Jak wynika z medialnych doniesień, już we wtorek liderzy Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy mogą przestawić pierwsze ustalenia dotyczące utworzenia nowego rządu. Kto zostanie premierem i komu przypadkiem kierowanie pracami Ministerstwa Zdrowia?
W poniedziałek, wiceprzewodniczący Polski 2050 Michał Kobosko, na antenie Radia Zet poinformował, że we wtorek o godz. 10:00 dojdzie do wspólnego oświadczenia liderów trzech ugrupowań politycznych: Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi oraz Nowej Lewicy. To co na ten moment wydaje się być nieuniknione, to wielokrotnie podkreślana przez liderów partii opozycyjnych, chęć utworzenia wspólnego rządu. I tu zaskoczenia raczej nie będzie, a premierem zostanie Donald Tusk.
Żywe w kuluarach pozostają dyskusje na temat przydziału ministerialnych tek. Przystępując do tej analizy wewnątrz-redakcyjnej oraz wsłuchując się w głosy ekspertów, trudno było wskazać listę osób, które te funkcje miałyby sprawować. Giełda nazwisk jest bogata, a osób kompetentnych do kierowania resortem zdrowia wydaje się być zdecydowanie więcej niż chętnych na to stanowisko.
Choć zdaniem naszych czytelników, przyszły minister zdrowia nie musi mieć silnej pozycji politycznej, to według analiz naszej Redakcji, obsadzenie na fotel szefa resortu zdrowia osoby z polityki, wydaje się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Choć i obsadzenie teką ministerialną osoby spoza polityki, jest w obecnym układzie sił prawdopodobne.
Partie opozycyjne, które będą tworzyć nową większość parlamentarną, już od kilku dni prowadzą żywe rozmowy o podziale resortów w potencjalnym przyszłym rządzie. Pierwsze doniesienia z sejmowych korytarzy sugerują, że kierować resortem zdrowia.... nie chce żadna partia. I nie dziwne. Ochrona zdrowia od lat jest w permanentnym kryzysie, spotęgowanym przez epidemię COVID-19, kryzys lekowy w Europie oraz stan wojny u naszych wschodnich sąsiadów.
Społeczeństwo się starzeje, a jednocześnie odnotowywany jest najniższy od czasów II Wojny Światowej wskaźnik urodzeń. Profilaktyka kuleje, a organizacje pacjenckie (choć ich podmiotowość w systemie ostatnich latach realnie wzrosła) więcej energii poświęcają na walkę w resorcie o dostęp do leczenia, niż na edukowanie pacjentów. Producenci farmaceutyczni alarmują, że produkcja kluczowych dla pacjentów leków w Polsce się nie opłaca. U nas się nie opłaca, a na Zachodzie, zaczęła. Wspierany przez resort rozwoju przemysł odbijał się przez lata, od stojącego po drugiej stronie koalicji rządzącej, resortu zdrowia. Nie sposób pominąć tu, stale dokładającym ministrom zdrowia wyzwań, dostarczanych przez resorty sprawiedliwości i edukacji, co potęgowało wieloletnie konflikty ze środowiskami lekarzy.
Angażujące urzędników, polityczne i ideowe spory utwierdzają nas w przekonaniu, że potrzebujemy zarówno profesjonalnego, jak i silnie upolitycznionego przedstawiciela Państwa, realizującego dojrzałą politykę na rzecz zdrowia Polaków. Najlepiej reprezentanta w randzie wicepremiera.
Przekonał się o tym lekarz, prof. Łukasz Szumowski, który już w drugim roku sprawowania funkcji szefa resortu uzyskał mandat poselski. Do tego samego wniosku doszedł zastępujący go urzędnik, dr n. ekon. Adam Niedzielski, choć jego kariera polityczna zakończyła się szybciej, niż jego poprzednika. Dlatego, w naszej analizie i my, stawiamy nacisk na potencjalnego nowego ministra zdrowia ze środowiska politycznego.
Scenariusz ten wydaje się być najmniej prawdopodobny, a Koalicja Obywatelska podczas debaty politycznej sama niechętnie stawała w szranki z PiS w tematach zdrowotnych. Zważając na populistyczny dyskurs debaty o zdrowiu w tegorocznych wyborach parlamentarnych, w wielu aspektach szala przechylała się na rzecz partii rządzącej. Polakom źle kojarzy się instytucja Ministerstwa Zdrowia pod przywództwem Platformy Obywatelskiej, którą w poprzednich latach reprezentowali Ewa Kopacz i Bartosz Arłukowicz. Oboje, dzięki wzmocnieniu swoich kompetencji politycznych podczas pracy w Parlamencie Europejskim wciąż pozostają mocnymi kandydatami na kierowanie tym resortem. Zważając na to, że oboje znają już ciężar teki szefa resortu zdrowia, mało prawdopodobne wydaje się, aby ponownie kwapili się do zmierzenia z licznymi oczekiwaniami środowisk medycznych i pacjentów, w tej roli.
Wykluczając tę dwójkę, stanęliśmy przed wyborem między trzema reprezentantami KO. Kandydatem pierwszego wyboru wydaje się być ustępujący z funkcji Marszałka Senatu, Tomasz Grodzki. To doświadczony polityk i znany lekarz, ale mało prawdopodobne, że tytułować się on będzie w najbliższych miesiącach szefem resortu. Bynajmniej, nie przez wzgląd na jego kompetencje, a raczej potencjalne ataki opozycji w kierunku senatora, które będzie trzeba następnie odpierać. Doświadczony w boju o reputacje resortu zdrowia, jeszcze za czasów Platformy Obywatelskiej, Donald Tusk właśnie z tego powodu będzie odwodził Tomasza Grodzkiego od takich planów politycznych.
Wybór pada na osoby, które w ostatnich latach były równie aktywne polityczne, ale większość swojej posługi senatorskiej poświęciły na współpracę z interesariuszami ochrony zdrowia i przedstawicielami środowisk naukowych, tj. Polska Akademia Nauk. Parlamentarzystki, które są na bieżąco z zawiłościami legislacyjnymi wynikającymi z postpandemicznych wrzutek.
Ciężar wyboru rozłożył się na Beatę Małecką-Liberę, która w naszym odczuciu, będzie chciała pozostać w strukturach senackiej Komisji Zdrowia, dlatego jeśli to Koalicja Obywatelska podejmie się prowadzenia Ministerstwa Zdrowia na czele resortu najprawdopodobniej stanie Alicja Chybicka, która w X kadencji Sejmu zamienia ławy senackie na rzecz tych sejmowych.
Jednym z pierwszych doniesień medialnych dotyczących nowych układów w rządzie, była informacja, że resort zdrowia przypadnie właśnie Nowej Lewicy.
To parlamentarzyści tej partii najchętniej poruszali kwestie zdrowotne w trakcie kampanii. Przez lata dobitnie wskazywali na problemy i potrzeby Polaków w tym obszarze. Lewica nauczyła się prowadzić politykę będąc w opozycji i przywykła do punktowania błędów rządzących, ale czy będzie w stanie z pozycji mniejszości równie skutecznie wyznaczać nowe trendy i politykę?
Program zdrowotny Lewicy wydaje się być komplementarny z ich programem gospodarczym, którego w obecnym układzie sił, raczej nie będą w stanie przeforsować. Właśnie dlatego, jeśli to Nowej Lewicy przypadnie wyznaczenie nowego szefa resortu zdrowia to najprawdopodobniej postawi na eksperta ze środowiska medycznego, który nie będzie obarczony przyszłymi konsekwencjami politycznymi na wypadek porażki, a na wypadek sukcesu, zyskają wszyscy. Dlatego w tym zestawieniu nie postawimy na managera zdrowia, senatora Wojciecha Koniecznego.
Naszym typem na ministra zdrowia z ramienia Lewicy jest ekspert z aspiracjami politycznymi, ale bez mandatu poselskiego, Kierownik Katedry Chirurgii i Onkologii Collegium Medicum Uniwersytetu w Zielonej Górze, Kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze, były Prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej, prof. Dawid Murawa.
Ciekawą koncepcję na swój resort może przedstawić Trzecia Droga. Z ramienia partii Szymona Hołowni, kandydatką na ministra zdrowia może być szefowa zespołu medycznego Polski 2050 prof. Urszula Demkow, która na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym kieruje Zakładem Diagnostyki Laboratoryjnej i Immunologii Klinicznej Wieku Rozwojowego. Wydaje się to jednak być mniej prawdopodobna kandydatura w zestawieniu z potencjalnymi ministrami z ramienia PSL.
Równie ciekawym dla świata polityki ruchem, może być kandydatura stojącego na czele ugrupowania Polskiego Stronnictwa Ludowego, Władysława Kosniaka-Kamysza. Ten, choć jest lekarzem, a jego ojciec w przeszłości kierował pracami resortu zdrowia, to sam rzadko angażował się w prace sejmowych Komisji Zdrowia. Chętnie o zdrowiu natomiast wypowiadał się w mediach publicznych czy z sejmowej mównicy.
W jego pozycji, przy doborze odpowiednich podsekretarzy zdrowia, zaznaczeniu swojej obecności w strukturach władzy jako Minister Zdrowia i przy jednoczesnym zawalczeniu o rangę wicepremiera, mógłby zbić sporty kapitał polityczny. Przez tak wiele zmiennych, polityk ten może postawić na bezpieczniejszą kartę niż resort zdrowia. Sam, już podkreślał w swoich wypowiedziach, że nie aspiruje na szefa MZ.
Chyba, że...
Zważając na niechęć wszystkich partii do kierowania resortem zdrowia, w nowym porządku równie prawdopodobny wydaje się scenariusz całkowitej restrukturyzacji instytucji odpowiedzialnych za ochronę zdrowia Polaków oraz dysponujących środkami na ten cel.
Koncepcja połączenia Ministerstwa Zdrowia z Ministerstwem Rodziny i Polityki Społecznej, nie jest nowum a i bliska może być współpracującym ze środowiskiem eksperckim politykom. Ruch win-win z perspektywy interesariuszy zdrowia oraz polityka, który miałby stanąć na czele nowej instytucji.
Dla polityki zdrowotnej państwa to szansa na kompleksowe zaopiekowanie się zdrowiem Polaków przy uwzględnieniu, dotychczas traktowanych po macoszemu przez resort zdrowia zagadnień demografii, kultury zdrowia, ubezpieczeń społecznych i medycyny pracy.
Trudno jednak przewidzieć koszty takiej reformy w perspektywie 5-letniej. Na próżno też w tak krótkiej perspektywie czasu oczekiwać jej efektów. Spokój wyborców może przeważyć, "a za 5 lat dosypie się kolejne 1,2,3% PKB na zdrowie. Będziemy leczyć w ładnych placówkach, nowoczesnymi lekami, a tych co przed leczeniem można było ustrzec i tak się nie zorientują... alternatywy nie mają."
To chyba najbardziej abstrakcyjna propozycja tej listy, ale nie niemożliwa. Bo w końcu zdrowie ma mieć wymiar ponadpolityczny.
Dla interesariuszy zdrowia to gwarancja kontynuacji programów zdrowotnych rozpoczętych przez PiS, bez tracenia czasu w tej kadencji na tzw. polityczne porządki i "wycinanie głów". To też możliwość narzucenia odważniejszych reform pod naciskiem premiera, Sejmu i Senatu i jednoczesnym wsparciu doradców ds. zdrowia przy Prezydencie RP. Przy okazji, daje mandat dla koalicji rządzącej na ewentualne oskarżenie Prawa i Sprawiedliwości za wszelkie niepowodzenia w nowym ładzie.
W tym zestawieniu, warto wskazać na dwa nazwiska. Bolesław Piecha, który w trakcie rządów PiS jako wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia nie omieszkał wyrazić niepokoju i zdziwienia trybem procedowania i motywami politycznymi w obliczu zapisów ustaw legislatora. Dla ówczesnej opozycji, zbyt subtelnie, wystarczająco niewygodnie dla prawicy.
Innym kandydatem z ramienia... PiS może być Filip Nowak. Obecny Prezes NFZ mógłby sprawnie przeprowadzić oczekiwane przez nową władzę reformy, przy jednoczesnym zagwarantowaniu kontynuacji realizowania wybranych przez opozycję, dobrych, wybranych programów zdrowotnych rozpoczętych przez Prawo i Sprawiedliwości. Urzędnik co prawda politykiem nie jest, ale chętnie wykorzystywano jego funkcję na finiszu kampanii wyborczej. Na korzyść jego kandydatury wpływa jednak fakt, że do struktur NFZ wszedł jeszcze za czasów rządu Platformy Obywatelskiej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jest taki ponadlokalny układ, który wywodzi się rodem ze Śląska: Beata Małecka-Libera, wspierająca (i wspierana) przez Władysława Perchaluka, Szefa Związek Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, który z kolei mocno lobbuje za Wojciechem Koniecznym, senatorem (i Przewodniczącym Polskiej Partii Socjalistycznej), dyrektorem Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie. Jest też Jerzy Szafranowicz, obecny dyrektor Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie, były dyrektor śląskiego oddziału NFZ (który po koleżeńsku bardzo wspiera obecnego dyrektora śląskiego oddziału NFZ, Piotra Nowaka). Jakby co, jak jednemu podwinie się noga, to inni pomogą. Dla Nowaka przygotowane jest już miejsce w szpitalu - w Zespole Szpitali Miejskich w Chorzowie (jak wyrzucą go z NFZ). Miejsce jest też dla Pani Beaty Warecka -Śmietana, p.o. Zastępcy Dyrektora do spraw Medycznych NFZ w Katowicach. Ręka rękę myje... Właściwie to układ kolesiowski, wszyscy się znają i o programie oraz przynależności partyjnej nie rozmawiają. Ważne są "układy", TYLKO! - I NIC WIĘCEJ...
Boszzzz jak wy dziennikarze niczego nie wiecie… i nie rozumiecie…
Jest taki ponadlokalny układ, który wywodzi się rodem ze Śląska: Beata Małecka-Libera, wspierająca (i wspierana) przez Władysława Perchaluka, Szefa Związek Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, który z kolei mocno lobbuje za Wojciechem Koniecznym, senatorem (i Przewodniczącym Polskiej Partii Socjalistycznej), dyrektorem Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie. Jest też Jerzy Szafranowicz, obecny dyrektor Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie, były dyrektor śląskiego oddziału NFZ (który po koleżeńsku bardzo wspiera obecnego dyrektora śląskiego oddziału NFZ, Piotra Nowaka). Jakby co, jak jednemu podwinie się noga, to inni pomogą. Dla Nowaka przygotowane jest już miejsce w szpitalu - w Zespole Szpitali Miejskich w Chorzowie (jak wyrzucą go z NFZ). Miejsce jest też dla Pani Beaty Warecka -Śmietana, p.o. Zastępcy Dyrektora do spraw Medycznych NFZ w Katowicach. Ręka rękę myje... Właściwie to układ kolesiowski, wszyscy się znają i o programie oraz przynależności partyjnej nie rozmawiają. Ważne są "układy", TYLKO! - I NIC WIĘCEJ...
Boszzzz jak wy dziennikarze niczego nie wiecie… i nie rozumiecie…