Wyceny świadczeń medycznych wykonywanych przez placówki medyczne wzrosną o 18,5 mld zł. Dyrektorzy szpitali szacują jednak, że ta kwota nie pozwoli pokryć kosztów podwyżek dla pracowników medycznych i niemedycznych, jakie rząd zagwarantował nowelą ustawy o minimalnym wynagrodzeniu.
W ochronie zdrowia wrze i nie widać tam wakacyjnego spokoju. Nie tylko z powodu pacjentów przyjmowanych do szpitali, ale głównie w związku z podwyżkami dla pracowników medycznych i niemedycznych. Otóż Ministerstwo Zdrowia ujawniło, ile pieniędzy placówki medyczne dostaną na wzrost wynagrodzeń, które należy już uwzględnić w pensjach za lipiec. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) przedstawiła dwa warianty wzrostu poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej.
Pierwszy uwzględnia podwyżki od 1 lipca tylko dla personelu na etacie, drugi także dla tych zatrudnionych na umowy cywilnoprawne ze względu na inflację. Maciej Miłkowski, wiceminister zdrowia, zarekomendował do realizacji wariant drugi i taką informację dostali też dyrektorzy szpitali. Pierwszy przewiduje 12 mld zł dodatkowych dla jednostek medycznych, drugi - 18 mld. Pierwszy jednak, w wyliczeniach uwzględnia tylko pracowników etatowych. A jak wiadomo w szpitalach gros personelu medycznego pracuje na umowach cywilnych. Stąd zdecydowano się na realizację drugiego wariantu.
W ocenie dyrektorów szpitali są to jednak i tak niedostateczne kwoty
- My jeszcze nie dostaliśmy z NFZ aneksów do umów. Wyliczyliśmy jednak, że gdyby chcieć zagwarantować podwyżki pracownikom medycznym i niemedycznym, w pojedynczym szpitalu zabraknie miesięcznie od 185 tys. zł do 1 mln zł. Ten dugi scenariusz dotyczy np. dużego, 400-łóżkowego specjalistycznego szpitala - wskazuje Władysław Perchaluk, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego. Podkreśla, że z ich wyliczeń podwyżka wycen nie pokryje tez kwot, jakie szpital musi przeznaczać na dodatki za pracę nocną pracowników, pracę w święta czy odprawy.
Przypomnijmy, że od 11 lipca 2022r. szpitale są zobowiązane, mocą noweli ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, podwyższyć minimalne pensje średnio o 28 proc. Niektórym pielęgniarkom nawet i o 40 proc. Z tym, że szpitale nie dostaną na to pieniędzy z NFZ w kwotach znaczonych, tzn. przypisanych do nr PESEL konkretnego pracownika, ale mają je wygospodarować z pieniędzy jakie otrzymają tytułem podwyżki procedur medycznych. Sami zresztą dyrektorzy szpitali obstawali za tym rozwiązaniem. Z tym, że nie sądzili, że podwyżki nie pokryją kosztów wycen.
- My mamy dość proszenia na kolanach o realne wyceny. To, co proponuje Ministerstwo Zdrowia z trudem wystarczy nam na zapewnienie ustawowych podwyżek pracownikom medycznym, zatrudnionym na etaty. A gdzie kontraktowi, personel administracyjny, techniczny i kierownictwo?- zastanawia się Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. Podkreśla, że wyceny nie doceniają też finansowo szpitali, które prowadzą SOR-y.
Reklama
Dyrektorzy szpitali doceniają fakt, że AOTMiT lepiej wyceniła pediatrię. Ale ubolewają, że interna, chirurgia ogólna czyli podstawowe oddziały dla szpitala np. powiatowego będą wciąż nierentowne, bo Agencja nadal poniżej kosztów wycenia świadczenia na nich realizowane. Podobnie jest z porodami.
Niezadowoleni z nowych wycen są też lekarze rodzinni.
- Rekomendacja AOTMiT oparta jest na błędnych przesłankach metodologicznych, uwzględnia nieistniejące świadczenia, a nie uwzględnia wprowadzonych zmian w funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia w związku z zakończeniem finansowania świadczeń dla pacjentów z COVID-19. Minister Zdrowia zatwierdził rekomendację AOTMiT w sposób rażący zaniżającą możliwość wyrównania najniższych wynagrodzeń pracowników POZ oraz kosztów związanych z inflacją w stosunku do innych świadczeń systemu ochrony zdrowia - alarmuje Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.
Reklama
Tymczasem przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia tłumaczą, że placówki medyczne już i tak dostały podwyżki świadczeń o 4,5 proc. Niby miały one pokryć koszty inflacji. Z tym, że inflacja jest już dwucyfrowa, a w kwocie podwyżek o 4,5 proc. zawiera się także finansowanie zadań antycovidowych, czyli zakup np. środków dezynfekujących.
Dyrektorzy szpitali słysząc argumenty urzędników odbijają też piłeczkę wskazując na współczynnik korygujący. Otóż od stycznia 2022 r. placówki medyczne mają obniżany współczynnik korygujący w przypadku wzrostu wyceny wartości świadczeń opieki zdrowotnej. Czyli jeśli szpitale dostają więcej z tytułu wzrostu taryf, to dostają mniej ze strumienia dodatkowych pieniędzy na wynagrodzenia. O tym, o ile mniej dostają, decyduje tzw. współczynnik korygujący. Wartości tych współczynników przypisane są do poszczególnych typów umów u świadczeniodawców, którym przysługują, a zatem są różne.
Polecamy także:
Porozumienie Zielonogórskie przeciwko decyzji Ministra Zdrowia ws. wynagrodzeń
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze