Reklama

Centralizacja transplantologii w Polsce: „Nie w każdym mieście powinno się przeszczepiać” – prof. Michał Grąt z WUM

Polska transplantologia nie powinna być ani skupiona w jednym mieście, ani rozproszona w każdym szpitalu – przekonuje prof. Michał Grąt, krajowy konsultant w dziedzinie transplantologii klinicznej. Czy przeszczepy powinny być wykonywane w każdym dużym mieście? Ekspert nie ma wątpliwości: w transplantologii jakość jest bezpośrednio związana z liczbą wykonywanych zabiegów, a rozproszenie procedur może oznaczać niższe bezpieczeństwo pacjentów. W rozmowie z PolitykaZdrowotna.com wyjaśnia, dlaczego Polska powinna postawić na racjonalną centralizację w silnych ośrodkach, ilu przeszczepień rocznie potrzeba, by utrzymać kompetencje zespołu, oraz co dziś najbardziej ogranicza rozwój transplantologii.

Pierwsza w Polsce udana autotransplantacja wątroby z resekcją ex situ, przeprowadzona 10 lutego 2026 r. w Centralnym Szpitalu Klinicznym UCK WUM przez zespół Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawski Uniwersytet Medyczny, stała się bezpośrednią inspiracją do tej rozmowy. Zabieg polegał na czasowym wyjęciu wątroby, usunięciu z niej olbrzymiego, dotąd uznawanego za nieresekcyjny nowotworu poza organizmem pacjentki, a następnie ponownym wszczepieniu narządu.

Operacja otwiera nowy etap w leczeniu najbardziej zaawansowanych guzów wątroby i pokazuje, jak ściśle dziś splatają się transplantologia i chirurgia onkologiczna. Rodzi też szersze pytania: czy tak złożone procedury powinny być wykonywane w wielu ośrodkach, czy raczej koncentrowane w wyspecjalizowanych centrach? O tym – i o przyszłości transplantologii w Polsce – PolitykaZdrowotna.com rozmawia z prof. Michałem Grątem, krajowym konsultantem w dziedzinie transplantologii klinicznej i kierownikiem Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby, WUM.

Reklama

Centralizacja transplantologii w Polsce: jakość zależy od liczby

PolitykaZdrowotna.com: Polska transplantologia wymaga dziś centralizacji?

Prof. dr hab. n. med. Michał Grąt: Najpierw musimy zdefiniować, czym jest centralizacja. Gdyby miała oznaczać wykonywanie wszystkich przeszczepień w jednym mieście, byłbym temu zdecydowanie przeciwny. Natomiast jestem zwolennikiem centralizacji procedur wysoko specjalistycznych w ograniczonej liczbie wybranych ośrodków w skali kraju. Nie chodzi o to, by wszystkie przeszczepienia wątroby odbywały się w Warszawie, ale też nie o to, by wykonywano je w każdym mieście.

Reklama

Transplantologia to dziedzina, w której jakość jest ściśle powiązana z liczbą wykonywanych procedur. Jeśli w ośrodku przeprowadza się 10–15 przeszczepień rocznie, a zespół liczy kilku chirurgów, to pojedynczy operator wykonuje taką operację raz na kilka miesięcy. Trudno wtedy mówić o stałej ekspozycji i utrwalaniu doświadczenia. To trochę jak z pilotem, który lata raz na pół roku – nikt nie chciałby być pasażerem podczas takiego lotu. W Polsce większość ośrodków nie jest ośrodkami wysokowolumenowymi. A wiemy z danych medycznych, że przeszczepienia wykonywane w centrach, gdzie rocznie przeprowadza się ich więcej, są związane z lepszymi wynikami. Oczywiście te ośrodki podejmują się też trudniejszych przypadków, przyjmują pacjentów wyższego ryzyka, więc ich wyniki trzeba interpretować w kontekście struktury chorych. Ale doświadczenie zespołu – także w leczeniu powikłań – rośnie wraz z liczbą wykonywanych transplantacji.

Reklama

Małe i duże ośrodki – gdzie leży granica?

PolitykaZdrowotna.com: Chce Pan Profesor powiedzieć, że małe ośrodki transplantacyjne powinny być zamykane?

M.G.: Nigdy nie postulowałem zamykania istniejących ośrodków. Uważam natomiast, że jeśli w danym zakresie mamy wystarczającą liczbę centrów transplantacyjnych, powinniśmy wstrzymać się z wydawaniem nowych pozwoleń. W Polsce są ośrodki, które deklarują możliwość znacznego zwiększenia liczby przeszczepień, gdyby dostępnych było więcej narządów. Ich łączny potencjał przekracza obecne liczby wykonywanych transplantacji.

Reklama

Warto też przyjrzeć się minimalnym liczbom procedur. Nie ma „magicznej” liczby – 17 czy 26 przeszczepień rocznie – która byłaby jednoznacznym progiem jakości. Ale zdroworozsądkowo można uznać, że np. jedna transplantacja miesięcznie daje już pewną regularność. Ośrodki wykonujące jedno, dwa czy trzy przeszczepienia rocznie nie zapewniają ani systemowego bezpieczeństwa, ani odpowiedniej ekspozycji zespołu.

W Niemczech wprowadzono regulacje, zgodnie z którymi ośrodek wykonujący mniej niż 20 przeszczepień nerek rocznie traci finansowanie. To pokazuje, że w medycynie zabiegowej jakość jest funkcją liczby. Podobne zasady obowiązują choćby w przypadku porodówek.

Reklama

Postęp medycyny a rosnące potrzeby transplantacyjne

PolitykaZdrowotna.com: Medycyna dynamicznie się rozwija. Czy to oznacza, że transplantologia będzie kiedyś mniej potrzebna?

M.G.: Nie sądzę. Postęp medycyny pozwala skuteczniej leczyć wiele chorób, ale nadal istnieją stany nieodwracalne – krańcowa niewydolność narządu czy zaawansowane nowotwory. Nawet jeśli wcześniej wykryjemy zakażenie HCV i skutecznie je wyleczymy albo zatrzymamy proces uszkadzania wątroby u pacjenta nadużywającego alkoholu, to część chorych i tak zgłosi się zbyt późno.

Reklama

Możemy sobie wyobrazić system, w którym prowadzimy szerokie programy przesiewowe wobec wszystkich chorób prowadzących do niewydolności narządów. Ale to nierealne – zarówno z powodów finansowych, jak i organizacyjnych. Niektóre choroby występują tak rzadko, że trzeba przebadać kilkanaście tysięcy osób, by wykryć jeden przypadek. Część pacjentów zawsze będzie diagnozowana w stadium, w którym jedyną szansą pozostaje transplantacja.

Brak dawców – etyczne wąskie gardło systemu

PolitykaZdrowotna.com: Panie Profesorze, w Polsce brakuje dawców, czy raczej problemem jest rosnąca liczba wskazań?

Reklama

M.G.: W mojej ocenie brakuje dawców. Gdybyśmy dysponowali taką liczbą narządów, że każdy pacjent, który może realnie skorzystać z przeszczepienia, otrzymywałby je w odpowiednim czasie, moglibyśmy mówić o równowadze. Obecnie musimy konstruować kryteria kwalifikacyjne w taki sposób, by ograniczać dostęp. To oznacza, że pacjent, który dzięki transplantacji mógłby przeżyć rok czy dwa dłużej, często nie zostaje zakwalifikowany, bo jego miejsce zajmuje chory z szansą przeżycia 10–15 lat po przeszczepieniu. To dramatyczne, ale nieuniknione przy niedoborze narządów.

Reklama

Autotransplantacja – szansa dla pacjentów dotąd dyskwalifikowanych

PolitykaZdrowotna.com: Ilu pacjentów mogłoby w Polsce skorzystać z autotransplantacji i jakie są szanse, żeby stała się stosowaną w kraju metodą transplantacji?

M.G.: Szacuję, że to kilkudziesięciu chorych rocznie, choć trudno podać dokładną liczbę. To pacjenci z pojedynczymi zmianami, których miejscowe zaawansowanie uniemożliwia klasyczną resekcję czy transplantację. Do tej pory byliśmy zmuszeni ich dyskwalifikować z leczenia operacyjnego.

PolitykaZdrowotna.com: Czy kwalifikacja do autotransplantacji jest bardziej skomplikowana niż do alotransplantacji?

Reklama

M.G.: W pewnym sensie jest prostsza, bo pacjent jest własnym dawcą – nie ma immunosupresji i części przeciwwskazań typowych dla przeszczepienia od zmarłego dawcy. Z drugiej strony sama procedura jest bardziej obciążająca, więc profil ryzyka pacjenta musi być odpowiednio niski.

Innowacje: perfuzja pozaustrojowa i rozsądne wdrażanie zmian

PolitykaZdrowotna.com: Jakie innowacje uważa pan za kluczowe dla rozwoju transplantologii w Polsce?

M.G.: Jednym z przykładów są perfuzje pozaustrojowe narządów – w przypadku płuc, serca czy wątroby. Ministerstwo Zdrowia wspiera ich rozwój, finansując programy i szkolenia. W przeszczepieniach nerek perfuzje są już finansowane przez NFZ.

Reklama

Opieka psychologiczna – dostęp zamiast nadregulacji

PolitykaZdrowotna.com: Czy pacjenci transplantacyjni mają zapewnioną odpowiednią opiekę psychologiczną? Potrzeba wyspecjalizowanej opieki psychologa transplantologicznego tak jak onkopsychologa?

M.G.: W naszym ośrodku mamy zatrudnionego psychologa dostępnego dla pacjentów przed i po przeszczepie. Nie każdy chory wymaga takiego wsparcia, ale zespół identyfikuje osoby, które go potrzebują. Jestem ostrożny wobec tworzenia nadmiernie wyspecjalizowanych stanowisk, np. psychologa wyłącznie transplantacyjnego. W medycynie istnieje wiele dziedzin, które mogłyby postulować własnych specjalistów. Kluczowe jest zapewnienie realnego dostępu do wsparcia, a nie mnożenie regulacji.

Kształcenie młodych transplantologów

PolitykaZdrowotna.com: Jak kształcić przyszłych transplantologów? Czego brakuje w polskim systemie?

M.G.: W przypadku chirurgów-zabiegowców to droga dla tych, którzy ukończyli specjalizację. Najlepsze efekty daje szkolenie w dużych ośrodkach o wysokim wolumenie, gdzie młody lekarz ma stałą ekspozycję na różnorodne procedury i powikłania. Oczywiście, model mistrz–uczeń, jaki funkcjonuje w mniejszych ośrodkach, wciąż ma tu ogromne znaczenie.

Zachęcam też do łączenia medycyny klinicznej z działalnością naukową. Rozwój transplantologii wymaga badań i krytycznego myślenia. Staże zagraniczne są cenne, ale powinny odbywać się na odpowiednim etapie kariery – wtedy rzeczywiście poszerzają kompetencje, a nie są jedynie „atrakcyjnym” elementem CV.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/02/2026 06:30
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Waclaw - niezalogowany 2026-02-28 13:33:51

    W nawiązaniu do sukcesu autotransplantacji i omawianej przez Pana Profesora wagi doświadczenia, nigdzie nie padła informacja gdzie Pan Profesor nabył jakiekolwiek doświadczenie w tej procedurze za granicą? Czy był to tylko eksperyment medyczny?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości