Czy państwo ma prawo i obowiązek „odciąć” dzieci od części internetu, tak jak odcina je od alkoholu czy papierosów? Na posiedzeniu sejmowej Komisji do Spraw Dzieci i Młodzieży wybrzmiała diagnoza: media społecznościowe, komunikatory i algorytmy rekomendacji nie są neutralnym narzędziem, ale środowiskiem, które może wzmacniać kryzysy psychiczne, przemoc rówieśniczą, uzależnienia i kontakt z treściami suicydalnymi. W tle pojawiły się konkretne propozycje: ustawowa granica wieku, weryfikacja wieku przez rozwiązania cyfrowej tożsamości, większa odpowiedzialność platform oraz działania edukacyjne i zdrowotne.
Posiedzenie sejmowej Komisji do Spraw Dzieci i Młodzieży dotyczyło wpływu mediów społecznościowych, komunikatorów i czatbotów na osoby małoletnie oraz oceny, czy Polska powinna wprowadzić ustawową granicę wieku dostępu do platform cyfrowych. Jak podkreśliła przewodnicząca komisji Monika Rosa (KO), to kolejny etap debaty, w której danych i raportów nie brakuje, ale realna poprawa bezpieczeństwa dzieci wciąż nie nadąża za skalą zagrożeń.
Monika Rosa zaznaczyła, że zagrożenia są dobrze rozpoznane - od uzależnień i braku snu, przez kryzysy psychiczne, po przemoc i krzywdzenie seksualne - a kluczowe pytanie brzmi dziś, czy to wystarczające podstawy do bardziej zdecydowanych działań.
Ta debata toczy się w większości krajów Unii Europejskiej, przetoczyła się przez Australię. Dlatego chciałabym, abyśmy dzisiaj na tej komisji porozmawiali o tym, czy my wszyscy tutaj uważamy, że te dane, raporty i zagrożenia, które definiujemy, są wystarczające do tego, aby podjąć nieco bardziej radykalne kroki, niż tylko spotkanie i budowanie kolejnych danych i raportów - pytała Rosa.
Jednocześnie przewodnicząca zwróciła uwagę, że formalne ograniczenia wiekowe nie działają, bo dzieci już są w sieci masowo - według raportu „Internet dzieci. Raport z monitoringu obecności dzieci i młodzieży w internecie” Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa to 1,4 mln osób w wieku 7–12 lat — i od czasu ujawnienia tych danych sytuacja się nie zmieniła.
W centrum dyskusji znalazło się pytanie o ustawową granicę wieku dostępu do mediów społecznościowych, komunikatorów i innych usług cyfrowych. Monika Rosa nakreśliła spór: czy kopiować rozwiązania z Australii, Francji czy Danii, czy budować własny system, a także jak w ogóle zdefiniować „próg dojrzałości cyfrowej”.
Czy mamy się wzorować na Australii, na Francji, na Danii, czy budować własny system, czy wbudować system europejski? Jak stworzyć próg dojrzałości cyfrowej i jaka powinna być granica tego wieku. 13, 14, 15.
Reklama
Jednocześnie przewodnicząca komisji mocno podkreśliła, że regulacje nie mogą powstać „o dzieciach bez dzieci”. W jej ujęciu skuteczność prawa zależy od tego, czy zostanie ono przyjęte społecznie i czy będzie miało sens dla tych, których dotyczy:
I ta dyskusja oczywiście nie może się obyć bez osób, o których rozmawiamy, czyli bez osób, których już obecnie świat cyfrowy jest realnym światem, w którym funkcjonują. i o którym reglamentacji po prostu chcemy rozmawiać, przez ta debata z osobami małoletnimi, też musi być miejsce, ich głos musi być po prostu wysłuchany.
Reklama
Rosa zwróciła też uwagę na drugi filar: rodziców. Bez ich współudziału prawo może pozostać martwe albo prowokować masowe obchodzenie ograniczeń.
Ta debata nie odbędzie się bez rodziców, którzy muszą się w ten proces po prostu zaangażować. Ich świadomość tego, co robią ich dzieci w świecie cyfrowym, akceptacja dla działań ustawodawczych po prostu musi być faktem.
Wreszcie pojawia się najtrudniejsza część układanki: technologia i odpowiedzialność. Weryfikacja wieku w internecie nie jest prosta, bo dotyka prywatności, danych osobowych i tego, kto ma ponosić koszty systemu.
Wziąć pod uwagę w tej debacie będziemy musieli perspektywę rozwoju młodego człowieka, kwestie bezpieczeństwa państwa, kwestie technologiczne, w jaki sposób sprawić, aby ta weryfikacja wieku była realna, czy ta odpowiedzialność powinna być po stronie platform, czy powinna być po stronie państwa.
W imieniu Ministerstwa Zdrowia głos zabrał podsekretarz stanu Tomasz Maciejewski. Zarysował on argumentację, która łączy naukę o rozwoju dziecka, dane o cyberprzemocy i konsekwencje zdrowotne, zarówno psychiczne, jak i fizyczne.
Wiceminister zaczął od wniosku, że obecny próg 13 lat nie jest zgodny z tym, co wiemy o rozwoju dzieci, a w praktyce przypada na okres szczególnej podatności.
Zgodnie z badaniami, które którymi dysponujemy jako Ministerstwo Nauki podległych nam organizacji i instytutów, wiemy o tym, że ta granica 13 lat jest niezgodna z wiedzą naukową o rozwoju dziecka, to wtedy jest największa ryzyko problematycznego korzystania z mediów społecznościowych i nie tylko.
Maciejewski wskazał, że kluczowy jest wiek wczesnej adolescencji, kiedy presja rówieśnicza i porównywanie się z innymi stają się szczególnie silne, a kryzysy emocjonalne mogą się pogłębiać.
W związku z powyższym uważamy że, że jest to ten moment, który już na pewno trzeba tą granicę na pewno przesunąć, jako że wtedy to jest największa podatność na presję rówieśniczą, również porównywanie społecznych kryzysów emocjonalnych i trzeba zwrócić uwagę, że najbardziej narażona jest grupa dziewcząt w tej w tej w tej grupie wiekowej.
Drugim wątkiem były dane o cyberprzemocy, przedstawione jako problem systemowy, a nie incydentalny. Maciejewski podkreślił, że Polska znajduje się w niechlubnej czołówce.
Kolejna rzecz, to również jesteśmy w pierwszej piątce krajów o najwyższej liczbie sprawców i ofiar cyberprzemocy, tak? I to niestety chłopcy są sprawcami, dziewczęta niestety najczęściej ofiarami, ale ta przemoc rośnie we wszystkich grupach wiekowych dotyczących młodzieży, a ten wczesny wiek jest szczególnie 11-13 rok życia i jest tym grupą największego największego ryzyka.
Wiceminister zwrócił uwagę również na poziom dojrzałości cyfrowej młodzieży w Polsce, który w jego ocenie wypada słabo na tle Europy, a to przekłada się na większą podatność na ryzyka.
Dojrzałość cyfrową, niestety, nasza młodzież ma jedną z niższych w Europie i niestety za nami są kraje mniej rozwinięte i o tym też musimy pamiętać.
W jego wypowiedzi pojawił się także aspekt zdrowia fizycznego, często pomijany w dyskusji, gdy dominuje temat depresji czy przemocy. Maciejewski mówił o kosztach, które mogą ujawnić się w kolejnych dekadach.
Ale nie zapominajmy również o zdrowiu fizycznym dzieci, które korzystają z mediów społecznościowych czy też urządzeń cyfrowych, to jest niestety znacznie zwiększające się ryzyko krótkowzroczności, zmian degeneracyjnych kręgosłupa i otyłości problemów ortopedycznych związanych z siedzącym trybem życia.
Reklama
Wiceminister wskazał, że regulacje można oprzeć na przesłankach konstytucyjnych i prawie unijnym, argumentując, że państwo ma obowiązek ochrony dzieci, zdrowia i bezpieczeństwa.
Oczywiście to się odbije nie za 10-20 lat, wszyscy to zauważymy. Zauważamy również, że te wszystkie ograniczenia, które o których rozmawiamy, mieszczą się w prawie, w Konstytucji, artykuł 72, 68 i 5,zobowiązują nas do obowiązków ochrony praw dziecka przez władze publiczne, zapewnienia ochrony zdrowia obywateli. Mówimy o obowiązku państwa do zapewnienia bezpieczeństwa obywateli, więc jakby przesłanki konstytucyjne do wprowadzenia takich zmian są.
Wskazał też, że unijne przepisy o ochronie danych osobowych pozostawiają państwom możliwość ustalenia wieku zgody w pewnym przedziale.
Również, jeżeli chodzi o przepisy, dyrektywę o tak zwanym RODO w Polsce, tam umożliwia krajom członkowskim samodzielne ustalenie granicy wieku między 13 a 16 rokiem życia, więc, więc jakby też nie naruszamy tutaj prawa unijnego.
Maciejewski przywołał przykłady innych krajów i różne progi wieku, pokazując, że Polska nie byłaby wyjątkiem, lecz dołączałaby do trendu regulacyjnego.
W krajach unijnych już tak jak padło tu ze porozumienia przewodniczącej, Francja 15 lat, Hiszpania 16, Wielka Brytania 16, Belgia, Holandia, Norwegia, Włochy przyjmuje 16 lat, Australia tak naprawdę nawet już poniżej 16 roku życia też czy od 16 roku życia do wolnego.
Wreszcie pojawiła się propozycja narzędzi weryfikacji wieku, w tym rozwiązań państwowych, gdzie rodzice mogliby potwierdzać wiek dziecka, oraz wątek regulacji szkolnych.
Również jednym z możliwych mechanizmów patrujemy w wykorzystaniu platformy czy mam obywatel czy moje IP, gdzie rodzice byliby narzędziem mogliby potwierdzać wiek dziecka zakładającego konto na platformach społecznościowych.
I dalej:
Kolejna rzecz, no to oczywiście są zmiany w zakresie szkolnictwa, gdzie tam też zakaz używania telefonów i stosownych rozwiązań powinni być.
Maciejewski podkreślił jednak, że samo prawo karne czy zakazy nie wystarczą, bo potrzebna jest edukacja, a zwłaszcza praca z rodzicami.
Oczywiście nie tylko karanie i nie tylko ograniczenie, ale również działania edukacyjne skierowane do rodziców i i dzieci i młodzieży, jak najbardziej są niezbędne i takie taka konieczność jest istotna, tylko że też z badań prowadzonych przez chociażby Instytutu Matki i Dziecka wynik wiemy, że świadomość rodziców, jakie aktualnie obowiązują pokazują przepisy prawne, jest niska i tutaj musimy zwrócić się do do rodziców.
Jednym z najbardziej poruszających fragmentów posiedzenia była wypowiedź Halszki Witkowskiej, suicydolożki i specjalistki od profilaktyki samobójstw. W jej ujęciu problemem nie jest tylko „czas ekranowy”, ale mechanizm działania platform, w którym algorytmy mogą dostarczać dzieciom treści suicydalne niezależnie od ich intencji.
Witkowska zaczęła od przedstawienia wyników badań przeprowadzonych „wiosną tego roku” na reprezentatywnej próbie, realizowanych w zespole ekspertów. Wskazała na zjawisko, które w jej ocenie powinno być sygnałem alarmowym dla ustawodawcy.
Wśród uczniów klasy siódmej szkół podstawowych 39% dzieci jest odbiorcą treści suicydalnych. W przypadku uczniów klas siódmych trzecich klas ponadpodstawowych jest to już ponad 50%, a tylko 9% kiedykolwiek w ogóle szukało takich treści. Więc dzieciom się wyświetlają te treści, nawet jeżeli one ich nie wyszukują
Witkowska tłumaczyła, dlaczego jest to szczególnie niebezpieczne dla dzieci w kryzysie psychicznym, które mogą być „dopompowywane” przez rekomendacje treści, zamiast otrzymywać pomoc.
Jeżeli dziecko walczy w tym momencie z myślami samobójczymi i algorytmy mu jeszcze dodatkowo podrzucają takie treści, to pogłębia jego kryzys psychiczny. Nie muszę państwu tego tłumaczyć.
Zwróciła uwagę także na mechanizm „przypominajki”, który może uruchamiać powrót do treści suicydalnych nawet wtedy, gdy dziecko jest na etapie zdrowienia.
A z drugiej strony, jeżeli już sobie poradziło z tym kryzysem, jest na zezdrowienia, to te algorytmy są jako taka magiczna przypominajka w tym momencie, tak?
