Coraz głośniej słychać głosy oburzenia ze strony dyrektorów szpitali powiatowych. Powód? Brak jasnych wytycznych i przede wszystkim – brak pieniędzy na zapowiedziane od 1 lipca podwyżki w ochronie zdrowia. Sytuacja robi się napięta, a środowisko szykuje się do wspólnego protestu. Apel do związków zawodowych jest już w drodze - informuje Gazeta Wyborcza.
Zgodnie z ustawą o minimalnych wynagrodzeniach, dyrektorzy placówek medycznych mają obowiązek zawarcia porozumień płacowych ze związkami zawodowymi przed wejściem podwyżek w życie. Problem w tym, że... nie wiadomo, ile pieniędzy szpitale faktycznie dostaną.
– Jak mamy podpisywać porozumienie, skoro nie znamy kwoty? – pyta bezradnie jeden z dyrektorów śląskiego szpitala.
Według danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, na tegoroczne podwyżki potrzeba aż 9,1 miliarda złotych. Ale i ta suma – jak alarmują przedstawiciele szpitali – uwzględnia jedynie pracowników zatrudnionych na etatach. Tymczasem w wielu placówkach większość lekarzy pracuje na kontraktach, co całkowicie pomija wyliczenia.
Atmosferę niepokoju podsyciło również środowe wystąpienie minister zdrowia Izabeli Leszczyny w Sejmie. Zapowiedź, że NFZ zapłaci za wszystkie nadwykonania... nie brzmi jak realna obietnica.
– Za I kwartał 2025 zapłacimy w tym kwartale, który kończy się w czerwcu – oznajmiła.
Dla dyrektorów to oznacza jedno: status quo i dalszy brak konkretów.
Z informacji Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych wynika, że póki co, realne środki za nadwykonania trafiły jedynie do trzech oddziałów wojewódzkich NFZ. W pozostałych – cisza.
– W 13 regionach chyba po prostu nie ma z czego płacić – przyznaje prezes OZPSP Waldemar Malinowski.
W poniedziałek zarząd związku podejmie uchwałę z żądaniem pilnego zapewnienia środków na lipcowe podwyżki. Na liście postulatów znajduje się również apel o kontynuację programu „Dobry posiłek w szpitalu”. Jeśli rząd nie zareaguje – w grę wchodzi ogólnopolski protest, do którego organizatorzy chcą wciągnąć wszystkie centrale związkowe.
Czy zdrowie publiczne znów padnie ofiarą finansowego chaosu i politycznych zaniechań? Odpowiedź poznamy wkrótce – niestety, raczej nie z konferencji prasowej, lecz z ulic wypełnionych protestującymi pracownikami służby zdrowia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze