Rok 2026 przyniesie rekordowe wpływy do Narodowego Funduszu Zdrowia, ale dla milionów Polaków oznacza to jedno: wyższe potrącenia z pensji i świadczeń. Emeryci, pracownicy budżetówki, osoby na płacy minimalnej i przedsiębiorcy – wszyscy oni dołożą więcej do systemu, który już dziś nie gwarantuje szybkiego dostępu do leczenia.
Z planu finansowego NFZ wynika, że w 2026 roku wpływy ze składki zdrowotnej sięgną 184 mld zł, czyli o 11 mld zł więcej niż rok wcześniej. Choć sama stawka składki pozostaje bez zmian i nadal wynosi 9 proc., to realne obciążenie rośnie – głównie przez wzrost pensji i świadczeń.
Problem w tym, że większe pieniądze nie oznaczają lepszego systemu. Wręcz przeciwnie. Już teraz wiadomo, że w kasie NFZ może zabraknąć nawet 23 mld zł, co stawia pod znakiem zapytania poprawę dostępności do lekarzy specjalistów czy skrócenie kolejek.
Pracownicy sfery budżetowej w 2026 roku mają otrzymać 3-procentowe podwyżki, czyli dokładnie na poziomie inflacji. Realnie więc ich siła nabywcza się nie zmieni. Zmieni się za to wysokość składki zdrowotnej – wyższa pensja brutto oznacza wyższe potrącenie.
Dodatkowo składka zostanie pobrana także od tzw. trzynastek, które muszą zostać wypłacone do końca marca. Efekt? Państwo zyska, pracownik – niekoniecznie.
Od 1 marca 2026 r. emerytury i renty mają zostać zwaloryzowane o 4,88 proc. To dobra wiadomość tylko na pierwszy rzut oka. Każda podwyżka świadczenia oznacza bowiem automatyczny wzrost składki zdrowotnej.
Co więcej, seniorzy płacą składkę nie 12, lecz 14 razy w roku, bo potrącana jest również z trzynastej i czternastej emerytury. W praktyce więc część waloryzacji wraca do państwa.
Dla przykładu:
przy emeryturze 2 000 zł brutto składka zdrowotna wzrośnie z ok. 180 zł do niemal 189 zł,
przy świadczeniu 3 000 zł – z 270 zł do ponad 283 zł miesięcznie.
Od 1 stycznia 2026 r. minimalne wynagrodzenie wzrośnie do 4 806 zł brutto. Składka zdrowotna liczona od tej kwoty wyniesie 373,24 zł, czyli o blisko 11 zł miesięcznie więcej niż dotychczas.
W skali roku oznacza to ok. 132 zł mniej w portfelu osoby, która i tak znajduje się na granicy finansowej stabilności.
Największa zmiana dotknie osoby prowadzące działalność gospodarczą. Od 2026 r. składka zdrowotna będzie liczona od 100 proc. płacy minimalnej, a nie – jak dotąd – od 75 proc.
Efekt?
minimalna składka zdrowotna dla przedsiębiorcy wyniesie 432,54 zł miesięcznie,
zapłaci ją nawet ten, kto notuje stratę,
to o ponad 117 zł więcej miesięcznie niż w 2025 r.
Resort finansów szacuje, że tylko na tej zmianie budżet zyska 606 mln zł rocznie.
Choć NFZ otrzyma rekordowe wpływy, pacjenci nie powinni spodziewać się poprawy sytuacji. Ministerstwo Zdrowia już teraz mówi o konieczności oszczędności i dopłat z budżetu państwa, bo składka zdrowotna nie wystarcza na pokrycie rosnących kosztów systemu.
W praktyce oznacza to, że:
kolejki do specjalistów mogą się jeszcze wydłużyć,
dostęp do świadczeń nadal będzie ograniczony,
coraz częściej pojawiają się pomysły współpłacenia pacjentów.
Rok 2026 zapowiada się jako kolejny, w którym ciężar finansowania ochrony zdrowia zostanie przerzucony na obywateli – bez gwarancji realnych korzyści. Emeryci, pracownicy budżetówki, osoby najmniej zarabiające i przedsiębiorcy zapłacą więcej, a pytanie o jakość i dostępność leczenia pozostaje bez odpowiedzi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Współpłacenie to nie jest taki zły pomysł. Dlaczego? Bo płacą ci, którzy korzystają z opieki zdrowotnej, podczas gdy składki płacą wszyscy. Nawet drobne współpłacenie mogłoby poprawić stan budżetu Służby Zdrowia. Niech to będzie tylko 10-20 zł za wizyte.
Współpłacenie to nie jest taki zły pomysł. Dlaczego? Bo płacą ci, którzy korzystają z opieki zdrowotnej, podczas gdy składki płacą wszyscy. Nawet drobne współpłacenie mogłoby poprawić stan budżetu Służby Zdrowia. Niech to będzie tylko 10-20 zł za wizyte.