NFZ zwiększył finansowanie stomatologii, ale na większą dostępność usług leczenia zębów w ramach ubezpieczenia zdrowotnego Polacy raczej nie mają co liczyć. Dentyści niechętnie chcą współpracować z publicznym płatnikiem skoro za leczenie i wypełnienie zęba płaci im nieco ponad 30 zł.
Narodowy Fundusz Zdrowia miał zmieniony w kwietniu plan finansowy na 2022 r, w związku z czym, w bieżącym roku o 54 mln zł zwiększy się m.in. finansowanie stomatologii. Zamiast planowanych w 2021 r. 2 mld 265 mln będzie na ten cel 2 mld i 320 mln. Miliony robią wrażenie, choć w porównaniu z Ambulatoryjną Opieką Specjalistyczną, na którą dodano w tym roku 2 mld zł, jest to niewiele.
Stomatolodzy alarmują jednak, że obecne poziomy wyceny świadczeń stomatologicznych, za które odpowiedzialny jest AOTMiT, skutkują małą liczbą gabinetów, a co za tym idzie – niską dostępnością opieki stomatologicznej. Są zatem osoby np. starsze, które w ogóle nie korzystają ze świadczeń stomatologicznych albo z drugiej strony takie, które leczą się tylko komercyjnie i wykładają na to dodatkowe pieniądze. Mimo, że i tak płacą składki zdrowotne.
Małe podniesienie wycen
Zwiększone o 54 mln zł nakłady na stomatologię mogą być pokłosiem podniesienia wycen jakiego w ostatni czasie dokonała Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji m.in. w zakresie świadczeń z zakresu chirurgii stomatologicznej. Poszczególne okręgowe izby lekarskie wraz z Naczelną Izbą Lekarską oceniły, że nowe wyceny są wręcz kpiną z pacjenta i gabinetów stomatologicznych.
Prace związane z rozwiązaniem tego problemu trwają już około 12 miesięcy, a ich dotychczasowe rezultaty w przeważającej większości budzą niepokój. Przykładem może być chociażby wycena zabiegu ekstrakcji zęba jednokorzeniowego, która zwiększyła się z 32 zł na 36 zł czy też stomatologicznej konsultacji specjalistycznej zwiększonej z 22 zł do 25 zł.
„Zaproponowana wycena nie tylko podważa faktyczną wartość świadczeń lekarskich, ale przede wszystkim nie stanowi godnego i sprawiedliwego wynagrodzenia za udzielone świadczenia, gdyż nie pokrywa nawet pozapłacowych kosztów ich udzielenia. Samorząd zawodowy lekarzy i lekarzy dentystów apeluje o pilne wprowadzenie koniecznych zmian w tym zakresie. Na uwagę zasługuje również nieadekwatna wycena świadczeń stomatologii zachowawczej i ortodoncji”- napisały w oświadczeniu izby lekarskie.
38 zł za plombę
Fakt, wycena jaką proponuje się gabinetom stomatologicznym za wykonywanie refundowanych usług pacjentom, znacząco odbiega od cen komercyjnych. Za wypełnienie zęba, poprzedzone leczeniem, trzeba średnio zapłacić ok. 200- 300 zł. Fundusz płaci zaś 38 zł, bo takie wyceny zatwierdził AOTMiT.
-Wyzwania , przed którymi stoi publiczna stomatologia raczej potęgują się, niż się zmniejszają. Co roku ubywa placówek posiadających kontrakt. To, że jeszcze w tej chwili nie ma masowego wypowiadania umów tlumaczyc można oczekiwaniem na realizację wycen, które opracował AOTMiT , a leżą jeszcze w Ministerstwie. Wiele w ogóle trzeba uporządkować - np cena punktu rozliczeniowego w jednym oddziale potrafi się różnic o 25 proc. od ceny w innym oddziale - nie ma to oczywiście żadnego uzasadnienia. Przed nami również zmiana wyceny wypełnień , gdyż po wycofaniu amalgamatu (plomby zawierajace rtęć) trzeba je zastąpić współczesnymi materiałami. Prowadzimy rozmowy z MZ , liczymy na szybkie rozmowy z NFZ, bo przedłużanie okresu niepewności spowoduje niechybnie wykruszanie się kolejnych placówek z grona świadczeniodawców- wskazuje Andrzej Cisło, stomatolog i wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Zaznacza, że dentyści w związku z nowymi przepisami unijnymi będą usuwać teraz amalgamaty z zębów, czyli plomby rtęciowe. Niestety, trudno będzie to wykonać w zamian za obecne wyceny. Nie wiem jak minister zdrowia sobie wyobraża realizację tego świadczenia? Ceny podstawowych zabiegów stomatologicznych, czyli np. leczenie próchnicy czy usunięcie zęba powinni być dobrze wycenione aby zapewnić profilaktykę pacjentom i uchronić ich przed powikłaniami z powodu próchnicy, przed leczeniem kanałowym - wskazuje Andrzej Cisło.
Co ciekawe, w ramach NFZ pacjent może liczyć na leczenie kanałowe tylko do trójki. W jeszcze gorszej jednak sytuacji jest stomatologia dziecięca. Gdyż gabinety oferujące usługi medyczne dorosłym mogą profity czerpać właśnie z pacjenta komercyjnego, który będzie zmuszony płacić za skomplikowane leczenie kanałowe zębów wielokorzeniowych.
W stomatologii dziecięcej zaś płatnik płaci za pełen koszyk świadczeń gwarantowanych. Poza tym, najmłodsi pacjenci nie potrzebują też leczenia kanałowego.
- Za to, co płaci NFZ bardzo trudno jest utrzymać się gabinetowi dziecięcemu. Obłożenie mamy pełne. Zgłasza się do nas dużo pacjentów a teraz dodatkowo doszły jeszcze dzieci ukraińskie, które uzębienie mają bardzo zaniedbane - wskazuje Dorota Olczak-Kowalczyk, konsultant krajowy w zakresie stomatologii dziecięcej.
Podkreśla, że gabinet dziecięcy nie jest w stanie też dziennie wykonać tylu świadczeń co placówka dla dorosłych, gdyż praca z małym pacjentem bywa trudniejsza i czas wykonania zabiegów wydłuża się. Widać rząd cały czas liczy, że stomatologię można traktować po macoszemu, a kto chce leczyć zęby pójdzie to robić prywatnie.
Polecamy także:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!