Witkowska odwołała się również do doświadczeń australijskich, podkreślając, że tamtejsze społeczeństwo odczuło ulgę po wprowadzeniu zmian, a „higiena cyfrowa” stała się normą kulturową.
We wtorek wróciłam z Australii, spędziłam tam miesiąc. Rozmawiałam z psychologami, z rodzicami, z ludźmi zaangażowanymi także w działaniach w kwestii zdrowia psychicznego i powiem jedno. Oni w pewien sposób odetchnęli z ulgą. Jest różnica, czują, że to była rzecz bardzo ważna.
I dalej mówiła:
Tam jest normalne to, że gdy rodzic jest w towarzystwie dziecka, odkłada telefon, pracuje z laptopa, a dzwoni z telefonu. Znaczy higiena cyfrowa w naszych czasach to jest podstawa.
W jej wypowiedzi pojawiły się też świeże dane Komendy Głównej Policji dotyczące zachowań samobójczych wśród dzieci i młodzieży w 2025 roku, które pokazują dramatyczny wzrost liczby samobójstw, przy jednoczesnym spadku prób.
W tej chwili dostaliśmy dane Komendy Głównej Policji, najnowsze dane dotyczące zachowań samobójczych wśród dzieci i młodzieży za rok 2025 i niestety w grupie do 19 roku życia mamy wzrost samobójstw o ponad 26%.
Witkowska zaznaczyła jednak, że spadek prób może świadczyć o skuteczności profilaktyki, ale system wciąż nie radzi sobie z dziećmi w najcięższym kryzysie.
Mamy pierwszy raz od kilku lat spadek w próbach samobójczych o 6%. Co to oznacza? Działania profilaktyczne mają sens. Docieramy do dzieci z profilaktyką na wczesnym poziomie kryzysu, ale jak już dziecko ma naprawdę problem, jak jest poważną ofiarą hejtu, przemocy, także przemocy rówieśniczej, tam nie dostaje od nas pomocy i niestety ten kryzys samobójczy się pogłębia.
Szczególnie mocno wybrzmiały dane o najmłodszych dzieciach, które w debacie publicznej często „nie mieszczą się” w wyobrażeniu o samobójstwach.
Mamy też, niestety, przerażające dane dotyczące najmłodszej grupy wiekowej 7-12. W roku 2025 było to pięć śmierci samobójczych, 83 próby samobójcze. Powtarzam, 7-12 lat w tym przedziale wiekowym.
Wątek technologiczny i legislacyjny rozwinął wiceminister Michał Gramatyka, odnosząc się do pytania o to, czy administracyjnie da się wymusić granicę wieku dostępu do platform społecznościowych.
Gramatyka tłumaczył, że rolą Ministerstwa Cyfryzacji jest stworzenie narzędzi, które pozwolą na weryfikację wieku przy dostępie do usług cyfrowych bez przekazywania nadmiarowych danych osobowych.
My jesteśmy odpowiedzialni za wprowadzenie narzędzi, które docelowo będą umożliwiały weryfikację przy dostępie do dowolnej usługi cyfrowej, weryfikację polegającą na tym, że będziemy mogli się zweryfikować przekazując tylko atrybut na przykład wieku, czyli przekazując tylko informacje o tym, że jesteśmy pełnoletni, nie przekazując żadnych innych danych osobowych.
Kluczowym elementem ma być wdrożenie rozporządzenia eIDAS 2.0, które wprowadza europejską cyfrową tożsamość. Gramatyka zaznaczył, że formalnie będzie ona dotyczyć osób pełnoletnich, ale Polska ma już mObywatela Junior, co otwiera możliwość implementacji podobnego mechanizmu dla młodszych.
Takie rozwiązanie pojawi się chwilą wdrożenia w Polsce rozporządzenia eIDAS 2.0. Pojawi się tak zwany europejski europejski elektroniczny dowód osobisty. No i oczywiście pewnie za chwilę znawcy tematu wytkną mi, że europejski dowód osobisty jest tylko dla osób pełnoletnich, czyli będzie działał tylko od 18 roku w górę, od 18 roku wzwyż. No ale wszyscy wiemy, że w Polsce funkcjonuje już dzięki dzięki pracy Ministerstwa Cyfryzacji obywatel w wersji Junior i myślę, że tak takie rozwiązanie będziemy w stanie tam zaimplementować.
Gramatyka mówił również o pracach nad ustawą mającą odciąć dzieci od treści dla dorosłych, wskazując, że dziś dostęp bywa oparty o fikcyjną „samodeklarację”.
Finiszujemy również z ustawą, która odgradza dzieci od treści przeznaczonych dla dorosłych, dlatego że z wszystkich badań, czy to z badań prowadzonych przez Naukową Akademicką Sieć Komputerową, ale też z badań, które są prezentowane na Komisji do spraw Dzieci i Młodzieży, wynika, że wśród najpopularniejszych stron, po które sięgają dzieci w internecie, są strony, które mają które mają materiały wyłącznie dla osób dorosłych.
Minister cyfryzacji mówił też o zmianie mechanizmu „checkboxa”:
Czyli to, co dzisiaj jest samodeklaracją, czyli kliknięciem checkboxa: mam 18 lat, wchodzę dalej, zostanie zastąpiony przez system weryfikacji oparty na metodzie wybranej przez dostawcę treści.
W jego wypowiedzi pojawił się też problem zgodności krajowych przepisów z regulacjami unijnymi i konieczność notyfikacji.
Komisja Europejska na każdym etapie prac nad tą ustawą zwraca nam uwagę, że niektóre przepisy tej ustawy stoją w kontrze do DSA, do Digital Services Act i będziemy musieli przejść trzymiesięczną procedurę notyfikacyjną, więc spodziewam się, że sejm zacznie nad tym prawem pracować mniej więcej w połowie roku.
Jednym z najmocniejszych politycznie fragmentów była wypowiedź wiceministra Michała Gramatyki o zawetowaniu ustawy wdrażającej przepisy związane z Digital Services Act. Wiceminister wskazał, że to uderzyło w możliwość budowania systemu bezpieczeństwa dzieci w internecie.
Oczywiście bardzo mocno utrudnił nam pracę pan prezydent Nawrocki wetując ustawę cyfrową, wetując Polską implementację Digital Services Act. No bo to właśnie w DSA były przepisy, które dotyczyły dzieci.
Gramatyka ocenił to weto jednoznacznie i bez eufemizmów:
To weto w mojej ocenie to było najgorsze weto w dotychczasowej kadencji pana prezydenta.
W dalszej części nawiązał też do obecnego na sali posła Janusza Cieszyńskiego, podkreślając, że mimo pozytywnych wypowiedzi byłego ministra cyfryzacji ustawa „nie wytrzymała konfrontacji” z decyzją prezydenta.
Perspektywę prawną przedstawiła Agata Dawidowska, radczyni prawna i rzeczniczka praw uczniowskich w Poznaniu. Jej ekspertyza dotyczyła progów dojrzałości, obowiązków państwa oraz tego, jak bardzo prawo „nie nadąża” za cyfrowym środowiskiem.
Dawidowska wskazała, że z punktu widzenia praw dziecka nie chodzi wyłącznie o zdrowie psychiczne czy dekoncentrację, ale o systemowe naruszenia praw w przestrzeni cyfrowej. Przywołała też wskaźnik z raportu Fundacji Orange.
W mojej ekspertyzie zaobserwowałam, są wszystkie źródła dotyczące tego, że wskaznik poszanowania nam między innymi praw dziecka w polskim internecie to jest 2,3/10 punktów.
W jej ocenie fundamentem prawnym działań jest Konstytucja, zwłaszcza obowiązek ochrony dzieci przed przemocą, wyzyskiem i demoralizacją.
Artykuł 72 Konstytucji, z którego wynika, że każdy ma prawo żądać, każdy z nas jako obywateli od organów władzy publicznej, czyli między innymi od ustawodawcy ochrony dziecka przed i tutaj okrucieństwem, przemocą, wyzyskiem i demoralizacją.
Dawidowska argumentowała, że paternalizm prawny już istnieje w polskim systemie i chroni dzieci w wielu obszarach, więc wprowadzenie granicy wieku dla mediów społecznościowych nie byłoby precedensem.
Taki paternalizm prawny rozumiany jako właśnie stanowienie różnych zakazów czy nakazów, które mają chronić podmioty słabsze, tutaj dzieci w szczególności przed przed różnymi szkodliwymi działaniami innych osób między innymi. Jest w naszym systemie profilaktyki zdrowotnej i jakiejś ochrony przed wiktorymizacją cały czas obecnej.
Szczególnie ważny był jej argument o odpowiedzialności rodziców. W przeciwieństwie do koncepcji, w której to rodzice mają być „bramką” do internetu, Dawidowska uznała ten pomysł za chybiony, wskazując na niską świadomość rodziców.
I taki pomysł, żeby to rodzice byli odpowiedzialni odpowiedzialni za to i wyrażali wszystkie zgody, w którym momencie dziecko może wejść do tej przestrzeni cyfrowej, jest chybione ze względu na to, że świadomość rodziców jest niska.
Ekspertka porównała też różne progi wiekowe funkcjonujące w polskim prawie, pokazując, że granice wieku są standardowym narzędziem regulacji. Wskazała m.in. 15 lat jako „twardą granicę” w obszarze seksualności oraz 16 lat jako próg związany z RODO.
Drugą granicę mamy na 15 latach i to jest 15 lat, to jest taka twarda granica wszystkich kwestii dotyczącej seksualności. I tutaj ustawodawca też daje jasną granicę i wymusza, że dziecko poniżej 15 roku życia nie można z nim współżyć, nie można go wykorzystywać w żaden sposób seksualnie, nawet jeśli rodzice wyrazili zgodę, nawet jeśli samo dziecko wyraziłoby zgodę.
O RODO mówiła tak:
Później mamy granicę 16 lat i tutaj jest ta granica wskazana przez RODO, czyli próg samodzielnego wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych w zakresie usług społeczeństwa informacyjnego.
Dawidowska podkreśliła też analogię do regulacji hazardu, energetyków, alkoholu i telewizji, pokazując, że internet pozostaje „luką”, w której dziecko może dostać więcej niż w tradycyjnych mediach.
I teraz jak sobie porównamy to do tego co się dzieje w w internecie, to wychodzi nam ogromna luka prawna. Wychodzi nam po prostu bardzo duża dysproporcja pomiędzy tym, czy możemy nakarmić nasze dzieci w telewizji, a co one mogą dostać w internecie.
Głos organizacji badawczej przedstawiła Zofia Włodarczyk z Fundacji More in Common Polska, prezentując wyniki badania na próbie 1500 rodziców dzieci w wieku 0–18 lat.
Włodarczyk zaczęła od obrazu codzienności, który ma działać jak test rzeczywistości: dziecko w przestrzeni publicznej i telefon jako przedłużenie ręki.
Zanim zacznę pokazywać wyniki tych badań, chciałabym poprosić państwa, żebyście przypomnieli sobie, kiedy ostatni raz widzieliście nastolatka czy dziecko w przestrzeni publicznej. (…) Jest duża szansa, niestety, że patrzyło w telefon, bo 98% dzieci powyżej 10 roku życia posiada własne urządzenia ekranowe. Telefon, laptop, tablet, 98% to naprawdę bardzo dużo.
Zwróciła uwagę, że już najmłodsze dzieci są obecne w mediach społecznościowych, a skala może być niedoszacowana, bo rodzice nie zawsze wiedzą, co robi dziecko w internecie.
W przedziale wiekowym 7-12 lat rodzice przyznają, że 40% dzieci korzysta z mediów społecznościowych. Możemy przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, że w rzeczywistości ten odsetek jest jeszcze wyższy.
W badaniu bezpieczeństwo dzieci w sieci znalazło się na szczycie obaw rodziców. Włodarczyk podała konkret:
89% rodziców w Polsce jest zaniepokojonych bezpieczeństwem swoich dzieci w internecie.
I dodała, że w jakościowych rozmowach nie było to tylko „zaniepokojenie”, ale emocje graniczne:
Rodzice mówili o przerażeniu, o strachu, o frustracji, o zagubieniu i potrzebie wsparcia w tym obszarze.
Włodarczyk wskazała też dwa główne źródła lęku: uzależnienie od ekranów oraz hejt i przemoc rówieśnicza.
Czym najbardziej rodzice się niepokoją, jeśli chodzi o korzystanie ich dzieci z internetu i mediów społecznościowych, uzależnieniem od ekranów oraz hejtem i przemocą rówieśniczą w sieci.
Co istotne, rodzice próbują działać, ale czują, że to za mało. Włodarczyk podkreśliła, że ogromna większość potrzebuje wsparcia „z zewnątrz”.
W jej relacji pojawiła się też ważna obserwacja polityczna: temat jest „szansą”, bo działania na rzecz bezpieczeństwa dzieci w sieci mogą poprawić nastawienie wyborców.
57% polskich rodziców zadeklarowało, że zapowiedź działań w na rzecz większego bezpieczeństwa dzieci w internecie, wpłynęłaby pozytywnie na ich nastawienie ich nastawienie do danej partii politycznej i również na decyzje wyborcze.
Minister edukacji Barbara Nowacka w swojej wypowiedzi podkreśliła, że komisja doszła do momentu, w którym spór nie dotyczy już tego, czy działać, ale jak działać.
I chyba osiągnęliśmy tę masę krytyczną. To jest chyba ten moment, kiedy nie ma tutaj na tej sali, mam nadzieję, osób, które powiedzą nie powinniśmy działać.
Nowacka mówiła o odpowiedzialności państwa i o tym, że nie może ono pozostawać bierne, jeśli problem jest tak powszechny i społecznie widoczny.
Chyba wszyscy wiemy, że działać trzeba, że państwo nie może być bierne lub zadowalając informacjami o tym, co byśmy chcieli, aby, tylko po prostu trzeba zacząć działać.
W jej ujęciu konieczne jest wyjście poza „silosy” resortowe, a działania muszą łączyć edukację, regulacje i wymuszenie odpowiedzialności platform.
Trzeba działać skutecznie, spokojnie i wyjść poza silosy (…) Dzisiaj wiemy, że edukacja jest bardzo ważna (…) Sama edukacja nie wystarczy. Sama edukacja też dotrze wyłącznie do dzieci. No musimy zaangażować też do działania rodziców, organizacje pozarządowe i całą klasę polityczną.
Nowacka wyraźnie postawiła też analogię do ograniczeń dotyczących alkoholu, papierosów czy energetyków, wskazując, że podobny standard powinien dotyczyć treści cyfrowych.
Jest dyskusyjne, że wprowadziliśmy i funkcjonuje ograniczenie w dostępie do alkoholu, papierosów, energetyków. To jest oczywiste. Z tym nikt nie dyskutuje.
I dodała mocny kontrast, który w praktyce streszcza sens dyskusji o granicy wieku dla mediów społecznościowych:
I nie możemy zgadzać się, żeby do kina, co jest słusznym rozwiązaniem dziecko nie mogło wejść, a w internecie było narażone na treści samobójcze, pornograficzne, obsceniczne, zachęcające do agresji, promujące hejt.
Z przebiegu posiedzenia Komisji ds. Dzieci i Młodzieży wyłania się wspólny rdzeń: dzieci są w mediach społecznościowych wcześniej, niż zakładają regulaminy, a państwo rozważa wprowadzenie ustawowych narzędzi, by ten stan zmienić.
W tej debacie spotkały się trzy porządki: zdrowie publiczne i psychiczne, prawo i obowiązki państwa oraz technologia weryfikacji wieku w internecie. Wspólnym mianownikiem była teza, że bez regulacji i bez wymuszenia odpowiedzialności na platformach, problem nie rozwiąże się sam.
Jak mówiła Monika Rosa, komisja chce dojść do rozwiązań, które będą skuteczne, a jednocześnie możliwe do wdrożenia w praktyce, także z uwzględnieniem głosu małoletnich i rodziców. Z kolei eksperci i przedstawiciele rządu wskazywali, że stawką jest nie tylko komfort cyfrowy, ale zdrowie psychiczne, bezpieczeństwo i przyszłość całego pokolenia.
Wypowiedź Halszki Witkowskiej o treściach suicydalnych, które „wyświetlają się” dzieciom nawet bez ich poszukiwania, była jednym z tych momentów, które zmieniają debatę z teoretycznej w pilną. A słowa o „higienie cyfrowej” jako podstawie pokazują, że rozwiązania nie kończą się na ustawowym limicie wieku dla mediów społecznościowych, ale muszą obejmować także normy społeczne, edukację i realne wsparcie dla rodzin.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze