Musimy racjonalnie uporządkować sieć porodówek – nie po to, by je zamykać, ale by kobiety miały pewność, że rodzą w miejscach bezpiecznych, dobrze wyposażonych i z doświadczonym personelem. A cyfryzacja? Ma służyć pacjentowi, nie utrudniać pracy lekarzom – mówi dr n. med. Tomasz Maciejewski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, w rozmowie z politykazdrowotna.com. Opowiada o opiece okołoporodowej, cyfryzacji ochrony zdrowia i o tym, dlaczego minister zdrowia też musi dbać o równowagę.
Dr n. med. Tomasz Maciejewski to człowiek, który o porodach, wcześniakach i zdrowiu kobiet wie niemal wszystko. Jako dyrektor Instytutu Matki i Dziecka przez lata budował model opieki perinatalnej w Polsce. Obecnie, od niedawna w roli wiceministra zdrowia, łączy naukową wiedzę z urzędniczą odpowiedzialnością. Mówi spokojnie, konkretnie, bez wielkich słów – raczej o procesach, systemach, standardach i zarządzaniu zespołem. Ale gdy rozmowa schodzi na temat kobiet w ciąży i wcześniaków, w jego tonie słychać pasję.
Każde dziecko ma prawo do najlepszego startu – powtarza.
Reklama
Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski: To było intensywne doświadczenie i jeden z moich sukcesów. Najważniejsze jest stworzenie zespołu ludzi, którzy naprawdę współpracują dla dobra pacjenta. Miałem do czynienia z wybitnymi indywidualnościami, a połączenie ich ambicji i potrzeb w jedną, skuteczną pracę, było wyzwaniem.
Przykład? Dwóch kierowników zakładów – wcześniej „nie darzyli się sympatią” i spierali nawet o wielkość pokoju – wspólnie zrealizowali grant europejski o wartości 40 milionów złotych. To symboliczny obraz tego, co udało się zbudować w całym instytucie.
Reklama
Dzięki temu doświadczeniu wiem, jak ważne jest budowanie współpracy – zarówno w Ministerstwie Zdrowia, gdzie departamenty muszą działać razem, jak i w relacjach z zewnętrznymi interesariuszami. W ochronie zdrowia mamy wielu wybitnych specjalistów o mocnych charakterach i umiejętność scalania ich wokół wspólnych celów jest kluczowa.
T.M.: Bardzo wcześnie rozpoczęliśmy prace nad tą koncepcją i dziś pilotaż pokazuje, które elementy są rzeczywiście potrzebne, a które można ograniczyć lub stosować w innych interwałach czasowych. Pilotaż właśnie temu służy – ma zweryfikować założenia i wskazać model najbardziej optymalny dla całego kraju.
Reklama
Mówimy o bardzo specyficznej grupie dzieci – wcześniakach. Jeśli zapewnimy im odpowiednią opiekę w okresie okołoporodowym i noworodkowym, damy im szansę na zdrowe życie i pełną sprawność w dorosłości. Australijczycy policzyli, że koszt doprowadzenia dziecka urodzonego w 28. tygodniu ciąży do zdrowego, funkcjonującego prawidłowo 20-latka to około milion dolarów australijskich. To pokazuje, że inwestycja we wczesną kompleksową opiekę to nie tylko kwestia etyczna, ale też ekonomiczna.
T.M.: W Polsce mamy bardzo dobrą opiekę perinatalną – naprawdę jesteśmy w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o wskaźniki przeżywalności wcześniaków i jakość opieki nad kobietą w ciąży. Liczba zgonów okołoporodowych kobiet jest u nas jedną z najniższych w Europie. Oczywiście, nie unikniemy wszystkich dramatycznych przypadków, bo współczesna medycyna nie jest w stanie zapobiec każdemu powikłaniu, zwłaszcza że coraz częściej rodzą kobiety z chorobami współistniejącymi. Ale naszym obowiązkiem jest zrobić wszystko, by żadne tragedie nie wynikały z błędów organizacyjnych – i właśnie nad tym konsekwentnie pracujemy.
Reklama
W tej chwili finalizujemy nowelizację standardu organizacyjnego opieki nad kobietą w ciąży, która wprowadzi nowe, zaktualizowane rozwiązania. Jednocześnie musimy racjonalizować sieć oddziałów położniczych. O tym mówi się od 20 lat – ja sam, jeszcze jako młody lekarz, słyszałem to od prof. Troszyńskiego.
W Polsce powinny działać oddziały, które wykonują co najmniej 600 porodów rocznie – to minimum, które gwarantuje bezpieczeństwo i utrzymanie kompetencji personelu. Utrzymywanie bardzo małych oddziałów, gdzie odbywa się 100 czy 200 porodów, nie ma sensu ani medycznego, ani ekonomicznego.
Reklama
Nie chodzi o to, by kobieta jechała dwie godziny do porodu. Tworzymy system, który zapewni równowagę między bezpieczeństwem a dostępnością. Zasięg dojazdu do oddziału położniczego nie powinien przekraczać 60–80 minut.
Jednocześnie wprowadzamy nowy model ośrodków opieki ambulatoryjnej nad ciężarną. To placówki, które nie prowadzą porodów, ale zapewniają całodobowe bezpieczeństwo diagnostyczne. Przez pięć dni w tygodniu dyżuruje tam ginekolog, dostępne są sprzęt KTG, łóżko porodowe i zespół ratownictwa medycznego w gotowości.
Reklama
Jeśli pacjentka trafi tam w nagłej sytuacji, poród może się odbyć bezpiecznie – położna samodzielnie przyjmie dziecko, oceni jego stan, a jeśli nie ma wskazań do hospitalizacji, kobieta wróci do domu.
T.M.: Dają dystans i świadomość, że wiele rzeczy można robić inaczej – niekoniecznie drożej, ale mądrzej. W wielu krajach, np. w Hiszpanii, nie w każdym powiecie jest całodobowy szpital. Działają ośrodki dzienne, które przyjmują pacjentów planowych od poniedziałku do piątku, a całodobowo i weekendowo dyżuruje szpital regionalny. To działa, jest bezpieczne i racjonalne kadrowo.
Reklama
W Polsce mamy problem z alkokacją personelu medycznego, tym bardziej że te zasoby nie są nieograniczone. Zamiast ich rozpraszać, musimy optymalizować pracę i unikać przeciążenia. Zmęczony personel to ryzyko – i dla pacjenta, i dla systemu.
Telemedycyna też ma ogromny potencjał. Badania w „JAMA” [przyp. red. Journal of the American Medical Association, JAMA – tygodnik wydawany przez Amerykańskie Towarzystwo Medyczne] pokazały, że w regionach, gdzie wdrożono telekonsultacje pediatryczne, liczba hospitalizacji dzieci spadła o 30 procent. To twardy dowód, że nowe technologie poprawiają efektywność opieki. Warto też mówić o sukcesach. Mamy w Polsce trzy szpitale nominowane do międzynarodowej nagrody jakości – wszystkie należą do naszej społeczności innowacyjnej. To pokazuje, że naprawdę nie mamy się czego wstydzić.
Reklama
T.M.: Cyfryzacja ochrony zdrowia nie jest celem samym w sobie. To narzędzie, które ma usprawniać pracę i poprawiać jakość opieki. Dla pacjenta powinna być niewidoczna – ma po prostu działać.
Mówimy dziś o interoperacyjności systemów, o jednym oknie dostępu do informacji, ale też o bezpieczeństwie danych. To są filary, na których budujemy kolejną fazę cyfrowego zdrowia. Chodzi o to, by lekarz nie musiał logować się do kilku aplikacji i przepisywać tych samych danych, a pacjent nie musiał tłumaczyć swojej historii choroby każdemu nowemu specjaliście.
Reklama
T.M.: Rozwój centralnej e-rejestracji połączy placówki w spójny system – pacjent będzie mógł umówić wizytę w dowolnym miejscu kraju. Cyfryzacja medycyny pracy i szkolnej jest w toku – wyniki badań będą dostępne w aplikacji MojeIKP.
Co do objęcia badaniami osoby na innych formach zatrudnienia – każdy powinien się badać, ale trudno będzie to egzekwować wobec samozatrudnionych. Warto jednak zachęcać do profilaktyki, np. przez bezpłatne przeglądy zdrowotne w ramach NFZ.
Dziś pokolenie wchodzące w wiek emerytalny korzysta ze smartfonów i bankowości elektronicznej. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy jest na takim samym poziomie, jeśli chodzi o otwartość w korzystaniu z narzędzi cyfrowych. Dla osób starszych przewidujemy też pomoc w rejestracji w przychodnii POZ, a powiadomienie o terminach, odwołanej wizycie poprzez voicebota.
Reklama
Politykazdrowotna.com: Jakie rozwiązania technologiczne i innowacje w ochronie zdrowia uważa pan za najbardziej perspektywiczne?
T.M.: Skupiamy się na rozwiązaniach odciążających personel – np. automatyczna transkrypcja rozmowy lekarza z pacjentem do dokumentacji medycznej. Drugim kierunkiem są aplikacje wspierające pacjentów – e-rejestracja, realizacja e-recept w różnych aptekach oraz profilaktyka i decyzje dotyczące stylu życia w ramach IKP.
T.M.: Praca w MZ przypomina pracę lekarza na porodówce. A to przecież robiłem przez całe życie zawodowe. Tu też trzeba zachować spokój, podejmować szybkie, ale przemyślane decyzje i ufać zespołowi.
Technologia to nie tylko praca – to też moja pasja, aczkolwiek jestem też konserwatywny – od lat interesuję się zegarkami mechanicznymi. Używam wyłącznie tych z naciągiem automatycznym – żadnych smartwatchy. Jedyny wyjątek robię, gdy biegam i chcę sprawdzić parametry wysiłku.
Fascynuje mnie też klasyczna motoryzacja. Jest jeden elektryczny pojazd elektryczny owej generacji, produkowany przez chińską firmę – łączy stylistykę lat 80. z nowoczesną technologią. Robi ogromne wrażenie, choć traktuję to raczej jako ciekawostkę inżynierską.
No i sport. Biegam regularnie – zawsze bez słuchawek, żeby słyszeć naturę i własne myśli. To dla mnie rodzaj medytacji. Gram też w golfa, który świetnie uczy cierpliwości i skupienia, choć obecnie mam na tę aktywność coraz mniej czasu.
Bardzo ważna jest dla mnie muzyka - choć nie potrafię śpiewać ani grać na żadnym instrumencie, to słucham jej dużo - od muzyki klasycznej i jazzu po rap i hip-hop. Utwory młodych twórców są dla mnie cennym źródłem informacji o tym, co jest dla nich ważne, z jakimi wyzwaniami mierzą się na co dzień. Staram się być na wszystkich premierach w Teatrze Wielkim, ale chętnie chodzę też na koncerty np. Rammstein.
A najważniejsze? Równowaga domowa. Rodzina i życie prywatne są dla mnie bardzo ważne. Staram się pilnować tej równowagi, choć nie zawsze to łatwe. Dzięki wsparciu żony i pozostałych członków rodziny mogłem i nadal mogę sprostać wielu wyzwaniom. Bez tego nie da się dobrze pracować ani dobrze żyć.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze