Lekarz z telefonem w ręku zamiast stetoskopu? To nie wizja przyszłości, ale codzienność współczesnej medycyny. Coraz więcej specjalistów zakłada profile na Instagramie, nagrywa filmiki na TikToka i odpowiada na komentarze pacjentów w sieci – nie po to, by zdobywać lajki, ale by chronić fakty przed zalewem fake newsów. Bo dziś walka o zdrowie nie toczy się tylko w szpitalu, ale i w scrollowanej bez końca przestrzeni social mediów – z przeciwnikami szczepień, konspiracjami i pozornie „zdrowym rozsądkiem” z YouTube’a, o czym mówi dr Ilona Małecka z UM w Poznaniu.
Współczesna walka o zdrowie pacjentów nie toczy się wyłącznie w szpitalnych salach czy przychodniach. Coraz częściej – przenosi się na ekrany smartfonów. Instagram, Facebook, TikTok, YouTube – to właśnie tam codziennie tysiące Polek i Polaków szuka odpowiedzi na pytania dotyczące zdrowia, chorób, szczepień czy leczenia. Problem w tym, że bardzo często odpowiedzi udzielają nie specjaliści, ale samozwańczy eksperci, influencerzy bez wykształcenia medycznego i wyznawcy teorii spiskowych.
„Dlaczego media społecznościowe są dla lekarzy nieuniknione? Bo są tam nasi pacjenci. I to nie tylko z pytaniami o szczepienia – oni szukają tam informacji o zdrowiu w ogóle” – tłumaczy dr Ilona Małecka, lekarka i edukatorka z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.
Reklama
Przez dekady edukacja zdrowotna opierała się na broszurach, wykładach, ulotkach, rozmowach z lekarzem w gabinecie. Tymczasem dziś młodzi pacjenci coraz rzadziej „googlują” cokolwiek w przeglądarce – zamiast tego wpisują hasło w wyszukiwarkę Instagrama lub TikToka. Szybko, kolorowo, skrótowo.
– Media społecznościowe dały ruchom antyszczepionkowym ogromną siłę – podkreśla dr Małecka. – Mają dostęp do milionów odbiorców i mogą wielokrotnie powtarzać ten sam przekaz. A informacja, która krąży wystarczająco długo, zaczyna być odbierana jako prawdziwa.
Reklama
To właśnie dlatego – mimo hejtu, trudności i cenzury algorytmicznej – coraz więcej lekarzy decyduje się mówić wprost o szczepieniach i innych kwestiach medycznych w internecie. Jak wynika z raportu PZWL z 2023 roku, wielu z nich widzi swoją obecność w mediach społecznościowych nie jako element promocji, ale jako misję: przeciwwagę dla zalewającej sieć dezinformacji.
Brzmi absurdalnie? A jednak – zgodnie z analizami, które przytacza dr Małecka, lekarze mają zaledwie 2–3 sekundy, by zainteresować widza, i 15–30 sekund, by przekazać sensowną treść. Problem w tym, że medycyna nie jest memem. To nauka oparta na dowodach. Próba wyjaśnienia złożonych procesów biologicznych w czasie krótszym niż przeciętny spot reklamowy jest nie tylko wyzwaniem – bywa wręcz akrobatyką poznawczą.
Na tym tle przewagę mają ruchy antynaukowe: posługują się emocjami, uproszczeniami i krzykliwymi hasłami typu „szczepionki zabijają” czy „lekarze kłamią”. To łatwe do zapamiętania, przemawiające do lęków komunikaty. Odpowiedzi lekarzy muszą być więc jednocześnie prawdziwe, zwięzłe i zrozumiałe, co nie jest łatwe w zawodzie opartym na precyzji i ostrożności słowa.
Dr Ilona Małecka podkreśla, że lekarze, którzy edukują w social mediach, muszą nie tylko znać się na medycynie – muszą być też autentyczni, odważni i odporni na krytykę.
- To przypomina pole minowe. Szczepienia to temat, który przyciąga hejt i agresję. Mimo to lekarze muszą być tam obecni, bo jeśli ich nie będzie, to pacjenci pozostaną wyłącznie w zasięgu dezinformacji.
Dodatkowym utrudnieniem są mechanizmy platform – algorytmy często ograniczają zasięg postów edukacyjnych, zwłaszcza tych poruszających kontrowersyjne tematy, jak COVID-19 czy szczepienia. Paradoksalnie, bardziej „klikalne” są treści dotyczące np. medycyny estetycznej, co sprawia, że przekaz oparty na faktach musi walczyć o uwagę użytkownika w przestrzeni, która premiuje prostotę, wygląd i sensację.
Podczas gdy influencerzy budują swoje kariery na Instagramie i TikToku, wielu lekarzy działa tam nie z chęci zysku, ale z potrzeby edukowania i przeciwdziałania dezinformacji. Jak zauważa dr Ilona Małecka, choć działalność w mediach społecznościowych bywa wyczerpująca i naraża na hejt, lekarze traktują ją jako misję – bo fałszywe informacje rozprzestrzeniają się nie tylko w sieci, ale wchodzą też do gabinetów i mają realny wpływ na decyzje zdrowotne pacjentów.
Pandemia COVID-19 tylko pogłębiła ten problem. Mimo milionów ofiar, internetowe narracje o „statystach w szpitalach” czy „szczepionkach jako narzędziu kontroli” trzymają się mocno. WHO już w 2020 roku ogłosiła zjawisko infodemii – czyli epidemii dezinformacji – jako zagrożenie dla zdrowia publicznego. I to właśnie z tym zagrożeniem medycy próbują walczyć, mimo ograniczeń, mimo hejtu i mimo tego, że działają głównie z poczucia obowiązku, a nie z myślą o własnej marce.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze