Pieniędzy przekazanych na podwyżki szpitalom powinno wystarczyć na podwyżki. Tym bardziej, że AOTMiT podniósł wyceny nie po to, aby placówki medyczne miały na remonty, czy zakup sprzętu, ale właśnie na pensje - mówi prof. Jarosław Fedorowski, szef Polskiej Federacji Szpitali.
Panie Profesorze, w szpitalach trwa kryzys spowodowany nowelą ustawy o minimalnym wynagrodzeniu i sposobem przekazania szpitalom pieniędzy na podwyżki. Związek Powiatów Polskich alarmuje, że 60 proc. szpitali jest w związku z podwyżkami "pod kreską". W części pieniędzy na podwyżki wystarczy na trzy miesiące i potem zaczną ogłaszać upadłość. Co poszło nie tak przy pracy nad tymi podwyżkami?
Pieniądze, które są do przekazania szpitalom powinny wystarczyć na podwyżki. Głównie dla medyków, czyli osób wymienionych w tabelce znowelizowanej ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia. Wyceny świadczeń zostały tak podniesione, aby środków finansowych wystarczyło dla lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, fizjoterapeutów, psychologów, diagnostów laboratoryjnych. Natomiast pozostałe grupy pracowników szpitali, nie zaliczające się do medyków, powinny dostać podwyżki adekwatne. Proporcjonalne do grup medycznych. Wygospodarowanie dla nich pieniędzy jest już rolą zarządów szpitali, dyrekcji.
Właśnie o to największą pretensję do rządu mają menadżerowie szpitali. Zagwarantował podwyżki, a części pracowników nie zapewnił na nie pieniędzy. Co więcej, te które były dotychczas przekazywane przez NFZ jako znaczone na pensje, zostały zabrane. I zarządzający placówkami medycznymi mają wszystko pokryć w ramach nowych wycen.
Pieniądze dla pracowników wskazanych w tabeli są. To pokazuje choćby raport o stanie szpitali należących do miasta stołecznego Warszawa. A dla pozostałych pracowników może ich zabraknąć w szpitalach, które od lat miały problemy. One będą się zadłużać, upadać. Jak placówka zdrowotna może nie mieć kłopotów, skoro co pół roku zmienia się w niej dyrektor. Często ze względów politycznych.
Wynagrodzenia w szpitalach są bardzo zróżnicowane. Lekarze niejednokrotnie zarabiają więcej niż minimalna pensja zagwarantowana w znowelizowanych przepisach o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia. A inni członkowie personelu mniej. Niemniej wszystkich dotyka presja inflacyjna. W zarządzaniu szpitalem liczy się całokształt sytuacji. Pieniędzy przekazanych przez NFZ na podwyżki powinno wystarczyć dla wszystkich. Tym bardziej, że Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji podniosła wyceny świadczeń, ale z przekazem, że to nie są pieniądze na remonty w szpitalach, na zakup lepszego sprzętu, tylko właśnie na podwyżki.
Może są zatem szpitale, które po prostu, dzięki dobremu zarządzaniu lepiej sobie radzą w obecnej sytuacji, inflacji?
Na pewno, nie możemy dzielić szpitali pod względem właścicielskim. Szpital Bielański w Warszawie, który należy do miasta stołecznego Warszawa, jest w dobrej sytuacji finansowej, ale też ma duże wyzwania, aby sprostać oczekiwaniom całości personelu. Jest samorządowy, a wykonuje specjalistyczne procedury. Inne będą koszty świadczeń i wynagrodzeń szpitali wielospecjalistycznych, a inne mniejszych, powiatowych. Nie da się ich wszystkich traktować tak samo. Łatwiej będzie też tym szpitalom, które połączyły się w grupy, spółki. Clue wyzwania dla placówek medycznych to poradzenie sobie z lawinowym wzrostem kosztów. To nie tylko problem polski, ale także niemiecki. W Polsce jednak na problemy finansowe szpitali wpływa cały czas fakt, że SP ZOZ- y nie mogą leczyć komercyjnie, zarabiać dodatkowo. Taka jest oficjalna interpretacja przepisów. Mogą tylko szpitale działające w formie spółki.
Czy Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) powinna była w tym wypadku w ogóle zająć się wyceną świadczeń? Niektórzy mówią, że została uwikłana w politykę.
AOTMiT jest organem państwowym wynagradzanym właśnie za taryfikację świadczeń. Rolą Agencji jest wycena usług medycznych. Pytanie, jakie marże mamy stosować w szpitalu? Wyzwaniem jest, aby taryfikację zrobić według realnych kosztów, jakie ponoszą szpitale. Placówka medyczna na mniejszym poziomie może mieć niższe koszty niż ta na III poziomie referencyjności. Agencja jest właściwą jednostką, by dokonać wyceny świadczeń. Inna sprawa, że ona jest jednak tylko pomocnikiem. Rekomenduje wycenę, co wcale nie znaczy, że minister zdrowia i NFZ mają ją akceptować. Fundusz jest zaś instytucją, która powinna szpitale adekwatnie wynagradzać, płacić za świadczenia. Choćby doceniać finansowo opiekę koordynowaną, lepszą jakość świadczeń, bezpieczeństwo pacjenta. Niemniej, póki nie będzie ustawy o jakości w ochronie zdrowia, będzie ciężko o obiektywizm.
Polecamy także:
Koordynator onkologiczny powinien być zawodem medycznym (WYWIAD)
Stworzyliśmy centrum, w którym możliwe jest przeszczepianie wszystkich narządów (WYWIAD)
Potrzebuję w szpitalu psychologa, dla którego, tak jak dla mnie, ważni będą i pacjenci, i pracownicy
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Myślę ,że nie tylko dyrektorzy ale i organy założycielskie mają trochę za uszami... Bo kto ma niby dopłacać do oddziału położniczego , gdzie rodzi się mniej niż 500 porodów rocznie ? Takich oddziałów jest co najmniej 100 ! Ale oczywiście nikt nie podejmuje trudnych decyzji restrukturyzacyjnych , bo...kolejne wybory !!! I wtedy dyrektor może być geniuszem ale wynik takiego oddziału zawsze będzie zły...To tylko jeden z przykładów, gdzie polityka blokuje poprawę organizacji ochrony zdrowia. Ale najlepiej zwalić winę na dyrektorów...
Myślę ,że nie tylko dyrektorzy ale i organy założycielskie mają trochę za uszami... Bo kto ma niby dopłacać do oddziału położniczego , gdzie rodzi się mniej niż 500 porodów rocznie ? Takich oddziałów jest co najmniej 100 ! Ale oczywiście nikt nie podejmuje trudnych decyzji restrukturyzacyjnych , bo...kolejne wybory !!! I wtedy dyrektor może być geniuszem ale wynik takiego oddziału zawsze będzie zły...To tylko jeden z przykładów, gdzie polityka blokuje poprawę organizacji ochrony zdrowia. Ale najlepiej zwalić winę na dyrektorów...