów zatoczymy koło i wrócimy do regulacji. Jeśli chcemy dobrze funkcjonujących aptek w przyszłości, to dziś musimy stworzyć takie regulacje, które spowodują, że praca w aptece znów stanie się atrakcyjna. Młody człowiek podejmujący decyzję o swojej przyszłości musi wiedzieć, że po trudnych studiach będzie wykonywał prestiżowy zawód, będzie szanowany, będzie podejmował własne decyzje i odpowiadał za nie, będzie robił coś wartościowego i ważnego, będzie mógł się rozwijać i dobrze zarabiać. Dlatego potrzebny jest niski próg wejścia na rynek. Da się wejść, jeśli będzie na nim 100 firm mających po 4 apteki, a nie da się, jeśli 4 firmy będą miały po 100 aptek. Poza tym powinniśmy dążyć do stanu sprzed 20 lat, kiedy o miejsce na uczelni walczy kilka, kilkanaście osób, bo to zapewnia selekcję pozytywną – dostają się najzdolniejsi. W efekcie mamy później wysoką jakoś kadry, a zatem także lepsze efekty.

Reklama

Co z argumentem części środowiska farmaceutów, że AdA i uszczelniająca jej przepisy AdA 2.0 ograniczają możliwość sprzedaży aptek?

Ograniczają, jeśli ktoś chce sprzedać na raz 30 aptek, czyli większej sieci. Ale po pierwsze, sygnalizuje to kilka osób, które zgodnie z moją wiedzą nie próbowały nawet sprzedać tych aptek, więc zgłaszają bardziej problem spodziewany niż faktyczny. Po drugie, od wprowadzenia AdA 2.0, czyli od września 2023 r., przeprowadzono 200 transakcji sprzedaży/kupna apteki, więc nieprawdą jest, że to jest dziś niemożliwe. Niemniej, jeśli ten problem zostanie oceniony jako poważny z racji skali, istnieje wiele potencjalnych sposobów jego rozwiązania, włączając zaangażowanie agencji rządowych w proces zwany restrukturyzacją rynku. Biorąc pod uwagę istotę i wagę rynku aptecznego, jego znaczenie w systemie ochrony zdrowia, a nawet bezpieczeństwa państwa, warto rozważać wszelkie rozwiązania służące zapewnieniu sukcesji aptek na farmaceutów, z drugiej strony – zdjęciu problemów z właścicieli, oczywiście pod warunkiem, że legalnie nabywali apteki.

Pamiętajmy też, że na tym rynku działa kilka tysięcy firm i wszystkich obowiązują te same prawa, a jedynie kilku właścicieli zgłasza uwagi. Pytanie więc pozostawiam, czy to jest poważny problem systemowy, czy raczej kolejny argument, za pomocą którego dąży się do zlikwidowania chroniącej rynek AdA.

Reklama

Aptekarz jako zakładnik właściciela lokalu?

Prawnicy od prawa farmaceutycznego i sami aptekarze twierdzą, że obecne przepisy komplikują sytuację właścicieli aptek, które ucierpiały w wyniku zdarzeń losowych. W przypadku pożaru lub powodzi, aby utrzymać zezwolenie konieczna jest odbudowa lokalu. Tymczasem nie zawsze jest to możliwe lub uzasadnione ekonomiczne. Temat ten podjął też poseł Jerzy Meysztowicz, który wskazał, że takie przepisy czynią z przedsiębiorcy zakładnika właściciela lokalu. Jak pan by się odniósł do tych słów?

Od 2017 r. istnieje w prawie możliwość odstępstwa od kryteriów geo- i demograficznych i ta procedura jest stosowana, o czym mówiła pani Paulina Sosin-Ziarkiewicz, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia, na pierwszym spotkaniu zespołu aptecznego. Po drugie, właściciel lokalu nie będzie wiecznie podnosił czynszu, bo jeśli wykończy aptekę, to i sam straci. Więc nie sądzę, żeby prezentowane sytuacje miały realne podłoże. Poczekajmy jednak na konkretne propozycje, wówczas będziemy je oceniać.

Pojawiły się podczas trzech ostatnich spotkań zespołu aptecznego w Sejmie głosy, że ograniczenia w AdA 2.0 to zamach na prawo własności. Proszę skomentować te opinie.

Nie wiem, na czym miałby polegać ten zamach, skoro wszyscy, którzy prowadzili apteki, mogą prowadzić je nadal. Zamachem na prawo własności powinniśmy raczej nazywać siłowe przejęcia, zmuszanie ludzi do sprzedania aptek sieciom albo wykańczanie mniejszych aptek przez sieci w latach 2011-2015, kiedy upadło w Polsce ponad 4 tys. aptek, co było bezpośrednią przyczyną wprowadzenia ustawy AdA. Albo dzisiejsze pozaprawne przejęcia aptek na słupy, stosowanie przez nie dumpingu i wykańczanie istniejącej konkurencji. Właściciele tych upadłych aptek często lądują z długami na całe życie. O nich nikt w Sejmie nie wspomina. A AdA chroni przed takim scenariuszem.

Reklama

Ada i AdA2 są atakowane przez lobby dużych sieci za każdym razem, kiedy nadarza się okazja, i bardzo często argumentami nieprawdziwymi. Często pojawia się kłamliwe stwierdzenia, choćby to, że aptek nie można dziedziczyć. W ustawie AdA2 jest jednak art. 99. 3ab, w którym wprost zapisano, że ta ustawa nie dotyczy spadków. Czy lobby liczy na to, że posłowie nie czytali tych ustaw?

Ale przecież nie tylko zagraniczne korporacje są na polskim rynku?

Na razie nie tylko zagraniczne, jednak to kwestia czasu, jeśli rynek zostałby otwarty. Dziś przejęcia kapitałowe są zablokowane przez to, że właścicielem apteki może być wyłącznie farmaceuta. Ale zniesienie tej zasady, umożliwienie przejmowania aptek przez spółki kapitałowe szybko doprowadziłoby do konsolidacji. I zapewne taki jest plan, bo zagraniczne korporacje obecnie niezwykle mocno lobbują za zniesieniem AdA 2.0, czyli przywróceniem im możliwości skupowania aptek, czyli przejmowania rynku. I one mają największe budżety. A na końcu one też sprzedadzą apteki korporacji jeszcze większej, globalnej, chińskiej, a może rosyjskiej, a może Amazonowi. I to poza kontrolą Polski. Istnieje też ryzyko, że rynek aptek zostanie całkowicie zmonopolizowany mimo ograniczeń koncentracji w polskim prawie, bo nikt nie skontroluje, czy właściciel spółki, która ma spółkę, która ma inną spółkę, która ma udziały w kolejnej i tak dalej, nie skupi gdzieś tam na końcu wszystkich spółek posiadających w Polsce apteki. To scenariusz realny i ogromnie niebezpieczny, bo rynek aptek ma znaczenie strategiczne.

Reklama

Lobby kontra interes publiczny

Tymczasem 16 przedsiębiorców posiadających ponad 170 aptek złożyło do Sądu Okręgowego w Warszawie pozew zbiorowy dotyczący „Apteki dla Aptekarza 2.0” w 2024 roku. Ich zdaniem zmiany w prawie spowodowane AdA 2.0 prowadzą do wywłaszczenia właścicieli aptek. Raczej nie mówimy tu o zagranicznych sieciach, tylko o przedsiębiorcach, którzy czują się zabetonowani przez system, bez możliwości wejścia, rozwoju i wyjścia z rynku aptecznego?

Uważam, że to ruch czysto PR-owy. Tym bardziej że wyliczyli, że spadek wartości tych 170 aptek wyniósł, o ile pamiętam 11 mld zł, czyli 65 mln zł na aptekę, gdzie dziś cena transakcyjna apteki to 500 tys. zł., więc cały rynek aptek ma wartość w cenach transakcyjnych 6 mld zł. Celem ustaw było zablokowanie rozwoju sieci aptecznych, bo wypierały z rynku apteki prowadzone przez aptekarzy profesjonalnych, co było ze wszech miar złe i dla systemu ochrony zdrowia, i w sensie gospodarczym. AdA z pewnością ograniczyła korporacjom potencjalne zyski i to ich boli, ale system ochrony zdrowia nie ma zapewnić zysku korporacjom, tylko chronić zdrowie. Interes państwa też jest ważniejszy od zysków korporacji. Dlatego ta ustawa i ochrona rynku aptecznego są konieczne.

Podnoszono na spotkaniach zespołu aptecznego kwestię białych plam na mapie polskiego rynku aptecznego, czyli miejscowości, a zwłaszcza wsi, gdzie nie ma w ogóle aptek, o czym pan już też wspominał. Kto otwiera i prowadzi apteki na wsi?

To kolejna kwestia PR-owa. Liczba gmin bez aptek była podobna 20, 10 lat temu, jak i teraz. AdA nie miała na to żadnego wpływu i wynika to z danych prezentowanych przez resort zdrowia. A co do aptek prowadzonych na wsiach, według ogólnodostępnego rejestru aptek – są one prowadzone głównie przez firmy posiadające 1-4 apteki, w mniejszym stopniu przez małe sieci posiadające do 10 aptek. Sieci z ponad 50 aptekami mają dziś 3,4 tys. placówek, a na terenach wiejskich w całej Polsce prowadzą jedynie 42 apteki. Najwięksi gracze – Gemini, Dr Max, Ziko czy Apteki Słoneczne – nie mają w terenie wiejskim żadnej apteki. Biznes podąża tam, gdzie są ludzie i pieniądze, bynajmniej nie na prowincję.

Wspomniał pan, że AdA i AdA 2.0 to odpowiedź na łamanie prawa. Jak to wyglądało według pana wcześniej?

1 maja 2004 roku wprowadzono przepisy ograniczające koncentrację aptek – ustalono limit dla jednego podmiotu w liczbie aptek ogólnodostępnych w województwie do 1 proc. Ten limit był omijany przy braku reakcji inspekcji farmaceutycznej, choć mamy pisma, w których resort zdrowia i Główny Inspektorat Farmaceutyczny nawoływali do cofania zezwoleń za jego naruszenie. W efekcie powstały ogromne sieci, które mają już tak dużą przewagę, że lobbują przeciw blokowaniu ich dalszego rozwoju. Zgodnie z limitem 1proc. największa sieć dziś miałaby 113 aptek. Tymczasem wg rejestru aptek należący do holenderskiej spółki DOZ posiada 860 aptek własnych i ok. 400 franczyzowych, należąca do założonego w 1994 r. w Moskwie funduszu Penta Inv. sieć Dr.Max ma ok. 600 aptek, a Gemini (funduszu z Kajmanów) ma 320 aptek. Są też inne duże sieci.

W 2017 r. przyjęto ustawę AdA, której jednym z głównych celów było zablokowanie ich wzrostu. Ale w kolejnych 5 latach wg IQVIA i danych z rejestru aptek korporacje powiększyły swój stan posiadania o kolejne 500 aptek, w tym wspomniany powyżej Dr.Max urósł o ponad 200, a Gemini o 260 aptek. W tym samym czasie grupa aptek indywidualnych pomniejszyła się o ponad 2 tys. aptek.

Usługi farmaceutyczne i interes państwa

Ostatnio NIK sprawdzał funkcjonowanie tzw. ustawy Apteka dla Aptekarza 2.0 oraz sposób jej uchwalenia w ub. kadencji Sejmu (jej zapisy dodano do tzw. ustawy COVID-owej). Nie obawia się pan, że ustawa, której pan broni, może zostać zniesiona lub zmodyfikowana?

Przepisy AdA 2.0 dodano do innej, nie-COVID-owej ustawy, a tryb jej wprowadzenia ocenił Trybunał Konstytucyjny, nie NIK. Ale wyroku nie opublikowano. Ustawa póki co działa, ale z racji, że tryb jej wprowadzenia budzi wątpliwości, należy ją przeprowadzić ponownie, poprawnie. Ale nie ma wątpliwości, że przeprowadzić trzeba, jeśli chcemy mieć apteki, farmaceutów i działający system dystrybucji leków. Oczywiście niektóre aspekty regulacji można modyfikować, np. kwestie okresu czy sposobu dziedziczenia, czy restrukturyzacji, ale generalne zasady muszą pozostać, bo realizują ważny cel społeczny i są tożsame z rozwiązaniami unijnymi, które działają z powodzeniem od dziesiątek lat w innych krajach.

Więcej o działaniach NIK w sprawie AdA 2.0 przeczytasz tutaj

Jeśli chodzi o usługi dodatkowe w aptekach? To realna pana zdaniem pomoc dla systemu, dla aptek, aptekarzy?

Oczywiście! Na przykład szczepienia przeciw COVID – obecnie 95 proc. szczepionek zamawiają apteki. Pacjent do apteki przychodzi bez zapisu, załatwia wszystko od ręki, czasem nawet przychodzi w innym celu, a wychodzi zaszczepiony. Apteki są najłatwiej dostępnymi placówkami ochrony zdrowia. Powinniśmy rozwijać diagnostykę, wprowadzać nowe usługi, usprawniać istniejące, np. recepty kontynuowane, profilaktykę. To właśnie powinien być kierunek rozwoju i wszyscy czekamy na kolejne otwarcia. To kierunek korzystny dla pacjenta, systemu opieki zdrowotnej, odciążający lekarzy, a także poprawiający funkcjonowanie aptek.

W aptekach sieciowych jest również rozwinięta opieka farmaceutyczna, receptura, szczepienia, sami farmaceuci też podnoszą swoje kompetencje…

Z pewnością. Tam również pracują farmaceuci i nie ma wątpliwości, że robią wszystko, żeby pomagać pacjentom. Choć akurat wspomniana przez Panią receptura jest dość nisko marżowa i znamy przykłady z jednej z największych sieci, gdzie farmaceutom wydano polecenie, żeby nie wykonywali leków recepturowych, tylko aktywnie zaangażowali się w najnowszą akcję promocyjną, w ramach której rozdawali cukierki. Ale znamy też przypadki skrajnie przeciwne, gdzie receptura była supermarżowa, bo tubkę maści wyceniono w dużej sieci na 150 tys. zł… nie sądzę, żeby wycenę przygotował farmaceuta.

Mamy wydruki sprzedaży deficytów na wywóz dokonywane o północy, czyli z pominięciem farmaceutów. Mamy całe teczki materiałów dokumentujących rozliczanie premii za sprzedaż leków, e-maile koordynatorów wyrażających oburzenie, że farmaceuci nie wykonali zaplanowanego obrotu, także e-maile, w których wysyłano kierowników do lekarzy z prezentami. Również wiele o tym pisano w prasie, że przypomnę choćby artykuł w DGP, w którym opisano, jak dyrektorzy sieci „ogarniali swoich przygłupów” – mowa oczywiście o farmaceutach pracujących w tej sieci. Także można pracować nad wizerunkiem, ale to zawsze tylko pudrowanie. Powtarzam, znakomita większość krajów UE chroni apteki i pacjentów przed biznesem, zakazuje tworzenia sieci, a przykłady z naszego podwórka dają temu mocne uzasadnienie.

Co ma według pana stanowić priorytet, którym powinien kierować się ustawodawca przy zmianie prawa – cena leków, ich dostępność czy restrykcje w zakresie otwierania nowych aptek?

Priorytetem jest pacjent i jego interes zdrowotny. Wszystkie regulacje muszą prowadzić do zapewnienia najlepszej jakości usług, ich dostępności i w najkrótszym czasie. Kolejnym priorytetem, na równi z pierwszym, jest interes państwa. Apteki to jedyny kanał dystrybucji leków do pacjentów, dlatego nie wolno go zaniedbać. To rynek strategiczny, warunkujący życie i zdrowie. Zgodnie z Konstytucją, to władze publiczne odpowiadają za równy dostęp do opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Inną kwestią jest to, że w interesie państwa leży, żeby przedsiębiorcy płacili podatki. Tymczasem analiza biegłego, ale nawet same ogólnodostępne dane Ministerstwa Finansów wskazują, że straty skarbu państwa z powodu niezapłaconych podatków dochodowych przez spółki prowadzące sieci aptek liczone są w miliardach złotych. Sama franczyza Gemini, 180 aptek, to 3,7 mld obrotu i prawie 0,5 mld straty. Żadna spółka, nigdy nie wykazała zysku. Z naszych analiz przeprowadzonych na 200 aptekach wynika, że aptekarze płacą podatek dochodowy na poziomie 2 proc. obrotu, czyli gdyby to oni prowadzili apteki tej franczyzy, budżet państwa zyskałby ok. 100 mln zł. A to tylko 180 aptek jednej firmy…

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/05/2025 17:34
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości