Gdy tracimy grunt pod nogami z powodu zawrotów głowy, niezwykle trudno nam funkcjonować. Takie objawy to zdaniem prof. Wojciecha Każmierczaka laryngologa z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Katedry Fizjologii Człowieka w Bydgoszczy oraz Centrum Słuchu i Mowy Medincus wystarczający powód, by jak najszybciej odwiedzić specjalistę. Ekspert odpowiada na pytanie, jakiego?
Prof. Wojciech Kaźmierczak: Z punktu widzenia pacjenta nie ma to większego znaczenia. Z punktu widzenia lekarskiego, naukowego, zaburzenia równowagi to szersze pojęcie. Mogą być spowodowane przyczynami laryngologiczne, słynnym błędnikiem. Wtedy mamy do czynienia z zawrotami głowy i mówimy o ruchu wirowym. Ale często zaburzenia równowagi dotyczą poczucia niestabilności, uczucia rozmywania się obrazu. Wtedy są one nie związane z błędnikiem.
Zawroty głowy i zaburzenia równowagi to objawy innych wielu chorób. Pacjent powinien być zatem dobrze zdiagnozowany a specjalista musi wiedzieć, że zaburzenia równowagi mogą być zarówno spowodowane funkcjonowaniem błędnika jak i zaburzeniami ośrodkowego układu nerwowego. Do diagnozy potrzebna jest zarówno duża wiedza jak i szeroka aparaturowo diagnostyka. Bez tego trudno będzie powiedzieć co leży u podstaw tego typu dolegliwości. Zawroty głowy oprócz bólu głowy, bólu w klatce piersiowej i duszności to objawy, które od razu powinny skłaniać do szukania pomocy lekarskiej. Powinien on otrzymać pomoc w jak najkrótszym czasie. Wśród przyczyn mogą być tak ciężkie choroby jak guzy w obrębie tylnego dołu czaszki, poprzez urazy głowy a kończąc na niedokrwieniach, które najczęściej występują u osób po 60-tym roku życia.
Musimy pamiętać o tym, że tak jak narząd słuchu jest rozwinięty pod kontem anatomicznym i fizjologiczny od urodzenia to układ równowagi rozwija się później. Kamienie milowe, polegające na tym, że dziecko, raczkuje, siada, wstaje, przemieszcza się to objawy prawidłowego rozwoju fizjologicznego. Może pojawić się schorzenie obejmujące błędnik, które zaburzy ten rozwój, co powoduje, że np. dłużej uczy się chodzić. Czasami te zmiany jest bardzo trudno dostrzec. Osobie dorosłej łatwiej jest zrozumieć proces diagnostyki i badania, dziecku trudniej. Czasami nie potrafi wyrazić co się dzieje. Dlatego też diagnostyka dzieci jest o wiele większym problemem.
Jeśli pacjent ma diagnozę i wiadomo co leży u podłoża zaburzeń równowagi to ja mówię, że w 51 proc. jesteśmy wygrani, gdyż wtedy możemy zacząć go leczyć. Oczywiste jest, że jeśli pacjent ma zmiany niedokrwienne, miażdżycę, zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa to nie jesteśmy w stanie przywrócić go do stanu w jakim był 30-40 wcześniej. Z pewnością jednak możemy poprawić mu jakość życia i spowodować, że będzie czuł się pewniej. To już duży postęp, bo będzie mógł spokojnie funkcjonować. Są też schorzenia, które jesteśmy w stanie całkowicie i skutecznie wyleczyć. Reasumując, pacjentowi z zaburzeniami równowagi jesteśmy w stanie pomóc.
Musimy ich wykonać wiele, gdyż należy zbadać różne elementy systemu równowagi. Badamy błędnik, w tym kanały półkoliste i przedsionek, czynność nerwu statyczno-słuchowego, ośrodkowy układ nerwowy. Mają one pewną wadę, czyli niską czułość. Wykonanie ich równocześnie zwiększa prawdopodobieństwo wychwycenia podłoża jednostki chorobowej. Niestety zaburzenia równowagi to zaburzenia czynnościowe, więc rzadko kiedy może pomóc rezonans magnetyczny czy tomografia komputerowa. Pacjent musi przejść dość skomplikowany i wieloetapowy proces diagnostyczny, by z 90-95 proc. pewnością postawić diagnozę.
Jednym z częstszych zaburzeń równowagi są tzw. łagodne położeniowe zaburzenia równowagi. W błędniku znajdują się tzw. otolity odpowiedzialne za utrzymanie równowagi w środowisku grawitacji i tzw. ruchu liniowym. Mamy też kanały półkoliste. One odpowiadają za trójwymiar, czyli ruchy głowy w przestrzeni. Te dwa elementy współgrają i pozwalają nam określić gdzie się znajdujemy np. w jakiej pozycji względem tułowia jest nasza głowa. Schorzenia takie jak urazy, stany zapalne powodują przemieszczanie tych słynnych kamyczków, czyli otolitów do kanałów półkolistych i jeszcze dodatkowo stymulują błędnik tylny. To skutkuje sprzecznością sygnałów. W jednym uchu mamy prawidłowo działające kanały półkoliste a w drugim nieprawidłowo. Odśrodkowy układ nerwowy otrzymuje kompletnie sprzeczne informacje co wywołuje zawrót głowy. W mojej ocenie ta jednostka chorobowa jest w ponad 90 proc. uleczalna. Odpowiednie manewry rehabilitacyjne z użyciem nawet niezbyt skomplikowanego sprzętu dają efekty. Inna sprawą jest prawidłowe rozpoznanie tego schorzenia. Wiedza wśród koleżanek i kolegów jest jednak coraz większa, więc prognozy co do wyleczenia są dobre.
Lekarz rodzinny powinien być tutaj koordynatorem i wysłać go do neurologa, laryngologa i okulisty. Ta trójka powinna go zbadać, ocenić układ równowagi, każdy ze swojej strony. Po zrobieniu badań z pacjent powinien wrócić do lekarza rodzinnego z informacją jak jest przyczyna i jak powinna być leczona. To ideał. W Polsce dominującą rolę odgrywają laryngolodzy. I to nie jest złe. Laryngolog musi mieć świadomość, że powinien o opinię poprosić też innych specjalistów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze