Reklama

"To nie lekarz ma się bronić przed agresją" – Łukasz Jankowski o chaosie w systemie i pustych obietnicach rządu

Rząd zapowiada wzrost wydatków na zdrowie, ale – jak podkreśla prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski – chodzi wyłącznie o minimum ustawowe, a nie realne inwestycje. W rozmowie z Małgorzatą Solecką ostrzega przed wypchnięciem lekarzy z systemu publicznego, dalszym wzrostem kolejek i pozorowanymi działaniami rządu. „Mam wrażenie, że główną troską decydentów będzie to, by system nie działał” – mówi wprost.

Obietnice bez pokrycia

25 czerwca minister zdrowia Izabela Leszczyna ma przedstawić propozycje zmian w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych. Środowisko lekarskie nie oczekuje jednak przełomu. Jak mówi prezes NRL, Łukasz Jankowski:

- Myślę, że ministerstwo będzie próbować ucieczki do przodu przez przesunięcie podwyżek na styczeń, co ma obniżyć ich koszty przez obniżenie kwoty bazowej, bo byłoby nią przeciętne wynagrodzenie sprzed dwóch lat, nie zaś z poprzedniego roku – mówi Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej w rozmowie z portalem ochronazdrowia.mp.pl.

Reklama

Donald Tusk zapowiada wzrost nakładów o 25 mld zł, ale – jak podkreśla Jankowski – to nie hojność premiera, a obowiązek wynikający z ustawy przychodowej. Tymczasem dane NIK pokazują, że realne wydatki wyniosły zaledwie 5,1 proc. PKB, choć miało być 6,2 proc.

- Ustawa gwarantuje papierowy wzrost. Jedyne co nam pozostaje, to zorganizowanie grupowych oklasków dla premiera i całego rządu. Kiedyś politycy klaskali medykom, dziś pracownicy ochrony zdrowia powinni się zrewanżować. A że brawom towarzyszyłby uśmiech zażenowania... – komentuje prezes NRL.

Reklama

I dodaje, że w najbliższych tygodniach nie spodziewa się żadnych realnych reform, bo uczestnicy rozmów – związki zawodowe, rząd, pracodawcy – mają sprzeczne interesy.

Uderzenie w kontrakty i absurd „górnych widełek”

Jest jednak coś, co – zdaniem Jankowskiego – łączy wszystkie strony: niepokój wokół kontraktów lekarskich. Pojawiają się zapowiedzi ograniczenia umów cywilnoprawnych i wprowadzenia stawki godzinowej zamiast rozliczeń za procedury.

To, zdaniem prezesa NRL, grozi paraliżem. Lekarze będą pracować mniej, kolejki się wydłużą, ale NFZ nie będzie musiał płacić za nadwykonania, bo ich po prostu nie będzie. Ograniczenie efektywności lekarzy może doprowadzić do zamykania oddziałów – i to nie z powodu braku personelu, lecz z braku sensu ekonomicznego.

Reklama

Bezpieczeństwo lekarzy? Rząd znów nie dotrzymał słowa

W tle rozmów o pieniądzach toczy się równie istotna walka o bezpieczeństwo personelu medycznego. Po tragicznym zabójstwie dr. Tomasza Soleckiego rząd zapowiedział zmiany w Kodeksie karnym, ale mimo upływu czasu projektów wciąż brak.

- My domagamy się zmian systemowych. Mówiąc w największym uproszczeniu, chodzi po pierwsze o to, by każdy lekarz i inny pracownik medyczny, niezależnie od tego, czy pracuje w systemie publicznym, czy prywatnym, miał w czasie pracy ochronę przysługującą funkcjonariuszowi publicznemu. W tej chwili w tym samym gabinecie lekarz, gdy pracuje „na NFZ”, ma taką ochronę, a gdy przyjmuje pacjentów prywatnie, już nie – podkreśla Jankowski.

Reklama

Dobrze ocenia rozmowy z policją i prokuraturą, ale zaznacza, że systemowe rozwiązania są niezbędne. Część szpitali działa już na własną rękę, instalując przyciski alarmowe czy wzmacniając ochronę.

No fault czy gra pozorów?

System no fault, zapowiadany od miesięcy, utknął w martwym punkcie. Ministerstwo Sprawiedliwości zniknęło z tematu, Ministerstwo Zdrowia powołało za to zespół… ds. odpowiedzialności lekarzy. Zdaniem Jankowskiego, to nie przypadek i rząd chce wysłać sygnał: jeśli będziecie krytyczni, zajmiemy się waszą odpowiedzialnością dyscyplinarną.

Reklama

- Mamy wręcz wrażenie, że w miłej atmosferze próbuje się nam zaproponować wymianę: system no fault w zamian za odebranie samorządowi uprawnień do orzekania w sprawach odpowiedzialności zawodowej - powiedział Jankowski.

Wizja na lato: chaos zamiast systemu

Co nas czeka do wakacji parlamentarnych? Zdaniem Jankowskiego – kolejne miesiące zaciskania pasa i wygaszania systemu:

- Jest oczywiste, że system działa czy zaczyna działać wtedy, gdy są pieniądze. To nie jest żadne odkrycie. Teraz pieniędzy nie ma, więc system będzie się wyłączać w połowie roku i można odnieść wrażenie, że główną troską decydentów będzie to, by on nie działał, by lekarze pracowali mniej. Może to jest plan na faktyczną, a nie ustawową, restrukturyzację? Śmiało mogę założyć, że lekarz, który w tej chwili dojeżdża 100 km do szpitala, by tam dyżurować czy operować, zrezygnuje, bo nie będzie to opłacalne. Oddziały zaczną się więc zamykać na skalę większą niż w tej chwili - twierdzi Jankowski.

Reklama

Efekt? Odejścia lekarzy z publicznej ochrony zdrowia, rosnące kolejki, wzrost prywatnych wydatków na leczenie i coraz większe rozwarstwienie społeczne w dostępie do opieki.

Źródło: ochronazdrowia.mp.pl

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/06/2025 12:36
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości