W ostatnich latach Polska odnotowuje wyraźny wzrost liczby diagnozowanych zaburzeń psychicznych. To zjawisko, które nie powinno być traktowane jedynie jako problem medyczny. Jego przyczyny – jak przekonuje psycholożka, neuropsycholożka i psychoterapeutka Anna Kieszkowska-Grudny – są głęboko osadzone w kontekście społecznym, kulturowym i politycznym. Rozmowa z dr med. Anną Kieszkowską-Grudny, prezeską Minds Of Hope | Instytut BezStresu to nie tylko próba wyjaśnienia, dlaczego rośnie liczba diagnoz zaburzeń psychicznych, ale też gorzka diagnoza społeczna – o samotności, nierównościach, stygmatyzacji i przemocy.
Zaczynamy rozumieć, że zdrowie psychiczne to nie słabość, a jego utrata – to nie wyrok. Jak podkreśla ekspertka, pierwszym powodem rosnącej liczby diagnoz jest… i to jest dobra wiadomość: większa świadomość społeczna. Ludzie częściej rozpoznają u siebie objawy i szukają pomocy.
– Mamy lepsze rozumienie, czym jest kryzys psychiczny, czym są zaburzenia depresyjne czy lękowe. Coraz więcej osób nazywa swój stan, swoje samopoczucie i sięga po pomoc – mówi psycholożka.
Statystyki pokazują, że nawet co czwarty Polak doświadczył w życiu poważnego kryzysu psychicznego. Mowa więc o ponad 8 milionach osób.
Druga przyczyna to czasy, w jakich żyjemy. Polska i świat przechodzą transformacje systemowe i społeczne, a towarzyszy temu chroniczne napięcie.
– Pandemia odebrała nam poczucie kontroli i bezpieczeństwa, a jej skutki psychiczne – jak wskazują badania – będą odczuwane przez lata. Izolacja, trauma, brak fizycznego kontaktu z innymi – szczególnie u dzieci i młodzieży – zostawiły ślad.
– Wojna w Ukrainie, niepewność gospodarcza, inflacja, rosnące koszty życia – to wszystko wywołuje stały stres, który z czasem może prowadzić do przeciążenia, kryzysu psychicznego, a nawet rozwoju chorób psychicznych.
– Chroniczny stres to bezpośrednia droga do zaburzeń lękowych, depresji a nawet – co może być mniej oczywiste - stanów zapalnych w organizmie. Żyjemy w warunkach, które często przekraczają możliwości adaptacyjne człowieka, a nasz organizm w różny sposób woła o pomoc – tłumaczy psycholożka.
Mimo rosnących potrzeb, system ochrony zdrowia w Polsce nie nadąża. Nakłady na psychiatrię tym bardziej pozostają w tyle i są jednymi z najniższych w Europie.
– Z badań wiemy, że jeśli pacjent nie rozpocznie leczenia w ciągu 6 tygodni od wystąpienia kryzysu, jego rokowania znacząco się pogarszają. A dziś kolejki do psychiatry w ramach NFZ potrafią sięgać miesięcy – mówi Anna Kieszkowska-Grudny.
Reklama
Wielu pacjentów trafia do specjalisty dopiero w zaawansowanym stanie, kiedy pomoc jest trudniejsza, dłuższa i kosztowniejsza.
To, co nas również odróżnia jako społeczeństwo, to bagaż historycznych doświadczeń. Polska – kraj wojen, zaborów, represji – niesie w sobie traumy przekazywane z pokolenia na pokolenie.
– Wiemy coraz więcej o traumie międzypokoleniowej. Ona się objawia dziś – w naszej reaktywności, podatności na kryzysy, trudnościach w regulowaniu emocji. To nie są tylko jednostkowe historie, to wspólne doświadczenie – podkreśla ekspertka.
Reklama
Ostatnie przypadki przemocy – napaści na medyków, morderstwo na kampusie uniwersyteckim – budzą pytania o źródła agresji. Czy osoby chore psychicznie są niebezpieczne? Czy agresja to objaw choroby?
Tu ekspertka stanowczo prostuje stereotypy:
– Nie wolno stawiać znaku równości między agresją a zaburzeniem psychicznym. To największa krzywda, jaką możemy wyrządzić osobom chorym psychicznie. Większość z nich nigdy nie będzie agresywna.
Agresja – jak tłumaczy – może być wyrazem zaburzeń osobowości, ale również skutkiem lęku, stresu, frustracji czy poczucia zagrożenia. Tzw. „zimna agresja” (z premedytacją) różni się od „gorącej” (w afekcie). I to ta druga jest najczęstsza u osób w kryzysie psychicznym – ale wciąż rzadko prowadzi do przemocy fizycznej.
Jak pokazują badania, 80 proc. Polaków nie chciałoby, by osoba z chorobą psychiczną była ich lekarzem, opiekunką, czy nawet członkiem rodziny. To smutna prawda o społecznej percepcji.
– Z jednej strony wiemy, że co czwarty z nas doświadczył kryzysu psychicznego. Z drugiej – nie chcemy takich osób w swoim otoczeniu. To ogromna sprzeczność i społeczna hipokryzja – mówi Kieszkowska-Grudny.
To właśnie stygmatyzacja, nie choroba, czyni ludzi nieprzewidywalnymi. Bo osoby chore – żyjące w lęku przed odrzuceniem – uczą się ukrywać swój stan, izolować, co pogarsza ich sytuację.
Na Zachodzie coraz popularniejszy jest model tzw. „Safewards” – czyli bezpiecznych oddziałów psychiatrycznych, gdzie w ostateczności stosuje się środki przymusu bezpośredniego, a personel ma wysoką świadomość emocjonalną. Metoda Safewards rekomenduje użycie „proaktywnych pytań” w sytuacjach narastającego napięcia, co spełniają kluczowe zasady komunikacji deeskalacyjnej
– To zmiana podejścia: mniej karania, więcej zrozumienia. Jeśli osoba w kryzysie czuje się bezpiecznie, nie eskaluje. Potrzebujemy tego również w Polsce – w szpitalach, w szkołach, w domach. Badania pokazują, że rozmowa przedagresyjna zmniejsza ryzyko konieczności zastosowania przymusu i intensyfikacji interwencji o 40–60 proc.
Reklama
Na koniec warto wrócić do pytania: czy agresja zawsze wynika z choroby? Nie. Ale też nie każda choroba psychiczna prowadzi do agresji. I tego rozróżnienia – jak podkreśla psycholożka – musimy się nauczyć jako społeczeństwo.
– Potrzebujemy nowego języka, nowego sposobu mówienia o psychice. Więcej zrozumienia, mniej lęku. Więcej wsparcia, mniej oceny.
To nie osoby w kryzysie są problemem. Problemem jest społeczeństwo, które nie daje im przestrzeni na bezpieczne istnienie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ukończenie studiów lub studiów podyplomowych z „Neuropsychologii Klinicznej” nie daje uprawnienia do posługiwania się tytułem neuropsychologa!! Jedynie 4 letnia specjalizacja w dziedzinie Psychologii Klinicznej, kończąca się egzaminem państwowym daje podstawy do używania tytułu „neuropsycholog”. Inaczej jest to oszustwo. Polityka Zdrowotna proszę sprawdzać informacje.
Ukończenie studiów lub studiów podyplomowych z „Neuropsychologii Klinicznej” nie daje uprawnienia do posługiwania się tytułem neuropsychologa!! Jedynie 4 letnia specjalizacja w dziedzinie Psychologii Klinicznej, kończąca się egzaminem państwowym daje podstawy do używania tytułu „neuropsycholog”. Inaczej jest to oszustwo. Polityka Zdrowotna proszę sprawdzać informacje.