Nie każda osoba, która gromadzi przedmioty, cierpi na zaburzenie psychiczne. Problem zaczyna się wtedy, gdy zbieranie staje się impulsywne, trudne do zatrzymania i zaczyna dezorganizować codzienne życie. Jak podkreśla psychiatra prof. Tomasz Sobów, zbieractwo bywa samodzielnym zaburzeniem, ale równie często jest objawem innych problemów zdrowotnych.
Współczesne klasyfikacje diagnostyczne wyróżniają jednostkę chorobową nazywaną zaburzeniem gromadzenia. Umieszcza się ją w pobliżu zaburzeń kontroli impulsów.
W tym sensie można mówić o chorobie. Bardzo często jednak zbieractwo jest tylko sygnałem czegoś innego - tłumaczy psychiatra prof. Tomasz Sobów.
Zbieractwo często współwystępuje z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, ale może też pojawiać się w przebiegu chorób neurodegeneracyjnych, szczególnie otępień czołowo-skroniowych. W takich przypadkach problem wynika z uszkodzeń obszarów mózgu odpowiedzialnych za planowanie i ocenę sytuacji. Bywa także objawem nierozpoznanego ADHD — również u seniorów.
Psychiatrzy zwracają uwagę na dwa podstawowe kryteria. Po pierwsze — gromadzone są przedmioty, które nie mają realnej wartości użytkowej. Po drugie — pojawia się silna trudność z ich wyrzucaniem.
Pacjenci często mówią: ‘to się może przydać’. Problem w tym, że nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy i do czego - dodaje ekspert.
To właśnie ta niemożność rozstania się z rzeczami, a nie sama liczba przedmiotów, jest kluczowa diagnostycznie.
Specjaliści podkreślają, że granica między zbieractwem a kolekcjonerstwem jest wyraźna. Kolekcjoner działa według określonego klucza, potrafi uporządkować swoje zbiory i wyjaśnić ich wartość. W zbieractwie dominuje chaos, przypadkowość i brak kontroli.
Dokładna częstość występowania problemu nie jest znana. Jedno z badań amerykańskich sugeruje, że może on dotyczyć nawet około 2 proc. populacji, jednak danych wciąż jest mało.
- Paradoksalnie najwięcej wiedzą o tym pracownicy socjalni, bo to oni najczęściej stykają się z takimi przypadkami - wyjaśnia profesor.
Szczególną i bardzo niebezpieczną formą zjawiska jest tzw. animal hoarding. Często wynika z potrzeby pomagania, ale w praktyce prowadzi do cierpienia zwierząt i zagrożeń sanitarnych.
Sednem problemu nie są rzeczy, lecz mechanizm emocjonalny. Gromadzenie obniża napięcie i daje chwilowe poczucie bezpieczeństwa, działając podobnie do natręctwa. Osoby dotknięte zaburzeniem rzadko same szukają pomocy — interwencje zwykle inicjuje rodzina lub sąsiedzi.
Podstawową metodą terapii w klasycznym zaburzeniu gromadzenia jest psychoterapia poznawczo-behawioralna. Leki mogą być pomocne, zwłaszcza gdy zbieractwo jest objawem innego schorzenia.
- Jeśli to możliwe, zawsze leczymy przyczynę - mówi Sobów.
Eksperci odradzają oskarżenia, presję i gwałtowne porządki „na siłę”. Znacznie lepiej działa spokojna rozmowa o własnych uczuciach i stopniowe wprowadzanie zmian.
- Lepiej mówić o własnych emocjach i stosować metodę małych kroków. Przymus zwykle tylko pogarsza sytuację. - radzi ekspert.
Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze