Fruktoza to taki cichy i niechciany wspólnik glukozy - mówi Joanna Zielewska, psychodietetyczka i autorka książki "Glukozowy zawrót głowy". Na szczęście coraz głośniej mówimy o niej, nie jak o zdrowych cukrach z owoców, ale o cukrze, który działa tak jak inny cukier prosty, glukoza. Nie ma niestety w organizmie substancji, która radziłaby sobie ze skokiem fruktozy tak, jak insulina próbuje radzić sobie z glukozą. A to oznacza, że nadmiar cukru prostego krąży w organizmie i powoduje wiele szkód. Jakich? Ekspertka wyjaśnia.
- Po spożyciu fruktozy następuje m.in. proces glikacji, czyli przyłączania się cząsteczek cukrów do białek, lipidów lub kwasów nukleinowych. Glikacja zachodzi bez udziału enzymów i nie wymaga energii w postaci ATP - nie wdając się w naukowe szczegóły, prowadzi to do uszkodzeń struktur komórkowych i zaburzeń w pracy całego organizmu - mówi Joanna Zielewska.
Jak tłumaczy dalej ekspertka, dostarczamy organizmowi dużo fruktozy, ponieważ sięgamy po produkty, w których występuje naturalnie (mib. owoce, miód) i jest ona zakamuflowana i w wyjątkowo niekorzystnej dla nas postaci syropu glukozowo-fruktozowego.
To tania, mocno przetworzona substancja słodząca, którą zaburzamy sobie m.in. odczuwanie głodu i sytości, ponieważ fruktoza nie stymuluje wydzielania hormonów regulujących pracę odpowiednich ośrodków w mózgu: insuliny i leptyny. Mamy też niekorzystnie działanie na stan serca, szczególnie pozbawionego ochronnego działania estrogenów, np.w oraz po menopauzie.
To głównie w wątrobie fruktoza jest metabolizowana, a tam przekształcana jest w tłuszcze. Joanna Zielewska tłumaczy ten proces:
- Z czasem dochodzi do gromadzenia się tłuszczu w komórkach wątroby, co prowadzić może do niealkoholowego stłuszczenia wątroby. Mogą je mieć także osoby szczupłe. Każdy proces stłuszczeniowy to proces zapalny, a gdy utrzymuje się długo, w dłuższej perspektywie prowadzi do zwłóknienia i marskości wątroby.
Reklama
Jeśli mamy insulinooporność, to wspomniane procesy prowadzą do zwiększonej lipolizy (rozpadu tłuszczów) w tkance tłuszczowej, co powoduje wzrost poziomu wolnych kwasów tłuszczowych we krwi. Są one następnie transportowane do wątroby, gdzie gromadzą się w hepatocytach, prowadząc do stłuszczenia.
Gdy organizm nie radzi sobie z przetwarzaniem cukrów prostych, pojawia się cukrzyca. A z tą chorobą bardzo często przychodzą także powikłania takie jak retinopatia i neuropatia oraz nefropatia. To ostanie, bardzo groźne powikłanie oznacza uszkodzenia naczyń krwionośnych w nerkach. Nefropatia może być także konsekwencją źle leczonego nadciśnienia, które często towarzyszy chorobom metabolicznym, ale także jego przyczyną. Obrzęki, wysokie ciśnienie, przewlekłe zmęczenie to groźne dla nerek objawy nefropatii, które wskazuje ekspertka.
- Jeśli fruktoza jest w naszym jadłospisie obecna zbyt często, to upośledzamy metabolizm miedzi, co prowadzi do anemii, osłabienia naczyń krwionośnych i mięśnia serca (nawet jego przerostu!), a także wspomnianych już nerek i wątroby, a także kości - wyjaśnia psychodietetyczka.
Poza tym jako czynnik prozapalny, prowadzi do nadciśnienia. Dodatkowo, fruktoza, której nie udaje się ujarzmić wątrobie, oznacza podwyższony poziom cholesterolu LDL i obniżony poziom cholesterolu HDL, co zwiększa ryzyko miażdżycy.
Zatem, czy możemy w ogóle traktować owoce jako pożywienie obiektywnie wartościowe, dobre dla każdego? Czy są osoby, które powinny unikać spożywania owoców?
Według ekspertki, owoce są zdrowe, o ile jemy ich tyle i w taki sposób, jaki toleruje nasz organizm. Nawet jeśli jesteśmy zdrowi, wybierajmy te owoce, które mniej burzą nam metabolizm węglowodanów i nie „przeładowują” go cukrami. Okazjonalnie zatem sięgajmy po winogrona, czereśnie, mango, dojrzałe i słodkie odmiany gruszek, częściej wybierając owoce leśne, truskawki, jabłka, grejpfruty czy awokado. Wybieramy całe owoce, a nie soki z nich wyciśnięte, pamiętając, że lepsze są te mniej dojrzałe - banany zielone to więcej skrobii opornej, która pomaga utrzymać stabilny poziom glukozy we krwi.
Starajmy się też nie jeść owoców solo. Jeśli zjemy sałatkę, w które poza gruszką znajdzie się rukola, ser pleśniowy, orzechy i oliwa, to znakomicie wykorzystamy wartości odżywcze tego owocu, nie narażając się na konsekwencje związane z nadmiarem fruktozy. Tak naprawdę, nie ma owoców, z których musimy bezwzględnie zrezygnować, chyba że z jakichś powodów lekarz nam to zalecił, bądź czujemy się po nich źle, choćby z powodu nietolerancji pokarmowej, nadwrażliwości jelit czy alergii krzyżowej.
Nauczyliśmy się, że owoc to deser - mamy zwyczaj objadania się owocami, gdy pojawi się na nie sezon, a wtedy koszyk truskawek czy miska czereśni znika na raz. Tłumaczymy sobie, że zaraz ich nie będzie i że to zamiast lunchu czy kolacji. Ale to właśnie taki sposób jedzenia owoców wyrządza organizmowi szkody w postaci zaburzeń przemiany cukrów - trudno je potem „odkręcić”.
- I jeszcze jedna ważna rzecz: gdyby to owoce były głównym źródłem fruktozy, nie byłoby tak źle. Ale my jeszcze jemy mnóstwo produktów ze wspomnianym syropem glukozowo-fruktozowym - dodaje Joanna Zielewska.
Ekspertka podkreśla, jak ważna jest dobra umiejętność łączenia ze sobą składników odżywczych tak, aby w pełni wykorzystać ich potencjał i nie zaszkodzić organizmowi:
- Na pewno złym pomysłem jest łączenie owoców z daniami mącznymi, zwłaszcza, gdy nie są pełnoziarniste. Naleśniki, ryż czy makaron z musem owocowym są pyszne, ale to same cukry i sporo glutenu, który także jest w nadmiarze czynnikiem prozapalnym. Ale jeśli połączymy truskawki ze szpinakiem lub szpinak skropimy sokiem z cytryny, to łatwiej przyswoimy żelazo z zielonych liści. Gdy do twarożku czy jogurtu wkroimy twardą gruszkę, niedojrzałego banana czy wsypiemy borówki, to witamina C w nich zawarta pomoże organizmowi wykorzystać wapń - to dobre dla kości i dla lepszego tempa metabolizmu.
Reklama
Do podstawowych założeń diety low carb, czyli niskowęglowodanowej, należy ograniczenie produktów wysokoprzetworzonych i wysokocukrowych na rzecz białka i dobrego tłuszczu. Węglowodany pochodzą zatem głównie z warzyw, a dodatkowo, choć w mniejszej ilości z pełnoziarnistych zbóż.
Jak podkreśla eksperta, w naszych kuchniach króluje mąka pszenna, a powinna ona być nie podstawą, ale skromnym dodatkiem. W genotypie współczesnej, bardzo zmodyfikowanej pszenicy, mamy 3 razy większą zawartość glutenu niż kilkadziesiąt lat temu. Powoduje to m.in. problemy jelitowe (nazywane utajoną celiakią), a więc m.in. gorsze wchłanianie cennych składników. Poza tym sprzyja procesom zapalnym, a to oznacza tycie, problemy z krążeniem, nadciśnienie i schorzenia po podłożu autoimmunologicznym.
Na diecie niskowęglowodanowej jemy więcej tłuszczów, a jeśli są to dobre roślinne tłuszcze, redukują nam one stany zapalne i pomagają przyswajać witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Stanforda - jedno z wielu zresztą - wykazało, że osoby stosujące dietę low carb straciły niemal o 30 proc. więcej nadprogramowej masy ciała w ciągu 6 miesięcy w porównaniu do tych na diecie niskotłuszczowej.
- Inne badania pokazują i widzę to także po moich pacjentach, że dieta dość radykalne ograniczająca spożycie węglowodanów pomaga w radzeniu sobie z insulinoopornością - dajemy odpocząć trzustce, a relacje insulina - glukoza są poprawniejsze. Poprawia się też glikemia na czczo. Organizm może również wykorzystać zapasy tłuszczu do zamiany ich na energię zamiast zużytego wcześniej glikogenu z mięśni - podsumowuje psychodietetyczka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze