Rynek apteczny w Polsce znalazł się w punkcie krytycznym – ostrzega Mariusz Kisiel, magister farmacji i prezes Związku Aptek Franczyzowych. W rozmowie z PolitykaZdrowotna.com mówi wprost o destrukcyjnych skutkach regulacji „Apteka dla Aptekarza 2.0”, narastającym kryzysie kadrowym oraz systemowych problemach samorządu farmaceutycznego. Jego zdaniem, bez szybkich decyzji politycznych i większego zaangażowania samych farmaceutów, dostęp pacjentów do leków i usług farmaceutycznych będzie się dalej pogarszał.
PolitykaZdrowotna.com: Od kilku lat słyszymy zapowiedzi zmian w regulacjach rynku aptecznego. Jak pan ocenia realne szanse na ich wprowadzenie?
MK: Niestety, między zapowiedziami a realnymi działaniami jest dziś ogromna przepaść. ADA 2.0 to jeden z najbardziej szkodliwych przepisów, jakie dotknęły rynek apteczny – i mówię to z pełnym przekonaniem. Jest szkodliwy jednocześnie dla pacjentów, przedsiębiorców i pracowników aptek. Ogranicza konkurencję, zmniejsza dostępność aptek i prowadzi do stopniowego „wymierania” rynku.
Co gorsza, to nie są skutki natychmiastowe. To działa jak bomba z opóźnionym zapłonem. Dziś jeszcze nie wszyscy odczuwają konsekwencje, ale one już się materializują i będą narastać z roku na rok.
PZ: Zwolennicy restrykcji twierdzą, że mniej aptek to lepsza obsada magisterska. Jak to wygląda w praktyce?
MK: To jest argument kompletnie oderwany od rzeczywistości. Liczba aptek w Polsce spadła już o około 2,5 tysiąca, a farmaceutów w aptekach jakoś specjalnie nie przybyło. Wręcz przeciwnie, mimo, że z rynku ubyło ok. 5 tys. etatów, przy niezmiennej ogólnej liczbie farmaceutów z aktywnym PWZ mamy coraz większe problemy kadrowe. Każda apteka, która przetrwała jest coraz mocniej obciążona pracą, tym bardziej, że poziom biurokratyzacji pracy cały czas się zwiększa.
Raport Forum Konsumentów pokazuje, że w tzw. „aptekach indywidualnych” tylko około 60 procent placówek zapewnia obsadę magisterską, mimo że prawo tego wymaga. To jest realne zagrożenie dla zdrowia pacjentów. Brak farmaceuty oznacza brak dostępu do pełnej informacji o lekach, brak usług farmaceutycznych i niższą jakość opieki. Po co nam więc Apteka dla Aptekarza, skoro m.in. w aptekach samych farmaceutów brakuje farmaceutów?
PZ: Skoro nie liczba aptek, to co jest głównym problemem rynku z perspektywy pracowników?
MK: Warunki pracy i brak perspektyw rozwoju. Farmaceuta nie wybiera miejsca pracy na podstawie liczby aptek w kraju, tylko na podstawie tego, czy ma sensowne wynagrodzenie, odpowiedni komfort pracy, możliwość rozwoju i realny wpływ na terapię pacjenta.
Jeśli nie uczynimy pracy w aptece atrakcyjną, to żadne regulacje administracyjne nie sprawią, że farmaceuci nagle zaczną tam wracać. Zresztą – im mniej aptek tym mniej miejsc pracy, mniejsza konkurencja o pracownika między pracodawcami, ale i statystycznie większe obciążenie pracą dla tych, którzy w aptekach pozostali. Gdy do tego dodamy jeszcze skomplikowane przepisy np. dot. realizacji recept, a przy tym wszystkim konieczność zachowania koncentracji by odpowiednio dbać o zdrowie pacjenta to wyłania się niezbyt dobra perspektywa pracy w tym trudnym zawodzie. No i nie zapominajmy, że tę perspektywę zaburza jeszcze ograniczona możliwość świadczenia dodatkowych usług poza apteką
PZ: A teraz zobaczmy problem z innej strony - jakie zmiany są dziś najpilniejsze z punktu widzenia pacjenta i systemu?
MK: Po pierwsze: deregulacja rynku i cofnięcie ADA 2.0, a następnie rozsądna rewizja ADA 1.0. To powinno zahamować falę zamknięć aptek i przywrócić możliwość pozyskania atrakcyjnego finansowania w sektorze, a to pobudzi inwestycje oraz konkurencję. Po drugie: przyspieszenie rozwoju i usystematyzowanego wdrażania dodatkowych usług. Pandemia pokazała, że apteki potrafią odciążyć system ochrony zdrowia. Szczepienia w aptekach to ogromny sukces – zwiększyły wyszczepialność i zmniejszyły presję na przychodnie.
Tymczasem takie usługi jak przeglądy lekowe, recepta kontynuowana czy pomoc przy drobnych dolegliwościach nie są wdrażane i jakoś nie ma specjalnie wielkiej presji by to w końcu działało tak jak należy. Dużo się na ten temat mówi, ale kiedy przychodzi do konkretnych działań wobec nowych rozwiązań to są one nieefektywne. A to właśnie dodatkowe usługi mogą uczynić zawód farmaceuty bardziej atrakcyjnym i potrzebnym. Pozwolą także aptekom zdywersyfikować przychody co przełoży się pozytywnie na wysokość wynagrodzenia.
PZ: Coraz częściej mówi się o dramatycznym braku techników farmaceutycznych. Jak pan to ocenia?
MK: To bardzo poważny problem, który jest niedoszacowany. W ogóle, gdy zobaczymy na dane, w zależności od źródła, trudno określić ilu faktycznie techników farmaceutycznych mamy w aptekach. Np. dane GUS za 2024 mówią o ok. 29 tys. co oznacza spadek o ok. 2 tys. względem 2023 roku. Inne źródła podają, że techników mamy ok. 35 tys., przy czym pracujących w aptekach ok. 31 tys. Ostatnio mogliśmy przeczytać w mediach branżowych, że według MZ do 30 września 2025 złożono tylko ok. 20 tys. wniosków o wpis do rejestru mimo, tego, że wcześniej mówiono o wyższej liczbie już zarejestrowanych skutecznie techników. Trudno uwierzyć w takie anomalie w danych dot. liczby osób wykonujących zawód, który przecież jest obecnie rejestrowany. Z drugiej strony można zrozumieć nagły spadek liczby techników farmaceutycznych pracujących w aptekach, ponieważ ten zawód jest trudny i nadal mocno niedoceniany.
PZ: Jakie rozwiązania pan proponuje?
MK: Potrzebna jest liberalizacja zasad stażu, ponieważ dzisiaj trudno absolwentom technikum farmaceutycznego znaleźć aptekę, w której po 2 latach stażu nabędą pełne uprawnienia zawodowe. Należy także stworzyć realne ścieżki rozwoju zawodowego. Być może studia uzupełniające, być może poszerzenie kompetencji?
To odciążyłoby farmaceutów, poprawiło organizację pracy w aptekach i pozwoliło technikom liczyć na rozwój, wyższe wynagrodzenia oraz większą satysfakcję zawodową.
[neews:2046658]
PZ: Dużo mówi pan o kryzysie samorządu farmaceutycznego. Co pana zdaniem nie działa?
MK: Przede wszystkim reprezentatywność. Frekwencja w wyborach do samorządu często kształtuje się na poziomie 4–10 procent. Wybory odbywają się w godzinach pracy aptek, a brak możliwości głosowania zdalnego, przy tak niskim poziomie zatrudnienia w aptekach, skutecznie wyklucza wielu aktywnych zawodowo farmaceutów. Nie podejmuje się przy tym żadnych realnych działań by to poprawić.
Drugim realnym problemem jest brak transparentności. W całym 2025 roku na stronie Biuletynu Naczelnej Izby Aptekarskiej nie opublikowano ani jednej podjętej uchwały. Pojawiają się zarzuty o konflikt interesów, przez co brakuje pewności co do intencji działań podejmowanych przez niektóre osoby, a przecież samorząd, w pewnym stopniu, pełni funkcję regulatora rynku obrotu lekami wartego ok. 60 mld złotych.
PZ: Czy e-voting byłby realnym rozwiązaniem?
MK: Zdecydowanie tak. Konieczne jest wdrożenie jakiejś formy głosowania na odległość. Inne samorządy zawodowe już to zrobiły. U nas wciąż słyszymy, że „się nie da”, co brzmi niewiarygodnie w XXI wieku. Brak e-votingu utrwala obecny układ i zniechęca farmaceutów do angażowania się w sprawy samorządu. Do tego podczas każdych wyborów do Samorządu powinno się przedstawić kandydatów, zaprezentować ich poglądy i program, który chcieliby realizować działając w Samorządzie.
Jeśli chcemy realnych zmian w zawodzie, musimy zacząć od tego, kto nas reprezentuje, jak nas reprezentuje i w jaki sposób jest wybierany. Wymaga to jednak zaangażowania od każdego z nas i wiary w to, że Samorząd to wspólne dobro farmaceutów i jest po to by być realnym wsparciem w codziennej pracy każdego farmaceuty – niezależnie czy jest się właścicielem apteki, jej pracownikiem czy chce się realizować w pracy poza apteką.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze