Reklama

Nigdzie w Europie nie ma zwolnienia lekarza z odpowiedzialności karnej

27/07/2022 13:00

Lekarze, walcząc o zniesienie odpowiedzialności karnej za błędy medyczne, nie dostrzegają faktu, że to nie jest istotą ich problemu. On tkwi w odpowiedzialności cywilnej podmiotów leczniczych i lekarzy na kontraktach. Poszkodowany pacjent, który uzyskał satysfakcjonującą rekompensatę, nie będzie szukał winnego - mówi Polityce Zdrowotnej radca prawny Jolanta Budzowska, specjalizująca się w procesach o błędy medyczne.

Minister zdrowia jest zdeterminowany, aby przeprowadzić przez Sejm ustawę o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie pacjenta, zakładającej system no fault. Lekarze od lat o niego postulują, ale rządowa propozycja im się nie podoba,  gdyż nie znosi odpowiedzialności karnej. Czy ich uwagi są słuszne?

Kwestia odpowiedzialności karnej lekarzy i tzw. no fault powinny być tylko jednym z elementów systemu kultury bezpieczeństwa. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego to zagadnienie wysuwane jest na pierwszy plan. Według mnie, co najmniej równie ważne jest uzyskanie pewności, że za ewentualnym zwolnieniem - pod określonymi warunkami - lekarzy z odpowiedzialności karnej pójdzie analiza przyczyn zdarzeń niepożądanych i zagwarantowanie pacjentowi odpowiedniej rekompensaty. Lekarze nie dostrzegają faktu, że istniejąca odpowiedzialność karna nie jest istotą ich problemu. On tkwi w odpowiedzialności cywilnej podmiotów leczniczych i lekarzy na kontraktach. 

Reklama

Czyli szukanie winnego nie jest dla poszkodowanego najważniejsze?

Jeśli poszkodowani pacjenci uzyskają sprawnie odpowiednie zadośćuczynienie za skutki zdarzeń niepożądanych, nie będą poszukiwali sprawiedliwości w prokuraturach i sądach karnych. A na pewno łatwiej przyjdzie im akceptacja ewentualnych rozwiązań łagodzących odpowiedzialność karną lekarzy. Tyle, że dziś pacjent czeka latami na wyrok sądu cywilnego i nie ma konstruktywnego pomysłu, jak to szybko zmienić w ramach wymiaru sprawiedliwości. Procesy trwają latami, a na końcu wszystkie strony są w jakimś stopniu przegrane: podmiot leczniczy – bo najczęściej z własnego budżetu płaci skapitalizowaną rentę, odszkodowanie i zadośćuczynienie z horrendalnymi odsetkami, przekraczające sumę gwarancyjną z zaniżonej polisy. Lekarz kontraktowy lub położna – bo oni też coraz częściej są pozywani i ryzykują przegraną własnym majątkiem, a pacjent – bo nigdy nie ma pewności, czy uda mu się wyegzekwować zasądzone sumy. 

Reklama

Czy Fundusz Kompensacyjny, którym miałby zarządzać Rzecznik Praw Pacjenta, jest niewystarczającym rozwiązaniem?

W tym zakresie projekt ustawy o jakości nie jest satysfakcjonujący. Fundusz Kompensacyjny, którym miałby zarządzać Rzecznik Praw Pacjenta, to dobre rozwiązanie, ale może dotyczyć tylko śmierci pacjenta lub szkód na zdrowiu, gdzie rekompensata nie przekroczy 200 tys. zł. Tymczasem problemy ze zbyt niskim ubezpieczeniem podmiotów leczniczych i lekarzy dotyczą nie tylko najpoważniejszych błędów medycznych, takich jak błędy okołoporodowe, ale i mniejszej wagi, gdy poszkodowani mają prawo do dożywotnej, najczęściej kilku-, kilkunastotysięcznej renty. Poziom ryzyka to co najmniej kilka milionów złotych, obowiązkowe OC to w przypadku podmiotów 100 tys. euro, a ubezpieczenia dobrowolne to nadal wyjątek. Bezpieczeństwo finansowe lekarzy, to bezpieczeństwo finansowe pacjentów, i odwrotnie. 

Reklama

Czyli lekarze niesłusznie wskazują, że rozwiązania zaproponowane przez rząd niedomagają w wielu miejscach i nie dają im gwarancji pracy w spokoju?

Niedawny konsensus Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Zdrowia nie został dotąd zaprezentowany w formie konkretnego projektu, trudno więc komentować proponowane rozwiązania. Mówi się o złagodzeniu kar. Jeśli tak, to rzeczywiście nie daje to lekarzom tego, na czym im najbardziej zależało: braku jakiegokolwiek postępowania karnego w przypadku zaraportowania zdarzenia medycznego, co przełożyłoby się na spokojny sen lekarza i możliwość pracy bez presji. Trzeba jednak podkreślić, że nie znam kraju w Europie, gdzie funkcjonowałby taki system w ochronie zdrowia. Jego skuteczność jest więc trudna do oceny. 

Reklama

Pani ma znajomych prawników, specjalizujących się w procesach o odszkodowania za błędy medyczne w innych krajach europejskich. Tam, jak rozumiem, jest  odpowiedzialność lekarska?

Tak. Współpracuję w ramach organizacji PEOPIL z wiodącymi europejskimi kancelariami zajmującymi się tzw. szkodami na osobie, czy – może lepiej to tak przetłumaczyć – szkodami na zdrowiu. Zapytałam więc moich kolegów o to, czy podobne rozwiązania funkcjonują w innych europejskich krajach. W Szwecji, Norwegii i Danii lekarz, niezależnie od tego, czy zaraportuje błąd medyczny z własnej inicjatywy, czy nie, może zostać skazany przez sąd karny, jeśli jego postępowanie można uznać za przestępstwo. Ważne jest jednak to, że zarówno w Norwegii, jak i w Danii odpowiedzialność karna lekarza dotyczy sytuacji, gdy jego postępowanie jest umyślne lub stanowi rażące niedbalstwo. Niskie jest zagrożenie karą pozbawienia wolności: maksymalny wymiar tej karty to 2 lata (w Szwecji). Nasi lekarze często wskazują, że skandynawski system no fault jest niemal idealny. Jak widać, i tam można być skazanym za błąd medyczny, jeśli wypełnia znamiona przestępstwa.

Reklama

Jak to wygląda w krajach anglosaskich?

Kładzie się tam nacisk na szybką i adekwatną rekompensatę dla poszkodowanych, postępowania karne są raczej wyjątkiem i wszczyna się je wówczas, gdy oskarżenie leży w interesie publicznym. Tak jak w Polsce podobnie jest w Grecji i Portugalii. Tam lekarz może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej w przypadku uszczerbku na zdrowiu lub śmierci pacjenta, jeżeli zdarzenia te są konsekwencją leczenia niezgodnego z medycyną popartą dowodami (błąd medyczny). Nie ma możliwości uniknięcia odpowiedzialności karnej w przypadku zgłoszenia błędu medycznego przez samego sprawcę.

Reklama

Co się dzieje w innych krajach Europy Środkowej?

Na Węgrzech lekarz odpowiada na drodze karnej w przypadku spowodowania uszczerbku na zdrowiu lub śmierci pacjenta, jeżeli zdarzenia te są następstwem leczenia niezgodnego z medycyną popartą dowodami (błąd medyczny). Przepis dotyczący narażenia na utratę życia i zdrowia ma charakter generalny, dotyczy nie tylko lekarzy. Zgodnie zaś z rumuńskim prawem karnym, także i tu lekarze odpowiadają karnie, gdy z powodu błędu w leczeniu pacjenta dojdzie do szkody w jego zdrowiu lub życiu. Czyli również za nieumyślne spowodowanie śmierci lub uszkodzenie. Rumuński kodeks postępowania karnego od 2014 r. przewiduje jednak możliwość obniżenia ustawowych, górnych limitów kary o 30 proc. w przypadku pozbawienia wolności i o 25 proc. w przypadku kary grzywny w sytuacji, gdy sprawca dobrowolnie przyzna się do winy. To jednak dotyczy nie tylko lekarzy, nie jest to więc przepis dedykowany pracownikom ochrony zdrowia.

Reklama

Czyli w zasadzie nigdzie nie ma możliwości zwolnienia lekarza totalnie z odpowiedzialności. Nasi lekarze oczekują zbyt wiele?

Lekarze zaznaczają, że według ich postulatów nadal mieliby podlegać odpowiedzialności karnej w przypadku winy umyślnej lub rażącego niedbalstwa. To jest jakiś kompromis, szczególnie w stosunku do powracających co jakiś czas pomysłów z drugiego bieguna – zaostrzenia kar za błąd medyczny. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Na przykład kto miałby decydować o tym, że dane zdarzenie medyczne jest rażącym niedbalstwem, a co nie? 

Reklama

Jestem pewna, że dla pacjentki, u której rozwinęła choroba nowotworowa na skutek nieprawidłowego schematu leczenia raka w pierwszym okresie choroby i dziś może być leczona tylko paliatywnie, zachowanie lekarza było rażącym niedbalstwem. Biegli, gdyby mieli dziś w sądzie oceniać ten przypadek, zapewne nie byliby zbyt stanowczy. 

A pacjent, któremu usunięto nie tą nerkę? Czy to rażące niedbalstwo? Biegli mogliby powiedzieć: to zależy, głównie od diagnostyki przedoperacyjnej. W sprawie, którą prowadziłam, po 32 rozprawach sąd karny uznał za winną  śmierci dziecka pielęgniarkę, która podała lek dożylnie, zamiast do sondy dożołądkowej i uzasadnił, że: "...lek podała nieprawidłowo w wyniku rażącego niedbalstwa. Nie doszłoby do tragedii i zgonu dziecka, gdyby z zachowaniem elementarnej ostrożności upewniła się, co do prawidłowości swojego postępowania.” Takie ustalenie wymagało jednak wieloletniego procesu. Poczekajmy więc na konkrety. Jeśli samorząd lekarski zaproponuje kompleksowe rozwiązanie w zakresie kultury bezpieczeństwa, wypowiem się czy lekarze oczekują zbyt wiele czy nie, i czy tyle samo oferują poszkodowanym pacjentom. 

Reklama

- rozmawiała Katarzyna Nowosielska 

Polecamy także:

Adam Niedzielski: no fault jest dla bezpieczeństwa pacjentów

Bez osądzania - środowisko lekarskie chce wprowadzenia systemu no fault 

400 błędów szpitali w rejestrze Rzecznika Praw Pacjenta. A to nie koniec

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości