Brak wiedzy o przyjmowanych lekach, dawkach i chorobach przewlekłych pozostaje jednym z najbardziej niedocenianych problemów polskiego systemu ochrony zdrowia. Ratownicy medyczni wielokrotnie trafiają do pacjentów, o których nie wiedzą praktycznie nic. Farmaceuci nie są w stanie ocenić bezpieczeństwa terapii, a lekarze często rozpoczynają diagnostykę od początku. W odpowiedzi na te wyzwania Główny Inspektorat Farmaceutyczny, Krajowa Izba Ratowników Medycznych oraz samorząd aptekarski zainaugurowali projekt „Lista na Ratunek”, którego celem jest zwiększenie bezpieczeństwa farmakoterapii i poprawa komunikacji między pacjentami a personelem medycznym, a docelowo z pewnością i adherencja.
Twórcy projektu zwracali uwagę, że każdego dnia miliony Polaków stosują produkty lecznicze, jednak wielu pacjentów nie potrafi wskazać nazw przyjmowanych leków, ich dawek ani sposobu stosowania. Problem dotyczy zarówno leków przepisywanych na receptę, jak i preparatów kupowanych samodzielnie.
Inicjatywa zakłada rozpowszechnienie stworzonego prostego formularza zawierającego informacje o przyjmowanych lekach, chorobach przewlekłych, alergiach, implantach medycznych oraz historii leczenia. Dokument miał być przechowywany przez pacjenta i aktualizowany po każdej zmianie terapii.
Jak podkreślała Olga Sierpniowska, dyrektor Biura Głównego Inspektora Farmaceutycznego, projekt narodził się z praktycznych doświadczeń ratowników medycznych i farmaceutów.
Projekt powstał z inicjatywy i z potrzeby rozwiązania problemu, który dotyczy myślę, że wszystkich pracowników ochrony zdrowia, a jest nim potrzeba wiedzy na temat aktualnej farmakoterapii pacjenta. Z perspektywy farmaceuty, jeżeli chcemy sprawować opiekę farmaceutyczną, jeżeli chcemy dobrze, kompetentnie doradzać, informacja o tym, jakie leki pacjent stosuje, jest niezwykle istotna. Pacjenci proszą nas o poradę, proszą o dobór preparatów optymalnych. Często wspominają o swoich chorobach przewlekłych, ale nie wiedzą dokładnie, jakie leki stosują, co utrudnia poradnictwo.
Reklama
Dyrektor GIF podkreślała również, że projekt nie ma zastępować elektronicznej dokumentacji medycznej.
Ta lista nie ma w żaden sposób podważać elektronicznej dokumentacji medycznej. Jak najbardziej jest to słuszne rozwiązanie. Natomiast musimy mierzyć się też z sytuacjami przerwy w dostawie prądu, awarii systemów czy sytuacji kryzysowych. Tak naprawdę każde rozwiązanie jest dobre, ale w pewnych sytuacjach prosta lista leków może okazać się najlepsza.
Jednym z najważniejszych tematów konferencji był ograniczony przepływ informacji między przedstawicielami zawodów medycznych.
Marian Witkowski, prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Warszawie, wskazywał, że mimo wysokiego poziomu cyfryzacji ochrony zdrowia w Polsce wymiana dokumentacji medycznej nadal pozostawała niewystarczająca.
System ochrony zdrowia, w którym brakuje informacji o pacjencie, zachowuje się jak przysłowiowe dziecko we mgle. Jesteśmy ogłupiali. Chociaż jako kraj jesteśmy jednym z liderów w cyfryzacji służby zdrowia, tym niemniej przepływ interdyscyplinarnej dokumentacji medycznej nadal jest w powijakach.
Reklama
Ekspert przypomniał, że od 2020 roku placówki medyczne miały obowiązek tworzenia elektronicznej dokumentacji medycznej, jednak skala jej faktycznego udostępniania pozostawała ograniczona.
Dziś odsetek podmiotów, które udostępniają elektroniczną dokumentację medyczną, kształtuje się na poziomie 10 do 13 procent.
Witkowski zwracał uwagę, że konsekwencje tego problemu były szczególnie widoczne podczas nagłych hospitalizacji.
Pacjent diabetologiczny z Warszawy jedzie na urlop do Gdańska. Traci przytomność, trafia na SOR i rozpoczyna się od nowa diagnozowanie pacjenta. Dlaczego? Dlatego że szpital nie ma dostępu do jego dokumentacji medycznej.
Reklama
Najmocniej potrzebę posiadania aktualnej listy leków podkreślali ratownicy medyczni.
Michał Winter, wiceprezes Krajowej Rady Ratowników Medycznych, wskazywał, że ratownicy musieli podejmować decyzje terapeutyczne w ciągu kilku minut, często bez podstawowych informacji o pacjencie.
Nasza specyfika pracy jest dosyć wymagająca i szybka. Nie mamy czasu na podejmowanie długich analiz. Każde ułatwienie, które odciąży ratowników medycznych, będzie tylko i wyłącznie z plusem dla naszych pacjentów.
Ratownicy zwracali uwagę, że obecnie dysponują szerokimi kompetencjami lekowymi.
Ratownik medyczny w Polsce ma największą możliwość podawania leków na świecie. Mamy 51 preparatów leczniczych do podania. W związku z tym musimy wiedzieć, jakie leki pacjent przyjmuje na stałe, żeby móc sprawdzić możliwe interakcje.
Szczególnie istotne było to w przypadku udarów mózgu.
W udarach mózgu leczenie jest możliwe tylko w ciągu kilku godzin od wystąpienia objawów. Niezwykle istotne jest, jakie leki przyjmuje pacjent. Czy przyjmuje leki rozrzedzające krew, czy ich nie przyjmuje. To determinuje nasze postępowanie.
Reklama
Winter podkreślał również problemy związane z nieuporządkowaną dokumentacją i lekami przechowywanymi przez seniorów.
Jedne leki są w szufladzie kuchni, drugie są pochowane pod łóżkiem, trzecie są na wierzchu. Rodzina wrzuca wszystko do jednego worka albo na stół i musimy z tego chaosu wybrać istotne informacje. To jest czas, który tracimy, a którego pacjent często nie ma.
Jedne z najbardziej alarmujących danych przedstawił Łukasz Pietrzak z Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.
Ekspert wskazał, że oficjalne systemy ochrony zdrowia nie obejmowały ogromnej części farmakoterapii prowadzonej przez pacjentów.
Z miliarda czterystu milionów opakowań leków sprzedawanych w naszym kraju około 600 milionów stanowią leki bez recepty. Jak się okazuje, 35 do nawet 40 procent informacji o farmakoterapii pacjenta jest poza systemem. Nie wiemy o tym.
Pietrzak przypomniał również, że Polska należała do europejskich liderów w zakupach leków OTC.
Jesteśmy na pierwszym miejscu w Europie, jeżeli chodzi o zakup leków bez recepty na osobę. Kupujemy dwukrotnie więcej niż Niemcy i pięć–sześć razy więcej niż mieszkańcy Danii, Norwegii czy Szwecji.
Reklama
Według eksperta właśnie dlatego lista leków powinna obejmować również preparaty OTC, suplementy diety oraz produkty ziołowe.
Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano problem nadmiernej liczby przyjmowanych leków.
Marian Witkowski wskazywał, że szczególnie seniorzy cierpieli na wielochorobowość, która prowadziła do polipragmazji.
Możliwość przejrzenia przez farmaceutę całej terapii, wykluczenie interakcji i polipragmazji zmniejsza częstotliwość hospitalizacji.
Jeszcze bardziej niepokojące dane przytoczył Łukasz Pietrzak.
Jeżeli ktoś przyjmuje siedem leków lub więcej, ryzyko wystąpienia istotnego działania niepożądanego wynosi 82 procent.
Ekspert przypominał również, że pacjenci często przyjmują kilka preparatów zawierających tę samą substancję czynną.
Przyjmowanie kilku tych samych leków może skończyć się nie tylko utratą przytomności, ale również ciężkimi powikłaniami.
Pietrzak wskazał także, że każdego roku dochodziło do około 40 tys. hospitalizacji związanych z zatruciami lekami.
Istotnym wątkiem konferencji była odpowiedzialność pacjenta za własne leczenie.
Mateusz Żuber, dyrektor Departamentu Kontroli Wewnętrznej i Zarządzania Zgodnością, podkreślał, że wielu chorych nie znało ani swoich schorzeń, ani stosowanych terapii.
Te choroby są tego chorego. Ja powinienem wiedzieć jako pacjent o swoich lekach wszystko. Ja powinienem jako pacjent wiedzieć o swoich chorobach jak najwięcej, bo z punktu widzenia mojego zdrowia jest to priorytet.
Przytoczył także osobistą historię.
Pytałem mojego dziadka, jakie bierze leki. Odpowiedział: »Wiesz co, nie pamiętam. Muszę zajrzeć do szuflady i sprawdzić«. A bierze je od 15 lat. To pokazuje, że pacjenci w naszym kraju nie czują odpowiedzialności za swoje leczenie.
Zdaniem Żubera wypełnienie "Listy na ratunek" mogło skłonić pacjentów do większego zainteresowania własnym stanem zdrowia.
Być może przyszłaby im do głowy myśl, że o jakiejś chorobie czegoś nie wiedzą, że o jakimś leku czegoś nie wiedzą. Być może pojawiłby się znak zapytania, że jeszcze pewnej wiedzy potrzebują.
Do tej idei nawiązywała również Olga Sierpniowska.
Pacjent, który współdecyduje o swoim zdrowiu i leczeniu, jest też współświadomy. Po wyjściu z gabinetu lekarskiego czy apteki zostaje sam ze swoją wiedzą i swoimi decyzjami. Musi wziąć odpowiedzialność i współodpowiedzialność za swoje leczenie.
Twórcy projektu podkreślali, że dokument ma znaczenie nie tylko podczas codziennego leczenia.
Olga Sierpniowska zwracała uwagę na zagrożenia związane z sytuacjami kryzysowymi.
Sytuacje kryzysowe, klęski żywiołowe czy wojna za naszą granicą skłaniają do refleksji, że pewne rzeczy warto mieć zawsze przy sobie. Jedną z takich rzeczy może być właśnie lista leków.
Mateusz Żuber przywołał doświadczenia z misji humanitarnych.
Przychodzili do nas pacjenci pozbawieni terapii przez miesiąc, dwa, a czasami dłużej. Mieli ciśnienia po 240/110, poziomy glukozy po 400–500. Sama wiedza o tym, jakie leki wcześniej przyjmowali, pozwalała znacznie szybciej odtworzyć terapię.
Uczestnicy konferencji zgodnie podkreślali, że „Lista na Ratunek” nie ma być kolejnym obowiązkiem administracyjnym, lecz prostym narzędziem poprawiającym bezpieczeństwo pacjentów.
Marian Witkowski apelował:
Nie traktujmy tego projektu jako nowego obowiązku czy wymysłu, który obciąży pacjenta dodatkowym elementem biurokratycznym. Traktujmy go jako najprostsze i najtańsze narzędzie dostępu do informacji o farmakoterapii pacjenta. Chcielibyśmy, żeby ta lista, bez względu na to, czy będzie zawieszona na lodówce, czy schowana w dokumentach, stała się standardem – tak jak dokument tożsamości albo telefon.
Konferencja pokazała, że mimo postępującej cyfryzacji ochrony zdrowia nadal istniała luka informacyjna dotycząca leczenia pacjentów. Zdaniem ratowników medycznych, farmaceutów i przedstawicieli GIF nawet prosta, papierowa lista mogła w wielu sytuacjach przyspieszyć diagnozę, ograniczyć ryzyko działań niepożądanych, poprawić bezpieczeństwo farmakoterapii i – w skrajnych przypadkach – uratować życie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze