Kandydujący w nadchodzących wyborach parlamentarnych, prof. Dawid Murawa, Kierownik Katedry Chirurgii i Onkologii Collegium Medicum Uniwersytetu w Zielonej Górze, Kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze, były Prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej w rozmowie z politykazdrowotna.com mówi o zdrowotnych planach politycznych Lewicy.
Jeżeli chodzi o wyzwania polityki zdrowotnej dla Unii, Polska jest słabym ogniwem na tle krajów Europy Zachodniej. Chodzi przede wszystkim o profilaktykę, zarówno wtórną, jak i pierwotną. Kraje zachodnie robią to dużo lepiej, ale to nie znaczy, że idealnie. Mówię o prewencji zachorowań na różne choroby, nie tylko onkologiczne – bo jako onkolog, pewnie będę schodził zawsze na temat onkologii.
Profilaktyka pierwotna i wtórna, to niesłychanie istotny element. Należy zwrócić uwagę na cały obszar profilaktyki, czyli kwestie edukacyjne, na to by w odpowiedni sposób, poprzez poziom życia, zapobiegać licznym chorobom onkologicznym, kardiologicznym, neurologicznym – to jest podstawa, a mam wrażenie, że mówi się o tym ciągle za mało.
To, że my wiemy, jak odżywiać się potencjalnie zdrowo, że rozumiemy, iż nie należy palić papierosów, nie nadużyć alkoholu – to "oczywista oczywistość". Tymczasem w praktyce profilaktyki pierwotnej brakuje najbardziej.
Mamy także duże braki w profilaktyce wtórnej. Niestety schematy badań profilaktycznych, które mają doprowadzić do tego, że wykrywamy różne choroby na odpowiednio wczesnym stadium, cały czas pozostawiają wiele do życzenia w Polsce. Oczywiście, odnoszę się do takich kwestii, chociażby jak mammografia, gdzie mamy te wskaźniki drastycznie za niskie. Mowa o 30%-40% diagnozujących się kobiet, w zależności od regionu, co jest dalekie od pożądanych wskaźników.
Reklama
Badań screeningowych, takich jak kolonoskopia, badanie kału, badanie na krew utajoną, kwestie badań profilaktycznych – jeżeli chodzi o kardiologię, miażdżycę, choroby naczyniowe itd. brakuje. Profilaktyka zdrowotna w całej Unii to jest rzecz podstawowa.
To na co jeszcze powinniśmy zwrócić uwagę w trakcie trwania prezydencji, to propagowanie problemu dobrej jakości diagnostyki, jak i leczenia chorób, które występują najczęściej w społeczeństwie europejskim i które zbierają najwyższe żniwo śmiertelności, poczynając od chorób kardiologicznych.
Kolejna rzecz to onkologia, wraz z olbrzymim bagażem osób leczonych, bo dziś onkologia staje się chorobą przewlekłą. Pacjenci, którzy kiedyś żyliby pewnie kilka miesięcy, dziś dzięki postępowi onkologicznemu żyją kilka lat. To jednak przekłada się na wzrost kosztów funkcjonowania całego systemu ochrony zdrowia i stanowi wyzwanie.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę polskie warunki, to mamy ponad 1 mln osób chorych na nowotwór i około 100 tys. osób umierających z powodu nowotworów. Zwróćmy uwagę zatem na fakt, że każdy z krajów europejskich w zakresie onkologii ma potężne wyzwania i problemy. Oczywiście, różnice są bardzo duże, jeżeli chodzi o kwestie finansowe, natomiast to są dwa priorytety, które powinniśmy podjąć w zakresie ochrony zdrowia i polskiej prezydencji unijnej.
Reklama
Należy zacząć od początku, czyli od edukacji dzieci i młodzieży. Zwracać uwagę właśnie na te pochodne, o których powiedziałem w tych pierwszych dwóch punktach, czyli na kwestie profilaktyki, jak świadomości społecznej z zakresu diagnostyki i leczenia chorych. Młody człowiek już na wczesnym etapie rozwoju powinien być wyedukowany, na temat tego, że są problemy, przed którymi może w życiu stanąć i powinien mieć minimalną wiedzę na ten temat.
Zdecydowanie. Powiązanie tego z nauką przyrody czy biologii jest oczywiste. Tymczasem dziś mamy 608 godzin religii, przy 190 liczbach godzin przyrody i biologii na poziomie szkoły podstawowej – to nie tak powinno wyglądać.
Albo będziemy kształcić katechetów i księży, albo będziemy kształcić zdrowe społeczeństwo. Dla mnie sprawa jest oczywista.
Tak absolutnie jest. To problem widoczny od wielu lat, zwróćmy uwagę, iż profilaktyczna czy screeningowa mammografia, która funkcjonuje w systemie od ponad 10 lat, jest jak gdyby cały czas na poziomie, który nigdy nie osiągnął minimum dla dobrego screeningu – czyli tego 70% badanych Polek. W porywach próg tego badania przekraczał 40% Obecnie ten spadek jest dalszy i osiągnął poziom ponad 30%. Można więc powiedzieć, że jest tylko coraz gorzej. Pojawiają się mity, mówiące o tym, że mammografia albo jest szkodliwa, albo że samo badanie jest tak fatalne i bardzo bolesne.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę, co w ostatnich kilku latach było robione przez ludzi, którzy zarządzają ochroną zdrowia, zatem Narodowy Fundusz Zdrowia, ministerstwo zdrowia – jeżeli ktoś mnie spyta, czy ja widziałem jakikolwiek dobry program albo w ogóle jakikolwiek program w ostatnim czasie propagujący kwestie dotyczące screeningu to moja odpowiedź brzmi: nie ma, nie było.
Ten screening jest obecny, ale w zaleceniach. Jeżeli nie będziemy edukować społeczeństwa, nie będziemy mówić o tym permanentnie, nie będziemy co chwilę dawać sygnałów, że jest to kluczowa kwestia, to zawsze każdy, nawet najlepszy program, będzie popadał w zapomnienie.
Reklama
Musimy wypracować schematy propagowania tego typu zachowań już na poziomie szkoły, bo jeżeli zaczniemy edukować ludzi młodych, to oczywiście zaowocuje to po latach.
Teraz rządzący wprowadzili – i słusznie – program screeningu między 45. a 74. rokiem życia, czyli przesunęli te widełki wiekowe od 1 listopada.
Podkreślam, rządzący mają olbrzymie zaplecze. Do tego dochodzi potężna ilość organizacji pacjenckich, a jeżeli weźmiemy akurat mammografię, to organizacji pacjenckich związanych z propagowaniem problemu chorób piersi, raka piersi jest najwięcej – wykorzystajmy ten potencjał.
Badania pracownicze są pewnego rodzaju rozwiązaniem. Wiele krajów na świecie korzysta z tego typu możliwości, zresztą bardzo dobrym przykładem są kraje azjatyckie, w których w ramach badań pracowniczych, pewne grupy badań są wymuszane.
Takim przykładem jest Korea Południowa, czy Japonia. W zeszłym roku w Korei Południowej miałem przyjemność wizytować ośrodek screeningu gastroskopowego. Ponieważ mają bardzo dużo zachorowań na raka żołądka, opłaca im się w tym systemie wdrażać screeningową gastroskopię jako badanie pracownicze. Ten element badań należy wykonać, jako warunek przyjęcia do pracy lub w celu kontynuacji pracy. Dzięki temu, wskaźnik wykrywalności wczesnego raka żołądka w Korei Południowej, zresztą podobnie w Japonii jest wysoki.
Polska jest krajem, w którym lubimy majstrować przy systemie finansowania ochrony zdrowia. Na przestrzeni lat, mieliśmy kasy chorych, które przemianowane zostały na Narodowy Fundusz. Mieliśmy kasy chorych na poziomie województw, potem była centralizacja itd.
Nie szedłbym tak daleko i jestem przeciwny temu, żeby wypowiadać się na temat jakichkolwiek likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia. NFZ spełnia w wielu aspektach swoją funkcję i krytykowanie go przez niektórych kolegów z polityki, z powodu samego faktu istnienia NFZ-tu świadczy o braku zrozumienia całego procesu finansowania ochrony zdrowia.
W jakim zakresie Narodowy Fundusz Zdrowia przekaże pewne swobody działania "na poziom ośrodków regionalnych czy wojewódzkich" jest kwestią dyskusji na poziomie eksperckim, w procesie ewentualnych zmian w całym systemie ochrony zdrowia. Natomiast jeżeli system Narodowego Funduszu Zdrowia będzie pod odpowiednią kontrolą, będzie posiadał odpowiednie zasoby i nie będzie wydatkowania z pieniędzy w sposób absurdalny, to nie widzę potrzeby radykalnych zmian.
Patrząc na doświadczenia zachodu – Wielka Brytania. Ktoś powie, że to nie jest idealny system ochrony zdrowia. Macie państwo narodowy NHS, który możemy w pewnych aspektach porównać do naszego Narodowego Funduszu Zdrowia i możemy się kłócić o tym, czy w Niemczech Krankenkassen na poziomie landu, działający w wielu obszarach w zależności od ubezpieczenia jest lepsze? Być może jest lepsze, tylko zwrócę uwagę, że ilość pieniędzy w systemie ochrony zdrowia w Niemczech jest drastycznie wyższa.
Naprawiajmy to, co jest niedobre, a nie wymyślajmy znowu likwidacji i tworzenia czegoś od nowa, bo będziemy mieć jeszcze większy bałagan.
Pozostawia on cały czas wiele do życzenia. Jestem przeciwny temu, że składki zdrowotne, chociażby w KRUS, są na takim, a nie innym poziomie. Albo równamy społeczeństwo na zasadzie, że płacimy wszyscy w taki sam sposób, albo dopasowujemy je zależnie od kwestii politycznych, bo tak komuś bardziej pasuje. Ten system płacenia składek zdrowotnych powinien być uregulowany w sposób jednolity.
Nie powinno być też takiej sytuacji, że z uwagi na pewną aktywność dodatkową i funkcjonowanie w kilku systemach pracy, pacjenci płacą po kilka składek zdrowotnych, bo to jakby przeczy jakiejkolwiek logice i świadczy o kompletnie niewydolności systemu i szukaniu pieniędzy w taki dosyć prymitywny sposób. To nie jest fair, w związku z czym są elementy, na które na które należy zwrócić uwagę.
To co niesłychanie istotne, to należy się zastanowić nad tym, w jakim zakresie pewne dodatkowe środki finansowe –spoza składek zdrowotnych – przesunąć z innych możliwości działania systemu finansowego państwa do systemu ochrony zdrowia. Jeżeli chcemy, by zdrowie było priorytetem funkcjonowania państwa, a powinno być, to warto inwestować w profilaktykę, bo ona zawsze jest tańsza od bardzo drogiego leczenia, szczególnie skomplikowanych chorób.
Mamy bardzo ciekawy system w Polsce, który tak naprawdę wytworzył się samoczynnie, czyli poza kontrolą państwa, a wynika z pewnych braków, które to państwo notuje.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę ilość pieniędzy w systemie Narodowego Funduszu – ponad 140 mld zł – czym oczywiście PiS się chwali, to jednocześnie musimy brać pod uwagę inflację i koszty – i wtedy to już wcale nie wygląda to tak dobrze.
Te wzrosty finansowe są nieproporcjonalne, w związku z czym prywatna ochrona zdrowia w Polsce obecnie jest wyceniania na prawie 50 mld zł. Jesteśmy liderem w Europie wskaźnika procentowego wydatkowania na zdrowie z funduszu Narodowego Funduszu Zdrowia versus wydatkowanie prywatne. To jest praktycznie 30% środków i tego nie ma w żadnych krajach Europy Zachodniej. Dlaczego?
Świadczy to o tym, że te braki w systemie finansowym i niedofinansowanie, kolejki, braki lekarzy oraz pielęgniarek powodują, że pacjent, szczególnie w sprawach prostszych, czyli takich jak diagnostyka, takich jak leczenie, którego koszty są osiągalne – motywuje go do korzystania z prywatnej ochrony zdrowia. Czy to jest prawidłowe? Nie, bo to świadczy o tym, że to państwo w ukryty sposób nie gwarantuje możliwości sprawnej diagnostyki i leczenia.
Diagnostyka w Polsce czasami leży znacznie bardziej na łopatki, aniżeli cały proces leczenia, w związku z czym jestem za tym, by przy tych niedoborach, które mamy, prywatne ubezpieczenia wykorzystywać w takim prostym procesie diagnostycznym, jako dodatkowe wsparcie i myślę, że to miałoby wiele korzyści.
Natomiast jeżeli chodzi o leczenie w systemie szpitalnictwa, absolutnie są potrzebne tutaj dodatkowe finanse i pieniądze, które zagwarantują swobodny dostęp, szczególnie do specjalistów. Mimo chwalenia się przez różnych kolegów, szczególnie z obecnej władzy, kolejki przesunęły się z bodajże z 90 do 160 dni oczekiwania, według niektórych danych, a w związku z tym, po prostu jest coraz gorzej. To wynika z braków kadry lekarskiej, pogłębiania się braków finansowych. I dziś wykorzystanie tych prywatnych ubezpieczeń jest pewnym dodatkowym plusem dla państwa, który nie spełnia swojej podstawowej roli.
Nie ma idealnego systemu ochrony zdrowia na świecie. Mamy kraje z takimi parametrami jak 12% (wydatków na OZ - przyp. red.), przy znacznie wyższym PKB. Natomiast musimy wypracować pewien schemat, który nam odpowie na pytanie, ile tych pieniędzy jest potrzebnych według konkretnych obliczeń.
Rzecz, na którą na pewno powinniśmy zwrócić uwagę, to jest pilnowanie wydatkowania finansów na określone rzeczy. Kwestie tzw. drogich zakupów, sprzętu takiego jak roboty, sprzętu do radioterapii, sprzętu do drogich badań radiologicznych np. PET, rezonans magnetyczny są często jednostkowo powyżej kilku milionów złotych, a zatem przy tych drogich zakupach jestem zwolennikiem pewnej centralizacji kontroli poprzez grupę, oczywiście ekspertów na poziomie określonych regionów Polski.
Nie może być sytuacji, jakie mamy teraz, że szpital działa na zasadzie jakiś dziwnych układów, kiedyś ktoś załatwił, obiecał, ktoś komuś dał. Kupujemy jak grzyby po deszczu roboty operacyjne i co dalej? Kto ma tym operować? Jakie są koszty takich operacji? Ile tych operacji będzie wykonywanych? Co, jeśli nie będą wykonywane? Kto poniesie odpowiedzialność za wydanie 20 mln zł na jednostkowy zakup, który jest nietrafiony? Na te pytania nikt nie potrafi udzielić odpowiedzi, a zatem to jest podstawowa rzecz.
Druga rzecz, bardzo ważna, która wiąże się trochę pytaniem pana redaktora, to by w ramach grup eksperckich zweryfikować – w sposób bardzo dogłębny – koszyk świadczeń gwarantowanych Narodowego Funduszu Zdrowia i nie może być sytuacji, kiedy brakuje nam pełnej jedności działań między AOTMiT a Narodowym Funduszem Zdrowia. Proste sprawy, potrafią ciągnąć się miesiącami, które można załatwić w kilka tygodni.
Potrzebne jest urealnienie wyceny procedur, bo obecnie szpitale powiatowe, zadłużają się do wysokiego poziomu i mamy ponad 190 ze 240 zadłużonych szpitali. Jeszcze kilka lat temu było ich 112. To świadczy o tym, że po prostu wszystko jest nietrafione. Jeżeli wycenimy odpowiedni sposób procedury, to w tym momencie szpital jako firma nie tylko będzie sam inwestował, ale skończy się zabawa w oddłużanie szpitala ad hoc, bo nagle zadłużenie sięga 50 mln zł.
Też nie może dochodzić do takich absurdów jak są teraz, chociażby w mojej dziedzinie, czyli w chirurgii. Znacznie trudniejsze procedury operacyjne są gorzej wycenione, niż te prostsze, które z jakiegoś powodu, tylko przez to, że znajdują się np. w systemie onkologicznym, są znacznie lepiej wycenione, niż procedury, które są poza tym systemem. To świadczy o tym, że ktoś zrobił jakiś krok, być może i potencjalnie dobry, ale zapomniał o tym, że obok jest kilka równorzędnych i w tym momencie budujemy absurdy. Jeżeli takie absurdy budujemy, to mamy dzisiaj odpowiedź, dlaczego ponad 190 szpitali nada się zadłuża i dlaczego ta spirala zadłużenia będzie narastać.
To jest potężny problem, ale oczywiście myślę, że w stu dniach nie da się tego zrobić. Natomiast wykorzystanie struktur i możliwości dofinansowania podstawowej opieki zdrowotnej w tym systemie, jak i ambulatoryjnych ośrodków specjalistycznych, jest pewnym rozwiązaniem.
Należałoby przeanalizować możliwości działań w tym systemie, chociażby jeżeli chodzi o kierowanie na diagnostykę. Warto zastanowić się nad umożliwieniem szybszego i łatwiejszego kierowania na diagnostykę, z czym się często spotykamy przy POZ. Należy ocenić system POZ i AOS pod tym kątem.
Kolejnym wyzwaniem, są ogromne braki kadrowe i tych braków kadrowych nie rozwiążemy szybko. Dlaczego? Dlatego, że od wielu lat obszar ten był zaniedbywany, nie robiono nic poza tym, że wszyscy wiedzieli, jaka jest średnia wieku lekarzy, że brakuje specjalistów, że niektóre specjalizacje w sztuczny sposób są zamknięte.
Lewica zaproponuje w tej kwestii zmiany. Skądinąd obecnie słusznie, próbuje się zwiększać liczbę studentów medycyny. Tylko zwrócę uwagę, na to co wybrzmiało na proteście rezydentów, że jest mnóstwo uczelni nietrafionych i pytanie, jaka grupa kolesi zakładała te uczelnie?
W związku z tym nasza propozycja jest taka, że wykorzystujemy przede wszystkim istniejące, doświadczone uczelnie medyczne. W jaki sposób w ramach tych uczelni jesteśmy w stanie zwiększyć kadrę? Mianowicie poprzez weryfikację. To się da zrobić dzięki grupom ekspertów i na zasadzie umów pomiędzy szpitalami a uczelnią medyczną. Takich miast jest co najmniej kilka. Gdzie to by mogło dobrze funkcjonować? Wystarczy usiąść do stołu i określić pewne możliwości.
Potężny niedobór mamy także w grupie pielęgniarek. Błędem było wiele lat temu psioczenie i likwidowanie szkół zawodowych. Kraje, które są znacznie mądrzejsze i bogatsze od nas w tym systemie ochrony zdrowia nigdy sobie na to nie pozwoliły. Bardzo dobrym przykładem są Niemcy, których po prostu nikt nie wstydzi się kwestii tego, że szkoła zawodowa jest podstawą (kształcenia zawodowego kadry pielęgniarskiej - przyp. red.) Co z tego że będziemy mieć więcej pielęgniarek z magistrami, jak będziemy mieć wszystkich pielęgniarek mniej? No nic z tego, bo system będzie tak dziurawy, w związku z czym szkoły zawodowe są niezbędnym elementem funkcjonowania i należy jak najszybciej do tego powrócić.
Ważna jest też kwestia możliwości odpowiedniego dofinansowania tego typu instytucji, żeby oczywiście funkcjonowały w odpowiedni sposób, ale to się też da zrobić.
To jest potężne wyzwanie. PiS uważa, że jak da "500 plus", to wszystko tym naprawi. Guzik prawda.
Wiemy, że ten system nie działa, ale na pewno elementem, który będziemy podnosić, to kwestia tego, w jakich warunkach żyjemy i kwestia bezpieczeństwa kobiet. Bo jeżeli weźmiemy pod uwagę, że dzisiaj kobiety – o tym się mówi – boją się zaś w ciążę, boją się pewnych wyzwań, które są z tym związane, to potrzebujemy pilnych zmian.
Oczywiście, od zawsze wiemy, jakie jest stosunek Lewicy do aborcji. Jednak ważne jest dla nas jednocześnie pełne wsparcie dla funkcjonowania rodzin, zarówno w obszarze macierzyństwa, zabezpieczenia pewnych dodatkowych środków finansowych (nie poprzez proste rozdawnictwo, które PiS zaproponował). Dofinansowanie żłobków, dofinansowanie przedszkola, stworzenie możliwości na poziomie chociażby uczelni, jeżeli mamy rodziców pracujących.
Czas zrobić to rzetelnie, wówczas będziemy w stanie w jakiś sposób z tą demografią walczyć, a nie się czarować. Wszystkie społeczeństwa Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych i my starzejemy się. To jest globalny trend.
Jest zgodność, można powiedzieć wszystkich partii opozycyjnych, co do kwoty finansowej w systemie, poprawy wyceny procedur w koszykach świadczeń. Do tego zwiększanie liczby specjalistów poprzez umożliwienie chociażby dodatkowych działań, jeżeli chodzi o zwiększenie liczby studentów, odblokowanie specjalizacji, szczególnie tych deficytowych i tutaj zwiększenie finansowania rezydentów...
W zasadzie jakbyśmy dobrze spojrzeli w programy czy Koalicji, czy Trzeciej Drogi, a szczególnie Koalicji i Lewicy, te drogi są zbieżne. Jeżeli chodzi o Trzecią Drogę na temat zdrowia, oni zdecydowanie mniej tutaj mówią. Wspominają chociażby o takim systemie, jak domy zdrowia... Nie wymyślajmy cudów i tutaj jesteś sceptyczny.
Natomiast jeżeli chodzi o Lewicę i Koalicję Obywatelską to tutaj po prostu jest dofinansowanie tego systemu, który mamy, czyli przede wszystkim wykorzystanie POZ i AOS. Jeżeli chodzi o możliwości diagnostyczne, stopniowe zwiększenie kadry, jak i poprawę kondycji finansowej szpitali poprzez urealnienie wyceny procedur...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze