Ministerstwo Zdrowia szykuje rewolucję w raportowaniu zarobków personelu medycznego. Nowy projekt ustawy, który trafił do Komitetu Stałego Rady Ministrów, zakłada powiązanie informacji o zarobkach lekarzy z ich osobistymi numerami PESEL oraz Prawem Wykonywania Zawodu (PWZ). Dane te ma gromadzić Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), która dziś operuje wyłącznie na danych zanonimizowanych.
To jednak nie koniec zmian – resort równolegle pracuje nad narzuceniem szpitalom sztywnego limitu: wydatki na pensje miałyby pochłaniać maksymalnie 60–70 proc. budżetu placówki. Środowisko lekarskie i dyrektorzy szpitali mówią jednym głosem: to chybiony i niebezpieczny pomysł.
Oficjalnym inicjatorem zmian łączących pensje z numerem PESEL jest AOTMiT. Agencja tłumaczy, że obecny system uniemożliwia rzetelną wycenę procedur medycznych, zwłaszcza gdy dany medyk jest zatrudniony w jednej placówce na etacie, a w innych dorabia na kontraktach. Nowe przepisy mają pozwolić na ocenę rzeczywistego czasu pracy lekarzy, namierzanie braków kadrowych w regionach, a także wykrywanie nadużyć.
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapewnia, że resort dąży do stworzenia „systemu transparentnego”. Jednak Samorząd Lekarski podchodzi do tych deklaracji z ogromnym dystansem, wskazując na gigantyczne ryzyko wycieku danych.
– To są bardzo wrażliwe dane. Nie widzimy powodu do ich zbierania, bo takie rozszerzenie nie zwiększa możliwości analitycznych. Pytanie, czemu to miałoby służyć? W tych danych, które aktualnie zbiera AOTMiT, wszystko już widać – alarmuje Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.
Reklama
W podobnym tonie wypowiada się Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów, przypominając, jak łatwo zmanipulować suche liczby:
– Wiemy, że dane nie zawsze są używane z dobrą intencją. Przykładem może być głośny przypadek lekarza, który rzekomo miał zarabiać 400 tysięcy złotych miesięcznie, po czym okazało się, że to firma pod jego nazwiskiem zatrudniająca blisko 30 osób.
O jakich zarobkach realnie mowa? Prezes NIL Łukasz Jankowski wyjaśnia, że średnie zarobki lekarza na kontrakcie z sześcioletnią praktyką wynoszą 20–30 tys. zł brutto. Dodaje, że w całej Polsce jest zaledwie około 600 medyków zarabiających powyżej 100 tys. zł brutto – to unikalni specjaliści, dyktujący twarde warunki rynkowe ze względu na gigantyczny deficyt kadrowy.
Drugim, jeszcze bardziej kontrowersyjnym pomysłem resortu jest próba odgórnego uregulowania struktury wydatków szpitali. Ministerstwo Zdrowia chce, aby pensje pracowników nie przekraczały 60–70 proc. całkowitego budżetu lecznicy. Obecnie sytuacja finansowa szpitali, zwłaszcza powiatowych, jest dramatyczna – ponad 90 proc. z nich zamknęło rok ze stratą.
– W niektórych szpitalach na wynagrodzenia przeznaczone jest nawet 106 proc. budżetu, co jest skrajnie trudną sytuacją dla podmiotu – przyznaje minister Jolanta Sobierańska-Grenda.
Reklama
Z raportu Związku Powiatów Polskich wynika, że średnio koszty pracy pochłaniają niemal 75 proc. budżetów placówek, a w wielu miejscach wskaźnik ten drastycznie przekracza 80 proc.
Zarządzający szpitalami podkreślają, że wprowadzenie sztywnego sufitu procentowego na pensje postawi ich w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony państwo zmusi ich do obniżenia procentowego udziału wynagrodzeń, a z drugiej strony – ta sama władza nakazuje im ustawowo coroczne podnoszenie minimalnych pensji medyków (kolejne podwyżki wchodzą w życie już 1 lipca).
Tomasz Paczkowski, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, widzi tylko dwa, równie nierealne wyjścia z tej matni:
– Albo zatrzymujemy wynagrodzenia i znacząco zwiększamy przychody poprzez podniesienie wyceny procedur realizowanych w szpitalu i tym sposobem dochodzimy do wskaźnika 60 procent. Albo ograniczamy wynagrodzenia, na przykład redukując zatrudnienie.
Pierwsze rozwiązanie zależy od NFZ, który zamiast płacić więcej, zalega szpitalom z ryczałtami za tzw. nadwykonania. Drugie rozwiązanie – redukcja etatów – oznacza zamknięcie oddziałów z braku personelu. „Jeżeli zostanie wprowadzony ten wskaźnik, na kim spocznie odpowiedzialność za jego osiągnięcie?” – pyta retorycznie Paczkowski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze