Wspinasz się latami. Pracujesz ponad siły. W końcu osiągasz cel – awans, dom, status. I wtedy przychodzi cisza. A wraz z nią… pustka. Dlaczego sukces zawodowy, finansowy czy społeczny nie daje nam tego, czego najbardziej pragniemy – szczęścia? W erze kultu produktywności i „działania na 110%” coraz więcej ludzi przyznaje, że spełnienie celów nie przynosi im satysfakcji, a wręcz przeciwnie – prowadzi do wypalenia, depresji i poczucia sensu utraconego w drodze. Zjawisko to, choć pozornie paradoksalne, ma solidne podstawy w psychologii, neurobiologii i… codziennym życiu.
Coraz częściej słyszymy zdania takie jak: „Osiągnąłem wszystko, co planowałem, ale nie czuję się szczęśliwy.” Tak mówią nie tylko celebryci czy milionerzy, ale też przeciętni ludzie, którzy spełnili swoje życiowe marzenia.
Z psychologicznego punktu widzenia to efekt tzw. hedonistycznej bieżni – mechanizmu, w którym mózg przyzwyczaja się do sukcesu i natychmiast szuka kolejnych wyzwań. Ten sam mechanizm powoduje, że wygrana w lotto nie czyni ludzi trwale szczęśliwszymi, a tragedie życiowe – choć bolesne – niekoniecznie oznaczają trwałe cierpienie.
Według badań prof. Anny Lembke z Uniwersytetu Stanforda dopamina – neuroprzekaźnik odpowiedzialny za motywację – jest aktywna głównie przed osiągnięciem celu. Gdy już go zrealizujesz, poziom dopaminy spada, a mózg błyskawicznie szuka następnego „bodźca”. To neurobiologiczny odpowiednik... uzależnienia.
To dlatego awans, który był marzeniem przez lata, po kilku dniach staje się „normalny”. Nowy samochód? Euforia trwa tydzień, potem pojawia się rutyna. Jak to ujmuje dr Dan Gilbert z Harvardu – „efekt przystanku”: cele to przystanki, a nie miejsca stałego pobytu.
Psycholog Tim Kasser przez trzy dekady badał, dlaczego niektórzy ludzie osiągają sukces, ale wciąż są nieszczęśliwi. Odpowiedź? Bo dążyli do celów zewnętrznych: pieniędzy, statusu, sławy. Takie cele są jak studnia bez dna – nigdy nie ma ich dość.
Z kolei osoby kierujące się wartościami wewnętrznymi – rozwojem osobistym, relacjami, służbą innym – mają wyższy poziom satysfakcji z życia, nawet jeśli zarabiają mniej czy nie mają willi z basenem.
Wniosek: sukces, który ma sens, to ten zgodny z twoim „dlaczego”.
Badania prof. Mihaly’ego Csikszentmihalyiego pokazują jasno: największe poczucie szczęścia nie towarzyszy osiąganiu celów, lecz działaniu w stanie flow – pełnego zaangażowania, koncentracji i pasji. To może być gra na instrumencie, kodowanie, pisanie książki czy rozmowa z dzieckiem.
Stan flow daje autentyczne spełnienie, ponieważ usuwa z pola widzenia nasze ego i lęki. Wtedy nie jesteśmy „kimś odnoszącym sukces”, tylko po prostu – robimy coś wartościowego. Bez porównań, bez stresu, bez udawania.
Zbyt wiele opcji, nadmiar możliwości i presja, by być „najlepszą wersją siebie” mogą prowadzić nie do szczęścia, ale do paraliżu decyzyjnego i chronicznego niezadowolenia – mówi dr Barry Schwartz, autor „Paradoksu wyboru”.
W społeczeństwie porównań (media społecznościowe!) każda decyzja staje się polem oceny. Nawet sukces może smakować gorzko, jeśli porównamy go do sukcesu… kogoś z Instagrama.
- Załóżmy, że ten karp w wannie, coście go ocalili przed śmiercią, to była tak naprawdę złota rybka. I w podzięce spełniła wasze marzenia. Nie że jedno albo trzy, Wszystkie Ważne Marzenia, które nosiliście w sobie od lat. Jest zdrowie, mądrość, hajs, sława, oskary oraz noble, uroda i co tylko może się ziścić. No i co teraz? Co będziecie robić z resztą waszego życia? - pyta prowokacyjnie psycholożka Marta Niedźwiecka, w swoimi podcaście psychologicznym "O Zmierzchu".
Reklama
Nawet, jeśli znajdziemy pracę marzeń, nie oznacza to, że praca ta będzie stale dostarczać nam emocjonalnego haju i szczęścia. Podobnie jak z dziećmi, zaznacza psycholożka, będzie "gruz" i będzie "fajnie", wszystko na zmianę.
- Żeby wejść w stan flow, jest potrzebne zaangażowanie i troszkę przeoranie się. Nie za dużo, ale tak w sam raz. Żeby dostać gratyfikację, muszą być wyzwania.
Niedźwiecka mówi też o tym, że musimy dobrze wiedzieć, czego chcemy, żeby dobrze marzyć. Chodzi tu o dogłębne poznanie siebie i swojego wnętrza - czy to marzenie jest o mnie? Czy ono jest dla mnie dobre? Czy ja tego potrzebuję ze środka, czy przez presję z zewnątrz? Łatwo pomylić swój indywidualny głos z szumem świata.
- Marzenia, jak pomyślimy o nim z punktu widzenia naszej psychiki, nie służą do spełniania. One służą do dowiadywania się, kim naprawdę jesteśmy i co nam jest potrzebne. Do odpowiedzi można dojść bez "złotej rybki" i nagłego strzału dopaminowego, ale można spokojnie i w swoim własnym tempie je w sobie wytwarzać, co okazuje się być bardzo dobrą metodą na poczucie satysfakcji i szczęścia - puentuje psycholożka Marta Niedźwiecka.
Cel ponad zysk – działaj z sensem. Inspiruj się modelem ikigai – japońskiej filozofii „powodu do życia”.
Postęp ponad perfekcję – dr Teresa Amabile z Harvardu odkryła, że codzienny postęp motywuje bardziej niż wielkie osiągnięcia. Rób małe kroki. Codziennie.
Obecność ponad produktywność – praktykuj mindfulness. 10 minut dziennie zmienia układ nerwowy bardziej niż bonus w pracy.
Relacje ponad rzeczy – według 85-letniego badania Harvardu to jakość relacji, nie dochody, decyduje o poziomie szczęścia i długości życia.
Nie rezygnuj z ambicji. Ale zmień punkt ciężkości: z tego, co chcesz mieć, na to, kim chcesz się stawać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Świetny tekst. Można coś napisać bez odwoływania się do pseudo celebrytów i namawiania na zakupy
Świetny tekst. Można coś napisać bez odwoływania się do pseudo celebrytów i namawiania na zakupy