Czy pensje lekarzy w publicznych szpitalach wymknęły się spod kontroli? Tomasz Kopiec, dyrektor SPSK im. prof. W. Orłowskiego CMKP w Warszawie, przekonuje w rozmowie z politykazdrowotna.com, że czas na ustalenie górnych limitów wynagrodzeń – zwłaszcza gdy za pracę lekarzy płacimy ze składek zdrowotnych. Jego zdaniem obecny system jest mało logiczny, a rynek pracy w ochronie zdrowia przypomina pole nieograniczonej licytacji.
W ostatnich miesiącach coraz głośniejsza staje się debata o górnym limicie wynagrodzeń lekarzy w polskiej ochronie zdrowia. W obliczu rosnących kosztów kadrowych, samorządy i dyrektorzy szpitali domagają się regulacji, które miałyby ukrócić „wolną amerykankę” w stawkach płacowych. Z drugiej strony – środowisko lekarskie alarmują, że ograniczenie zarobków nie tylko nie rozwiąże systemowych problemów, ale może pogłębić kryzys kadrowy i utrudnić dostęp do świadczeń medycznych.
Według danych przedstawionych przez Porozumienie Rezydentów OZZL, medialny przekaz o lekarzach „pożerających” 80 proc. budżetów szpitali nie znajduje potwierdzenia w faktach. Przeanalizowano dane finansowe z ponad 300 publicznych placówek – średni koszt zatrudnienia całego personelu medycznego wynosi 55–56 proc. budżetów szpitali, natomiast lekarze odpowiadają jedynie za około 23 proc. tej puli. Rezydenci kosztują zaledwie 1,8 proc., a ich pensje pochodzą bezpośrednio z budżetu Ministerstwa Zdrowia.
Ten kontekst nie przeszkadza jednak w wywieraniu presji na uregulowanie stawek – szczególnie w mniejszych ośrodkach. Związek Powiatów Polskich wprost wezwał do ustawowego ustalenia maksymalnych poziomów wynagrodzeń lekarzy, twierdząc, że szpitale są dziś zmuszane do płacenia każdej, nawet zaporowej, stawki tylko po to, by nie stracić kadry.
Więcej w temacie znajdziesz tutaj
Tomasz Kopiec, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. W. Orłowskiego CMKP w Warszawie, należy do nielicznych menedżerów, którzy wprost mówią o konieczności wprowadzenia górnych limitów wynagrodzeń w publicznej opiece zdrowotnej. Jego zdaniem sytuacja, w której z jednej strony mamy sztywne kontrakty z NFZ, a z drugiej – pełną swobodę ustalania stawek na rynku pracy, prowadzi do systemowej patologii.
Mamy dziś rynek całkowicie reglamentowany, w którym płatnik, czyli NFZ, określa nam zasady, według których dokonuje zapłaty za świadczenia. A jednocześnie nie pozwala nam swobodnie generować przychodów z rynku komercyjnego. Skoro z jednej strony wprowadzona została dolna granica wynagrodzeń, która obowiązuje bez względu na realia finansowe szpitali, to naturalną i logiczną konsekwencją powinno być istnienie górnej granicy – pozwalającej zarządzającym racjonalnie planować budżet i zabezpieczać stabilność ekonomiczną placówki. Jeśli mamy ograniczenia narzucone przez płatnika, to musimy mieć też prawo do ograniczenia poziomu wynagrodzeń. Musimy postawić pewną granicę – mówi Kopiec.
Dyrektor Szpitala Klinicznego przy Czerniakowskiej podkreśla, że rynek medyczny w Polsce działa dziś na zasadzie swoistej „schizofrenii” – formalnie publiczny i sztywno finansowany, ale jednocześnie zachowujący elementy wolnorynkowej konkurencji w „najdroższej sferze” – zatrudnianiu lekarzy.
To nie jest już rynek pracy, to jest rynek licytacji. W jednym szpitalu lekarz żąda wyższej stawki niż w drugim. My rywalizujemy o tego samego człowieka, nie oferując mu lepszych warunków do pracy klinicznej czy rozwoju, tylko więcej pieniędzy. A przecież to są środki publiczne, pochodzące ze składek zdrowotnych społeczeństwa – zauważa.
Tomasz Kopiec nie kryje, że są lekarze, którzy – dzięki efektywności, doświadczeniu i renomie – potrafią wypracować dla szpitala ogromne przychody. Ale to nie oznacza, że ich zarobki mają rosnąć bez ograniczeń.
Część lekarzy, jak podają media, ale jak również wynika z moich doświadczeń, potrafi zarabiać po kilkadziesiąt, a nawet ponad 100 tys. zł miesięcznie. I oczywiście to są świetni specjaliści, ale przecież to wszystko odbywa się w ramach mechanizmów, które im to umożliwiają – tłumaczy.
Jak zaznacza, nie chodzi o pensję zasadniczą, ale o łączny dochód z nadgodzin, dyżurów, dyżurów świątecznych, pracy w poradniach czy kontraktów.
Nie mówmy tylko o podstawowym wynagrodzeniu. Mówimy o całym pakiecie – a więc również o pracy po godzinach, w nocy, w święta. To wszystko się sumuje i tworzy realny koszt dla szpitala. Nie mamy mechanizmów, żeby ten koszt ograniczyć – dodaje.
Reklama
Tomasz Kopiec jasno różnicuje sektor publiczny i prywatny. Nie jest przeciwnikiem wysokich zarobków jako takich – ale tylko wtedy, gdy nie obciążają one budżetu ochrony zdrowia.
Jeśli ktoś pracuje w publicznym systemie ochrony zdrowia, to uważam, że górna granica wynagrodzeń powinna być określona przez ustawodawcę. I to nie tylko w odniesieniu do lekarzy, ale wszystkich zawodów medycznych. Jeśli ktoś chce więcej zarabiać, może powinien przenieść ciężar swojego zaangażowania zawodowego na sektor prywatny – mówi dyrektor SPSK.
Reklama
Kopiec zaznacza, że obecne rozwiązania tworzą błędne koło. Wzrost wynagrodzeń napędza wzrost średniej krajowej, która z kolei jest podstawą do wyliczania minimalnych pensji. Tymczasem budżety szpitali nie rosną proporcjonalnie. Efekt? Coraz więcej placówek – zwłaszcza powiatowych – pogrąża się w długach.
Dyrektor Szpitala Klinicznego im. prof. W. Orłowskiego w Warszawie zwraca uwagę, że debata o wynagrodzeniach lekarzy zbyt często pomija szerszy kontekst.
Lekarze zapominają, że nie są jedynymi pracownikami w systemie. Wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia to nie tylko pensje lekarzy, ale też pielęgniarek, ratowników, techników. To wszystko jest systemem naczyń połączonych – zauważa.
Reklama
Kopiec krytycznie odnosi się również do statystyk prezentowanych przez środowiska lekarskie. Jego zdaniem dane nie zawsze odzwierciedlają realne obciążenia dla szpitali.
W wielu zestawieniach pomija się kontrakty, a przecież to one często generują największe koszty. Jeśli chcemy mieć rzetelny obraz, to musimy uwzględnić zarówno umowy o pracę, jak i wszystkie inne formy zatrudnienia – w tym umowy cywilnoprawne. Inaczej fałszujemy rzeczywistość – mówi.
Pomysł ustalenia górnego limitu wynagrodzeń dla pracowników ochrony zdrowia budzi kontrowersje – również wśród medyków. Jak zauważa Sebastian Goncerz z Porozumienia Rezydentów OZZL, lekarze odpowiadają jedynie za 23 proc. kosztów osobowych w budżetach placówek medycznych. Jego zdaniem to nie ich zarobki są źródłem kryzysu, a niedofinansowanie systemu i brak inwestycji.
Kopiec jednak pozostaje przy swoim stanowisku: system, który nie może zarabiać, nie może pozwalać sobie na pełną dowolność w wydatkach.
My zadłużamy się nie dlatego, że chcemy. Zadłużamy się, bo wymogi NFZ, niedobory kadrowe i niekontrolowane koszty pracy nas do tego zmuszają. Jeśli nic z tym nie zrobimy, to żadne reformy nie przyniosą trwałej zmiany – podsumowuje.
Debata o maksymalnych stawkach wynagrodzeń w ochronie zdrowia to nie tylko spór o liczby i statystyki. To pytanie o to, jaki ma być system ochrony zdrowia w Polsce: wolnorynkowy, kontrolowany czy może hybrydowy? Tomasz Kopiec reprezentuje głos zarządzających placówkami medycznymi, którzy każdego dnia balansują między oczekiwaniami kadry a twardymi limitami budżetu.
Jego propozycja nie jest krytyką postulatów środowiska lekarskiego – ale wołaniem o spójność systemu. Bo jak mówi sam:
Nie możemy żyć w iluzji wolnego rynku, skoro kluczowe decyzje podejmuje ustawodawca. Jeśli pieniądze pochodzą ze środków publicznych – to muszą obowiązywać także publiczne, przejrzyste reguły ich wydawania. System ochrony zdrowia powinien być stabilny, przewidywalny i oparty na racjonalnych zasadach, tak aby nie wracać co roku do tej samej debaty o wzroście wynagrodzeń. Potrzebujemy modelu optymalnego infrastrukturalnie i kadrowo, a przede wszystkim dostosowanego do rzeczywistych potrzeb pacjentów. Wynagrodzenia w systemie powinny wynikać z racjonalnych mechanizmów – z jednej strony odzwierciedlać sytuację rynkową, a z drugiej – uwzględniać jakość i efekty leczenia. To jedyny sposób, by wspierać motywację, a jednocześnie dbać o realny interes pacjenta. Bo to pacjent musi być najważniejszym beneficjentem systemu – nie jego zakładnikiem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W sumie Dyrektor ma rację, tyle że system kontraktowy administracje szpitali preferowały od wielu lat, ponieważ zwalniał ich od płacenia kosztów pracodawcy. Efekt jest wieloraki; 1) Szpitale wpadły w spirale płacowe; 2) Budżet nie zarabia na podatkach, które są znacznie niższe niż w pracy etatowej; 3) Zespoły szpitalne są niestabilne; 4) Mlodzi nie zarabiają na emerytury tylko na luksusy; 5) Upadła hierachia wieku i doświadczenia. Postawienie górnej granicy zarobków nic nie zmieni, bo jest do ominięcia. Cały system jest do d...
W sumie Dyrektor ma rację, tyle że system kontraktowy administracje szpitali preferowały od wielu lat, ponieważ zwalniał ich od płacenia kosztów pracodawcy. Efekt jest wieloraki; 1) Szpitale wpadły w spirale płacowe; 2) Budżet nie zarabia na podatkach, które są znacznie niższe niż w pracy etatowej; 3) Zespoły szpitalne są niestabilne; 4) Mlodzi nie zarabiają na emerytury tylko na luksusy; 5) Upadła hierachia wieku i doświadczenia. Postawienie górnej granicy zarobków nic nie zmieni, bo jest do ominięcia. Cały system jest do d...