Reklama

Przychodnie pochłaniają specjalistów

Polityka Zdrowotna
07/04/2022 14:38

Pediatrzy i interniści odchodzą ze szpitali do przychodni rodzinnych i prywatnych gabinetów. Bo zarobią tam więcej, a i praca jest spokojniejsza, bez dyżurów. Zaś oddziały wewnętrzne i pediatryczne powoli znikają z placówek medycznych.

Zamość. 60-tysięczne miasto w województwie lubelskim z piękną starówką. Nie ma tam oddziału pediatrycznego. Nie ma go ani w Zamojskim Niepublicznym Szpitalu, ani w Wojewódzkim Szpitalu im. Jana Pawła II.

- Nie mamy oddziału pediatrii od kilku miesięcy. Po tym jak kilka lekarek -pediatrów odeszło na emeryturę. Nie miałem szans ich zatrzymać. W przypadku emerytowanych lekarzy wynagrodzenie nie miało znaczenia. Oni chcieli już odpocząć, skorzystać z wolnego czasu. Nie dziwię się, bo to spokojniejsza praca za dobrą płacę. Nie mogę znaleźć nikogo na ich miejsce. Na początek musiałbym znaleźć ordynatora, który podjąłby wyzwanie i zorganizowałby oddział. To jest najtrudniejsze- podkreśla Marian Paszko, prezes Niepublicznego Szpitala Zamojskiego. Dyrektor nie może zatrudnić nawet lekarza z Ukrainy, który uzyskał warunkowe prawo wykonywania zawodu, bo zgodnie z ustawą o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, pieczę nad nim musiałby sprawować zatrudniony w szpitalu specjalista. 

Reklama

Podkupowani specjaliści

Od 1 stycznia 2022 r. dyrekcja zawiesiła także oddział pediatryczny w szpitalu w Chełmnie. Powodem jest brak lekarzy specjalistów. W placówce zapewniają, że szukają pracowników. Na pediatrii, chirurgii ogólnej, internie, neurologii i szpitalnych oddziałach ratunkowych brakuje lekarzy. Oddziały są zamykane do czasu skompletowania kadry. Jedne na kilka dni, inne na kilka miesięcy. Nie tylko jednak województwo lubelskie ma problemy z pediatrią. W Zespole Opieki Zdrowotnej w Świętochłowicach także nie będzie już oddziału pediatrycznego. Z tym, że w tym przypadku zarząd szpitala wyjaśnia, że decyzja jest podyktowana sytuacją finansową placówki i niewielką liczbą hospitalizowanych dzieci.

Reklama

Dyrektorzy szpitali przyznają jednak, że największy problem z prowadzeniem oddziału pediatrycznego polega na braku specjalistów. Podobnie jest także z oddziałami wewnętrznymi. Konkurencję dla szpitali stanowią dziś przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej, w których zarówno pediatra i internista znajdą zatrudnienie łatwo.

- Ja im się wcale nie dziwię, że chętnie się tam zatrudniają. Praca bez dyżurów, bez nocy, a wynagrodzenie wyższe. Problem w tym, że szpital też ma jakieś granice i nie może podbijać w nieskończoność stawek. Na ogłoszenia o pracę odpowiadają dziś lekarze, w tym młodzi, którzy już na wstępie pytają tylko, ile mogą zarobić. Nie interesują ich warunki pracy, sprzęt na jakim będą leczyć itd. Nie wiem, gdzie się podział etos pracy tego zawodu - zastanawia się Marian Paszko.

Reklama

Jego zdaniem szpitale, w tym samorządy nie prowadzą tu spójnej polityki, tylko ich szpitale konkurują, podkupują sobie specjalistów. W przychodni podstawowej opieki zdrowotnej godzina pracy pediatry czy internisty wynosi 180 -200 zł. 

 - Biorąc pod uwagę, że lekarz według przepisów mógłby przepracować w szpitalu te 160 godzin w miesiącu standardowo, to mało który szpital jest w stanie zapłacić mu 25 tys. zł - dodaje Marian Paszko. 

Uniwersalne specjalizacje

Przychodnie rodzinne zaś z chęcią zatrudniają także internistów, bo lekarzy rodzinnych także brakuje, a specjalizacja z chorób wewnętrznych jest dość wszechstronna. Interniści znają się na przypadkach wielochorobowości i opiece nad pacjentem starszym. Są chętnie zatrudniani nie tylko w POZ, na oddziałach internistycznych, ale i na SOR. 

Reklama

- Oddziały ratunkowe poszukują internistów na dyżury i są im w stanie płacić po ok. 300 zł za godzinę. Mimo tego i tak jest ciężko znaleźć chętnych bo to bardzo obciążająca praca - wskazuje Tomasz Imiela, internista i wiceprezes okręgowej izby lekarskiej w Warszawie.

Dodaje też, że praca na oddziale wewnętrznym jest także nie łatwa, ale w dodatku gorzej wyceniana. - Tam obowiązuje minimalna pensja, czyli 6,9 tys. zł dla specjalisty, plus ewentualnie dyżury. Z tym, że jeśli wiadomo, że na oddziale jest zatrudnionych 3-4 lekarzy i mają oni obstawiać pracę w dzień i dyżury nocne, to większość lekarzy nie chce aż tyle pracować w trudnych warunkach. Duże miasta, w tym Warszawę jednak i tak jeszcze ratuje fakt, że ma wielu rezydentów i  pracują na internach. - dodaje Tomasz Imiela. 

Reklama

Podejrzanie wysokie pieniądze

Duże stawki godzinowe też nie zawsze są w stanie skusić lekarzy do pracy. Jeśli jakiś szpital chce płacić 300- 400 zł za godzinę pracy na SOR, to w ocenie medyków, może oznaczać, że warunki pracy będą tam ekstremalnie trudne, lekarz będzie zdany sam na siebie. Stąd lekarze unikają takich miejsc. 

Od lat mówi się, że i szpitali i łóżek jest w Polsce za dużo. Być może nastąpi tu selekcja i tam gdzie pacjentów na oddziałach będzie niewielu, specjalistów brak, to same się pozamykają. Gorzej tylko jeśli znikną jednostki potrzebne lokalnej ludności. Bo może jednak zamieszkany przez 60 tys. osób Zamość powinien mieć oddział dziecięcy...?

Reklama

 

Polecamy także:

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości